Korespondencja z Warszawy. Parks zwyciężczynią Polish Open WTA 125

/ Barbara Hofman , źródło: własne, foto: Barbara Hofman

W sobotę, 27. lipca, o 11 rano odbył się finał imprezy WTA 125 Polish Open rozgrywanej w Warszawie. Po laury sięgnęła Alycia Parks ze Stanów Zjednoczonych, zwyciężając z młodziutką Australijką Mayą Joint.

Alycia Parks urodziła się w sylwestra 2000 roku w Stanach Zjednoczonych, w Atlancie . Po 22 latach zapisała pierwsze zwycięstwa w finałach singla w dwóch turniejach WTA 125. Jej najwyższe życiowe osiągnięcie zanotowała w ubiegłym roku w lutym na twardej nawierzchni w Lyon. Wtedy to tryumfowała w zaciętym finale nad ulubienicą francuskich kibiców- Caroline Garcią. Jednak obecnie Alycia Parks jest na wznoszącej fali. Przed turniejem w Warszawie zwyciężyła w rywalizacji rangi 125 rozgrywanej na trawie we Włoszech. Co więcej, tam swój wynik powieliła w deblu, gdzie w parze z Hailey Baptiste również sięgnęła po laury.

Maya Joint jest o 6 lat młodsza od Parks. Jej kariera profesjonalna zaczęła się dopiero niedawno, jednak szybuje w zawrotnym tempie. Tylko w ubiegłym roku Joint zajmowała 773. miejsce w rankingu WTA, jednak dzisiaj jej pozycja to 159. lokata. W tym roku jej niewątpliwym sukcesem był udział w dwóch turniejach wielkoszlemowych – Australian Open i Wimbledonie. W obu nie przeszła przez kwalifikacje.

Alycia Parks w Warszawie poza przejściem przez 4 rundy turniejowe musiała także zwyciężyć w kwalifikacjach. Mimo że jej obecny ranking (124.) pozwala na zameldowanie się w głównej drabince, to jednak Amerykanka za późno zgłosiła się do turnieju.

Siedziałam na mojej kanapie w domu od dwóch tygodni i nagle pomyślałam, że muszę gdzieś zagrać. Nawet jeśli będę w kwalifikacjach, to przynajmniej zagram tutaj parę meczów. Postanowiłam więc zarezerwować lot i przyjechać tutaj, wstać z kanapy – mówiła.

Z polskich akcentów Parks w 1. rundzie musiała zmierzyć się z biało-czerwoną reprezentantką, Anną Hertel, która otrzymała tytuł „lucky loser”. Tam w trzysetowym pojedynku niewiele brakowało, aby Amerykanka pożegnała się z Warszawą. Zaś Maya Joint w półfinale zwyciężyła po zaciętym boju z jej imienniczką – Mają Chwalińską.

Finał Polish Open okazał się być zaciętym (Parks wyszła zwycięsko z kortu dopiero po 2 godzinach i 12 minutach), jednak jego jakość zawodziła. Szczególnie serwis u obu dziewczyn szwankował. Amerykanka w całym meczu miała 20 podwójnych błędów, a Joint o połowę mniej, bo 10. Jednak, gdy Parks trafiała pierwszym serwisem, raczej go wygrywała (83% wygranych punktów po 1. serwisie). I mimo że obie zawodniczki prezentowały ofensywny tenis, to jednak obie popełniały liczne, niewymuszone błędy. Dłuższych wymian było mało, dlatego mecz nie spełnił moich tenisowych potrzeb. Często przypominał bardziej przebijankę „byle mocniej” bez pomysłu. Tenisistki podczas meczu często okazywały swoje emocje. U Parks objawiało się to jej zwyczajowymi niegrzecznymi reakcjami wobec dzieci od podawania piłek. Zaś Australijka często wchodziła w krótkie potyczki słowne ze swoim trenerem.

– Jestem bardzo zadowolona z tego tygodnia. Nie grałam najlepiej, ale powtarzałam sobie, że trzeba przyjść na mecz i go rozegrać. Nawet, jeśli, jak to często miało miejsce tutaj, mam go rozegrać brzydko – Alycia Parks o turnieju w Warszawie.

– Chcę zagrać na igrzyskach olimpijskich, chcę grać w turniejach Wielkiego Szlema, wygrać Wielkiego Szlema, chcę zostać numerem jeden na świecie. Wiem jednak, że spełnienie tych marzeń jeszcze trochę potrwa – Maya Joint po zakończeniu warszawskiej imprezy.

Mecz jednak skończył się bardzo pozytywnie. Na korcie centralnym obiektu Legii Warszawy pojawili się m.in. wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska i prezes PZT Dariusz Łukaszewski. Obie dziewczyny otrzymały bukiet biało-czerwonych kwiatów, okazały puchar i zasłużoną nagrodą pieniężną. Całkowita pula nagród w turnieju wyniosła 115 tysięcy dolarów.


Wyniki

Finał singla

Alycia Parks (USA) – Maya Joint (Australia, 5) 4:6, 6:3, 6:3