Barcelona. Udany początek Alcaraza, Włosi z sukcesami

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Za nami drugi dzień turnieju ATP 500 w Barcelonie. Na korcie Rafy Nadala pojawił się dzisiaj faworyt całej imprezy i ulubieniec gospodarzy – Carlos Alcaraz, który w dwóch setach uporał się ze swoim pierwszym rywalem. Poza nim jednak wygrywały także inne gwiazdy, takie jak: Musetti, De Minaur czy Rubliow.

Jako pierwszy na kortach w stolicy Katalonii pojawił się właśnie Alex De Minaur, który podejmował 86. w światowym rankingu Sebastiana Ofnera. Przed spotkaniem Australijczyk był stawiany w roli w roli murowanego faworyta. Nikt chyba nie spodziewał się, że Austriak postawi mu tak trudne warunki.

W pierwszym secie bowiem to on miał jedynego break-pointa, którego jednak De Minaur zdołał obronić i tym oto sposobem doszło do tie-breaka. A w nim 7. rakieta świata wypracowała sobie prowadzenie 6:3. I kiedy wydawało się, że wszystko jest już przesądzone, Austriak wygrał cztery punkty z rzędu i to on miał set-balla. Ostatecznie jednak Alexowi udało się zdobyć od tego momentu dwa mini-breaki i zamknął pierwszą partię wynikiem 9:7.

Druga odsłona natomiast rozstrzygnęła się bardzo szybko, ponieważ już w pierwszym gemie. Wtedy właśnie Australijczyk przełamał rywala i od tej chwili nie dał już odebrać sobie podania. Okazje były, dokładnie trzy, ale stu procentowo skuteczny okazał się przy nich De Minaur, który po godzinie i czterdziestu siedmiu minutach mógł cieszyć się z awansu do 1/8 finału.

Triumf Alcaraza

Niedługo później na korcie centralnym imienia Rafy Nadala zameldował się główny faworyt gospodarzy, Carlos Alcaraz. Wicelider światowego rankingu mierzył się z fińskim kwalifikantem, 130. w zestawieniu Otto Virtanenem. Podobnie jak w przypadku De Minaura, niżej notowany rywal potrafił na początku postawić się faworytowi.

W pierwszej partii Fin wypracował sobie bowiem aż cztery break-pointy, ale nie zdołał wykorzystać żadnego z nich. Alcaraz zachował zimną krew w kluczowych momentach i udowodnił swoją klasę w końcówce. Przełamał Virtanena w dziesiątym gemie, zamykając seta po pięćdziesięciu dwóch minutach gry.

Druga odsłona przebiegała już pod znacznie większą kontrolą Hiszpana. Carlitos odebrał rywalowi podanie w pierwszym gemie i szybko wyszedł na prowadzenie 3:1. I choć przydarzyła mu się po drodze chwila dekoncentracji skutkująca stratą własnego serwisu, to w dalszej fazie seta nie dał już Finowi żadnych szans. Skutecznie pilnował podania i po godzinie oraz dwudziestu pięciu minutach pewnie zameldował się w 1/8 finału. O awans do ćwierćfinału zagra w czwartek z Czechem Tomasem Machaczem, który chwilę wcześniej wyeliminował z imprezy Sebastiana Baeza, odwracając wynik pojedynku z 0-1 w setach.

Włoskie sukcesy

Z triumfów mogli cieszyć się także reprezentanci Włoch: Lorenzo Musetti oraz Lorenzo Sonego. Panowie pokonywali kolejno Martina Landaluce i Pedro Martineza. Trudniej jednak miał niżej notowany tenisista z Italii, który rozegrał trzy wyczerpujące sety, a po zwycięstwo sięgnął po ponad dwóch i pół godzinie gry.

Musetti z kolei wygrał zdecydowanie bardziej przekonująco. W dwóch setach pokonał młodego zawodnika gospodarzy, 20-letniego Landaluce. Hiszpan zasłynął ostatnio ze swojej spektakularnej kampanii w Miami, gdzie doszedł aż do ćwierćfinału. Dziś natomiast nie mógł zbyt wiele zdziałać w starciu z doświadczonym Włochem. O ile w pierwszej partii próbował jeszcze nawiązać wyrównaną walkę, to już w drugim secie tenisista z Italii kompletnie mu “odjechał” wygrywając 6:2. Rywalem dla Musettiego będzie teraz Corentin Moutet, a Sonego podejmie Andrieja Rublowa, który w dwóch setach pokonał dzisiaj Argentyńczyka – Mariano Navone.

Poza wyżej wymienionymi do drugiej rundy turnieju w stolicy Katalonii awansowali także: Brandon Nakashima, Arthur Fils oraz Camilo Ugo Carabelli, który sprawił dużą niespodziankę, eliminując rozstawionego z “czwórką” – Karena Chaczanowa.


