Tie-break Tenisklubu #8. Nerwowy start Hurkacza, Dżoković utknął w dołku

Artur Kobryn , foto: AFP

Za nami już pierwsze mecze Rolanda Garrosa, wśród których naszą największą uwagę przykuł oczywiście pojedynek Huberta Hurkacza. Wrócimy jednak też do ubiegłotygodniowym turniejów niższej rangi, w których nie zabrakło kilku niezwykle interesujących historii.

Inauguracyjne męki Hurkacza

Wrocławianin był jednym z pierwszych graczy, który wyszedł na kort podczas tegorocznych zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa. I można powiedzieć, że rozpoczął je w tradycyjny dla siebie sposób. Nie jest to jednak tradycja, którą polscy kibice mogliby się zachwycać. „Hubi” bowiem po raz czwarty w swoich ostatnich pięciu inauguracyjnych meczach w Paryżu rozegrał pięciosetówkę. W starciu z młodym Japończykiem Shintaro Mochizukim Polak momentami przywoływał skojarzenia ze swoich najgorszych wielkoszlemowych występów. Ostatecznie jednak jego umiejętności oraz doświadczenie wzięły górę i nasz jedynak wśród panów zameldował się w drugiej rundzie. Nam pozostaje mieć nadzieję, że taki początek turnieju pozwolił mu szybciej wejść na odpowiednie obroty. Układ drabinki pozwala bowiem wierzyć przynajmniej w wyrównanie najlepszego dotychczas paryskiego wyniku.

Kamil Majchrzak pnie się w górę

Ostatnie dni były udane także dla trzeciej rakiety naszego kraju, Kamila Majchrzaka. Po kłopotach zdrowotnych i niepowodzeniach w kwietniowych challengerach w Azji, piotrkowianin zawitał na europejskie korty ziemne i od razu zanotował wartościowy rezultat. W zmaganiach w Skopje Polak odniósł cztery zwycięstwa i wystąpił w meczu finałowym. W decydującej o tytule rozgrywce został zatrzymany przez aktualny numer jeden juniorskiego rankingu, Joela Schwaerzlera. Dla stawiającego pierwsze kroki wśród seniorów Austriaka był to premierowy tytuł na tym szczeblu rozgrywek. Dzięki temu osiągnieciu Majchrzak awansował aż o 61 miejsc w rankingu ATP i plasuje się w nim obecnie na 291. pozycji. Jego powrót do bycia polską „dwójką” wydaje się więc już tylko kwestią czasu.

Kolejne rozczarowanie Novaka Dżokovicia

Na tydzień przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa Serb wdrożył plan awaryjny i niemal w ostatniej chwili przyjął „dziką kartę” do turnieju w Genewie. Na szwajcarskich kortach miał nabrać większego ogrania i pewności gry, tymczasem ten ostatni przed Paryżem test oblał. O ile jeszcze w dwoma pierwszymi rywalami poradził sobie dość pewnie, tak w półfinale z Tomaszem Machaczem znów ujrzeliśmy go w tym zdecydowanie gorszym wydaniu. Serb ewidentnie zmagał się też z dolegliwościami natury fizycznej i decydującą odsłonę zakończył z zaledwie jednym wygranym gemem. Do Paryża udał się zatem bez żadnego turniejowego zwycięstwa w sezonie i z wieloma znakami zapytania. Jak sam podkreślił, w stolicy Francji jego oczekiwania będą niskie, choć nadzieje niezmiennie wysokie. Jesteśmy niezmiernie ciekawi, czy w związku z tym będziemy świadkami najgorszego Wielkiego Szlema Serba od lat, czy może raz jeszcze będzie go stać na coś spektakularnego na jednej z największych tenisowych scen.

