Tenis (przy)ziemny: chłopaki, a płaczą…
Rok temu podczas jubileuszowej gali 90-lecia PZT poryczał się Łukasz Kubot, przeżywając własne wspomnienia, jak to pekaesem dojeżdżał na treningi, żeby trafić do światowej setki. Ostatnio łzami zalał się Jerzy Janowicz po jednym z meczów sławetnego turnieju w Paryżu, gdzie doszedł do finału.
Felieton Leszka Malinowskiego
Do tenisistów płaczących należy też Roger Federer, przy czym on rozbeczał się po przegranym meczu z Rafaelem Nadalem w finale Australian Open prawie cztery lata temu. Zaczopował się na kilka minut, nie mogąc wydusić słowa podczas ceremonii wręczenia pucharu, co jednych wzruszyło, a innych przyprawiło o konsternację.
To zaskakujące, że chłopaki jednak płaczą. Myślę, że nic w tym złego. Płaczą, bo są ludźmi, bo mają wrażliwość. Jerzy Janowicz, który w krótkim czasie stał się idolem młodzieży tenisowej, pokazuje swoje emocje jak na dłoni. Dyskutuje z sędzią czy był net, czy nie, jak by to miało wielkie znaczenie. Potrafi cieszyć się jak dziecko i płakać jak baba.
To serce na dłoni spowodowało, że oszalał na jego punkcie cały tenisowy świat. Niekonwencjonalny styl gry obudził uśpioną przez siłowych przebijaczy widownię. Grupa świeżutkich fanów naprędce nabazgrała na kawałku kartonu, że JERZYK IS FRESH. Czy polscy miłośnicy tenisa mogli wymarzyć sobie piękniejszy prezent na gwiazdkę? Piękny, historyczny sezon Agnieszki Radwańskiej i pointa sezonu w wykonaniu Janowicza to coś, co poprawiło nam humor na długie zimowe wieczory.
Dobrze, że tenisiści mają przerwę, bo nic nie jest w stanie zepsuć nam dobrego samopoczucia aż do połowy stycznia, kiedy zacznie się Australian Open. Odpukać!
W przerwie zimowej nasi sportowcy odrabiają lekcje, niektórzy zdają matury. Nadrabiają zaległości w kontaktach z rodziną i przyjaciółmi. Robert Radwański tradycyjnie użera się z władzami Krakowa, gdzie może, a gdzie nie, wybudować nowy ośrodek tenisowy. Stanowczo odmówił budowy nowych kortów na terenach zalewowych. Może przy jego temperamencie byłyby to tereny adekwatne? W końcu nagła krew znalazłaby ujście. Poza tym jeśliby dobrze obiekt ubezpieczyć, to czasem mogłoby go i zalać… Na razie jednak, wobec impasu, wszystko wskazuje na to, że Radwańscy zamiast w Krakowie wybudują ośrodek na Górnym Śląsku. Tam władze przyjmują ich z otwartymi rękami.
Długie zimowe wieczory to okazja, żeby władze PZT pomyślały o strukturze naszego tenisa. Jak bumerang wraca dyskusja o braku pieniędzy na podróże zawodników na turnieje. Rodzice Jerzyka sprzedali znaczną część majątku, żebyśmy dziś mogli oglądać jego sukcesy. Kiedy oglądałem finał Pucharu Davisa z Pragi, na widowni dały się zauważyć szkółki tenisowe z różnych miast i miasteczek w całych Czechach. Zdaje się, że tam robią to lepiej.
I jeszcze jedno życzenie przedświąteczne. Panowie właściciele stacji telewizyjnych! Przestańcie się nad nami znęcać, każąc zakładać nowe anteny satelitarne, przełączać między kanałami tej samej sieci, szukać dziwnych transmisji po internecie, aby zobaczyć naszych tenisistów na światowych imprezach! Kto tu jest dla kogo? Kto komu płaci?
I już zupełnie na zakończenie… Życzę wszystkim naszym tenisistkom i tenisistom, aby w Nowym Roku dużo płakali. Ze szczęścia!



