Zaczynać nieustannie od nowa. Historia Inigo Cervantesa

Dominika Opala, foto: AFP

Dominika Opala

Proces się powtarza: poważna kontuzja, wyleczenie, rehabilitacja i powrót na korty, żeby odbudować rytm i formę. Droga, która nie przestaje być trudna, mimo powtarzania. Podczas ostatniego urazu Inigo Cervantes spędził 14 miesięcy poza kortem. Doświadczenia mu w tym nie brakuje. Historia Hiszpana z kontuzjami już nie jedną osobę dawno zmusiłaby do zrezygnowania z zawodowej kariery, a on mimo przeciwności losu walczy dalej.

Kontuzje są nieodłącznym elementem życia zawodowego sportowca. Jest wiele przykładów tenisistów, którzy wracali do rywalizacji po rehabilitacji i odnosili sukcesy. Żeby daleko nie szukać, ostatnio Andy Murray oczarował tenisowy świat, zdobywając tytuł w Antwerpii. Szkot w styczniu mówił o zakończeniu kariery, ale zdecydował się na jeszcze jedną operację biodra, która w końcu uwolniła go od bólu. Przypadek Inigo Cervantesa jest jednak bardziej skomplikowany i dramatyczny niż Brytyjczyka, bowiem niespełna 30-letni zawodnik z Kraju Basków, niemal całą karierę walczy z kontuzjami. Można wręcz pokusić się o tezę, iż więcej czasu spędził na salach operacyjnych i rehabilitacyjnych niż na korcie.

Przerwane marzenia

Gdy „Cerva” miał 19 lat i dopiero zaczynał rywalizację na najwyższym poziomie, musiał odłożyć rakietę na osiem miesięcy z powodu pubalgii. Trzy lata później, kiedy osiągnął ranking w okolicach 130. miejsca, przeszedł cztery operacje w ciągu półtora roku (dwie biodra, jedną łokcia i jedną stopy). Trudno sobie nawet wyobrazić, co musiał przeżywać Cervantes. W kwietniu 2014 roku wrócił do rywalizacji po tych wszystkich zabiegach. Występował w eliminacjach do futuresów i challengerów, i tak krok po kroku odbudowywał formę.

Następny sezon zakończył już na 72. pozycji w rankingu, a w marcu 2016 roku osiągnął najwyższe miejsce w karierze – 56. Wtedy wydawało się, że najgorsze już za Hiszpanem, mógł cieszyć się z gry i piąć się w klasyfikacji. Ten piękny moment nie trwał jednak długo, gdyż pojawiły się problemy z plecami i konieczna była kolejna operacja w grudniu – To niewiarygodne, byłem w świetnej formie, na najwyższym miejscu w karierze, a od Roland Garros zaczęły się problemy z plecami. Grałem dwa wymagające mecze i musiałem mieć tydzień przerwy. Zmuszałem ciało do gry, bo łapałem się do najlepszych turniejów i chciałem to wykorzystać, ale co najwyżej mogłem dać z siebie 60% – wspomina Hiszpan.

Pół roku bez diagnozy

Do gry powrócił w lutym 2017 roku. Był to trudny czas dla Cervantesa, gdyż miał problemy z wygrywaniem meczów, ale pod koniec roku zaczął wracać do formy, a co ważniejsze zakończył go bez kontuzji. W kolejnym sezonie nie było już tak wesoło. W maju nabawił się urazu nadgarstka i musiał odłożyć rakietę na 14 miesięcy – Trenowałem, a podczas odpoczynku wykręciłem nadgarstek. To był dziwny gest – wspominał tenisista mieszkający w Javei. Od tego momentu do operacji w listopadzie minęło 6 miesięcy – Poszedłem do kilku specjalistów i nie mogli się zgodzić, co do diagnozy, mówili: ścięgno, zejście kości. W końcu mnie zoperowali i okazało się, że mam zerwane więzadło nadgarstka i dlatego nawet nie mogłem ruszać ręką – kontynuował.

Następnie Cervantes rozpoczął kolejną rehabilitację, części ciała, która jest niezwykle ważna dla tenisisty. Juan Martin Del Potro przeżył podobny koszmar. Argentyńczyk miał operowane dwa nadgarstki i wie doskonale, jak żmudny jest proces powrotu do zdrowia po takiej kontuzji.

To, jak dotąd, najgorsza rehabilitacja – przyznał „Cerva”. – Cztery lub pięć miesięcy po operacji wciąż brakowało mi mobilności i nie mogłem grać prawą ręką. Po sześciu miesiącach w końcu była dobra reakcja, po tysiącu godzin rehabilitacji i ćwiczeń. Trzy miesiące temu zacząłem widzieć światło w tunelu – dzielił się odczuciami.

