Guadalajara. Iva Jović ponownie najlepsza

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: AFP

Iva Jović pokonała Peyton Stearns w finale turnieju WTA 500 w Guadalajarze. Tym samym Amerykanka obroniła tytuł mistrzowski zdobyty w 2025 roku. Młoda Amerykanka poprawiła osiągnięcie Marii Sakkari.

W 2024 roku reprezentantka USA sięgnęła po dwa tytuły mistrzowskie w imprezach wielkoszlemowych, zostając mistrzynią gry podwójnej juniorek Australian Open i Wimbledonu. Nastolatka ze Stanów Zjednoczonych w kolejnym sezonie dotarła do pierwszego w karierze finału imprezy głównego cyklu – Guadalajara Open – gdzie w meczu finałowym pokonała Emilianę Arango.

W tym roku Iva Jović ponownie dotarła do pojedynku finałowego. Jej rywalką była Peyton Stearns. W pierwszym pojedynku dwóch Amerykanek zwycięstwo z kortu schodziła młodsza z reprezentantek Stanów Zjednoczonych. W pierwszej odsłonie jedyną okazję na odebranie serwisu rywalce miała w dziewiątym gemie obrończyni tytułu.

Początek drugiego seta również należała dla najwyżej rozstawionej tenisistki, która wygrała dwa pierwsze gemy. Peyton Stearns nie umiała dotrzymać kroku rodaczce. W siódmym gemie trzeci raz tego dnia dała się zaskoczyć odbierających podanie Jović, aby w kolejnym gemie pożegnać się ostatecznie z szansami na tytuł mistrzowski.

Zwyciężając w tegorocznym finale Guadalajara Open Iva Jović poprawiła osiągnięcie Marii Sakkari. Greczynka w przeszłości również dwukrotnie dotarła do meczu finałowego w Meksyku, ale tylko raz sięgnęła po tytuł mistrzowski.

Puchar Davisa. Polska przegrała z Australią

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: Własne , foto: Paweł Rychter

Reprezentacja Polski przegrała na wyjeździe w Brisbane z Australią 1:3 w ramach meczu Grupy Światowej I Pucharu Davisa.

W pierwszym dniu rywalizacji punkty dla swoich drużyn zdobyli Alex de Minaur i Kamil Majchrzak. Obaj tenisiści dziś stanęli naprzeciw siebie. Zawodnik gospodarzy miał szansę postawić decydujący krok w stronę awansu, ponieważ dziś Australijczycy wyszli na prowadzenie po deblowym meczu.

Niestety Kamil przegrał dwa sety tym samym wynikiem – 3:6. Nasz tenisista dobrze rozpoczął pojedynek, bo szybko zdobył breaka. W dalszej części meczu dochodziło do kolejnych przełamań, ale wszystkie z nich notował już tylko jego przeciwnik. De Minaur zrewanżował się Majchrzakowi za czerwcową porażkę w finale turnieju ATP 250 w s’Hertogenbosch.

To oznacza, że na Pat Rafter Arenie Australia pokonała Polskę 3:1 i to ona wywalczyła awans do przyszłorocznych kwalifikacji do turnieju finałowego Pucharu Davisa.


Wyniki

Alex de Minaur – Kamil Majchrzak 6:3, 6:3

Puchar Davisa. Félix dokończył dzieła. Kanada pokonała Francję w Pucharze Davisa – korespondencja z Quebec City

/ Peter Figura , źródło: Korespondencja z Quebec City , foto: Peter Figura

Kanada nie była faworytem. Francja przyjechała do Québec City z wyższym rankingiem i większym doświadczeniem, a przed rozpoczęciem rywalizacji niewiele wskazywało na to, że gospodarze będą świętować już po czterech spotkaniach.

Po pierwszym dniu Kanada prowadziła 2:0. Francuzi odpowiedzieli w sobotę zwycięstwem w deblu i nagle zrobiło się 2:1. Czwarty mecz mógł dać zwycięstwo Kanadzie lub doprowadzić do spotkania piątego – o wszystko.

Na kort ponownie wyszedł Félix Auger-Aliassime. Po drugiej stronie siatki stanął Arthur Rinderknech. To właśnie Félix doprowadził do zwycięstwa drużyny Kraju Klonowego Liscia. Kanada pokonała Francję 3:1 i awansowała do finałowej ósemki Pucharu Davisa w Bolonii.