Wyniki

ATP 500 Barcelona, 1. runda: 

Alex De Minaur (Australia, 3) – Sebastian Ofner (Austria) – 7:6(7), 6:4 

Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1) – Otto Virtanen (Finlandia, Q) – 6:4, 6:2 

Lorenzo Sonego (Włochy) – Pedro Martinez (Hiszpania, Q) – 6:2, 2:6, 6:4 

Lorenzo Musetti (Włochy, 2) – Martin Landaluce (Hiszpania, WC) – 7:5, 6:2 

Tomas Machacz (Czechy) – Sebastian Baez (Argentyna) – 2:6, 6:4, 6:1 

Andriej Rublow (5) – Mariano Navone (Argentyna) – 6:4, 7:5 

Brandon Nakashima (USA) – Juan Manuel Cerundolo (Argentyna, Q) – 6:3, 7:5 

Ugo Camilo Carabelli (Argentyna) – Karen Chaczanow (4) – 6:3, 6:4 

Arthur Fils (Francja, 9) – Terence Atmane (Francja) – 4:6, 6:4, 7:6(7) 

ITF. Komplet zwycięstw Polaków w Hiszpanii

/ Izabela Modrzewska , źródło: itftennis.com/oprac. własne, foto: Peter Figura

We wtorkowych rozgrywkach pierwszej rundy turniejów ITF polscy reprezentanci zanotowali kilka ważnych zwycięstw. 

W hiszpańskiej Ceucie jako pierwszy swój mecz wygrał Karol Filar. Jako turniejowa „jedynka” pokonał włoskiego rywala oddając tylko trzy gemy. Kilka godzin później do drugiej rundy turnieju awansował również Karol Malirz. Dla 24-latka to pierwsze wygrane spotkanie w sezonie. Zwycięstwo w Hiszpanii odniósł także Alan Ważny, który wyeliminował Guilherme Valdoleirosa.

Z roli faworyta nie wywiązał się Daniel Michalski, który w dwóch setach uległ Francesco Fortiemu w Santa Margherita di Pula. To trzecia przegrana z rzędu tenisisty z Warszawy. W tej samej miejscowości porażkę w singlu zanotowała również Anna Hertel. Kilka godzin później jednak wraz z Joelle Lilly Sophie Steur zameldowała się w ćwierćfinale w grze deblowej. Do 1/4 finału awansowały także rozstawione z numerem „2” Weronika Falkowska i Zuzanna Pawlikowska, które pewnie pokonały włosko-holenderski duet w Burundi.


Wyniki

M15 Ceuta – I runda singla

Karol Filar (Polska, 1) – Lorenzo Bocchi (Włochy) 6:2, 6:1

Karol Malirz (Polska) – Raul Sanchez (Hiszpania) 6:1, 6:2

Alan Ważny (Polska) – Guilherme Valdoleiros (Portugalia) 7:5, 6:3

M25 Santa Margherita di Pula – I runda singla

Francesco Forti (Włochy) – Daniel Michalski (Polska, 1) 7:6 [4], 6:4

W35 Santa Margherita di Pula – I runda singla

Deborah Chiesa (Włochy) – Anna Hertel (Polska) 6:4, 6:3

W50 Bużumbura – I runda debla

Weronika Falkowska, Zuzanna Pawlikowska (Polska, 2) – Maddalena Giordano, Emma Van Poppel (Włochy, Holandia) 6:2, 6:3

W35 Santa Margherita di Pula – I runda debla

Anna Hertel, Joelle Lilly Sophie Steur (Polska, Niemcy, 4) – Georgina Garcia-Perez, Oana Gavrila (Hiszpania, Rumunia) 6:4, 6:4

 

Oeiras. Gładka porażka Katarzyny Kawy

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.wtatennis.com/, oprac. własne, foto: East News

Po występie w Billie Jean King Cup Katarzyna Kawa wróciła do rywalizacji w WTA Tour. Polka znalazła się w drabince singlowego turnieju w Oeiras, ale przegrała już w pierwszym spotkaniu.

Zawody w Portugalii mają rangę WTA 125 i są rozgrywane na kortach ceglanych. W ich pierwszej rundzie nasza reprezentantka trafiła na wymagającą rywalkę. Była nią Simona Waltert, klasyfikowana na 92. miejscu rankingu. W imprezie na Półwyspie Iberyjskim została zaś rozstawiona z numerem piątym.

Wynik pierwszego seta był dla Polki bezlitosny. Nasza reprezentantka wygrała w nim tylko jednego gema, ale należy podkreślić, że panie rozegrały sporo punktów a walka była zacięta niemal w każdym momencie partii. Problemem Kawy był jednak fakt, że najbardziej istotne piłki trafiały na konto rywalki.

Niestety w drugim secie Polka także była wyraźnie słabsza. Gemy stały się mniej wyrównane a Waltert zdobywała je łatwiej niż wcześniej. Gdy Szwajcarka osiągnęła rezultat 4:0, Kawie udało się w końcu pojawić na tablicy wyników. Zdobycie gema miało jednak jedynie znaczenie honorowe – nasza zawodniczka ponownie uległa wyżej notowanej przeciwniczce 1:6 i odpadła z turnieju.


