Zapatrzona w pierścionek

Szymon Adamski, foto: AFP

Szymon Adamski

Parę lat temu Daria Gavrilova była uznawana za jedną z najzdolniejszych tenisistek na świecie. Kilkanaście dni po 21. urodzinach pokonała w Miami Marię Szarapową, ówczesną wiceliderkę rankingu WTA. Dziś jest cieniem samej siebie i największym rozczarowaniem początku sezonu. W 2018 roku nie wygrała jeszcze seta.

– Chcę rzucić wyzwanie najlepszym zawodniczkom – odgrażała się w grudniu Rosjanka występująca od czterech lat pod australijską flagą. Wiedziała, że aby plan miał szanse powodzenia, musi coś zmienić. Postanowiła więc zatrudnić nowego trenera od przygotowania fizycznego – Jeremy’ego Olivera. A ten od razu wziął się do roboty. Do treningów na szosie Dasza podeszła z zaciekawieniem. W wywiadach opowiadała, że były ciężkie, ale sprawiały jej wiele radości. Na razie wygląda na to, że uśmiech Gavrilovej to ich jedyny pozytywny efekt. Urodzona w Moskwie tenisistka byłaby jednak uradowana nawet bez nich. Najbardziej uszczęśliwił ją bowiem Luke Saville, który po ośmiu latach związku oświadczył się ukochanej.

Gavrilova to obecnie trzecia rakieta Australii. Wyżej od niej w rankingu w rankingu WTA znajdują się 25-letnia Ajla Tomljanovic i 22-letnia Ashleigh Barty. Co ciekawe, kiedy w 2015 roku Gavrilova wypłynęła na szerokie wody, Barty była pochłonięta grą w… krykieta. Młodsza z Australijek podkreśla, że niemal dwuletnia rozłąka z tenisem była potrzebna i wyszła jej na dobre. Jak widać, droga do sukcesu w tenisie może prowadzić przez różne dyscypliny sportu. Skoro udało się z krykietem, to czemu nie miałoby się udać z kolarstwem? Tym bardziej, że Gavrilova ani na moment nie porzuciła tenisa i pod okiem Jarryda Mahera (który niespodziewanie pozostał na stanowisku głównego trenera) starała się udoskonalić własne podanie. To element, który zawodził ją najbardziej w poprzednim sezonie. W 49 meczach reprezentantka Australii posłała 89 asów, ale popełniła aż 385 podwójnych błędów serwisowych – pod tym względem nie miała sobie równych.

Średnia wynosząca niemal 8 podwójnych błędów na mecz sprawia, że wygrywanie własnych gemów serwisowych przestaje wydawać się prostym zadaniem. To nie tylko punkty oddane za darmo przeciwniczkom, ale też utrata pewności siebie. Po czterech meczach nowego sezonu średnia Austrlijki jest znacznie niższa, ale tylko naiwni kibice znajdą w tym powody do optymizmu. Moskwianka popełnia mniej podwójnych błędów, bo… krócej przebywa na korcie. I to nie dlatego, że tak szybko radzi sobie z przeciwniczkami. Wręcz przeciwnie, to rywalki tak szybko ją ogrywają. A seria porażek na własnym terenie boli podwójnie.

– Uwielbiam grać w domu, kiedy czuję, że tłum kibiców mnie wspiera. W poprzednim sezonie moim celem była gra w drugim tygodniu imprezy wielkoszlemowej, ale nie udało się go zrealizować. Teraz chce to osiągnąć jak najszybciej, najlepiej podczas Australian Open – mówiła kilka tygodni temu Dasza. Zamiast serii zwycięstw przyszła jednak seria porażek. W Brisbane, Sydney, Melbourne i Petersburgu Gavrilova nie wygrała nawet seta. Trudno znaleźć wytłumaczenie dla porażek z Julią Putincewą czy Tamarą Zidanszek. Mowa przecież o zawodniczce, w której niejeden ekspert widział kandydatkę do zwycięstw w zawodach najwyższej rangi. Lata mijają (nadchodząca wiosna będzie 25. Gavrilovej), a reprezentantka Australii ma na koncie zaledwie jedno zwycięstwo w czterech finałach imprez głównego cyklu. Z tenisistki solidnej powoli staje się tenisistką przecietną. Wielką nie była ani przez moment.

Słabość Gavrilovej na początku obecnego sezonu została przykryta przez wspaniałe rezultaty innych Australijek. Wspomniana Barty została pierwszą australijską ćwierćfinalistką AO od czasów Jeleny Dokic. Życiowy sukces w tym samym turnieju osiągnęła 20-letnia Kimberly Birrell, przechodząc do 3. rundy. Nawet Samantha Stosur, której szybkie porażki w Melbourne nikogo już nie dziwią, nieoczekiwanie zdołała wygrać zawody deblowe. Słowa uznania należą się też Ajli Tomljanovic, która na antypodach może nie błyszczała, ale w Hua Hin była bliska odniesienia pierwszego triumfu w zawodach głównego cyklu, dzięki czemu wyprzedziła Gavrilovą w rankingu WTA.

Ba, nawet narzeczony Daszy, zdołał awansować do półfinału challengera, co jak na tenisistę z czwartej setki jest bardzo dobrym rezultatem. Złośliwi powiedzą, że Gavrilova i Saville świetnie się dobrali. Oboje byli liderami juniorskiego rankingu ITF, wygrywali imprezy wielkoszlemowe do lat 18, a kiedy doszło co do czego, przestali cokolwiek znaczyć w najważniejszych imprezach. Ich świetnie zapowiadające się kariery zostały rozmienione na drobne. Niewiele wskazuje na to, żeby coś miało się jeszcze zmienić na lepsze, zwłaszcza że od dłuższego czasu wszystko zmierza w przeciwnym kierunku.

 To wspaniały czas dla mnie i Luke’a. Kiedy smucę się po porażkach, wystarczy, że spojrzę na pierścionek – tłumaczy Dasza, nie pozostawiając wątpliwości, co w życiu jest najważniejsze. Przebijanie piłki na drugą stronę siatki to błaha czynność.