 

Wszystko zaczęło się od niespodzianki

W piątek pierwszy punkt dla Kanady zdobył Liam Draxl. Kanadyjczyk, zajmujący znacznie niższe miejsce w światowym rankingu, zmierzył się z Arthurem Rinderknechem, który aktualnie jest 32. rakietą świata. Różnicy na papierze nie było jednak widać na korcie. Draxl zagrał odważnie, agresywnie i bez respektu dla wyżej notowanego rywala. Wygrał pierwszego seta 6:2, a w drugim nie pozwolił Francuzowi doprowadzić do decydującej partii. Zwyciężył 6:2, 7:5, dzięki czemu Kanada objęła prowadzenie 1:0.

Później przyszedł czas na Félixa – Auger-Aliassime, urodzony i wychowany w Québecu, zagrał przed własną publicznością z Quentinem Halysem. Nie był to łatwy mecz. Francuz wygrał drugiego seta, ale w decydującej partii reprezentant gospodarzy zachował więcej spokoju i wygrał 7:6(5), 4:6, 6:3. Było więc 2:0 dla Kanady. Do awansu brakowało im już tylko jednego punktu.

 

Francuzi nie zamierzali się poddać

Puchar Davisa ma swoją specyfikę. Tutaj przewaga dwóch punktów nie zawsze oznacza spokojną końcówkę. Goście doskonale o tym wiedzieli. W sobotnim deblu Benjamin Bonzi i Pierre-Hugues Herbert pokonali Félixa Auger-Aliassime’a i Duncana Chana 7:6(4), 6:3. Francja zmniejszyła straty do 1:2. Jeszcze jedna wygrana Francuzów oznaczałaby remis 2:2 i konieczność rozegrania piątego, decydującego spotkania.

 

Auger-Aliassime nie pozwolił Francji odrobić strat w meczu

Na kort ponownie wyszedł Félix Auger-Aliassime. Tym razem czekał na niego Arthur Rinderknech. Było w tym meczu coś symbolicznego. Rinderknech dzień wcześniej przegrał z Draxlem, a teraz miał szansę nie tylko się zrehabilitować, ale również uratować Francję przed porażką i zaczął bardzo dobrze. Francuz wygrał pierwszego seta 6:4, przez co gospodarze znaleźli się w trudnej sytuacji. Jeden set dzielił Francję od wyrównania całej rywalizacji.

Druga partia była niezwykle wyrównana. Żaden z zawodników nie potrafił uzyskać wyraźnej przewagi i o jej losach zdecydował tie-break. W nim emocje sięgnęły zenitu. Rinderknech prowadził już 4:2, więc do wygrania seta i całego meczu brakowało mu tylko trzech punktów.

W przypadku zwycięstwa Francuzów sytuacja zrobiłaby się naprawdę niebezpieczna dla Kanady. Auger-Aliassime zachował jednak spokój. Odwrócił losy tie-breaka i wygrał go 7:5, więc mieliśmy 1:1 w setach.

 

Jeden break, który zdecydował o wszystkim

Rinderknech również w trzecim secie grał bardzo dobrze. Nie pozwalał Kanadyjczykowi odskoczyć, pewnie utrzymywał własne podanie i długo nie było wiadomo, w którą stronę pójdzie mecz.

Przy stanie 4:4 nadszedł jednak moment, na który wszyscy miejscowi fani czekali. Auger-Aliassime znalazł sposób na serwis Francuza. Przełamał Rinderknecha i objął prowadzenie 5:4. Zwycięstwo w tym spotkaniu, a co za tym idzie i w całym meczu było już na wyciągnięcie ręki. Félix nie wypuścił tej szansy. Utrzymał swoje podanie i zakończył mecz wynikiem 4:6, 7:6(5), 6:4 i Kanada mogła świętować.

 

Od niespodzianki do Bolonii

To niespodziewane zwycięstwo w całym meczu miało kilku bohaterów. Był Draxl, który w piątek rozpoczął rywalizację od pokonania znacznie wyżej notowanego Rinderknecha. Był Auger-Aliassime, który najpierw wygrał swój pierwszy singiel, a później odrobił straty w swoim drugim singlowym spotkaniu, kiedy Francja była o krok od wyrównania.