Wyniki

 

Oeiras (pierwsza runda kobiet):

S. Waltert (Szwajcaria, 5) – K. Kawa (Polska) 6:1 6:1

Nowy turniej w kalendarzu ATP oficjalnie potwierdzony

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Włoski tenis rośnie w siłę, a tamtejsza federacja nie zwalnia tempa. Włoska Federacja Tenisowa oficjalnie poinformowała o przejęciu licencji na organizację nowego turnieju rangi ATP 250. Co najciekawsze: będzie to impreza rozgrywana na kortach trawiastych.

Jak wynika z opublikowanego w mediach społecznościowych komunikatu, Włosi wykupili licencję od organizatorów turnieju w Brukseli. Nowa impreza zagości w kalendarzu głównego cyklu ATP Tour począwszy od 2028 roku.

To historyczny moment, ponieważ będzie to nowy przystanek na trawiastej mapie męskich rozgrywek. Biorąc pod uwagę niesamowity szał na tenis na Półwyspie Apenińskim, napędzany przede wszystkim gigantycznymi sukcesami obecnego lidera światowego rankingu – Jannika Sinnera oraz świetną postawą włoskich tenisistek (które w miniony weekend wywalczyły awans do finałów Billie Jean King Cup), decyzja o inwestycji w kolejny duży turniej wydaje się naturalnym krokiem tamtejszych działaczy.

Włosi mają już w swoim kraju potężny turniej ATP Masters 1000 w Rzymie (rozgrywany na mączce) oraz wieńczące sezon ATP Finals w Turynie (na kortach twardych w hali). Dołożenie do tego zestawu imprezy na kortach trawiastych sprawia, że Italia staje się jednym z największych graczy na rynku organizatorów tenisowych turniejów.

Na ten moment FITP nie zdradziło jeszcze, w jakim dokładnie mieście zostanie rozegrana nowa impreza (chociaż wiele mówi się, że może to być Mediolan), jednak jedno jest pewne: w 2028 roku krótki, ale niezwykle intensywny i krótki sezon gry na trawie zyska bardzo atrakcyjny punkt w kalendarzu.

Monachium. Problemy Zvereva, niespodziewana porażka Bublika

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: East News

We wtorek dokończono 1. rundę rywalizacji w turnieju ATP 500 w Monachium. Dla gospodarzy wydarzeniem dnia był pierwszy występ Alexandra Zvereva. Niemiec z problemami wygrał w trzech setach z Miomirem Kecmanowiciem. Z turnieju sensacyjnie odpadł Alexander Bublik.

Kłopoty obrońcy tytułu

Po półfinale osiągniętym w Monte-Carlo wydawało się, że forma Alexandra Zvereva przed obroną tytułu w Monachium jest bardzo dobra. Już początek meczu zwiastował, że Miomir Kecmanowić nie będzie dzisiaj łatwym przeciwnikiem dla reprezentanta gospodarzy. Serb zanotował przełamanie na 2:1. Później to Zverev dwukrotnie przełamał rywala i wygrał 6:3 w pierwszym secie. Drugą partię Niemiec rozpoczął od breaka i wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą. Jednak od razu stracił przewagę po gemie zakończonym podwójnym błędem serwisowym. Kecmanowić miał słabszy moment, ale obronił swoje podanie na 3:2, a następnie przełamał serwis rywala. Serbski tenisista po wygranej 6:3 wyrównał wynik całego spotkania.

O wszystkim zdecydował trzeci set. Kecmanowić nadal dzielnie stawiał opór w pojedynku z najwyżej rozstawionym zawodnikiem. W tej partii nie doszło do przełamań i Zverev zapewnił sobie awans dopiero po tiebreaku. W nim szybko objął prowadzenie 5:1, a ostatecznie triumfował 7:2. Po dwóch godzinach i 20 minutach walki wywalczył miejsce w 2. rundzie turnieju.

Bublik poza turniejem

Największą niespodzianką dnia jest odpadnięcie Alexandra Bublika. Reprezentant Kazachstanu miał w 1. rundzie zagrać z Hubertem Hurkaczem. Po wycofaniu się Polaka przyszło mu zagrać z Alexem Molcanem. Nie wiadomo, jak potoczyłoby się starcie Hurkacz-Bublik, ale zmiana rywala skończyła się źle dla tenisisty rozstawionego z numerem trzecim.

Bublik w meczu trwającym niewiele ponad godzinę popełnił aż 33 niewymuszone błędy. Alex Molcan otworzył mecz od prowadzenia 2:0, ale potem dał się dogonić rywalowi. Przełamał jego podanie jednak po raz drugi i tej przewagi już nie oddał. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:4 dla Słowaka. Drugą partię Molcan zwyciężył 6:2 z dwoma przełamania i dominując na korcie, sprawił dużą niespodziankę. Z turnieju w 1. rundzie odpadł również inny rozstawiony zawodnik. Turniejowa „ósemka” Tallon Griekspoor przegrał w trzech setach z Denisem Shapovalovem.

