Uwielbiam grać u siebie – wywiad z Marinem Ciliciem
Tegoroczny ćwierćfinalista wielkoszlemowego Wimbledonu. Tenisista, który w swoim dorobku ma 11 singlowych tytułów, a w tym tygodniu planuje podnieść kolejne trofeum. Chorwat, plasujący się w 2010 roku na najwyższym, 9. miejscu w rankingu ATP, jest najlepszym tenisistą Chorwacji. Jak ocenia swoje szanse w tegorocznym Croatia Open i co myśli o polskich tenisistach Marin Cilić? W Umagu rozmawiał Patryk Osuch.
Na początku chciałbym Ci pogratulować zarówno środowegogo występu, jak i tego na Wimbledonie. W ubiegłym roku Twoim trenerem został Goran Ivanisević. Czy wniósł coś nowego do Twojej gry? Jak idzie współpraca z byłym triumfatorem Wimbledonu?
Oczywiście, dużo trenowaliśmy. Można zauważyć dużo zmian w moim serwisie, bo na jego poprawie spędziliśmy dużo czasu. Teraz mogę grać nieco agresywniej, luźniej niż do tej pory, a także nieco bardziej ryzykownie przy returnie. W środowym meczu dobrze serwowałem i nie popełniałem wielu błędów przy swoim podaniu. Staram się teraz rozgrywać mecz w taki sposób, który najbardziej mi odpowiada. Myślę, że dzięki tej agresywności będę mógł wspiąć się jeszcze wyżej i być większą przeszkodą dla innych tenisistów.
Uważasz, że Goran Ivanisević zmienił Twoją grę na tyle, byśmy mogli oglądać w tym roku Twój trzeci finał w Umagu?
Mam nadzieję, że tak. Jednak warunki tu w Umagu są nieco inne i trudniejsze niż na innych turniejach odbywających się w ciągu całego roku. Ale jeszcze zobaczymy. W przeciągu ostatniego tygodnia dużo trenowałem, więc chciałbym żeby to zaowocowało wejściem do finału.
Jeżeli mowa o finale. W 2012 roku podniosłeś tu najważniejsze trofeum po pokonaniu Marcela Granollersa. Jakie to uczucie nosić miano najlepszego w Umagu, mając na uwadze ponad dwudziestoletnie czekanie Chorwatów na swojego rodaka, który powtórzy wyczyn Gorana Prpicia?
Świetnie się wtedy czułem. Po tym jak przegrałem rok wcześniej, chciałem jeszcze raz wystąpić w finale i w końcu wygrać. Mówiło się tutaj przez długi czas, że Chorwaci nie grają dobrze i trzeba coś z tym zrobić. Ja się jednak cieszę, że mogłem przerwać to oczekiwanie. Co ciekawe, już zaczęto porównywać tą sytuację do Wimbledonu, gdzie i Brytyjczycy czekali na swojego rodaka, który wreszcie mógłby zatriumfować. Ale naprawdę cieszę się, że to właśnie taki, a nie inny scenariusz miał miejsce i mogłem dopisać do swojego konta jeszcze jeden tytuł zdobyty w Chorwacji.
Zwycięzca z roku 2011 – Ołeksandr Dołgopołow, z którym wtedy przegrałeś, odwołał swój występ. Kto więc może być dla Ciebie najtrudniejszym rywalem w tegorocznym Croatia Open?
Fognini i Robredo na pewno będą trudnymi przeciwnikami. A to oczywiście ze względu na ich wytrzymałość fizyczną i wysoki poziom gry, jaki prezentują. Musimy też brać pod uwagę to, że na umażkich kortach gra się dosyć ciężko i dla tenisistów lubiących twardą nawierzchnię, będzie trudno tu rozgrywać mecze.
Ante Pavić po swoim pierwszym meczu rozegranym we wtorek powiedział, że nie jest jeszcze przygotowany na to, by grać przed własną publicznością. A jak Tobie idą występy na kortach w swojej ojczyźnie?
Szczerze? Uwielbiam grać u siebie, przed chorwacką publicznością. Wygrałem w tym kraju dosyć dużo turniejów i myślę, że naprawdę gram tu dobrze. Bardzo pomaga mi atmosfera panująca na trybunach podczas moich spotkań. Czuję się wtedy nieco bardziej odpowiedzialny za moją grę. Zawsze wydaje mi się, że po tygodniu rozgrywek w Chorwacji mój tenis osiągnął wyższy poziom.
Przypomina mi się Borna Corić, który z kolei w wywiadzie powiedział, że jest mu kompletnie obojętnie, gdzie gra. On nigdy nie odczuwa presji. Udowodnił to w kwietniu, podczas spotkania Pucharu Davisa rozgrywanego na warszawskim Torwarze. A jak Tobie się grało w Polsce?
Corić swoją fenomenalną wygraną udowodnił, że jak najbardziej liczy się w światowym tenisie. Chciałbym, za pół roku, rok, dwa lata – nie jest ważne, by stał się jednym z najważniejszych zawodników naszej reprezentacji. A w Torwarze grało się nawet dobrze, mimo iż warunki były nieco inne, między innymi szybsza nawierzchnia. Na szczęście to my odnieśliśmy zwycięstwo. A ja dobrze wspominam swój występ, kiedy w trzecim dniu udało mi się w meczu z Janowiczem wyjść zwycięsko po tym, jak przegrywałem w setach 0:2.
No tak. Nasz najlepszy zawodnik przegrał wtedy dwa pojedynki. Jak oceniasz grę Jerzego Janowicza?
Myślę, że trochę balansował w tym roku. Jego gra nie wyglądała stabilnie. Wzbijał się, opadał. Miał na początku sezonu kilka dobrych turniejów, np. w Rotterdamie, a potem nie mógł wygrać spotkania przez 3-4 miesiące. Ale muszę przyznać, że jest niewygodnym i niebezpiecznym zawodnikiem, który w przyszłości może swoim przeciwnikom sprawić wielkie problemy.


