Stara miłość nie rdzewieje

Anna Niemiec , foto: AFP

Anna Niemiec

Huczna „18-nastka” Sereny, powrót lat 90-tych, grad niespodzianek oraz odnalezienie utraconej miłości. Tego wszystkiego byliśmy świadkami w tegorocznym turnieju pań w Nowym Jorku. Atmosfera była naprawdę gorąca.

Jeśli chodzi o niespodzianki, to panie w ostatnim czasie w turniejach wielkoszlemowych nie zawodzą. Szkoda, że Agnieszka Radwańska na kortach Flushing Meadows padła „ofiarą” tej tendencji. Polka nie przegrała jednak byle z kim. Jej pogromczyni, Peng Shuai awansowała do najlepszej czwórki, nie tracąc po drodze nawet jednego seta. Dla Chinki zabójcze okazało się dopiero połączenie Caroline Wozniacki i wyjątkowego upału. Zresztą pogody w Nowym Jorku nie powstydziliby się Australijczycy. Eugenie Bouchard także odczuła skutki wysokiej temperatury i dużej wilgotności powietrza. Nie skończyło się to tak dramatycznie jak w przypadku Peng, ale nie obyło się bez pomocy medycznej.

""

Oprócz Agnieszki Radwańskiej z turniejem szybko pożegnały się również Dominika Cibulkova, Ana Ivanović i Petra Kvitova. Kvitova grając swój najlepszy tenis jest w stanie zagrozić samej Serenie Williams, ale Czeszce zdarzają się dni kiedy kort jest dla niej za mały, a Nowym Jorku nigdy nie grała najlepiej. Jednak największą niespodzianką turnieju była przegrana Simony Halep w trzeciej rundzie z Mirjaną Lucić-Baroni Rumunka jest niezwykle równą zawodniczką i w tym roku poniżej pewnego poziomu nie schodziła. Dlatego jej przegrana była dla mnie największym zaskoczeniem. Chorwatka była wschodzącą gwiazdą kobiecego tenisa w latach 90-tych. Jedną z niewielu tenisistek, które wygrały zawodowy turniej w swoim debiucie. W 1999 roku doszła do półfinału w Wimbledonie. Chorwacka tenisistka zawsze prezentowała agresywny, bezkompromisowy styl gry. Nie zapomnę jak na początku kariery, grała przeciwko Steffi Graf. Młodziutka wtedy Lucić za nic miała to, że rywalizuje z żywą legendą tenisa i do serwisu Niemki ustawiała się co najmniej dwa metry przed linią końcową. Chorwatka tego meczu nie wygrała, ale wrażenie zrobiła. Niestety Lucić-Baroni, głównie za sprawą problemów z ojcem, nie wykorzystała do końca swoich możliwości. Do tegorocznego US Open musiała przebijać się przez eliminacje i jako 32-letnia tenisistka osiągnęła drugi najlepszym wynik w turnieju wielkoszlemowym.

""

Mirjana Lucić-Baroni za młodu dobrze rozumiała się z Martiną Hingis. Razem wygrały Australian Open w grze podwójnej w 1998 roku. Szwajcarka również przypomniała o sobie podczas ostatniego tegorocznego Wielkiego Szlema. Razem z Flavią Pennettą doszły do finału, w którym uległy po trzysetowej walce Jekatarinie Makarowej i Jelenie Wiesninie. Rosjanki wcześniej wyeliminowały z turnieju siostry Williams. Pomimo finałowej porażki, „Miss Swiss” nadal potrafi zachwycać swoją grą. Spokojnie wytrzymuje wymiany z głębi kortu z mocno uderzającymi rywalkami. Świetna antycypacja i czucie piłki przy siatce nie zniknęły wraz z wiekiem. Włoszka dotrzymywała kroku bardziej utytułowanej partnerce i przyjemnie było popatrzeć jak szwajcarsko-włoski duet wyprowadzał w pole swoje na ogół większe i silniejsze rywalki.