Francuskie objawienie w Lyonie

W ostatnim czasie francuscy fani męskiego tenisa nie mają zbyt wielu powodów do radości. Część z ich gwiazd zakończyła już karierę, a niektórzy są w przededniu podjęcia takiej decyzji. Co gorsza, „trójkolorowi” nie mają obecnie gracza będącego w sile wieku, który mógłby liczyć się w walce o najcenniejsze trofea. Nic więc dziwnego, że każdy sukces francuskiego zawodnika wiąże się z dużą radością i budzi spore nadzieje. Tak też stało się w Lyonie, gdzie swój pierwszy tytuł w karierze wywalczył Giovanni Mpetshi-Perricard. Jego triumf był też wyjątkowy ze względu na to, iż przed 20 laty przyszedł on na świat właśnie w tym mieście. Francuz na pewno ma szansę stać się jedną z najciekawszych postaci rozgrywek w następnych latach. Ofensywny styl i jednoręczny bekhend z pewnością będą przyciągać uwagę kibiców, a on musi „tylko” zatroszczyć się o odpowiednie wyniki.

Niezwykły przypadek Peyton Stearns

Amerykanka została bezsprzeczną bohaterką zawodów w Rabacie. 22-latka z Cincinnati w stolicy Maroka wywalczyła swój pierwszy tytuł w karierze. Nie byłby to jednak może temat na oddzielną opowieść, gdyby nie okoliczności w jakich tego dokonała. Staerns okazała się bowiem specjalistką od wychodzenia z ogromnych tarapatów. W trzecim secie ćwierćfinału z Lucią Bronzetti przegrywała już 0:5, a w szóstym gemie musiała bronić piłki meczowej. Dokonała tej sztuki, a później powtórzyła ją przy wyniku 4:5. Ostatecznie nie dała już wygrać Włoszce żadnego gema. W kolejnej rundzie nie było już aż tak dramatycznie, lecz zaliczyła powrót ze stanu 1:4 w decydującej odsłonie potyczki z Wiktorią Tomową. W finale z kolei niespodziewanie gładko uporała się z Egipcjanką Mayar Sherif, tracąc zaledwie trzy gemy. Nie ma chyba wątpliwości, że triumf ten zostanie w jej, oraz miejscowych kibiców, pamięci na bardzo długo.

Piotr Woźniacki uderzył w WTA

W ubiegłym tygodniu głośnym echem w środowisku tenisowym poniósł się wywiad Piotra Woźniackiego dla portalu Sport.pl. Stwierdzenie, że ojciec byłej liderki światowego rankingu nie gryzł się w nim w język, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Woźniacki nie pozostawił suchej nitki na WTA. Ciosy zostały wymierzone w kwestie organizacyjne, promocję rozgrywek, ale przede wszystkim w sposób traktowania zawodniczek wracających po dłuższych przerwach, np. po urodzeniu dziecka. Nie da się  jednak ukryć, że przez autora tych słów przemawiała przede wszystkim gorycz z powodu braku „dzikich kart” do ważnych turniejów dla jego córki. Z tego też względu można sądzić, że nie przez wszystkich zostanie potraktowany on należycie poważnie, a tak być nie powinno. Kilka postawionych w wywiadzie diagnoz jest bez wątpienia celnych i z korzyścią dla całych rozgrywek byłoby, gdyby osoby decyzyjne w WTA wzięły sobie niektóre z nich do serca.

„Tsitsidosa” Reaktywacja

Zaledwie trzy tygodnie temu informowaliśmy o zakończeniu związku przez Paulę Badosę i Stefanosa Tsitsipasa. A skoro pisaliśmy o końcu, to czujemy się w obowiązku wspomnieć też o ich nowym początku. Jak się okazało Hiszpance oraz Grekowi ciężko było bez siebie wytrzymać i ponownie tworzą parę. Tym razem głos w ich sprawie jako pierwszy zabrał Tsitsipas, który opowiedział o swoich uczuciach. Zapewnił, że w Badosie widzi swoją bratnią duszę. Życzymy więc obojgu wytrwałości, abyśmy nie musieli tworzyć specjalnej rubryki poświęconej tylko ich relacji. I jesteśmy niezwykle ciekawi ich występu w turnieju mikstowym podczas rozpoczętego już Rolanda Garrosa. Przekonamy się też, jakie przełożenie na wynik sportowy będzie miała ich wyjątkowa więź.