Światowy tenis sparaliżowany. Nierówna walka ATP i WTA z koronawirusem

Natalia Kupsik, foto: AFP

Natalia Kupsik

Odwołanie Indian Wells stało się  jednym z dobitniejszych śladów spustoszenia, jakie koronawirus wywołuje w świecie sportu. Rozprzestrzeniająca się epidemia odbija się na tenisistach, kibicach oraz na organizatorach zawodów w skali, jaką niewielu dotychczas przewidywało. Co dalej z tenisowymi rozgrywkami i czy są jeszcze szanse na to, by odbył się którykolwiek z dużych amerykańskich turniejów?

Gigantyczne starty finansowe, problemy marketingowe, a przede wszystkim kompletna dezorganizacja kalendarzy zawodników to tylko niektóre z wyzwań, z którymi przyszło mierzyć się głównym bohaterom tenisowej sceny. Organizatorzy Miami Open utrzymują, że zawody mają odbyć się zgodnie z planem, ale w każdej chwili sytuacja może ulec zmianie. Zwłaszcza w kontekście skierowanych do przebywających na terenie całej Florydy wytycznych.

W wystosowanych przez tamtejsze władze apelach zaleca się, by każdy kto w ostatnim czasie odbywał podróże zagraniczne poddał się izolacji. Wystarczy przypomnieć w jakich okolicznościach doszło do odwołania Indian Wells, by utwierdzić się w przekonaniu, że losy Miami Open wiszą na włosku. Pierwszą część „Słonecznego dubletu” wymazano przecież z kalendarza w znacznej mierze ze względu na treść dekretu Departamentu Zdrowia Publicznego Hrabstwa Riverside.

– Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Organizatorzy touru muszą wziąć pod uwagę wiele znaczących czynników, w tym między innymi fakt wycofywania się z rywalizacji ze względu na wytyczne rządu – ocenia Kelly Wolf, wiceprezydent organizacji zrzeszającej sportowców Octagon – Może się zdarzyć, że zawodnicy będą obawiali się podróży albo nawet, że nie będą mogli jej odbyć. Ci z kolei, którzy zachcą zagrać być może staną przed dylematem czy jeśli wezmą udział w  zawodach, uda im się później powrócić do kraju.

Jedni wyjeżdżają, inni zostają…

Już teraz możemy obserwować rozbieżne reakcje zawodników i zawodniczek na pojawiające się utrudnienia. Rafael Nadal w odpowiedzi na informację o tym, że turniej nie odbędzie się w terminie, opuścił kompleks Indian Wells. Dodatkowo znany z precyzyjnie zaplanowanego terminarza startów Hiszpan nie jest jeszcze pewny czy ponownie pojawi się w Stanach Zjednoczonych 23. marca. Inną strategię obrała z kolei Karolina Pliszkova. Czeszka pierwotnie także zamierzała wyjechać, ale ostatecznie postanowiła obserwować rozwój wydarzeń i czekać na więcej informacji odnośnie organizacji turnieju w Miami.

W Kalifornii nadal znajduje się także Frances Tiafoe, który jednak na przymusowym urlopie nie zamierza długo pozostać. Amerykanin coraz poważniej zastanawia się nad ubieganiem się o dziką kartę do rozgrywanego wkrótce w Phoenix challengera. Obok niego w turnieju mają wystąpić m.in. Gilles Simon, Richard Gasquet oraz Miomir Kecmanović.

Organizatorzy Indian Wells i Miami Open próbują reagować na wyjątkowo trudną, także z finansowego punktu widzenia sytuację. Ich podstawowym celem jest teraz utrzymanie zainteresowania czołowych tenisistów udziałem w zawodach. Między innymi dlatego podjęta została decyzja o przedłużeniu okresu gościnnego. Włodarze Indian Wells zapewniają komfortowe zakwaterowanie tenisistom, którzy mimo nieodbywających się zawodów przybyli na turniej. Z kolei zarządzający Miami Open zapraszają uczestników do przyjazdu na teren kompleksu wcześniej niż dotychczas.

Sportowcy, którzy mimo niepewnej sytuacji nie wyjechali z Kalifornii nie narzekają na panujące na terenie Indian Wells warunki. Zdaniem niektórych z nich atmosfera sprzyja nawet odpoczynkowi. Przyczynia się do tego całkowite wyeliminowanie działalności mediów. Jak się okazuje zwyczajowa praktyka organizowania rozmów dziennikarzy z zawodnikami została tam zawieszona do tego stopnia, że nie przeprowadza się już nawet wywiadów telefonicznych.

Szukając wyjścia z potrzasku

Największa odpowiedzialność za opracowanie rozwiązań piętrzących się problemów spoczywa oczywiście na prezydentach światowych organizacji. Nie wszystkie turnieje zostały przecież odwoływane, a to rodzi wiele poważnych pytań. Dotyczą one między innymi sposobu liczenia rankingowych punktów oraz miarkowania nagród pieniężnych. W tle podobnych dylematów zarówno ATP, jak i WTA muszą mierzyć się z potężnymi utrudnieniami natury administracyjno-organizacyjnej.

– Dokładamy wszelkich starań, by przeanalizować możliwości funkcjonowania podczas zbliżających się turniejów, ponieważ zdrowie i bezpieczeństwo zawodników i innych uczestników są naszym priorytetem. Na bieżąco będziemy informowali o wszystkim za pośrednictwem platformy ATP –  zadeklarował prezydent organizacji Andrea Gaudenzi.

Obserwując wydarzenia rozgrywające się aktualnie na zapleczu światowych kortów trudno oprzeć się wrażeniu, że podejmowane środki mają charakter wyłącznie prowizoryczny. Nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a zawodnicy trwają w przedłużającej się niepewności. Nie sposób jednak dziwić się takiemu obrotowi wydarzeń. Koronawirus pojawił się wśród nas bez zaproszenia i najwyraźniej także tenis będzie musiał stoczyć z nim swoją bitwę.

Natalia Kupsik