Tenis się prymitywizuje – rozmowa z Tomaszem Iwańskim

Przemysław Staciwa , foto:

Przemysław Staciwa

– Janowicz jest niczym łom, Radwańska nie uznaje autorytetów, a Murraya nie lubię, ale to geniusz – o Agnieszce Radwańskiej, Jerzym Janowiczu, dzisiejszym tenisie, kontrowersjach, wielkich nazwiskach i wielkich pieniądzach, z trenerem tenisa Tomaszem Iwańskim rozmawia Przemysław Staciwa.

Przemysław Staciwa: Za nami Australian Open. Był Pan na Antypodach osobiście i miał okazję śledzić przebieg zawodów oraz formę zawodników. Jak wrażenia po pobycie w Melbourne?
Tomasz Iwański: Była to już moja ósma wizyta w Australii przy okazji imprezy wielkoszlemowej. Atmosfera była jak co roku fantastyczna. Jest to chyba najsympatyczniejszy turniej całego cyklu, biorąc pod uwagę organizację, pozytywne emocje i dobrą zabawę, jaka udziela się publiczności.

Jeśli chodzi o walory sportowe, to poziom zarówno kobiet jak i mężczyzn był niższy niż w roku ubiegłym. W tym roku nie widziałem ani jednego naprawdę dobrego meczu kobiet, być może poza występem Li w półfinale z Szarapową.

Jak oceniłby Pan postawę naszych najlepszych tenisistów – Jerzego Janowicza i Agnieszki Radwańskiej?
Janowicz zagrał normalny, dobry turniej, ale bez rewelacji. Nie ograł zawodników wyżej od siebie notowanych, ale wypełnił swój plan. Mecz o czwartą rundę z Almagro był dla niego ciężki, ale Hiszpan nie bez przyczyny zajmuje jedenaste miejsce w światowym rankingu.

Jeśli chodzi o Agnieszkę, to oczekiwania z pewnością były większe. Czy można je było zrealizować? Pewnie tak, ale przy nieco innym podejściu do siebie, podejściu do życia. Nie chciałbym jednak zagłębiać się zbytnio w ten temat, gdyż nie jestem odpowiedzialny za trening Agnieszki. Nie mam z nią żadnych relacji zawodowych i być może pewnych rzeczy nie umiem obiektywnie ocenić. Radwańska ma trudny charakter (podobnie jak większość indywidualistek w tenisie). Z pewnością dzięki temu charakterowi zajmuje tak wysoką pozycję, ale i dzięki niemu nie jest tam, gdzie w mojej opinii mogłaby być.

W Internecie pojawiły się głosy krytyki pod adresem Radwańskiej. Jednym z zarzutów był ten, że Polka nie potrafi grać z zawodniczkami myślącymi na korcie i zarazem silnie uderzającymi. Dlatego miała przegrać w ćwierćfinale z Na Li.
Takie, a nie inne rezultaty są efektem bardzo wielu czynników. To wynika między innymi ze sposobu postrzegania świata przez Agnieszkę. Z jednej strony ona wykonała nieprawdopodobną pracę by znaleźć się tak wysoko w kobiecym tenisie, ale z drugiej, patrząc na to relatywnie, przyszło jej to niesamowicie łatwo.

Problem polega na tym, że ona nie uznaje autorytetów. To Agnieszka decyduje o tym jak chce być trenowana, a nie ludzie wokół niej. Trzeba przyznać, że opanowała do perfekcji umiejętność wykorzystywania słabości i braków w grze jej przeciwniczek, że na tle tych wszystkich odbijających bezmyślnie tenisistek i generalnie słabego poziomu kobiecego tenisa, prezentuje się świetnie.

Proszę mi jednak przypomnieć jej wygrany mecz z zawodniczką, która grała dobrze. Na ten moment jej psychiczne podejście do meczu i rzeczywistości tenisowej jest takie, że ona ani nie musi, ani nie chce, ani niestety nie bardzo wie co ma zrobić, by wygrywać z zawodniczkami, które grają dobrze. Pytanie czy ona musi to robić? W ścisłej czołówce jest od pięciu lat, rocznie zarabia na korcie kilka milionów dolarów i tak będzie jeszcze przez co najmniej kilka lat. Jest w pełni niezależna od jakichkolwiek opinii z zewnątrz, mając zaledwie 24 lata. Czy może zostać numerem jeden? Oczywiście, ma na to papiery. To, czy to osiągnie, czy zaryzykuje i coś zmieni w swojej grze, treningu i przysposobieniu mentalnym, zależy tylko od niej. Jest prawdopodobne, że niczego nie zmieniając również osiągnie ten cel. Więc po co coś zmieniać?

