Tie-break Tenisklubu #7. Świątek odzyskała mistrzowską koronę, chilijskie szaleństwo w Rzymie

Artur Kobryn , foto:

Wygrywając w świetnym stylu turniej w Rzymie Iga Świątek przyćmiła wszystkie pozostałe tenisowe wydarzenia w ubiegłym tygodniu. My jednak o nich nie zapominamy i oprócz należnych pochwał dla Polki, wspomnimy także m.in. o niespodziankach w męskiej imprezie rodem z Chile, a także dość zaskakującym posunięciu Novaka Dżokovicia.

Potrójna radość Igi Świątek

Po wyczerpującym finale w Madrycie, można było mieć pewne obawy czy Iga Świątek będzie w stanie w Rzymie zaprezentować się ze swojej najlepszej strony. Raszynianka bardzo szybko wątpliwości rozwiała. Jak burza przeszła przez cały turniej, nie tracąc w nim ani jednego seta. A prawdziwą wisienką na torcie był jej finałowy pojedynek z Aryną Sabalenką, który w niczym nie przypominał tego sprzed dwóch tygodni. Polka rozbiła Białorusinkę, oddając jej zaledwie pięć gemów i po roku przerwy ponownie mogła cieszyć się z mistrzowskiego tytułu na Foro Italico. Było to już trzecie zwycięstwo w Wiecznym Mieście, które pozwoliło jej też na nowe wpisy do historii tenisa. Została bowiem trzecią zawodniczką – po Dinarze Safinie i Serenie Williams – która w jednym sezonie triumfowała w Madrycie i Rzymie. Pierwszą w czasach, gdy obie te imprezy zostały wydłużone do 12 dni. Większą dawkę pewności siebie przed wylotem do Paryża chyba ciężko było sobie wymarzyć.

Chilijskie sensacje w Rzymie

Ku zaskoczeniu wielu fanów tenisa, to Chilijczycy zostali nacją, która zrobiła największą furorę w męskim turnieju na Foro Italico. Docierając do półfinałów, Nicolas Jarry i Alejandro Tabilo, zostali pierwszymi w historii reprezentantami swojego kraju, którzy w jednym turnieju osiągnęli najlepszą czwórkę imprezy Masters 1000. Jarry zdołał też nawiązać do występu Fernando Gonzaleza, który jako ostatni Chilijczyk (i też w Rzymie) zagrał o tytuł w zawodach tej rangi. Do pełni szczęścia zabrakło tylko końcowego triumfu. Tu na drodze Jarry’ego stanął Alexander Zverev. Mimo to chilijscy fani mają z czego się cieszyć, widząc, że ich rodacy starają się nawiązywać do wyników dawnych gwiazd, jak chociażby wspomniany już Gonzalez, czy Nicolas Massu i Marcelo Rios.

Zamiana ról trwa w najlepsze

Turniej w Rzymie był również kolejnym przykładem zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie w rozgrywkach pań i panów. Przez dobre kilka lat mogliśmy się przyzwyczaić do stabilizacji, by nie powiedzieć zabetonowania, na szczytach ATP oraz dużej nieprzewidywalności w cyklu WTA. Tymczasem dwie ostatnie wielkie, kobiece imprezy rozstrzygnęły między sobą Iga Świątek i Aryna Sabalenka, czyli „jedynka” i „dwójka”. U panów z kolei, w obliczu problemów zdrowotnych i kryzysu formy kilku topowych zawodników, także i po Madrycie mieliśmy niespodziewanego finalistę i triumfatora, który zmagania rozpoczynał, będąc po serii nieudanych występów. Czy w Paryżu będziemy mieli podtrzymanie tego trendu? Dużo na pewno zależy od tego jak panie zagospodarowały swoimi siłami i czy mające przeróżne problemy gwiazdy ATP zdołają się z nimi uporać na czas.