O krok od rezygnacji

Polepszenie stanu nadgarstka pozwoliło na powrót do rywalizacji w lipcu 2019 roku w challengerze w San Benedetto – Wróciłem trochę z pośpiechem, ale chciałem to już zrobić. Tyle miesięcy bez grania, a do tego w sezonie 2017 grałem z dyskomfortem, a 2018 roku w ogóle nie liczę. Tak naprawdę od 2016 roku nie byłem w stanie grać na 100%. Kontuzja nadgarstka to była prawdziwa droga przez mękę, której sobie nie wyobrażałem – wspominał 29-latek z Kraju Basków.

Od samego początku jasne było dla Cervantesa, że nie chce zakończyć kariery z powodu kontuzji – Krew się we mnie gotowała, że musiałem przerywać granie przez urazy. Wspominałem swoją karierę i nie byłem w stanie przekroczyć swojego limitu. W najlepszym momencie kariery w 2016 roku odezwała się kontuzja pleców i kończyłem sezon pełzając – stwierdził z przykrością „Cerva”.

Jednak mimo tych wszystkich przeciwności Hiszpan się nie zniechęcał i cały czas pozostawała w nim pasja do tenisa. Niestety, chęci to jedno, a możliwości to drugie i kiedy przytrafiła mu się kontuzja nadgarstka musiał obiektywnie kolejny raz zmierzyć się z rzeczywistością – Próbowałem odbijać z 10-latkiem i nie dawałem rady. Kiedy stan ręki się polepszał, wymagałem od siebie więcej. Z każdym tygodniem sądziłem, że jest lepiej. Ale sytuacja była bardzo skomplikowana i wszędzie szukałem rozwiązań. Byłem bliski powiedzenia: „dobra, to już koniec” – przyznał Cervantes.

Nowy początek, nowe nadzieje

Po pierwszym turnieju w San Benedetto baskijski tenisista zagrał następnie w kilku futuresach i challengerach, ale, co logiczne, dużo kosztowało go odnoszenie zwycięstw – Jeśli chodzi o samą grę, to nie było źle. Byłem w stanie rywalizować, przegrałem kilka pojedynków w trzech setach, ale nie przywiązywałem wielkiej uwagi do rezultatów, chciałem po prostu odzyskać rytm – zaznaczał. – Nadgarstek funkcjonował coraz lepiej, a z uwagi, że już to przechodziłem, miałem ten spokój, że wiedziałem, że jeśli będę grać, wyniki także przyjdą – zapewniał.

Przełom nastąpił w połowie września. Cervantes wygrał trzy mecze z rzędu i dotarł do ćwierćfinału challengera w Sewilli – Byłem bardzo szczęśliwy. Przyszło mi do głowy, to co przeszedłem: trzy miesiące temu prawie nie mogłem utrzymać rakiety, a teraz wygrałem trzy mecze pod rząd i osiągnąłem ćwierćfinał dobrego challengera. Łatwo jest stracić formę, a potem wiele kosztuje, by ją na nowo odzyskać. Teraz nie odczuwam bólu i to mi pozwala myśleć, że mam kolejną szansę – mówił z nadzieją zawodnik, zajmujący aktualnie 688. miejsce. Jednak w wybranych turniejach Cervantes może grać z „zamrożonym rankingiem” – 330.

Ostatnie słowo 

Hiszpan ma w planach zagrać jeszcze kilka imprez w tym roku, a kolejny sezon ma nadzieję rozegrać na pełnych obrotach. Chęci mu do tego na pewno nie brakuje i w jego przypadku wszystko zależeć będzie od zdrowia – Wiem, że straciłem wiele lat kariery, ale jeśli zdrowie dopisze, mogę pograć do 34. lub 35. roku życia. Przede wszystkim to ja chciałbym mieć ostatnie słowo. Chcę zakończyć karierę, kiedy będę miał na to ochotę, a nie kiedy zmusi mnie do tego kontuzja – podsumował 29-latek z Fuenterrabii.

Historia Inigo Cervantesa to historia o niezłomności i zaczynaniu ciągle od nowa. Hiszpan udowodnił w ciągu kariery, że ma niezwykłą zdolność do walczenia z przeciwnościami losu. Przykład tego zawodnika pokazuje, jak ważne w sporcie jest zdrowie, wola walki i pasja do tego, co się robi.