Pawluczenkowa: Radwańska już jako juniorka była wyjątkowa

/ Antoni Cichy , źródło: Korespondencja z Zhuhai, foto: AFP

– Niektórym się wydaje, że skoro jesteś numerem jeden wśród juniorek, ot tak zostaniesz numerem jeden WTA – mówi w rozmowie z Tenisklubem Anastazja Pawluczenkowa. Rosjanka opowiedziała także o rywalizacji z Agnieszką Radwańską, która sięga juniorskich czasów.

Na zawodowe korty wkraczała jako złote dziecko rosyjskiego tenisa. W wieku 17 lat grała w półfinale Indian Wells, przebiła się do Top 30 rankingu WTA, ale po 9 latach wciąż czeka na debiut w Top 10. Za obecnie 26-letnią Pawluczenkową sezon, który zbliża ją do elitarnego grona 10 czołowych tenisistek świata. W tym roku wywalczyła trzy tytuły, w sumie już 11 w cyklu WTA.

Pawluczenkowa dobrze zna Radwańską. Obie siostry Radwańskie, bo z obiema rywalizowała na juniorskich kortach. Wywalczyła trzy tytuły juniorskiej mistrzyni wielkoszlemowej. Grała w czterech finałach, a jedyny przegrała w 2006 roku w Paryżu z Agnieszką Radwańską. W parze z Urszulą triumfowały w 2007 w deblu na Wimbledonie.

W rozmowie z „Tenisklubem” opowiada o trudnościach, jakie napotkała po przejściu do zawodowego tenisa. Wśród nich oczywiście o presji i oczekiwaniach.

Z Anastazją Pawluczenkową w Zhuhai rozmawia Antoni Cichy

To pani pierwszy występ w Zhuhai. Pewnie cieszy panią awans do małego mastersa.
Tak, po raz pierwszy gram w Zhuhai, ale występowałam już w małym mastersie w Bali w 2010 roku i w Sofii w 2014. To całkiem inne doświadczenie, całkiem inny turniej, ale wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Jasne, jestem szczęśliwa, że zakwalifikowałam się do Zhuhai, to dość prestiżowa impreza. Wiele zawodniczek walczy, żeby tu przyjechać. To także świadczy, że za mną całkiem niezły sezon.

Czy uznałaby pani ten sezon za najlepszy w karierze?
Hmm… To zależy… Patrząc czysto na wyniki, prawdopodobnie tak, to jeden z najrówniejszych sezonów, jakie kiedykolwiek rozegrałam. To coś pozytywnego. Zdobyłam też trzy tytuły, najwięcej w karierze w ciągu jednego roku. Doszedł do tego ćwierćfinał Australian Open. Oczywiście, wolałabym lepiej spisać się w trzech pozostałych odsłonach Wielkiego Szlema, ale tak się niestety nie stało. Mam nadzieję, że w przyszłym roku to poprawię.

Przed panią szansa, by zostać rakietą numer jeden w Rosji. Cieszy?
Na razie jestem wciąż druga za Swietłaną Kuzniecową. Ale tak po prawdzie, nie za bardzo się tym nie przejmuję. Nasz kraj wypuszcza wiele zdolnych, wspaniałych tenisistek. W tourze gra pełno Rosjanek. Koncentruję się tylko na sobie, chciałabym dla siebie samej zajmować tak wysokie miejsce w rankingu WTA, jak tylko się da.

Wchodziła pani na zawodowe korty ze znakomitą przeszłością w tenisie juniorskim. To atut czy przeszkoda?
Początkowo nie zwracałam na to uwagi. Później jednak, im dłużej grałam, tym większą zaczynałam odczuwać presję. Było ciężko. Ludzie oczekiwali ode mnie trochę za wiele. Czasem nie mogłam temu sprostać, zagrać tak, jak się po mnie spodziewano. Niektórym się wydaje, że skoro jesteś numerem jeden wśród juniorek, ot tak zostaniesz numerem jeden w WTA. To całkiem inny świat, całkiem inny tenis. Ale agent, mój zespół mówili „okej, ona ma 15, 16 lat, jeszcze przyjdzie jej czas, to długa droga”.

