Zamienił zimę na tenis

Kacper Kaczmarek, foto: AFP

Kacper Kaczmarek

O Polsce, pracy trenera i współpracy z Marią Szarapową rozmawialiśmy z Marcinem Goszczyńskim, specjalistą od ratowania formy fizycznej sportowych gwiazd na świecie. Przed laty współpracował z największymi gwiazdami hokejowej ligi NHL, a pod swoimi skrzydłami miał też kilku łyżwiarskich mistrzów olimpijskich. Zdobyte doświadczenie od maja wykorzystuje w pracy z czołową rosyjską tenisistką, która po styczniowej operacji barku, przygotowuje się do powrotu korty. Jak im się układa i kiedy możemy spodziewać się Marii na korcie – o tym poniżej…

Kacper Kaczmarek: Jak rozpoczęła się pana przygoda z jedną z najlepszych tenisistek na świecie?

Marcin Goszczyński: Z Marią znamy się już kilka ładnych lat. Poznaliśmy się przez wspólnego znajomego, kiedy jeszcze regularnie pracowałem z hokeistami w Kanadzie. Maria szukała wtedy nowej osoby do sztabu i zostałem zarekomendowany. Pierwszą próbę współpracy podjęliśmy dwa lata temu i bardzo dobrze nam się pracowało. Z czasem treningów przybywało.

Teraz pracuje pan już na pełen etat?

Tak, od maja pracuję już regularnie z Marią. Wcześniej dzieliliśmy pracę między kilku trenerów, ale nie było to najlepsze rozwiązanie. Wprawdzie miałem czas, żeby wrócić do domu i spotkać się z innymi podopiecznymi, ale czasem ciężko było ustalić jedną strategię i dojść do porozumienia. Teraz pracuję sam i myślę, że to lepsze rozwiązanie i dla mnie, i dla Marii.

Wcześniej miał już do pan do czynienia z tenisistami, czy to dopiero pierwszy taki przypadek w pracy?

Kilka lat temu pracowałem z kilkoma tenisistami, ale nie na takim poziomie jak Maria. Nie byli to zawodnicy z WTA czy ATP.

Zatem można powiedzieć, że współpraca z Szarapową to największe wyzwanie w pana karierze?

I tak, i nie. Wcześniej pracowałem m.in. z Sidneyem Crosbym. To najlepszy kanadyjski hokeista, ultragwiazda za oceanem. Ale nie wiem, czy jest on też tak popularny w Europie. Może znają go fani NHL. Maria to z kolei marka światowa. Znają ją wszędzie, na każdym kontynencie i pod tym względem jest to wyzwanie. Ale w gruncie rzeczy nie ma u mnie  wielkiej różnicy czy pracuję z gwiazdą, czy anonimowym sportowcem. Zawsze wkładam w swoją pracę 100% i staram się pomóc każdemu.

No właśnie, w pańskim CV znalazłem wiele rekomendacji od znanych przedstawicieli sportów zimowych. Np. od Kaillie Humphries (dwukrotna mistrzyni olimpijska i świata w bobslejach – przyp. aut.) czy Hayley Wickenheiser (czterokrotna mistrzyni olimpijska w hokeju). Poza nimi mnóstwo innych osobistości. Nie żal było opuszczać znany już zimowy teren i przerzucić się na tenis?

Nie myślę o tym w takich kategoriach. Traktuję to jako nowe wyzwanie, nowy życiowy “challenge”. Zawsze chcę się uczyć nowych rzeczy, tylko wtedy wiem, że doskonalę swój warsztat. Dzięki temu zdobywam kolejne doświadczenia i mogę je wykorzystać w pracy z kolejnymi podopiecznymi.

W takim razie jak się pracuje z Marią Szarapową?

Znakomicie. Zawsze lubię pracować z zawodnikami, którzy dążą do mistrzostwa. Czasami wydaje mi się, że na sukcesie innych zależy mi bardziej niż samym zawodnikom. Na szczęście z Marią jest zupełnie inaczej. Jej na sukcesie zależy bardzo. Zawsze stara się wszystko robić perfekcyjnie i do wszystkiego podchodzi bardzo profesjonalnie. Na treningach daje z siebie 100% i jeszcze się nie zdarzyło, by jakiś opuściła.

