Forbet

Tenis wstał z kolan

Hubert Zdankiewicz, foto: Adam Nurkiewicz / Mediasport i Agencja Pressaro

Hubert Zdankiewicz

– Po raz pierwszy od czasów Ryszarda Krauzego ktoś przyniósł do PZT konkretne pieniądze – mówi o nowym programie PZT Lotos Team Tomasz Iwański, trener Kamila Majchrzaka. Fakt, że mówi to człowiek uchodzący za jednego z najostrzejszych krytyków obecnych władz związku, najlepiej świadczy o tym, że na tenisowym podwórku coś się zmienia.

Współpraca z Grupą Lotos to dla polskiego tenisa wielka szansa na rozwój na wielu płaszczyznach – nie ukrywa prezes Mirosław Skrzypczyński. Brzmi to trochę górnolotnie, ale szansa faktycznie jest wielka, bo po ponad dekadzie w polskim tenisie pojawił się w końcu sponsor, który może choć w części zasypać dziurę po PZT Prokom Teamie.

W 2003 roku należąca do Ryszarda Krauzego firma Prokom Software SA została partnerem strategicznym PZT. Sponsoringiem objęci zostali Łukasz Kubot, Michał Przysiężny, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, później dołączyły między innymi Agnieszka i Urszula Radwańskie. Z naszywkami sponsora PZT jeździło po świecie w sumie kilkunastu tenisistów – poza Martą Domachowską wszyscy nasi najlepsi. W zależności od wyników dostawali stypendia od 50 tys. do 300 tys. złotych rocznie. Na wsparcie (choć niższe) mogli liczyć również najzdolniejsi młodzicy, kadeci i juniorzy.

Nie we wszystkich przypadkach współpraca okazała się tak owocna, jak zakładano. Nikt nie zapomina również o kosztach, jakie poniosły ich rodziny, a do legendy przeszły już obrazy sprzedawane przez dziadka Radwańskiego czy sklepy przez rodziców Jerzego Janowicza. Można się jednak zastanawiać, jak potoczyłyby się kariery wielu z nich, gdyby nie wsparcie Krauzego, który wydał na program ponad 10 mln złotych (według niektórych źródeł nawet prawie dwa razy tyle).

Trener też pojedzie

Wydałby zapewne znacznie więcej, gdyby na początku 2008 roku nie zaczął stopniowo wycofywać się ze sponsorowania polskiego sportu. Wraz z likwidacją PZT Prokom Teamu w polskim tenisie zaczęła się epoka zaciskania pasa.

– Chciałbym uniknąć takiej sytuacji, że działalność PZT sprowadza się w dużej mierze do chodzenia na kolanach po korytarzach Ministerstwa Sportu – zapowiadał w 2013 roku ówczesny prezes PZT Krzysztof Suski, ale na zapowiedziach się skończyło, bo następców Krauzego znaleźć się nie udało.

Aż do teraz.

Dlaczego w końcu się udało? O dziwo, pomogła… polityka. – Obecna władza zdecydowała, że związki sportowe nie mogą same ubiegać się o dofinansowanie ze spółek Skarbu Państwa. Najpierw muszą otrzymać referencje od Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nasza działalność sprawiła, że takie dostaliśmy, co otworzyło pole do negocjacji z Grupą Lotos – tłumaczy wiceprezes PZT ds. sportowych Dariusz Łukaszewski.

Negocjacji zakończonych powodzeniem, bo 6 lutego podpisano umowę, na mocy której Grupa Lotos stała się strategicznym sponsorem PZT. Umowa obowiązuje do końca 2019 roku z klauzulą przedłużenia na kolejne trzy lata.

Budżet PZT Lotos Team – Nadzieje Polskiego Tenisa (pełna nazwa) wynosi około miliona złotych, taką kwotę podał przynajmniej ostatnio „Przegląd Sportowy”. Program ma opierać się na podobnych zasadach co PZT Prokom Team.

– Tenisiści będą rozliczać wydatki związane ze szkoleniem i występami w turniejach – tłumaczy prezes Skrzypczyński. – Na podstawie przedstawionych rachunków będą mogli dostać zwrot między innymi za bilety lotnicze, wynajem kortów, opłacenie trenerów i fizjoterapeutów – dodaje.

Tenisiści objęci programem będą również oddawać do związku kilka procent z zarobionych przez siebie na korcie pieniędzy, które zostaną później przeznaczone na szkolenie ich młodszych koleżanek i kolegów.

Nie ujawniono wysokości dofinansowania poszczególnych zawodników. Nieoficjalnie mówi się, że są to sumy niewiele niższe od tych, które pobierali stypendyści Prokomu. Do tej pory umowy podpisali Maja Chwalińska, Magdalena Fręch, Daniel Michalski, Kacper Żuk, a także – w imieniu córki – rodzice Stefanii Rogozińskiej-Dzik.

