Roger Federer szczerze o nowym pokoleniu, Dźokoviciu i umierającym jednoręcznym bekhendzie
Roger Federer powrócił na korty Flushing Meadows, wzbudzając ogromne poruszenie w tenisowym świecie. Przy okazji swojego przyjazdu do Nowego Jorku, szwajcarska legenda spotkała się z dziennikarzami, dzieląc się przemyśleniami na temat współczesnego tenisa, szans Novaka Dźokovicia oraz własnego stresu przed ponownym chwyceniem za rakietę.
Choć Szwajcar ma na koncie pięć triumfów w US Open i niezliczoną liczbę rozegranych tam meczów, perspektywa występu w nowojorskim spotkaniu pokazowym wzbudziła w nim spore emocje. Federer szczerze przyznał, że powrót na Arthur Ashe Stadium po tak długiej przerwie wiąże się u niego z nerwami, a przy okazji wspomniał o swoim ostatnim meczu z Hubertem Hurkaczem:
– Szczerze mówiąc, to bardzo stresujące. Nie zagrałem ani jednego pełnego seta chyba od czasu… meczu z Hurkaczem na Wimbledonie. Minęło pięć lat. Nie wiem, jak to jutro wyjdzie. Jest dużo niepewności, ale i mnóstwo radości, że mogę wrócić na Arthur Ashe Stadium, czyli w miejsce, w którym przeżyłem tak wiele pięknych chwil. To wspaniałe móc znów nawiązać kontakt z tenisową społecznością.
Podczas spotkania z mediami nie mogło zabraknąć pytań o obecną czołówkę rankingu ATP. Zapytany o to, z kim z obecnie grających tenisistów najbardziej chciałby zmierzyć się w głównej drabince, Federer bez wahania wskazał na najmłodszą generację:
– Z dzisiejszych graczy to prawdopodobnie byłby Carlos [Alcaraz]. Myślę, że jego tenis jest niezwykle ekscytujący. Nigdy nie miałem okazji zagrać przeciwko niemu czy Jannikowi Sinnerowi. Mieliśmy okazję trochę potrenować, gdy dopiero wchodzili do touru, ale przez moje problemy z kolanem niestety minąłem się z tym pokoleniem. Oczywiście fajnie byłoby też zagrać z Novakiem, który wciąż trzyma się mocno, co jest świetne.
Z wielką klasą wypowiedział się również o swoim dawnym wielkim rywalu, Novaku Dźokoviciu, pytany o jego szanse na wywalczenie historycznego, 25. tytułu wielkoszlemowego. Federer nie ma wątpliwości, że Serb wciąż stanowi potężne zagrożenie dla każdego zawodnika w tourze:
– Mam wrażenie, że kiedykolwiek Novak zgłasza się do jakiegokolwiek turnieju, a tym bardziej szlema, zawsze ma szansę na zwycięstwo. Mam o nim bardzo wysokie mniemanie. Widziałem, do czego jest zdolny nie tylko raz i nie tylko tutaj. Robił to wszędzie i na najwyższym poziomie. Dopóki jest w drabince, zawsze istnieje szansa i myślę, że to jeden z powodów, dla których on wciąż gra. Sam musi głęboko wierzyć, że wciąż potrafi to zrobić.
Widząc wciąż aktywną na kortach Venus Williams, dziennikarze pokusili się o pytanie, czy Roger rozważałby choćby jednorazowy powrót do profesjonalnego tenisa dzięki „dzikiej karcie”. Szwajcar szybko i stanowczo uciął te spekulacje, reagując szczerym śmiechem:
– Nie, nie, nie, nie, absolutnie nie. Dobrze, że o to pytasz, bo mogę to od razu wyjaśnić, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości. Musiałbym na nowo poddać się całemu rygorowi kontroli antydopingowych… Boże, z tym jest po prostu za dużo zachodu. Poza tym jestem zbyt zajęty, ledwo znajduję czas, by zagrać w turniejach pokazowych, więc wyobraźcie sobie powrót do touru. Moje ciało ma już dość. Ale czuję się świetnie i jestem teraz bardzo szczęśliwy po prostu jako kibic.
Na koniec spotkania Szwajcar, znany ze swojej pięknej techniki, podzielił się niezwykle trafnym, analitycznym spojrzeniem na znikający z męskich rozgrywek jednoręczny bekhend. Federer zauważył, że ma na to wpływ nie tylko ewolucja sprzętu czy szybkość nawierzchni, ale przede wszystkim sposób dzisiejszego szkolenia:
– Myślę, że dzisiejsi trenerzy to głównie gracze z oburęcznym bekhendem, prawda? A łatwiej jest nauczyć dziecko uderzania dwiema rękami. (…) Do tego dochodzi technologia rakiet, naciągów, może też wolniejsze piłki i korty. Dawniej dzieliło się czas po równo na grę przy siatce i z głębi kortu. Jeszcze wcześniej było to 80% do 20% dla siatki. Dzisiaj to 90% gry z linii końcowej. Dlatego oburęczny chwyt pozwala na łatwiejszą defensywę ze skrajnych pozycji wślizgiem, jak robią to Rafa czy Novak. Kiedyś wydawało się, że przy dwóch rękach brakuje zasięgu, a jednoręczny bekhend daje przewagę. Dziś to już tak naturalnie nie wygląda.