Janowicz wystrzelił z formą pod koniec ubiegłego sezonu jak diabeł z pudełka i całkowicie zaskoczył światową czołówkę. Czy istnieje ryzyko, że za chwilę topowi gracze przyzwyczają się do jego stylu gry i zaczną ją „czytać”?
Tego typu zagrożenie istnieje zawsze i dotyczy każdego. W tym miejscu jest pole do popisu dla samego zawodnika i jego sztabu, by potrafili się temu przeciwstawić. Jurek ma jeden atut, który jest nie do przecenienia. W momencie gdy będzie dobrze czuł się na korcie, gdy piłka będzie mu „siedzieć”, to kto będzie po drugiej stronie siatki i jak będzie czytać jego grę, może nie mieć znaczenia.

Janowicz będąc w dobrej dyspozycji serwisowej może być w danym dniu niebezpieczny dla Federera, Nadala, dla każdego. Rosjanie mają takie powiedzenie „przeciw łomowi nie da się nic zdziałać”. Gdy tenisista posyła celne podanie z prędkością 250km/h, to tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia kto po tej drugiej stronie siatki się znajduje. On jest najbardziej utalentowanym polskim tenisistą od wielu, wielu lat i ma wiele możliwości oraz dróg do rozwinięcia swojego tenisa. Którą z nich wybierze, to jego sprawa.

Jak ocenia Pan zachowanie Azarenki, która podczas jednego ze swoich meczów wzięła kilkunastominutową przerwę, tłumacząc się problemami z oddychaniem? Jak ma się to do reguł gry?
Takie zachowanie jest po prostu żenujące. Można by porównać to z sytuacją gdy Chelsea Londyn prowadzi z Manchesterem United 2:0 do 84. minuty, w 85. „Czerwone Diabły” strzelają kontaktowego gola, a trener londyńczyków zarządza 15 minut przerwy na koncentrację.

Mamy tutaj do czynienia z ewidentną luką w przepisach. W męskim tenisie gdy coś się dzieje, zawodnik ma trzy minuty na kontakt z lekarzem, ale niedopuszczalne jest branie długiej przerwy przed końcówką seta. Jeśli tak wyglądała sytuacja, że ona przez 20 minut nie może oddychać, to etycznym wyjściem byłoby poddanie meczu. Z drugiej strony, znając realia współczesnego świata, można uczyć adeptów tenisa jej zachowania, pokazując, że dzięki „sprytnemu” wybiegowi taktycznemu wygrała mecz. Ale to nie moja bajka..

W czwartej rundzie męskich rozgrywek w Australii, w meczu Djoković – Wawrinka, Szwajcar miał trzy szanse break pointowe. Przy ostatniej sędzia liniowy krzyknął aut, a sędzia główny potwierdził tą decyzję. Gdyby Wawrinka poprosił o powtórkę, serwowałby po mecz. Karol Stopa pisał, że czas zakończyć eksperyment z „sokolim okiem” i sprawdzaniem piłek przez zawodników, natomiast należałoby dać sędziemu możliwość błyskawicznego sprawdzenia na powtórce dyskusyjnej piłki. Co myśli Pan o takiej zmianie przepisów?
Absolutnie zgadzam się w tym punkcie z Karolem. System „hawk eye” jest świetnym pomysłem, ale na ten moment służy on za dodatkowy element widowiska dla publiczności. Rozsądnym rozwiązaniem byłoby danie możliwości sprawdzenia śladu sędziemu, który to decydowałby o momencie wykorzystania takiej opcji.