– Z moim trenerem jestem związana od kilkunastu lat, a tylko kilka razy mi towarzyszył na turniejach – mówi Chwalińska. – Większość zawodników i zawodniczek jeździ sama lub z rodzicami. Na pewnym etapie to za mało. Bardzo się cieszę, że wreszcie będę mogła zabrać trenera na turnieje. Mam nadzieję, że to pomoże mi w osiąganiu lepszych wyników.

Porozumienie ponad podziałami

Umowy z PZT Lotos Teamem nie podpisała Iga Świątek, nasza rakieta nr 2 i wielka nadzieja polskiego tenisa. Propozycję dostała, ale…

– Nie chodziło o pieniądze, tylko o pewne punkty w umowie, jaką nam przedstawiono. Naszym zdaniem były nie do zaakceptowania. Nie szukajmy na siłę sensacji, po prostu się nie dogadaliśmy – ucina dyskusję Tomasz Świątek, ojciec juniorskiej mistrzyni Wimbledonu w singlu i Roland Garros w deblu.

– Nie jesteśmy w stanie zmienić umów, które dany zawodnik czy zawodniczka do tej pory mieli. Nie możemy też oczekiwać, że zerwą je z dnia na dzień, bo nagle dostali ofertę z PZT – dodaje Łukaszewski.

W programie nie ma również najlepszego obecnie polskiego singlisty, Huberta Hurkacza. W sumie może i dobrze, bo Hurkacz (zwłaszcza on) i Świątek na tym etapie swoich karier nie potrzebują już wsparcia PZT. A na pewno nie potrzebują tak bardzo, jak zawodnicy będący wciąż na dorobku, którzy jeszcze dobrze nie zarabiają, a już muszą wydawać rocznie sumy, za które można kupić mieszkanie w dużym mieście. Z ich profili na oficjalnych stronach ATP i WTA można się dowiedzieć, że tylko w tym roku Hurkacz zdążył już zarobić na korcie ponad pół miliona dolarów, a Świątek prawie 125 tysięcy.

– Wszystko powinno zostać ułożone we właściwy sposób. W sprawie Igi wypowiadać się nie zamierzam, bo nie znam szczegółów. Co do Huberta z kolei wiadomo było, że niczego nie podpisze, bo umowa, jaką mu zaproponowano, została źle skonstruowana. Podobnie zresztą jak umowa Kamila, bo oni na początku wrzucali wszystkie te umowy pod jeden wzór, co było nie do zaakceptowania. Inaczej konstruuje się umowę z kimś, kto jest pięćsetny na świecie, a inaczej z kimś, kto dobija do setki albo już w niej jest – przyznaje Tomasz Iwański, trener Majchrzaka, który ostatecznie znalazł się w programie.

– Wynegocjowaliśmy zmiany i w efekcie podpisaliśmy umowę, która jest korzystna dla obu stron. Nie jest może super korzystna, ale Kamil jest dziś jednym z liderów polskiego tenisa, a przy takiej umowie dobrze jest mieć kogoś rozpoznawalnego nie tylko wśród ludzi mocno związanych z tenisem. Ja generalnie uważam, że każdy polski zawodnik powinien dobrze współpracować z PZT, o ile jest taka możliwość. Tutaj jest. Wszyscy wiedzą, że nie po drodze mi było, z różnych powodów, z prezesem Skrzypczyńskim. Za ten program muszę go jednak pochwalić. Po raz pierwszy od czasów Ryszarda Krauzego ktoś przyniósł do PZT konkretne pieniądze. Ten program to szansa dla polskich zawodników i zawodniczek, jakiej dawno nie było – podkreśla Iwański.

Dodaje, że ze względów wizerunkowych w PZT Lotos Team powinni znaleźć się także Hurkacz i Świątek. Niezależnie od tego, ile zarabiają i ile mogą zarobić na korcie w najbliższych latach. – Ale to właśnie jest uzależnione od właściwie skonstruowanej propozycji – zaznacza Iwański.

– Z takimi zawodniczkami jak Iga czy wcześniej Agnieszka Radwańska trzeba cały czas być w kontakcie. Bo nawet jeżeli teraz nie doszliśmy do porozumienia, to nie oznacza, że nie dojdziemy do niego w przyszłości – przyznaje wiceprezes Łukaszewski.

Nie tylko team

Współpraca PZT z Lotosem nie kończy się na wspieraniu zawodników i obu reprezentacji. Zakłada ona również między innymi program dofinansowania tenisa U12 i cykl turniejów Lotos Polish Tour. – Na świecie turnieje się rozrastają, za to w Polsce niestety się kurczą. Na przełomie wieków mieliśmy kilkanaście imprez, które się odbywały rokrocznie. Nie mam teraz na myśli tych największych, J&S Cup czy Prokom Open – podkreśla Łukaszewski. – Z roku na rok było ich jednak coraz mniej, a w ubiegłym roku zaledwie sześć.

Teraz ma się to zmienić.

Kinder+Sport