Monastyr. Falkowska zdobyła drugie trofeum w tym sezonie

/ Redakcja , źródło: własne / materiał prasowy PZT, foto: LOTOS PZT Polish Tour

Weronika Falkowska i Białorusinka Julia Hatouka wygrały turniej gry podwójnej w Monastyrze (pula nagród: 15 tys. dolarów). To drugie trofeum wywalczone przez naszą reprezentantkę w tym sezonie, a szóste w karierze. 

Za Falkowską bardzo udany tydzień. Polka nie tylko wygrała turniej deblowy, ale pokazała się też z dobrej strony w singlu. Mimo że nie została rozstawiona, dotarła do półfinału, pokonując po drodze dwie wyżej notowane tenisistki. Zatrzymała ją dopiero partnerka deblowa. Rozstawionej z numerem jeden Białorusince zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo. Pokonała Falkowską 6:4, 2:6, 7:5 po bardzo wyrównanym meczu.

W deblu Falkowska i Hatouka pokonały w finale 6:4, 7:5 Hiszpanki Yvonnę Cavalle-Remiers i Celię Cervino Ruiz. Było to starcie dwóch najwyżej rozstawionych duetów. Polka i Białorusinka występowały z numerem jeden, a Hiszpanki z numerem dwa.

Nasza reprezentantka nie wraca do Polski, tylko zostaje w Monastyrze na kolejny tydzień. Do kraju wróci dopiero po Bożym Narodzeniu.

– Przede mną kolejny tenisowy tydzień (…). Liczę, że pod koniec przyszłego tygodnia znowu będę miała powody do radości z wyników. Bardzo dobrze się czuję w Monastyrze, dobrze mi się tu gra, a organizacja turniejów jest wzorowa – powiedziała zawodniczka.

W Monastyrze rywalizowała też Martyna Kubka. Młodsza z naszych reprezentantek dotarła do ćwierćfinału singla i półfinału debla.

Marion Bartoli została matką

/ Szymon Adamski , źródło: własne / Twitter Marion Bartoli / sport.tvp.pl, foto: AFP

Marion Bartoli podzieliła się z kibicami radosną informacją. W piątkowy wieczór została matką. – 18 grudnia o godzinie 17:12 urodziła się nasza mała księżniczka Kamilya – napisała na Twitterze mistrzyni Wimbledonu sprzed siedmiu lat.

Francuzka od siedmiu lat nie uczestniczy już w zawodowych turniejach. Jej ostatnim występem był pojedynek z Simoną Halep w Cincinnati siedem lat temu. Raptem miesiąc wcześniej odniosła największy sukces w karierze – wygrała Wimbledon. Polscy kibice dobrze zapamiętali tamten turniej. Przez wielu, po dziś dzień jest wspominany jako ten, w którym Agnieszka Radwańska była najbliżej wielkoszlemowego triumfu. W półfinale Polka nieznacznie jednak uległa Sabinie Lisicki.

–  Po 45 minutach nie mogłam wytrzymać z bólu. Znam swoje ciało i wiem, że dłużej nie dam rady. Wszyscy zapamiętają moje zwycięstwo w Wimbledonie, a nie ostatni mecz, jaki rozegrałam – powiedziała Bartoli po wspomnianym pojedynku z Halep w Cincinnati. Pod koniec 2017 roku Francuzka nosiła się z zamieram powrotu do rywalizacji, ale ostatecznie ten plan nie został zrealizowany.

Po zakończeniu kariery jej życie nie było usłane różami. Przed pięcioma laty doświadczyła przemocy psychicznej ze strony ówczesnego partnera. – Zmusił mnie do diety, która ze zdrowym i rozsądnym odchudzaniem nie miała nic wspólnego. Śmiał się, że jestem gruba, nie potrafiłam sobie z tym poradzić – opowiadała później w mediach. Niedługo później przy wzroście 170 cm ważyła tylko 40 kilogramów. Było to konsekwencją odchudzania, ale też piekielnie groźnego wirusa, który dopadł ją w Indiach. –  Byłam bliska śmierci. Bałam się, że moje serce wkrótce przestanie bić – szczerze wyznała Bartoli podczas jednego z wywiadów.

