US Open: z dachem i z rozmachem

Tomasz Krasoń , foto: AFP

Tomasz Krasoń

Przez ostatnie 5 lat deszcz utrudniał rywalizację w US Open do tego stopnia, że singliści kończyli rywalizację w poniedziałek. Organizatorzy turnieju, nie chcąc przejąć od Wimbledonu miana pogodowej czerwonej latarni Wielkiego Szlema, musieli działać. Teraz mają już gotowy projekt przebudowy nowojorskiego kompleksu, który do 2018 roku swoim rozmachem przyćmi inne święte miejsca tenisa.

W trosce o widzów
O tym, że Amerykanie mają bzika na punkcie telewizyjnych transmisji wiedzą wszyscy. Także organizatorzy US Open. Dlatego też w trosce o przedłużające się relacje, jako jedyni spośród wielkoszlemowych prominentów, nakazali tenisistom rozgrywanie tie breaków w decydujących setach. Zyskali dzięki temu cenne minuty. Wciąż jednak tracili całe dni z powodu opadów deszczu. Teraz to się zmieni. – Zawsze będzie wiadomo, że mecz dobiegnie końca – przyznał komentujący zapowiedzi USTA Andy Murray. – Opady deszczu, przekładane mecze, opóźnienia w terminarzu – dla mnie to nieodłączne elementy turniejów wielkoszlemowych, które będą stopniowo wykluczane. Ale dla telewizji to będzie fantastyczna sprawa – dodał Szkot, który dwukrotnie brał udział w poniedziałkowych finałach US Open.

Nie popaść w kompleksy
Budowa dachu nad kortem Arthura Ashe’a to temat wracający do amerykańskiej debaty praktycznie z każdą kroplą deszczu spadającą w Nowym Jorku na przełomie sierpnia i września. Ostatnio omawiany nieco bardziej nerwowo, wręcz obsesyjnie. Szczególnie, że konkurencja nie śpi. Konkurencja buduje. Od 2009 roku organizatorzy Wimbledonu nie boją się już kapryśnej londyńskiej pogody, bynajmniej nie w drugim tygodniu turnieju. Dachem szczycą się również Australijczycy, choć oni na korcie Roda Lavera chronią tenisistów przed upałem, a nie przed opadami. Zadaszanie centralnej areny planują również Francuzi, co oznacza, że USTA i jej sztandarowy produkt, jakim jest US Open, został daleko w tyle. To dziwi. Amerykanie zawsze słynęli z innowacji – to oni zrównali pule nagród w turniejach kobiet i mężczyzn, to oni wprowadzili do Wielkich Szlemów sesje wieczorne. Teraz, z konieczności, wprowadzili nowy zwyczaj – finał singla panów w poniedziałek. Ale to akurat, mimo zapewnień o większych zyskach, nie jest powód do dumy.

Poprawić dzieło
Niedługo problemy z pogodą przejdą już jednak do historii US Open. Do 2018 roku ma zostać zakończona gruntowna przebudowa kompleksu nazwanego imieniem Billie Jean King. Już w 2017 roku nad kortem Arthura Ashe’a ma powstać rozsuwany dach. Za jego projekt odpowiada Matt Rossetti. Nikt nie zna tego obiektu tak dobrze jak on. Zespół architektów ROSSETTI stworzył bowiem w 1995 roku wizję największej tenisowej areny świata. Teraz trzeba ją zadaszyć. A nie jest to zadanie łatwe. Pierwotny projekt zakładał użycie 32 kolumn. To ilość zapewniająca wymaganą nośność, ale również, przez gęstość rozmieszczenia, uniemożliwiająca grę w tenisa. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii udało się zredukować liczbę podpór, których w najnowszej koncepcji jest tylko osiem. Budowa będzie mogła ruszyć! Na wspomnianych kolumnach znajdą się stalowe ramy, na których rozpostarty zostanie właściwy materiał – PTFE, czyli po prostu teflon. Dach będzie dzięki temu przezroczysty i elastyczny. Przy projekcie zwrócono szczególną uwagę na wymiar praktyczny – zastosowanie 4 segmentów, ważących, bagatela, po 400 ton, sprawi, iż proces zasuwania i rozsuwania trwać będzie od 5 do 7 minut. Dodatkowo stworzony zostanie specjalny system odprowadzania wody oraz, co wydaje się oczywiste, klimatyzacja.

Kibic nasz pan
Budowa dachu nad kortem centralnym to nie jedyna inwestycja, jaką zaplanowali włodarze USTA. Wyburzone zostaną dwie kolejne co do wielkości areny nowojorskiego kompleksu – kort Louisa Armstronga i Grandstand. Pierwszy z nich powstanie od nowa w tym samym miejscu. Zmiana będzie „tylko” jakościowa – nowy kort pomieści 15 tysięcy widzów i również będzie posiadać zadaszenie. Grandstand natomiast czeka przesiedlenie. Z lokalizacji w północnowschodniej części kompleksu, w bezpośrednim sąsiedztwie kortu Louisa Armstronga, zostanie przeniesiony w rejony południowozachodnie. A to nie koniec nowości. Poszerzone zostaną chodniki, powstanie nowa strefa bufetowa, a także stanowiska sponsorskie. Zmiany te ułatwią kibicom poruszanie pomiędzy poszczególnymi arenami. A kibic jest w całym interesie najważniejszy. Szacuje się, że dzięki rozbudowie frekwencja na kortach przy Flushing Meadows każdego dnia będzie wyższa o 10 tysięcy osób. – Ta metamorfoza uczyni US Open lepszym dla fanów, a wyjątkowe rozwiązania będą oddawać energię i ekscytację Nowego Jorku – wzniośle zapowiedział Dave Haggerty, przewodniczący USTA. – Gdy wszystko złoży się w całość, Narodowe Centrum Tenisa stanie się jednym z najbardziej przyjaznych i technicznie zaawansowanych miejsc w świecie sportu. Trudno się z Haggerty’m nie zgodzić. Dodatkową atrakcją ma być specjalna, dwupoziomowa platforma wokół kortów treningowych. Łatwo dostępne i wygodne podglądanie gwiazd tenisa, nawet gdy te mają akurat dzień wolny od turniejowej rywalizacji? Proszę bardzo. W Nowym Jorku pomyślano o wszystkim.

Kasa będzie się zgadzać
Koszt przedsięwzięcia jest wysoki. Szacuje się, że sam dach na kortem Arthura Ashe’a kosztować będzie 100 milionów dolarów, a cała przebudowa nowojorskiego obiektu pochłonie 550 milionów dolarów. Mniej więcej tyle, co wybudowany na Euro 2012 Stadion Narodowy w Warszawie. USTA to jednak potężna organizacja i może sobie pozwolić na samodzielne finansowanie inwestycji. Głównie z funduszy, jakie otrzyma na mocy podpisanej z telewizją ESPN umowy dotyczącej praw transmisyjnych w latach 2015-2025, która opiewa na kwotę 825 milionów dolarów. Dysponując taką gotówką, żal moknąć.

Tomasz Krasoń