Wywiad z nowym trenerem Akademii Tenisowej Tenis Kozerki – Igorem Tomasevicem

Tenisklub, foto: Igor Tomasevic

Tenisklub

Tenis Klub: Co spowodowało, że postanowiłeś przyjechać do Polski i rozpocząć współpracę z Akademią w Kozerkach?

Igor Tomasević: To był osobisty kontakt ze strony Jarka (Lewandowskiego – pomysłodawcy powstania Akademii – przyp. red.), dla mnie dość nieoczekiwany. Podążyłem za przeczuciem, przyjechałem do Polski na spotkanie i jestem pewien, że jest to początek czegoś dużego i wartościowego.

– Jak trafiłeś na tę Akademię? Ktoś Ci ją polecił? Czy może to oni Cię znaleźli?

– Osoby zarządzające jednym z najlepszych klubów w Serbii mnie znają i jeden z biznesmenów przesłał email od pana Predraga, który jest przyjacielem Jarka. Po kilku dniach wysłałem odpowiedź i od razu miałem telefon od Predraga i Jarka. Pierwszego dnia się zastanawiałem, drugiego dnia oddzwoniłem do Jarka i zrozumiałem, że coś się tu szykuje ciekawego, więc przyleciałem do Polski. I dlatego mamy okazję porozmawiać…(śmiech)

– Gdzie do tej pory pracowałeś? 

– Jestem Serbem, więc zaczynałem pracę w Serbii, w najlepszym serbskim klubie – w Crvenej Zvezdzie. Mogę o tym opowiadać z dumą. Mieszkając w Serbii, zacząłem trenować zawodników z innych krajów. Następnie zostałem członkiem zespołu trenerskiego Monte Carlo Tennis Academy, w której był międzynarodowy mix zawodników i trenerów. Kolejny etap to funkcja trenera indywidualnego dla zawodników z Serbii, Wielkiej Brytanii i Finlandii. Po tym okresie zostałem trenerem w akademii w Anglii, później trenowałem zawodników w niemieckim klubie w Bawarii, gdzie mój przyjaciel jest Head Coachem, znaczy głównym trenerem. Reasumując można powiedzieć, że przez większość mojej kariery zawodowej współpracowałem z międzynarodowym gronem osób, które coś znaczą w tenisowym świecie.

(Na zdjęciu: Dusan Raonic (ojciec Milosa), Igor Tomasevic, Milos Raonic)

– Jak to się stało, że trafiłeś do tenisa? Co spowodowało, że zostałeś trenerem?

– Trochę to przypadek. Mieszkałem z rodzicami niedaleko ambasady brytyjskiej, na terenie której znajdowały się korty tenisowe. To były inne czasy, przed wojną na Bałkanach – mogłem się więc zakradać i grać w tenisa na tych kortach. Mój ojciec jednak nie był z tego zadowolony. Znaczy z tego, że zakradam się do ambasady… Zapisał mnie do klubu tenisowego, abym mógł „legalnie” grać w tenisa. To był początek, kiedy zakochałem się w tym sporcie. Później, na uniwersytecie, zacząłem udzielać pierwszych lekcji tenisa. I to był moment, kiedy prosta radość z gry w tenisa przerodziła się w prawdziwą pasję i wyzwanie. Od tej pory zawsze pozostaje aktualne pytanie – co sport może wnieść do mojego życia, do mojej osobowości, do profesjonalizmu ambitnego trenera – jakim na pewno jestem.

– Serbia to z polskiej perspektywy kraj pełen zdolnych tenisistów. Macie jakiś specjalny sposób na wychowywanie kolejnych zawodników światowej klasy?

– Uważam, że Serbowie mają szczególne predyspozycje do sportu i sportowej rywalizacji. Mamy zarówno utalentowanych zawodników jak i trenerów, w różnych dyscyplinach sportu, także w tenisie. Niestety, nie mamy czegoś takiego jak system, który byłby zdefiniowany i opisany w podręcznikach. Mamy natomiast trenerów posiadających wiedzę i doświadczenie, pełnych zaangażowania, którzy ogromną pasją zarażają swoich zawodników. Ja np. ciągle się uczę czegoś nowego, podpatruję najlepszych, wprowadzam własne rozwiązania, bo to jest jedyna droga aby sprostać obecnym i przyszłym wyzwaniom. Sport jest istotą żywą, a każde kolejne pokolenie młodych sportowców wnosi zawsze coś nowego, także do tenisa. Podstawą mojej filozofii jest to, że tylko trener, który permanentnie się dokształca może być dobrym trenerem. Tylko taki trener jest w stanie zrozumieć i odpowiedzieć na oczekiwania kolejnych graczy młodego pokolenia.

– Znasz może kogoś z czołowych serbskich tenisistów? 

– Znam wszystkich, od ich najmłodszych lat, kiedy byli jeszcze dziećmi. Byłem wówczas młodym, świeżo upieczonym trenerem w wieku 25-30 lat. I zawsze, gdy mnie o to pytają, odpowiadam, że jestem niebywałym szczęściarzem, który jest świadkiem rozwoju takich zawodników, jak Novak Dżoković, a także innych znamienitych graczy. Faktem jest, że w historii tenisa nie było zbyt wielu takich wyjątkowych graczy jak Novak, Roger, Rafa. Przed nimi pewnie Pete Sampras, Ivan Lendl…. Tylko nieliczni mają okazję obserwować rozwój takich tenisistów od ich najmłodszych lat. Na początku się nieco zgaduje przyszłość tego czy innego młodego gracza, aby po 10-15 latach się okazało, że właśnie ten dzieciak staje się najlepszym tenisistą na świecie. Jestem wdzięczny losowi, że mogłem być świadkiem takich karier. Jestem wdzięczny, że moi gracze mogli rywalizować z tym, którzy dziś okazują się najlepszymi. Do dziś pozostają przyjaciółmi i rywalami jednocześnie.