Ja najmilej z tegorocznego US Open będę wspominać fantastyczną postawę Caroline Wozniacki. Dunka po rozstaniu z narzeczonym, jakby na nowo zakochała się w tenisie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy grała, ale jakby z obowiązku. Bardziej zajmował ją projektowany ślub, a w jednym z wywiadów przyznała, że chciałaby zostać młodą mamą. Już podczas amerykańskiego lata na kortach twardych popularna Caro wracała do formy. Podczas nowojorskich występów Dunki, znów było widać radość z gry. Po każdym wygranym punkcie można było dostrzec ten sam ogień w oczach, który miała na początku kariery. Jej spotkanie przeciwko Marii Sarapowej było według mnie najlepszym meczem turnieju pań. Wozniacki nie ograniczała się już do biegania i przebijania, choć potrafi bronić się fantastycznie. Była liderka światowego rankingu prowadziła grę, posyłała „winnery”, dobrze serwowała i wykańczała akcje przy siatce. Muszę przyznać, że nie pamiętam, kiedy ostatnio ta tenisistka zagrała tyle wspaniałych wolejów. Miło było obserwować, jak ta sympatyczna dziewczyna po różnych perypetiach osobistych i zawodowych wraca do najlepszej formy.

""

Caroline Wozniacki przez dwa tygodnie grała wspaniale, ale w finale nie była w stanie przeciwstawić się Serenie Williams. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na kortach Flushing Meadows żadna z rywalek nie była w stanie zagrozić liderce światowego rankingu. Nikt nie urwał młodszej z sióstr Williams więcej niż trzy gemy w jednym secie. Pomimo dobrej formy i wielu powodów do pewności siebie, w finale było widać nerwowość w poczynaniach Amerykanki, szczególnie na początku spotkania. Caroline Wozniacki nie potrafiła tego wykorzystać, ponieważ w swoim pierwszym finale wielkoszlemowym, po pięcioletniej przerwie, sama nie zapanowała nad emocjami. Serena Williams często powtarzała, że po nieudanym sezonie w imprezach wielkoszlemowych, bardzo jej zależy, żeby dobrze wypaść w Nowym Jorku i zdobyć upragniony osiemnasty tytuł. Jeśli ktokolwiek miał co do tego wątpliwości, to po ostatnie piłce musiał zmienić zdanie. Reakcja wielkiej gwiazdy tenisa nie pozostawiała złudzeń. Bardzo zależało jej na tym zwycięstwie. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych zrównała się w liczbie tytułów wielkoszlemowych w grze pojedynczej z Martiną Navratilovą i Chris Evert. Obie mistrzynie pojawiły się zresztą na korcie, żeby powitać młodszą koleżankę w elitarnym gronie i wręczyć jej jubileuszowy prezent. Czy Serena Williams pobije kolejny rekord? Nie wiadomo, ale jeśli jej miłość do tenisa, którą na powrót zaszczepił Patrick Mouratoglou, okaże się trwała to jest to więcej niż prawdopodobne.

""

Na koniec mała dygresja o przyjaźni. Na całe szczęście Maria Szarapowa i naśladująca ją Eugenie Bouchard nie miały racji. Przyjaźń pomimo wielkich stawek i presji jest możliwa, nawet w kobiecym tenisie, nawet jeśli jesteś numerem jeden w światowym rankingu i wszyscy czyhają na to, żeby odebrać ci twoją pozycję. To właśnie Williams wykazała się empatią i zaprosiła do siebie koleżankę po przykrym rozstaniu z narzeczonym. Caro po przegranym finale na pewno musiała czuć się rozczarowana. Nie przeszkodziło jej to jednak, cieszyć się z sukcesu przyjaciółki. Wozniacki już podczas ceremonii wręczenia nagród zapewniła, że na pewno pójdą wieczorem opić „18-nastkę” Sereny. Williams wykazała się refleksem godnym mistrzyni i dodała, że drinki będą na jej koszt. Ciekawe czy Rafa zaproponuje kiedyś Rogerowi wspólne wyjście?