Restrykcyjne przestrzeganie czasu na wykonanie serwisu i karanie zawodników za jego przedłużanie, zapowiedziane w tym sezonie przez ATP jest trafionym pomysłem?
Jeżeli jest przepis to trzeba go egzekwować. Jeśli jest on notorycznie łamany i nikomu to nie przeszkadza, zlikwidujmy go. Problem pojawia się praktycznie tylko w jednym momencie: gdy sposób przygotowania do serwisu przez jednego zawodnika, przeszkadza jego przeciwnikowi. Są to sytuacje skrajne, bo zawodnicy raczej nie mają ze sobą nawzajem problemów, a jeśli mają to zgłaszają sędziemu. Uważam, że znacznie większym problemem są jęki i ryki zawodniczek.

WTA powinno zwrócić uwagę Marii Szarapowej i Wiktorii Azarence, które w krzyczeniu na korcie przodują?
Dla mnie te sytuacje są kuriozalne. Jeśli wybierze się Pan na trening Azarenki czy Szarapowej, to one podczas sesji treningowych nie wyją, natomiast na meczu jak najbardziej. Co ciekawe Szarapowa wyje tym mocniej, im bardziej jest zdenerwowana. Dla mnie jest to nieestetyczne, ale nie ma przepisu, który by zwracał na to uwagę. Niemniej uważam, że takie ryki powinny być zakazane, bo to nikomu nie pomaga, a wielu zawodnikom przeszkadza w grze.

W ubiegłym sezonie doszło do kilku znaczących zakończeń karier w męskim tenisie. Odeszli między innymi triumfatorzy imprez wielkoszlemowych, Amerykanin Andy Roddick i Hiszpan Juan Carlos Ferrero. Z zawodowym sportem rozstali się również Fernando Gonzalez i Ivan Ljubicić. Powoli możemy mówić o końcu generacji obecnych 30-latków. Czy mógłby Pan podsumować tą schodzącą ze sceny tenisową generację i porównać ją do nowych twarzy tego sportu?
Myślę, że ta starsza generacja była i jest bardziej „tenisowa i subtelna”. Z drugiej strony to nie jest aż tak wielki problem jak z tenisem kobiecym. Tenis w ogóle idzie w kierunku szybkości i siły, ale nie da się grać w męskim tenisie bez określonego repertuaru uderzeń i arsenału zagrań oraz umiejętności. W tenisie kobiecym natomiast można się spokojnie bez nich obywać.

Co można powiedzieć o zabiegach federacji, które zmierzają do tego by grę w tenisa uczynić bardziej defensywną? Dawny mistrz, Chorwat Goran Ivanisević mówił w wywiadzie w Australii, że obecnie korty na Antypodach są szybsze od Wimbledonu.
Zapewne korty Wimbledonu nie są wolniejsze od tych w Australii, ale gdy bywałem na londyńskiej imprezie wielkoszlemowej w latach 80-tych, to tam praktycznie nie dało się grać z tyłu, nie było takiej możliwości. Nie wiem czy obecne zmiany są presją telewizji, sposobem na „uatrakcyjnienie” widowiska, ale współczesna trawa na Wimbledonie jest trzy razy wolniejsza od tej sprzed laty, została kompletnie zmieniona.

Zawsze było tak, że szybkie nawierzchnie preferowały krótsze rozegranie piłki, a wolne dłuższe. W tej chwili to wszystko jest wrzucane do jednego kotła. Nawierzchnie stają się do siebie zbliżone – ziemia na Roland Garrosie jest szybsza niż dawniej, trawa w Anglii jest wolniejsza. Czy to dobrze, czy źle? Każdy może mieć w tej sprawie swoje zdanie.

Dlaczego obecnie zawodników grających tenis „serve and volley” można policzyć na palcach jednej ręki? Atak nie opłaca się we współczesnym tenisie?
Jest to spowodowane lenistwem trenerów i ich brakiem wiedzy. Według mnie to właśnie jest kierunek w jakim powinni pójść zawodnicy, czyli doskonalenie ataku, gry przy siatce, urozmaicania palety zagrań, a nie uderzania coraz mocniej, bo to jest najbardziej prostacki sposób uprawiania tej dyscypliny sportu. Jest to nagminnie u kobiet. Gdy pojawiają się takie zawodniczki jak Radwańska, która wcale nie gra siłowo, my zaczynamy dyskusję o tym, czy może zostać numerem jeden. Po odejściu Sereny Williams ona wręcz powinna stać się numerem jeden.