Fonseca gra dalej, ostatni mecz przerwany

Joao Fonseca będzie mógł ewentualnie zrewanżować się Alexandrowi Zverevowi za porażkę w Monte-Carlo dopiero w finale turnieju w Monachium. Droga do tej decydującej rundy dla Brazylijczyka będzie trudna. Wielki talent światowego tenisa wykonał pierwszy krok. W pierwszej partii starcia z Alejandro Tabilo dobrze zareagował na stratę podania na 1:2 i od razu odrobił stratę. W tiebreaku Fonseca pewnie wygrał 7:1. W drugim secie wyrównana walka miała miejsce do wyniku 3:3. Później trzy gemy z rzędu wygrał tenisista z Brazylii, dwukrotnie przełamując serwis drugiego z zawodników z Ameryki Południowej.

Jako ostatni w kolejności na korcie centralnym zaplanowany był mecz Fabiana Marozsana ze Stefanosem Tsitsipasem. Grek aż w trzech gemach serwisowych pierwszego seta musiał bronić breakpointów. Nie pozwolił rywalowi na przełamanie, a sam wygrał dwa gemy przy jego podaniu. Tsitsipas przy wyniku 6:5 w drugiej partii nie wykorzystał piłki meczowej. Następnie przegrał tę partię 5:7 w tiebreaku. Grecki tenisista mógł już zameldować się w kolejnej rundzie, ale jeśli wygra, to dokona tego dopiero w środę. Przy wyniku 2:2 w trzeciej odsłonie mecz został przerwany z powodu ciemności.


Wyniki

Turniej ATP 500 w Monachium – 1. runda:

Alexander Zverev (Niemcy, 1) – Miomir Kecmanowić (Serbia) 6:3, 3:6, 7:6 (2)
Joao Fonseca (Brazylia) – Alejandro Tabilo (Chile) 7:6 (1), 6:3
Alex Molcan (Słowacja, Q) – Alexander Bublik (Kazachstan, 3) 6:4, 6:2
Stefanos Tsitsipas (Grecja) – Fabian Marozsan (Węgry) 6:3, 6:7 (5), 2:2 i przerwane
Denis Shapovalov (Kanada) – Tallon Griekspoor (Holandia, 8) 6:4, 3:6, 6:2
Flavio Cobolli (Włochy, 4) – Diego Dedura (Niemcy, Q) 6:4, 7:5
Daniel Altmaier (Niemcy) – Marin Cilić (Chorwacja) 6:2, 6:3
Luciano Darderi (Włochy, 6) – Zhang Zhizhen (Chiny) 7:6 (5), 3:6, 6:1
Vit Kopriwa (Czechy) – Justin Engel (Niemcy) 6:3, 5:7, 6:2
Zizou Bergs (Belgia) – Marko Topo (Niemcy, LL) 6:1, 6:4

Oeiras. Pieczonka w ćwierćfinale

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Paweł Rychter

Filip Pieczonka i Iwan Liutarewicz po raz trzeci w tym sezonie wygrali z Jakubem Paulem i Matejem Wocelem. Tym samym awansowali do ćwierćfinału Challengera w Oeiras. W nim mogą zagrać z Karolem Drzewieckim i Piotrem Matuszewskim.

Filip Pieczonka i Iwan Liutarewicz nie mieli łatwego losowania w turnieju w Oeiras. Już na początek trafili na rozstawionych z czwórką Jakuba Paula i Mateja Wocela. Ten mecz można było określić jako starcie debli, które w ubiegłym tygodniu w Monzy przegrały z Sanderem Gillem i Semem Verbeekiem. Liutarewicz i Pieczonka odpadli w półfinale, a Paul i Wocel musieli uznać wyższość Belga i Holendra w finale. Polak i Białorusin w tym sezonie dwukrotnie wygrali już ze Szwajcarem i Czechem.

W pierwszym gemie spotkania doszło do przełamania na korzyść Jakuba Paula i Mateja Wocela. Szwajcarsko-czeski duet utrzymał przewagę i wygrał otwierającą partię 6:4. Drugi set w drugiej części przebiegł pod dyktando Filipa Pieczonki i Iwana Liutarewicza. Polak i Białorusin przełamali rywali do zera na 4:2. W następnym gemie zwyciężyli, wracając ze stanu 0:40. Na koniec partii dołożyli kolejnego breaka.

W supertiebreaku duet Liutarewicz/Pieczonka stracił dogodną przewagę. Od wyniku 8:5 stracili trzy kolejne punkty i w decydującym momencie meczu był remis. Przy 9:8 Polak i Białorusin nie wykorzystali piłki meczowej, ale zakończyli rywalizację przy drugiej okazji przy 10:9. W kolejnej rundzie, czyli ćwierćfinale mogą zagrać z Karolem Drzewieckim i Piotrem Matuszewskim, którzy mecz 1. rundy zagrają w środę.


