Trzeba być pewnym siebie – rozmowa z Jeleną Ostapenko

Antoni Cichy , foto: Antoni Cichy/Tenisklub

Antoni Cichy

Jelena Ostapenko to jedna z najzdolniejszych zawodniczek młodego pokolenia. W rozmowie przeprowadzonej w Sobocie opowiedziała o drodze juniorki do WTA, życiu tenisistki czy tańcu, który pomaga na korcie.

Z Jeleną Ostapenko rozmawia Antoni Cichy

Grała pani nie tak dawno na Wimbledonie, a teraz na turnieju ITF w Sobocie. Musi być sporo różnic.

Myślę, że to również niezły turniej z kilkoma dobrymi zawodniczkami. Oczywiście, nie jest łatwo, jest inaczej. Bądź co bądź w Sobocie nie grają te same tenisistki co na Wimbledonie.

Nie czuje się pani momentami dziwnie, kiedy po Wimbledonie przyjeżdża na turniej, gdzie zdarzają się kłopoty na przykład z dziećmi podającymi piłki?
Na Wimbledonie naprawdę trudno dostać się do grupy podających piłki. Ale Wimbledon to Wimbledon. Podobnie jest na każdym innym turnieju wielkoszlemowym. Te dzieci są naprawdę dobrze przygotowane, a w Sobocie niektóre z nich mogą robić to po raz pierwszy. Są też bardzo małe. Nie mam z tym problemów, choć czasem może lepiej byłoby wybrać starsze dzieciaki. Wiem jednak, że to nie takie proste. (śmiech)

Czy tegoroczny Wimbledon, na którym pokonała pani Carlę Suarez Navarro, był punktem zwrotnym? Pozwolił pani bardziej uwierzyć w siebie?
Tak, ponieważ zawsze myślałam, że zawodniczki z czołowej “10” albo “20” to całkiem inny świat. Zobaczyłam, że grając mój najlepszy tenis, i ja mogę osiągnąć ten poziom. Po prostu trzeba być pewnym siebie, wierzyć w siebie, a wtedy pewnego dnia można się tam znaleźć.

Wimbledon musi być dla pani szczególnym miejscem. Rok temu wygrała tam turniej juniorski, a w tym roku pokazała się ze świetnej strony na tle najlepszych zawodniczek na świecie. Jak bardzo różni się tenis juniorski od profesjonalnego?
W profesjonalnym tenisie zawsze trzeba być pewnym siebie. Nie można okazać przeciwnikowi najmniejszej słabości. Trzeba grać punkt po punkcie aż do samego końca. Wśród juniorów, jeśli naciska się na rywalkę, zdarza się, że czasem tego nie wytrzymuje i w pewnym sensie poddaje się.

Czy wkraczanie do świata profesjonalnego tenisa jako była druga juniorka świata i zwyciężczyni juniorskiego Wimbledonu wiąże się z większą presją?
Myślę, że przejście z juniorskiego do profesjonalnego tenisa to jeden z najtrudniejszych kroków, jakie tenisistka ma do wykonania. Wydaje mi się, że wielu zawodników znajduje się właśnie w takiej sytuacji. Po pierwsze, kiedy wchodzi się do WTA, nikt cię nie zna i nie spodziewa się po tobie dobrej gry. Kiedy jednak gra z tobą ponownie, wie już, jak właściwie przygotować się do pojedynku.

Czy jest pani zadowolona ze sposobu, w jaki wykonała ten krok?
Wciąż to czynię. Jak już powiedziałam, prawdopodobnie jeszcze nie jestem na tyle pewna siebie, jak powinnam być. Trzeba też przez cały czas podejmować dobre decyzje na korcie i utrzymywać najwyższy poziom przez cały mecz.

""

Stawia sobie pani jakieś konkretne cele? Czołowa “100” w pół roku, rok, a może podchodzi pani do tego spokojnie?
Uważam, że jeśli będę grała mój najlepszy tenis, to mogę zakończyć ten rok w czołowej “100”. Często jest to jednak bardzo trudne z powodów mentalnych. Podobnie ma się rzecz z przejściem drogi od juniorki do zawodniczki WTA. Chodzi głównie o sferę mentalną. Trzeba grać dobrze w każdym meczu, a nie jak w juniorskim tenisie raz dobrze, a raz gorzej.

Bierze pani udział w wielu turniejach WTA, rzadziej gra w imprezach ITF. Czy ma to głównie służyć przystosowywaniu się do realiów touru?
Po pierwsze, w rozgrywkach WTA można zdobyć więcej punktów i, moim zdaniem, poziom prezentowany przez zawodniczki jest też nieco wyższy. Właśnie dlatego dobrze występować w tych turniejach. Można poznać tenisistki, a wtedy łatwiej grać przeciwko nim. Wiadomo, jaką obrać taktykę.