Lekarstwem na tenis sprymitywizowany, jest szkolenie pod kątem technicznym i myślenia na korcie. Oczywiście takie podejście wymaga znacznie więcej wysiłku, wiedzy, cierpliwości i głębszego wejrzenia w proces treningowy. Mamy do czynienia z prostytuowaniem roli trenerów. Obecnej gry większości kobiet i pewnej części mężczyzn, może nauczyć mama lub tata po przeczytaniu książki i mając nieco pojęcia o ruchu.

Ciężko zarzucić brak myślenia na korcie Andy Murrayowi, ale nawet u tak dobrze wyszkolonego zawodnika nie ma chęci do atakowania.
Murray ma bardzo wszechstronną grę. Osobiście bardzo nie lubię jego stylu bycia i zachowania na korcie. Jeśli jednak chodzi o talent manualny i czucie gry, to jest geniuszem. Na korcie może robić wszystko, ale wszystkiego nie robi.

Co może jeszcze zrobić Federer mając przeciwko sobie Murraya lub Djokovica?
Gdybym był doradcą Szwajcara (pomarzyć dobra rzecz), to pierwsze co bym zrobił, to wymógłbym na nim atakowanie i granie wolejem częściej niż dotychczas o jakieś 30 – 40 procent. Czemu tego nie robi? Nie potrafię odpowiedzieć. Ciężko zarzucić Federerowi, że czegoś nie wie o tym sporcie, ale większa częstotliwość pojawiania się przy siatce w starciu z Murrayem czy Djokovicem wydaje się naturalnie dobrym rozwiązaniem.

Na wolniejszych nawierzchniach Federer jest na straconej pozycji. To co może jeszcze wygrać, to Wimbledon.

Rafael Nadal po miesiącach absencji powraca na korty. Wcześniej na tenisowych blogach pojawiały się głosy i podejrzenia, że Hiszpan może podczas nieobecności zażywać doping i w niedozwolony sposób leczyć kolana. Takie opinie mogą mieć uzasadnienie?
Dopóki nic nie zostało udowodnione, to w ogóle nie ma sensu snuć plotek i wydawać takich opinii. W sportowym świecie mówi się „wszyscy biorą”. Jest to kwadratura koła, gdyż wspomaganie jest niezbędne ze względu na niesamowicie napięty kalendarz turniejów, bardzo ciężkie cykle treningowe i obciążenia organizmu. W pewnym momencie organizm dopomina się pomocy i aby zostać w grze, trzeba mu udzielić wsparcia. Trudność polega tylko na tym czy w dozwolony sposób. Temat dopingu jest trudny, bo to nieustanna pogoń koncernów za wynalezieniem niewykrywalnych środków i gotowość sportowców do podejmowania ryzyka dla olbrzymich pieniędzy. Ten problem istnieje w każdej dyscyplinie sportu, również w tenisie.

Jaki będzie ten tenisowy 2013 rok?
Warto bacznie obserwować Jurka Janowicza i jego poczynania. Obiecująco zapowiada się pojawienie w kobiecych rozgrywkach takich dziewczyn jak Stephens, Robson czy Watson.

Generalnie tenisa jest za dużo. Dla jakości gry i przeżyć widzów, powinno być mniej turniejów. Jaki będzie tenis w 2013 roku? Będzie dużo walki, trochę emocji, sporo wygadywania bzdur. Będzie jak zawsze.

 

Tomasz Iwański – polski trener i menadżer tenisa. Prowadził byłą trzecią rakietę kobiecego rankingu – Nadię Pietrową. Współpracował między innymi z Jarosławą Szwedową, Galiną Woskobojewą czy Olgą Savczuk. Konsultant Federacji Kazachstanu w latach 2009-2010. Obecnie pracuje z Walerią Sawinycz (pokonała w Australii Dominikę Cibulkovą ).W latach 1988-94 reprezentował Polskę w Pucharze Davisa, gdy kapitanem był m.in. Wojciech Fibak. W 1991 r. wygrał halowe mistrzostwa Polski, zdobył 23 medale w singlu, deblu i mikście. W rankingu ATP najwyżej sklasyfikowany na 376. miejscu w singlu (wygrał challengera) i 179. w deblu.