Wyniki

ATP Challenger w Oeiras – 1. runda:

Iwan Liutarewicz/Filip Pieczonka (,/Polska) – Jakub Paul/Matej Wocel (Szwajcaria/Czechy, 4) 4:6, 6:2, 11:9

Billie Jean King Cup Qualifiers. Dobra pogoda dla polskiego tenisa

/ PZT , źródło: Informacja prasowa PZT, foto: Michał Jędrzejewski/PZT

Polki przegrały z Ukrainkami w Billie Jean King Cup Qualifiers i nie wystąpią w tegorocznych finałach kobiecych mistrzostw świata, ale ponad 10-tysięczna frekwencja to dowód, że w kraju jest moda na tenisa.

Spotkanie w PreZero Arenie Gliwice było w Polsce pod względem zainteresowania największym wydarzeniem w tenisie od 2015 roku. Fani zwłaszcza w sobotę wypełnili udostępnione sektory, a łączna frekwencja podczas dwóch dni rywalizacji przekroczyła 10 tys. widzów. Ostatni raz tylu kibiców na trybunach podczas kobiecej imprezy tenisowej w Polsce było dziesięć lat temu, kiedy nasze zawodniczki – Agnieszka Radwańska, Urszula Radwańska, Alicja Rosolska i Klaudia Jans-Ignacik – grały z Rosją w TAURON Arenie Kraków. Teraz cała czwórka odwiedziła Gliwice, żeby odebrać z rąk prezesa Polskiego Związku Tenisowego (PZT) Dariusza Łukaszewskiego statuetki w ramach uznania tamtego historycznego ćwierćfinału, i spotkać się z kibicami.

Trudny egzamin w PreZero Arenie Gliwice

Ponownego awansu do najlepszej „ósemki” rozgrywek uznawanych za drużynowe mistrzostwa świata kobiet w tenisie w tym roku nie będzie, choć Magda Linette (55. WTA, AZS Poznań), Maja Chwalińska (131. WTA, LOTTO PZT Team, BKT Advantage Bielsko-Biała), Linda Klimovicova (154. WTA, LOTTO PZT Team, BKT Advantage Bielsko-Biała), Katarzyna Kawa (160. WTA, LOTTO PZT Team, BKT Advantage Bielsko-Biała) oraz Martyna Kubka (284. WTA, LOTTO PZT Team, WKT Mera Warszawa) podjęły walkę z Ukrainkami. Każda z nich wyszła na kort i wszystkie miały w swoich meczach dobre momenty. Polki mierzyły się z przeciwniczkami wyżej notowanymi i ostatecznie to doświadczone rywalki – Elina Switolina (7. WTA), Marta Kostjuk (27. WTA), Oleksandra Olijnikowa (68. WTA), Ljudmiła Kiczenok (26. WTA w deblu), Nadija Kiczenok (64. WTA w deblu) – rozstrzygały wyniki kolejnych meczów na korzyść reprezentacji Ukrainy.

– Przegraliśmy sportowo. Gratuluję rywalom, bo po raz kolejny pokazali, że są naprawdę silnym zespołem i życzę im powodzenia w finałach. Za nami tymczasem dwa wymagające „dni w biurze”. Odebraliśmy lekcję i teraz pozostaje nam ją odrobić. Będziemy ciężko pracować, aby wrócić mocniejszymi – podkreśla kapitan reprezentacji Polski Dawid Celt. – Cieszę się, że każda z dziewczyn mogła wziąć udział w tym meczu. Zderzenie się z publicznością oraz ciężarem, który towarzyszy takiej rywalizacji, to bardzo cenne doświadczenie – także w kontekście przyszłości naszej drużyny.

Polki przeszły trudny egzamin i choć nie zdołały wziąć na Ukrainkach rewanżu za ubiegłoroczną porażkę w Billie Jean King Cup Qualifiers, to skala wsparcia z trybun oraz liczba autografów, które rozdały, były dla nich nagrodą za wysiłek oraz dowodem, że w Polsce jest dobra pogoda dla tenisa. Nie inaczej było podczas poprzednich imprez w Gorzowie Wielkopolskim oraz Radomiu, gdzie trybuny wypełniały się po brzegi. – Fani od pierwszej piłki do ostatniej piłki byli głośni i mocno nas wspierali. Jestem za ten doping naprawdę wdzięczna – nie kryje Chwalińska, której mecz deblowy w parze z Kubką trwał ponad trzy godziny. Za wsparcie dziękowały także pozostałe reprezentantki Polski.

 

Dzieci na korcie i na trybunach

Mecz z trybun śledzili uczestnicy Festiwalu Dziecięcego „Zostań Asem”, który PZT – dzięki zaangażowaniu Działu Sportu – zorganizował wspólnie z Fundacją LOTTO. Kilkudziesięciu młodych adeptów tenisa przed rozpoczęciem spotkania Polska – Ukraina rywalizowało w turnieju kategorii czerwonej, a ich rodzeństwo oraz rodzice mogli korzystać z dmuchańców oraz strefy relaksu. Szerokie otwarcie na najmłodszych to dziś jeden ze znaków firmowych PZT, który dba nie tylko o wyniki reprezentacji seniorskiej, ale także popularyzację dyscypliny i wzmacnianie fundamentów całego tenisowego ekosystemu. Każdy segment ma też swojego mecenasa, bo Partnerem Głównym Tenisa Młodzieżowego jest PGE Polska Grupa Energetyczna, a Partnerem Głównym Tenisa Dziecięcego – VIG.