Gra w największych turniejach sprawia pani jakieś trudności?
Nie, nie mam z tym żadnych kłopotów. Z drugiej strony bardzo trudno grać powtarzalnie, w każdym meczu ten sam tenis. Czasami jestem po prostu zmęczona, czasami warunki nie są najlepsze albo zdarzy się jeszcze coś innego. Kiedy jednak należy się do czołowej “100”, nie ma wyjścia – trzeba to robić. Jeżeli jesteś w stanie to zrobić, możesz uważać się za dobrą zawodniczkę. (śmiech)

Jest pani bardzo młodą tenisistką. Odczuwa pani momentami zmęczenie życiem w tourze?
Czasem naprawdę chciałabym już pojechać do domu i odpocząć przez kilka dni. Bardzo lubię posiedzieć trochę w domu. Sporo podróżuję, więc to miłe, zwłaszcza jeśli nie trzeba wyjeżdżać przez kilka tygodni. Spędzam czas z rodziną i moim ukochanym psem. (śmiech) Wabi się Juljeta! Spotykam się także z przyjaciółmi, żeby się trochę zrelaksować. To dobry sposób na kilkudniową ucieczkę od tenisa.

Takie życie pani odpowiada?
Tak, bo to miłe, jednak czasami można odczuwać zmęczenie nadmiernym podróżowaniem. Ale właśnie to chciałam robić, bo naprawdę kocham grać w tenisa. To sprawia mi przyjemność.

Podobno lubi pani tańczyć.
Przez kilka lat profesjonalnie tańczyłam, ale już tego nie robię. Trudno było połączyć trenowanie tańca z tenisem. Robiłam to także dla siebie, teraz nie mam jednak czasu. Wydaje mi się, że taniec pomaga mi na korcie ze względu na koordynację.

Muzyka też jest bliska pani sercu?
Uwielbiam jej słuchać. Wpływa na mnie uspokajająco. Kiedy jestem zmęczona, puszczę sobie jakiś utwór i czuję się wtedy bardzo dobrze.

Dobór piosenek zależy od wyniku spotkania czy raczej humoru?
Przed meczem zazwyczaj słucham popu. Uważam, że przede wszystkim rano pomaga się dobudzić! (śmiech)

A po meczu?
To już zależy. Słucham różnej muzyki.

Jak przedstawia się sytuacja tenisa na Łotwie? Dobre wyniki Ernestsa Gulbisa zmieniły ją?
Tenis nie był na Łotwie tak popularny jak w innych krajach. Koszykówka czy hokej na lodzie cieszyły się większą popularnością. To drogi sport i nie każdy może sobie pozwolić na to, żeby go uprawiać, ale wielu ludzi gra w tenisa hobbystycznie. Kiedy Ernests Gulbis znalazł się w czołowej “10” rankingu ATP, ten sport stał się popularniejszy. Zaczęło grać sporo dzieci.

""

Jest pani znana na Łotwie?
Na pewno nie tak bardzo jak Ernests, ale wydaje mi się, że trochę ludzi mnie zna. Kilkukrotnie zdarzyło się, że ktoś mnie rozpoznał na ulicy. Nie jestem jeszcze aż tak dobra, żeby każdy wiedział, kto to Jelena Ostapenko.

Jakie są pani cele i marzenia?
Chciałabym zakończyć ten rok w czołowej “100” i zakwalifikować się do turniejów głównych wszystkich przyszłorocznych Wielkich Szlemów.

A bardziej dalekosiężne plany? W przyszłym roku mamy przecież igrzyska w Rio.
Ależ pewnie. Bardzo chciałabym tam zagrać. W Brazylii jest bardzo przyjemnie. (śmiech)

Czyli już tam pani była?
Nie, jeszcze nigdy nie miałam okazji, żeby odwiedzić Amerykę Południową.

W takim razie najpierw turniej olimpijski, a potem wakacje w sercu Brazylii?
Chętnie, ale wydaje mi się, że najpierw muszę być w czołowej “50”. (śmiech)

Dziękuję za wywiad.

 

*Jelena Ostapenko urodziła się 8 czerwca 1997 roku. Przed rokiem wygrała juniorski Wimbledon, a na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskichw Nankinie wywalczyła brązowy medal. Na tegorocznym Wimbledonie w pierwszej rundzie wyeliminowała Carlę Suarez Navarro. W rankingu WTA znajduje się od pewnego czasu na początku drugiej "100".