Jak się czuje po operacji barku? Trenuje już w pełni?

Tak, trenujemy już na pełnych obciążeniach i wygląda całkiem nieźle. Był nawet plan, by wystartowała już w Paryżu, ale uznaliśmy, że to nie miałoby większego sensu. Od Australian Open nie zagrała w żadnym turnieju, a jednak trening, nawet na pełnych obciążeniach, nie odda ogrania meczowego.

Kiedy możemy spodziewać się zatem powrotu?

Celujemy w Wimbledon i oczywiście jakiś turniej poprzedzający. Na ten moment nie wiemy jeszcze, gdzie mogłaby zagrać. Aktualnie trenujemy w Londynie i być może już za kilka dni uda nam się wejść na trawę. Drugą opcją jest wyjazd do Hiszpanii, żeby złapać trochę ciepła i tam potrenować. Decyzję podejmiemy w najbliższych dniach.

Przejdźmy teraz na chwilę do pana. Po akcencie podejrzewam, że nie mieszka Pan na co dzień w Polsce.

Zgadza się. Tak naprawdę całe życie spędziłem w Kanadzie. Rodzice wyjechali, gdy miałem zaledwie trzy miesiące. Ale w domu zawsze rozmawiamy po polsku, mamy też polskie tradycje, np. spędzamy typowe polskie święta, robię zakupy w polskim sklepie, więc ta polskość gdzieś we mnie dalej siedzi, mimo że spędziłem całe życie w Calgary.

Już kilkanaście lat pracuje pan z najlepszymi sportowcami na świecie. Przekazywanie doświadczeń innym musi być łatwiejsze z perspektywy byłego sportowca.

Dokładnie tak. W przeszłości trenowałem profesjonalnie łyżwiarstwo i startowałem nawet w kilku Pucharach Świata dla reprezentacji Polski. Znam się bardzo dobrze z niektórymi polskimi zawodnikami, ponadto przyjaźnię się z Konradem Niedźwiedzkim. Być może dlatego najwięcej zawodników z jakimi współpracowałem, to zawodnicy ze sportów zimowych.

A z tenisem miał Pan coś kiedyś wspólnego? Mam na myśli granie.
Nigdy nie trenowałem bardziej niż rekreacyjnie. Ale bardzo lubię grać w tenisa. Szczególnie, gdy jestem w Polsce. Mam jednego wujka, który w tenisa gra praktycznie codziennie, więc gdy go odwiedzam, zawsze rozegramy chociaż jedno spotkanie. Lubię grać w Polsce, bo jest tu sporo kortów ziemnych, na których gra mi się najlepiej. W Kanadzie niestety są same twarde, więc tam nie mam zbyt wielu takich okazji.

Wróćmy jeszcze na moment do Szarapowej. Spędzacie ostatnio sporo czasu razem. Miał pan pewnie okazję bliżej ją poznać. Jaka jest prywatnie?

Zgadza się, aktualnie spędzamy razem bardzo dużo czasu. Więcej niż z przyjaciółmi czy nawet rodziną. Prywatnie jest zabawna, sympatyczna i lubię z nią przebywać. Muszę powiedzieć, że na żywo odbiera się ją zupełnie inaczej niż na ekranie telewizora. Gdyby nie była też taka fajna, treningi pewnie nie przebiegałyby w tak dobrej atmosferze, jaka u nas panuje.

A co myśli o Polsce? Rozmawiacie czasem o tym? A może mogła z panem poznać polską kuchnię w jakiejś restauracji?

Chyba nigdy o tym nie rozmawialiśmy. W polskiej restauracji też jeszcze nie byliśmy, mimo że często gdzieś wychodzimy po treningach. Ale mieliśmy ostatnio jeden polski akcent. Od mamy Marii dostaliśmy na deser polskie krówki i były bardzo smaczne.

A panu nie brakuje Polski? Kiedy kolejne odwiedziny?

Staram się bywać w Polsce mniej więcej co dwa lata, szczególnie gdy jestem gdzieś blisko w Europie. W ubiegłym roku odwiedzałem babcię w Poznaniu i kto wie, być może po Wimbledonie znajdę chwilę, by znowu tu przylecieć.

 

Rozmawiał Kacper Kaczmarek.