Atrakcji pozasportowych było w Gliwicach więcej. Swoje stoiska w Strefie Kibica mieli sponsorzy i partnerzy, wśród których było m. in. LOTTO, czyli Partner Strategiczny Polskiego Związku Tenisowego i Partner Główny Reprezentacji Polski Kobiet. Ci, którzy odwiedzili Strefę, mogli spróbować swoich sił na pokazowym korcie do pickleballu. To pierwsza odsłona nowej współpracy, bo Związek Polskiego Pickleballu (ZPP) został niedawno Partnerem PZT. – Chcemy pełnymi garściami czerpać z bogatych zasobów oraz doświadczeń PZT. Jesteśmy wdzięczni za otwartość. Wierzymy, że dzięki temu już wkrótce dziesiątki tysięcy nowych osób wejdą na kort, co realnie przełoży się na zdrowsze społeczeństwo – nie kryje prezes ZPP Marcin Matysik.

Spotkanie Billie Jean King Cup otworzyło współpracę PZT z firmą TAURON, która została partnerem Reprezentacji Polski Kobiet. Partnerem kadry jest również Ministerstwo Sportu i Turystyki, które od lat pozostaje także Partnerem Głównym PZT. Gospodarzem meczu było Miasto Gliwice, jego Partnerami Województwo Śląskie, Metropolia Górnośląsko-Zagłębiowska, T-Mobile (spotkanie było kolejną okazją do zbierania podpisów pod kampanią przeciwko mowie nienawiści #HejtOutLoveIn, w którą włączyły się także polskie tenisistki), Toyota Dobrygowski, FESTINA, Hertz oraz WP SportoweFakty, a Oficjalnymi Dostawcami – JOMA oraz Lexus Rybnik. Sprawna organizacja wydarzenia byłaby karkołomna bez wsparcia PreZero Areny Gliwice, której prezesem jest Marcin Gawron, czyli były zawodnik, finalista juniorskiego Wimbledonu. On sam też wyszedł na kort i rozegrał zacięty sparing z Celtem.

 

Święto polskiego tenisa

Mecz Polska – Ukraina był kolejnym wydarzeniem tenisowym rangi międzynarodowej, które odbyło się w naszym kraju. PZT tylko w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zorganizował turnieje kwalifikacyjne Billie Jean King Cup w Radomiu i Gorzowie Wielkopolskim oraz mecz Pucharu Davisa w Gdyni. Gdańsk kilka tygodni temu był z kolei miejscem Annual General Meeting, czyli Walnego Zgromadzenia Tennis Europe, w którym wzięli udział najważniejsi ludzie europejskiego tenisa. To dowód rosnącej pozycji PZT, który jest dziś dla międzynarodowych federacji wiarygodnym i godnym zaufania gospodarzem wielkich imprez.

Tegoroczny Billie Jean King Cup Qualifiers był dla Gliwic debiutem w roli gospodarza wielkiego tenisa. Kilkudziesięciu akredytowanych dziennikarzy – w tym kilkunastu gości z Ukrainy – dwa dni przed spotkaniem wzięło udział w ceremonii losowania, które odbyło się w Palmiarni Miejskiej, a otworzyła je Katarzyna Kuczyńska-Budka. – To dla nas zaszczyt być gospodarzem tak prestiżowej rywalizacji, która łączy sport na najwyższym poziomie z emocjami, pasją i duchem fair play – mówiła Prezydent Gliwic. – Nasze miasto od lat rozwija swój potencjał jako miejsce organizacji wydarzeń o randze międzynarodowej. Wierzę, że pobyt tutaj stanie się inspirującym i przyjemnym doświadczeniem zarówno dla uczestniczek, jak i dla kibiców oraz wszystkich gości.

Mecz Polska – Ukraina był świętem całego polskiego tenisa. Swój moment mieli także sportowcy z niepełnosprawnościami. W piątek rozegrali kilka pokazowych spotkań na Festiwalu Dziecięcym. Po sobotnim spotkaniu deblowym Złotą Honorową Odznakę PZT otrzymał z kolei gliwiczanin Tadeusz Kruszelnicki, czyli pięciokrotny uczestnik igrzysk paraolimpijskich, reprezentant Polski w Drużynowym Pucharze Świata w latach 1996-2024 i dwukrotny medalista tej imprezy (brązowy w 2001, srebrny w 2024 roku) oraz czterokrotny finalista turniejów wielkoszlemowych (Australian Open 2001 w singlu i deblu, Australian Open 2006 w singlu oraz US Open 2006 w deblu).