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Novak Djokovic, Igor Tomasevic)

– Co chciałbyś przenieść ze swojej ojczyzny do Polski i zaszczepić swoim nowym podopiecznym?

– Przede wszystkim muszę się poznać z moimi nowymi zawodnikami. Każda nacja, każda kultura ma swoją specyfikę – więc najpierw muszę się ich nauczyć. Niemniej jednak mogę powiedzieć, że na pierwszym miejscu stawiam pasję i etykę pracy. Wszystko to bazuje na relacjach międzyludzkich. Jeśli będziemy w stanie zostawić z boku codzienne emocje, jeśli stworzymy zespół, który wspólnie pracując dąży do wspólnych celów – to przyniesie to dużo wsparcia i pozytywnej energii niezbędnych dla takich trudnych i wymagających sytuacji jakim jest rywalizacja, treningi i ciężka praca przez większość tygodni w roku, przez wiele lat bez przerwy.

– Odbyłeś już kilka treningów. Jedziesz teraz na turniej U14. Co możesz powiedzieć o swoich nowych podopiecznych?

– Z jednej strony widzę grupę szczęśliwych dzieciaków w naszej akademii mających dobre, wzajemne relacje, którzy codzienne oddają się rutynie treningowej. Z drugiej strony uczestnicząc w turnieju ma się najlepszą okazję do obserwacji i oceny zawodników w rzeczywistej rywalizacji, jak sobie radzą ze stresem i rutyną startową. Wyczuwam dobrą atmosferę i pozytywną energię. To jest bardzo dobry punkt na start.

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Igor Tomasevic, Henri Kontinen w Monte Carlo Tennis Academy)

– Jesteś kilka dni w Polsce. Co, na pierwszy rzut oka Ci się podoba, a co denerwuje?

– Tak, jestem po raz pierwszy w Polsce. W swoim życiu głównie podróżuję, po Europie i świecie, ale tak jakoś się złożyło, że do tej pory nie miałem okazji przyjechać do Polski. Teraz to nadrobię i osiedlę się tu na dłużej. Zauważam pewne podobieństwa między Polakami i Serbami, między naszą i Waszą historią. Bardzo dobrze się tu czuję, łatwo nawiązuję kontakty, mamy podobne poczucie humoru. Lubię dowcipy i często je opowiadam i nikt się tu z tego powodu nie obraża. To oznacza, że ludzie, którzy to mieszkają lubią czerpać z życia przyjemności. Nasze języki należą do tej samej rodziny, codziennie odkrywam podobieństwa choć nieraz trzeba uważać, bo mogą oznaczać zupełnie coś innego. To wszystko jest bardzo interesujące a jednocześnie odbieram tę sytuację jako nowe wyzwanie. Co mnie denerwuje? Jak na razie nie doświadczyłem takich sytuacji. Gdybym się czegoś obawiał lub coś by mnie denerwowało, to najprawdopodobniej nie przyjąłbym tej propozycji. No może trochę się obawiam, jak tę zmianę i przeprowadzkę przyjmie moja rodzina, jak się poczują w nowym środowisku, w obcym kraju. Mam nadzieję, że im także się spodoba. Ja jestem otwarty na nowości.

– Kiedy Polacy mają szansę doczekać się „swojego” Novaka Dżokovicia? 

– Gdy rozmawiamy o tym, że może się pojawić nowy Novak Dżoković nie możemy się ograniczać tylko do niego. Trzeba wspomnieć także Rogera Federera i Rafę Nadala. Także Andy Murray zalicza się do tej grupy. Oni tworzyli złotą erę tenisa. Jest bardzo prawdopodobne, że te czasy zapiszą się w historii jako najlepsza era tenisa w ogóle, ponieważ nigdy wcześniej tak wielu wybitnych tenisistów nie grało w tym samym czasie. Z drugiej strony każdy rekord będzie kiedyś pobity, to tylko kwestia czasu. Tak więc szanse zawsze są i czuję, że w Polsce jest dobra energia aby pojawili się wybitni, polscy tenisiści. Np. obecnie w Top 10 ATP każdy z zawodników pochodzi z innego kraju, co jest nową sytuacją. Tenis rozwija się cały czas i nigdy nie wiadomo, kiedy kolejny diament zostanie odkryty. Wracając do Novaka – gdy był juniorem było więcej podobnych do niego graczy. To prawdopodobnie pomogło mu stać się dobrym i bardzo dobrym aby w końcu być najlepszym – od młodych lat musiał konkurować z równymi sobie. Tenis w Polsce może być ważnym projektem, polscy tenisiści odnoszą sukcesy – takie nazwiska jak Kubot czy Radwańska znane są wszystkim. Nowi gracze zaczynają się przebijać – dość wspomnieć Igę Światek czy Huberta Hurkacza. Czuję, że coś wisi w powietrzu. Być może też dlatego ja się tu znalazłem.

(Na zdjęciu: Ana Veselinovic, Igor Tomasevic w Monte Carlo Tennis Academy)

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Alison Rose (ekspert fizjoterapii), Igor Tomasevic)

Kinder+Sport