US Open: nowojorska gra o tron
Startujące za chwilę US Open to najprawdopodobniej ostatnia w tym roku okazja dla Agnieszki Radwańskiej na objęcie prowadzenie w rankingu. Wykorzystanie jej będzie jednak niezwykle trudne. I, jak zwykle, nie zależne wyłącznie od Polki.
Korty Flushing Meadows nigdy nie były dla Radwańskiej przyjazne. Krakowianka dwa razy dobrnęła w Nowym Jorku do czwartej rundy, ale ostatnie trzy edycje US Open kończyła już na drugim meczu. Co gorsze, nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego tak się działo. W formie przeważnie byłą dobrej.
Przed tegorocznym startem o dyspozycji Radwańskiej wiele dobrego powiedzieć nie można. Krakowianka zdaje się tracić impet, z jakim przedzierała się przez większość sezonu. Dobitnie udowodniła to jej wracająca do formy Na Li: rozbiła Polkę i w Montrealu, i Cincinnati, w dwóch meczach tracąc tylko pięć gemów. Jeżeli w Nowym Jorku krakowianka nie wzbije się ponownie na wyżyny, wydobywając głęboko ukryte resztki energii, na dobry występ liczyć nie może.
Na szczęście, Radwańskiej nie pokrzywdziło losowanie. W trzeciej rundzie może zmierzyć się z Jeleną Janković, ale ograła ją w dwóch ostatnich przypadkach (dwa sety nawet zgarnęła bez uronienia nawet gema), więc lękać się jej nie powinna. Jeżeli i tym razem ją pokona, pewnie spotka się z w kolejnym meczu z Dominiką Cibulkovą. A jeśli i tę przeszkodę ominie, to najpewniej przyjdzie jej wojować z Angelique Kerber. Znajdujące się w znakomitej formie Na Li i Petra Kvitova, a także broniąca tytułu Samantha Stosur, czyli najpoważniejsze rywalki, na które mogłaby trafić w ćwierćfinale, los rozrzucił po innych ćwiartkach.
Wykorzystać słabość rywalek
Żeby jednak Polka mogła osiągnąć wymarzoną pierwszą pozycję w rankingu, zawieźć muszą Wiktoria Azarenka i Maria Szarapowa. Pierwsza z nich broni prowadzenia w zestawieniu, a druga planuje w Nowym Jorku zepchnąć ją ze szczytu.
W normalnych okolicznościach w przedmeczowych prognozach obie zostałyby automatycznie wepchnięte co najmniej do ćwierćfinałów, ale przed US Open warunki zapanowały niezwyczajne. Azarenka doznała kontuzji kolana podczas turnieju w Montrealu. Uraz wykluczył ją również ze zmagań w Cincinnati, a zatem jej przygotowania do US Open zostały poważnie pokrzyżowane. Szarapowa zmaga się z podobnym problemem – z obu wspomnianych turniejów wykluczyła ją infekcja żołądkowa. Zważywszy na fakt, że obie znalazły się w wymagających ćwiartkach (w ćwierćfinale Azarenka może spotkać się z Li lub Stosur, na Szarapową najpewniej spadnie konieczność walki o półfinał z Kvitovą), nie jest powiedziane, że do decydujących meczów w turnieju dotrwają.
Problem w tym, że i Azarenka, i Szarapowa w zeszłym sezonie szturmu na US Open nie przepuściły – obie poległy w trzeciej rundzie. A to oznacza, że zbyt wielu punktów bronić nie będą. Jeżeli więc Radwańska ma zająć miejsce należne liderce cyklu, musi je wywalczyć swoją rewelacyjną postawą. Niewykluczone, że by do tego doszło, będzie potrzebowała pokonania Sereny Williams, niekwestionowanej faworytki turnieju. Szczęśliwie, nawet niesamowitej Amerykance zdarza się przegrać mecz – w ćwierćfinale rywalizacji w Cincinnati nie dała rady Kerber.
Dwóch walczy o ranking, jeden – o tytuł
Mężczyźni rywalizację o pierwsze miejsce w rankingu na poważnie rozpoczęli już w Toronto. A właściwie rozpoczął ją wówczas Novak Djoković, który chcąc sobie wynagrodzić nieudane występy w Londynie (Wimbledon zakończył w półfinale, na igrzyskach znalazł się tuż za podium), zaraz po wyjeździe z Wielkiej Brytanii rozpoczął batalię o powrót na pierwsze miejsce w rankingu.
Serb zwyciężył w Toronto, ale usatysfakcjonowany czuć się nie mógł – w kanadyjskiej metropolii nie zjawił się Federer. Kiedy zaś zmierzyli się w Cincinnati, Szwajcar nie pozostawił Djokoviciowi złudzeń. Federer wygrał w dwóch setach, w pierwszym bijąc rywala do zera. Dzięki temu to on będzie faworytem na Flushing Meadows.
Los okazał się jednak bardziej łaskawy dla Djokvicia. Serb pierwsze rundy turnieju powinien przebrnąć bez trudu i choć w ćwierćfinale może się spotkać z Juanem Martinem del Potro – zdaje się, że najpoważniejszym oponentem, na którego mógłby trafić na tym etapie zmagań – to narzekać nie może. W półfinale bowiem nie spotka się z Andym Murrayem – zawodnikiem, który do sięgnięcia po triumf w Nowym Jorku zdeterminowany będzie prawdopodobnie najbardziej.
Szkot był największym bohaterem tegorocznych zmagań na trawie (większym nawet od Federera, zwycięzcy Wimbledonu) i podczas olimpijskiej rywalizacji pokazał, że zdolny jest do najbardziej spektakularnych wygranych, w co coraz więcej osób powątpiewało. W Nowym Jorku w finale już był – w 2008 r. w trzech gładkich setach poległ z Federerem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tym razem sięgnął po tytuł.
Będzie mu o to łatwiej – Federerowi i Djokoviciovi zresztą też – ponieważ w Nowym Jorku nie zagra Rafael Nadal. Hiszpan wciąż wojuje z kontuzjowanym kolanem, które, co już można oznajmić z pełnym przekonaniem, zmarnowało mu drugą część sezonu. Absencja zeszłorocznego finalisty, który w decydującym o tytule meczu pospołu z Djokoviciem zafundował kibicom widowisko, jakiego chyba jeszcze nie widzieli, jest największą stratą dla turnieju.