Ostatnie lata to wyjście na prostą. Niedawno mogliśmy oglądać uśmiechniętą Marion Bartoli w telewizji, przy okazji transmisji z Roland Garros. Francuzka pracowała w roli reporterki i przepytywała zwycięzców meczów zaraz po ostatniej piłce.

W życiu prywatnym znalazła szczęście u boku Yahyi Boumediene’a, byłego belgijskiego piłkarza. Para wzięła ślub w zeszłym roku, a teraz doczekała się narodzin pierwszego potomka.

– 18 grudnia o godzinie 17:12 urodziła się nasza mała księżniczka Kamilya. Jesteśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Dziękujemy Bogu za ten wspaniały dar z nieba. Kocham cię moja córko, kocham cię mój mężu – napisała na Twitterze 36-letnia Francuzka.

Aktualizacja. Iga Świątek wystąpi jednak w turnieju przed Australian Open

/ Szymon Adamski , źródło: własne / Instagram Igi Świątek, foto: AFP

Iga Świątek odpowiedziała na Instagramie na pytania kibiców. Jeden z fanów zapytał o to, w jakim turnieju zobaczymy ją po raz pierwszy w 2021 roku. Polka odpisała, że w Australian Open.

Aktualizacja: trener Piotr Sierzputowski wyjaśnił na Twitterze, że zawodniczka miała na myśli turniej w Melbourne, a nie konkretnie Australian Open. 

Nasza reprezentantka przygotowuje się już do kolejnego sezonu. W tym tygodniu wróciła z Teneryfy, gdzie miała możliwość treningu pod gołym niebem.

Kibice będą musieli jednak poczekać jeszcze półtora miesiąca, zanim zobaczą Świątek w akcji. Polka nie ma bowiem w planach występu w rozpoczynającym sezon turnieju w Abu Zabi (WTA 500) ani w zawodach w Melbourne (WTA 500) na tydzień przed startem Australian Open.

Tak samo Świątek postąpiła w tym roku. Przed Australian Open również nie wystąpiła w żadnym turnieju, a nie przeszkodziło jej to w osiągnięciu bardzo dobrego rezultatu już w Melbourne. Po pokonaniu m.in. Donny Vekić i Carli Suarez Navarro dotarła do 1/8 finału, co na tamten moment było wyrównaniem jej najlepszego wyniku w Wielkim Szlemie.

Nadchodząca edycja Australian Open rozpocznie się 8 lutego. Świątek po raz pierwszy zostanie rozstawiona w imprezie wielkoszlemowej. W rankingu WTA zajmuje 17. miejsce – jest najwyżej notowaną nastolatką.

Co jeszcze zdradziła nasza reprezentantka podczas sesji Q&A na Instagramie? Opowiedziała m.in. o tym, skąd czerpie motywacje do treningów i jakie nieprzyjemne konsekwencje poniosło za sobą zwycięstwo w Roland Garros.

– Często moja motywacja opiera się na tym, jaki efekt mogę uzyskać na turniejach, co nie jest do końca konstruktywne, bo zdarzają się chwile w karierze, kiedy tych efektów mimo ciężkiego treningu nie ma i wtedy mi jej brakuje. Uczę się jednak tego, żeby czerpać motywację z małych rzeczy, niezależnie od tego czy jestem skuteczna na korcie. Przede wszystkim lubię to, co robię – odpowiedziała jednemu z kibiców Świątek.

– Mało kto pyta o minusy, więc odpowiem. Na pewno chaos i natłok obowiązków, który był przez pierwsze kilka tygodni. Wymagające było też odnalezienie się w świecie biznesu i pieniędzy, o czym myślę, że niewiele osób mówi. Na szczęście ze wszystkim sobie jako tako poradziłam (śmiech) i mam też wsparcie, które na pewno w takich momentach jest ważne – tak Polka odniosła się z kolei do pytania na temat minusów po wygraniu Roland Garros.

Aktualizacja:

Trener Piotr Sierzputowski napisał na Twitterze, że zawodniczka nie do końca precyzyjnie opowiedziała o swoich planach. Okazuje się, że Świątek prawdopodobnie wystąpi w jednym z dwóch turniejów WTA 500, które zostaną rozegrane w Melbourne.