Spotykała się pani z porównaniami choćby do Marii Szarapowej czy innych znanych Rosjanek?
Nie do końca. Trudno to nazwać porównaniami. Bardzo młodo wspięłam się na szczyt w juniorskim tenisie. Miałam 14 lat, kiedy zostałam numerem jeden juniorskiego rankingu. Wszyscy zaczęli wtedy powtarzać, że w wieku 16 czy 17 lat pewnie wejdę już do Top 10. Jak się pewnie domyślacie, to nie takie proste. Ale tak wiele wcale nie brakowało. W wieku 17 lat osiągnęłam półfinał Indian Wells i zajmowałam już 27. miejsce na świecie. Jako 17-latka. Zbyt wiele musiałam jednak znosić i chyba dlatego przydarzyło mi się tyle dołków w karierze.

Czy to panią zatrzymało i wydłużyło drogę do Top 10? Wciąż się tam pani przedziera.
Nie wiem. Wielu ludzi, fanów dywaguje na temat okoliczności kariery zawodnika. Łatwo się mówi. A tak naprawdę nie wiedzą, co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie, w moim zespole, w jakim stanie jest mój organizm. Ludzie uwielbiają oceniać. To bardzo długa droga. Dobrze się mówi, ubiera to w piękne słowa, oczekuje, ale nikt nie potrafi podać recepty na awans do Top 10. To wciąż tylko czyjeś zdanie. Liczy się to, jak tego dokonać, jak odnaleźć stabilizację, dla każdego to długa droga, wymagająca czasu, wielkiego wysiłku, właściwego zespołu. Pracuję nad tym, zbliżam się krok po kroku, ale to długi proces.

Tak wczesne występy, sukcesy odciskają piętno na organizmie? Łatwiej później o kontuzje, wyczerpanie?
Niewątpliwie czuję, że spędziłam wiele lat w tourze. Zawodowe granie rozpoczęłam w 2008 roku, to już prawie dekada, a ja mam przecież 26 lat! To szmat czasu, a wciąż jestem gdzieś w połowie mojej kariery. Może są też dobre strony, ale na pewno nie czuję świeżości, ekscytacji. Z drugiej strony, to ciekawe, bo nadal czuję, że mogę się rozwijać, iść w górę, na wielu polach mocno poprawić.

Zdarza się, że czasem usiądziecie z innymi tenisistkami i powspominacie dawne, juniorskie czasy?
Czasami, ale nie za często. Właściwie to nie ma wielu zawodniczek, z którymi grałam jako juniorka, bo moja juniorska kariera za długo nie trwała, może dwa lata. Przeszłam przez z nią trochę jak burza. Może czasami rozmawiałam z Caroline Wozniacki. Mamy takie zdjęcie ze świetnego finału Australian Open z 2006 roku. To był szalony mecz, trochę wspomnień jest. Ale tak poza tym to raczej tak nie wspominamy.

A jak wspomina pani juniorskie czasy z perspektywy spotkań z siostrami Radwańskimi? Po przeciwnej, a czasami po tej samej stronie siatki.
Agnieszka Radwańska już na etapie juniorki była wyjątkowa. Między nami są 2 lata różnicy, a czułam wtedy, jakby była o 10 lat starsza. Wykazywała się dużo większą dojrzałością, wyprzedzała mnie o krok. Grała bardzo mądrze, zawsze cierpliwa, kiedy w juniorskim tenisie wszyscy łatwo dają się ponieść emocjom. Nie dziwi mnie, że osiągnęła później tak wiele na zawodowych kortach.

""

Anastazja Pawluczenkowa i Caroline Wozniacki po finale juniorskiego Australian Open 2006