Tenisistki, które wystąpiły w Gliwicach, wkrótce wrócą do rywalizacji indywidualnej. Mecz w Gliwicach był dla nich otwarciem sezonu na mączce, a wybór takiej nawierzchni w rozmowach z kapitanami i dziennikarzami doceniały m.in. Magda Linette, Katarzyna Kawa czy Elina Switolina. Ukrainki, dzięki wygranej z Polkami, po raz drugi z rzędu zagrają w finałach Billie Jean King Cup, które 22-27 września odbędą się w Shenzhen. Nasze tenisistki – podobnie, jak w ubiegłym roku, kiedy jesienią pokonały w Gorzowie Wielkopolskim Nową Zelandię oraz Rumunię – czeka 20-22 listopada rywalizacja w fazie play-off. Losowanie odbędzie się 23 kwietnia o 12.00.

 

Zdjęcia: Michał Jędrzejewski/PZT oraz Andrzej Szkocki.


Wyniki

Polska – Ukraina 0:4

Magda Linette – Marta Kostjuk 4:6, 0:6

Katarzyna Kawa – Elina Switolina 2:6, 1:6

Chwalińska/Kubka – Kiczenok/Kiczenok 5:7, 7:6, 3:6

Linda Klimovicova – Oleksandra Olijnikowa 4:6, 1:6

Oeiras. Wielki powrót Mai Chwalińskiej. Polka melduje się w 1/8 finału

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Kamil Szpilski

Trzy dni po występie w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup w Gliwicach Maja Chwalińska udała się do Portugalii, gdzie w świetnym stylu rozpoczęła zmagania w imprezie WTA 125. Już na samym początku pokazała niezwykłą odporność psychiczną i po prawie trzygodzinnej walce zdołała awansować do najlepszej szesnastki.

Niesamowitej rzeczy dokonała dzisiaj nasza reprezentantka. Po przegraniu pierwszej partii przeciwko Kaitlin Quevedo odrobiła straty i w dość łatwy sposób zapisała na swoje konto seta drugiego, mimo że przegrywała już w nim z przełamaniem. Od tego czasu jednak aż trzy razy odbierała rywalce podanie i po czterdziestu siedmiu minutach wyrównała stan rywalizacji.

W trzeciej odsłonie przełamań było jeszcze więcej. Siedmiokrotnie gemy wygrywały zawodniczki returnujące i na szczęście to Polka wyszła z tego prawdziwego festiwalu błędów serwisowych obronną ręką. Choć w decydującej partii Chwalińska przegrywała już 1:4, wykazała się imponującą wolą walki i całkowicie odwróciła losy spotkania, wygrywając kluczowe piłki i przypieczętowując swój awans do 1/8 finału po niemal trzech godzinach morderczego pojedynku.

Teraz przed naszą tenisistką arcytrudne zadanie, ponieważ w starciu o ćwierćfinał portugalskiego turnieju zagra z rozstawioną z “jedynką” – Beatriz Haddad Maią. Brazylijka pokonała dziś w swoim meczu pierwszej rundy reprezentantkę gospodarzy, grającą z “dziką kartą” – Franciscę Jorge.

Faworytką tego polsko-brazylijskiego pojedynku będzie naturalnie Haddad Maia, która w światowym rankingu plasuje się o dokładnie 60 miejsc wyżej (mecz ten zaplanowano na czwartek).


Wyniki

WTA 125 Oeiras, 1/16 finału:

Maja Chwalińska (Polska) – Kaitlin Quevedo (Hiszpania) – 3:6, 6:2, 6:4

„The Magician” wraca do rodziny – Agnieszka Radwańska wraca do współpracy z RADO

/ Materiał partnera , źródło: RADO, foto: RADO

Rado, szwajcarska marka zegarków znana na całym świecie z doskonałości w designie oraz mistrzostwa w pracy z materiałami, ponownie wita Agnieszkę Radwańską w swojej rodzinie jako najnowszą Friend of the Brand. Wybitna tenisistka, która przez znaczną część swojej kariery należała do światowej czołówki, pełniła rolę globalnej ambasadorki Rado w latach 2014–2018, aż do zakończenia kariery sportowej. Zapamiętana za niezwykłą kreatywność swoich zagrań, przez lata była jedną z ulubienic kibiców, mimo że jej kariera została przedwcześnie przerwana przez kontuzje. Jej styl gry oraz zdolność do realizowania niemal niemożliwych uderzeń znalazły odzwierciedlenie w przydomkach nadanych jej przez dziennikarzy i komentatorów, takich jak „The Magician”, „The Ninja” oraz „The Professor”.

 

Idealna harmonia

 

Agnieszka dołączyła do marki w Szwajcarii podczas obchodów 40-lecia high-tech ceramic, wybierając model Integral Jubilé. Jego gładkie, ceramiczne wykończenie i ponadczasowy blask doskonale oddają elegancję oraz subtelną siłę, które od zawsze definiują jej obecność – zarówno na korcie, jak i poza nim.