Nietypowy ruch Dżokovicia

Po niepowodzeniu w Rzymie Serb zdecydował się na posunięcie, do którego uciekał się niezwykle rzadko. Przyjął bowiem „dziką kartę” do turnieju ATP 250 w Genewie, który rozgrywa się w tygodniu poprzedzającym Roland Garros. Lider rankingu wystąpi w ostatniej imprezie przed zmaganiami wielkoszlemowymi po raz pierwszy od maja 2021 roku. Wtedy jego decyzja podyktowana była faktem, że turniej rozgrywany był w rodzinnym Belgradzie. By znaleźć inny taki przykład poszukiwania formy należałoby się cofnąć aż do startu w Eastbourne przed siedmioma laty. Ruch ten pokazuje, że Dżoković potrzebuje większego ogrania i lepszego wejścia w rytm meczowy. Czy pomoże mu to obronić tytuł  w Paryżu i nie nadszarpnie jego zasobów energii, przekonamy się już niebawem.

Panie wracają na słynne trawniki

Choć sezon gry na kortach ziemnych w pełni, to wybiegnijmy na chwilę w przyszłość. I to nawet nieco dalszą, bo do czerwca 2025 roku. Opublikowany został bowiem kalendarz „trawiastej” części przyszłorocznych rozgrywek. Największą zmianą jest pojawienie się damskiego  turnieju rangi „500” na kortach londyńskich Queen’s Clubu. Panie przywitają się z obiektem tuż po zakończeniu Rolanda Garrosa, a tydzień później, już tradycyjnie, zagrają tam panowie. Będzie to powrót rozgrywek WTA do tej lokalizacji po, uwaga, aż 52 latach przerwy. Swój status w związku z tym straciły zmagania w Birmingham, które będą teraz imprezą niższego szczebla rozgrywaną w drugi tygodniu paryskiego Szlema. Władze WTA zrobiły więc krok w stronę zwiększeniu prestiżu i zainteresowania tą częścią sezonu i miejmy nadzieję, że ten zabieg przyniesie zamierzony skutek.

„Dzikie karty” tylko dla swoich

W ubiegłym tygodniu emocje wzbudziło też rozdysponowanie „dzikich kart” do turnieju na kortach im. Rolanda Garrosa. Pomijając przepustki przyznawane na mocy porozumienia z Australijską i Amerykańską Federacją Tenisową, wszystkie pozostałe trafiły w ręce „Trójkolorowych”. Oznacza to, że swojego pożegnalnego występu w imprezie głównej nie mogą być pewni chociażby kończący w następnych miesiącach kariery Dominic Thiem, czy Diego Schwartzman. Szczególnym echem odbiło się pominięcie pierwszego z nich, który w Paryżu dwukrotnie dochodził do finału. Także u pań, wielkie nazwiska nie mogły liczyć na specjalne względy, gdyż w turnieju zabraknie m.in. Caroline Woźniacki, Emmy Raducanu oraz byłej mistrzyni, Simony Halep. Jak widać Francuzi nie są przesadnie sentymentalni i ponad wszystko cenią sobie własne barwy narodowe.

Federer i Nadal znowu razem

Tym razem oczywiście już nie na korcie, a na planie reklamy. Dwie tenisowe legendy wzięły udział w kampanii Louis Vitton, prezentując się w zimowej scenerii włoskich Dolomitów. Będący przez lata wielkimi rywalami na korcie, stali się też przyjaciółmi, czego dowodem mogły być łzy Hiszpana w pożegnalnym występie Szwajcara podczas Pucharu Lavera w 2022 roku. Panowie pozowali także przez obiektywem słynnej amerykańskiej fotografki, Annie Leibovitz, a także odbyli ze sobą krótką rozmowę. Nie zabrakło w nim wspomnień, ciekawych refleksji, jak również żartów. Naprawdę wierzymy, że za tak udaną atmosferą na planie nie stały tylko i wyłącznie wielkie pieniądze zaangażowane w to przedsięwzięcie.