Wraz z modelem True Square Open Heart – zegarkiem, który poprzez transparentną konstrukcję odsłania swoje piękno i precyzję – będzie jej towarzyszyć przez cały okres współpracy, tworząc naturalny dialog między jej stylem a ikonicznym designem Rado.

CEO Rado, Adrian Bosshard, z entuzjazmem komentuje powrót Agnieszki do rodziny marki: „To, co Agnieszka osiągnęła – zarówno na korcie, jak i poza nim – jest imponujące, a jej styl był wyjątkowy i w pełni oryginalny. Pozostaje kobietą pełną pasji, determinacji i elegancji – wartości, które idealnie wpisują się w DNA Rado: innowacyjność, siłę i precyzję. Z radością będziemy towarzyszyć jej w dalszej drodze.”

Choć Agnieszka Radwańska nie rywalizuje już zawodowo na korcie, tenis wciąż odgrywa ważną rolę w jej życiu. Z powodzeniem rozwija się jako trenerka na najwyższym poziomie, ostatnio współpracując z utalentowaną Magdą Linette.

 

Agnieszka z radością wraca do Rado w roli Friend of the Brand:

 

„To dla mnie ogromna przyjemność powrócić do Rado po ośmiu latach. Nasza pierwsza współpraca była niezwykle wartościowa i pełna wyjątkowych doświadczeń, dlatego dzisiejsze ponowne połączenie jest dla mnie czymś bardzo naturalnym. Długofalowe zaangażowanie Rado w tenis oraz nieustanne dążenie do innowacji sprawiają, że ta współpraca ma dla mnie szczególne znaczenie. Jestem dumna, że ponownie mogę być częścią rodziny Rado.”

 

Rado x tennis

 

Długotrwała relacja Rado z tenisem rozpoczęła się ponad czterdzieści lat temu podczas turnieju Swiss Open w Gstaad, dając początek partnerstwu, które trwa do dziś. Od ponad czterech dekad innowacyjna szwajcarska marka zegarków wspiera najbardziej inspirujące

talenty tego sportu – od wschodzących gwiazd rozwijanych w ramach programu Rado YoungStars, po ikonicznych mistrzów, takich jak Ash Barty i Agnieszka Radwańska, których osiągnięcia nieustannie inspirują kolejne pokolenia.

Zaangażowanie Rado obejmuje różne generacje, celebrując pasję, precyzję i wytrwałość, które definiują tenis na każdym poziomie. Dziś marka z dumą zajmuje miejsce przy korcie jako Oficjalny Chronometrażysta wielu turniejów ATP i WTA na całym świecie — rola ta odzwierciedla zarówno jej technologiczne kompetencje, jak i głębokie związki z tym sportem.

Przekaz jest jasny: przewaga Rado!

Stuttgart. Iga Świątek wchodzi do gry

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Iga Świątek i Laura Siegemund zmierzą się w jednym z meczów drugiej rundy Porsche Tennis Grand Prix 2026. Stawką meczu między Polką i Niemką będzie miejsce w 1/4 finału turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Znany już jest plan gier i wiadomo o której można się spodziewać pojedynku najlepszej polskiej tenisistki z zawodniczką naszych zachodnich sąsiadów.

Najlepsza polska tenisistka powraca do gry. Po zakończeniu rywalizacji na amerykańskich kortach twardych była liderka rankingu rozstała się ze swym trenerem Wimmem Fisettem, a nowym szkoleniowcem został Francisco Roig, szkoleniowiec znany z pracy w sztabie Rafaela Nadala. Pierwszym występem Igi Świątek z Hiszpanem u boku będzie turniej, który sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w przeszłości wygrywała dwukrotnie.

W tegorocznej edycji Porsche Tennis Grand Prix mistrzyni rywalizacji z lat 2022-2023 została rozstawiona z numerem trzecim. Tym samym występ rozpocznie od drugiej rundy. W tej była okazja do meczu Igi Świątek z Magdaleną Fręch, bo to Łodzianka była rywalką Laury Siegemund w meczu otwarcia. Jednak ostatecznie druga rakieta naszego kraju musiała się wycofać z rywalizacji, a jej miejsce zajęła Victoria Tomova. Szczęśliwa przegrana z kwalifikacji po wygraniu pierwszego seta z finalistką turnieju z 2016 roku, w tie-breaku drugiej odsłony prowadziła 4-0. Jednak od tego momentu to zawodniczka z Filderstadt przejęła inicjatywę. Tym samym to zawodniczka gospodarzy będzie rywalką Igi Świątek.

Spotkanie polskiej zawodniczki z reprezentantką gospodarzy zaplanowano na środę 15 kwietnia. Panie pojedynek rozegrają na korcie centralnym Porsche Arena. Do gry przystąpią w czwartym meczu dnia na głównego arenie Porsche Arenie, ale nie wcześniej niż o 18:30.

Spotkanie w Stuttgarcie będzie trzecim spotkaniem obu pań. Dotychczasowy bilans jest korzystny dla Igi Świątek. Polka dotąd odniosła nad Laurą Siegemund dwa zwycięstwa, nie tracąc w nim chociażby seta.