Była też publiczność w Québec City, która przez cały weekend stworzyła atmosferę, jakiej można oczekiwać od Pucharu Davisa.

Kanada nie była w tym spotkaniu faworytem. Wręcz przeciwnie, miała jak do tej pory ujemny bilans spotkań z drużyną Trójkolorowych w Pucharze Davisa. Wyjeżdża jednak z awansem do finałowej ósemki.

Francja też miała swoje szanse. Rinderknech był trzy punkty od wygrania drugiego seta i meczu, a w trzeciej partii niemal do konca pozostawał w grze. Ostatecznie jednak w najważniejszych momentach Félix Auger-Aliassime znalazł na niego sposób.

 

Właśnie dlatego Kanada może świętować, że to jej drużyna jedzie do Bolonii.


Wyniki

Kanada – Francja 3:1

Liam Draxl – Arthur Rinderknech 6:2, 7:5

Felix Auger-Aliassime – Quentin Halys 7:6(5), 4:6, 6:3

F. Auger-Aliassime, D. Chan – B. Bonzi, P.H. Herbert 6:7(4), 3:6

Felix Auger-Aliassime – Arthur Rinderknech 4:6, 7:6(5), 6:4

Puchar Davisa. Australia objęła prowadzenie

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: Własne , foto: Adam Romer

Reprezentacja Australii prowadzi z Polską 2:1 w meczu Grupy Światowej I Pucharu Davisa. Drugi punkt dla gospodarzy zdobyli debliści.

Po pierwszym dniu rywalizacji w Brisbane sytuacja pozostawała w pełni otwarta, ponieważ po dwóch starciach singlowych był remis 1:1. Na otwarcie zmagań drugiego dnia do walki stanęli debliści. Karol Drzewiecki i Jan Zieliński niestety musieli uznać wyższość rywali.

Rinky Hijikata i Max Purcell pierwszego seta wygrali po tie-breaku 7-3. Kluczowe okazało się wygranie przez nich pierwszych sześciu punktów z rzędu. W drugiej partii gospodarze już na początku seta zdobyli kluczowe przełamanie. Uzyskaną przewagę utrzymali do końca. Gospodarze w całym meczu nie musieli bronić ani jednego break pointa.

Australijczycy objęli zatem prowadzenie 2-1, przez co sytuacja Polaków stała się trudniejsza. Żeby wygrać w Brisbane Kamil Majchrzak musi pokonać Alexa de Minaura, a Maks Kaśnikowski – Jamesa Duckwortha.


Wyniki

R. Hijikata, M. Purcell – K. Drzewiecki, J. Zieliński 7:6(3), 6:3

Szczecin. Brazylijsko-hiszpańska rozgrywka o tytuł, jednostronny finał debla

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: Andrzej Gliniak

Thiago Monteiro i Nikolas Sanchez Izquierdo wystąpią w ostatnim meczu tegorocznej edycji turnieju challengerowego Invest in Szczecin Open. Znamy już za to triumfatorów gry podwójnej, którzy sięgnęli po tytuł po błyskawicznym spotkaniu.

Sobotnią rywalizację zainaugurowało starcie rozstawionego z „dwójką” Marco Trungellitiego z Thiago Monteiro. Pierwsza odsłona trafiła na konto Brazylijczyka, który zdobył kluczową zaliczkę przełamując rywala w siódmym gemie. Druga część spotkania przyniosła zmianę sytuacji. Argentyńczyk przy stanie 2:1 wykorzystał jedynego w tym secie break-pointa, a później bez większych trudności utrzymał swoją przewagę. W decydującej partii faworyt znów znalazł się w odwrocie. Pogrążył go szósty gem, w którym przy swoim podaniu nie wygrał ani jednej piłki. Monteiro niedługo później zakończył całą potyczkę i po blisko półtorarocznej przerwie znów wystąpi w finale zawodów challengerowych.

Jego przeciwnikiem będzie w niedzielę Nikolas Sanchez Izquierdo, który w całych zmaganiach nie stracił jeszcze seta. Hiszpan mierzył się z Luką Mikrutem i wziął rewanż za porażkę sprzed miesiąca poniesioną w pierwszej rundzie kwalifikacji do US Open. 27-latek z Barcelony w pierwszej partii wywalczył „brejka” w ósmym gemie, a po chwili potwierdził go obronionym serwisem, co dało mu wygraną 6:4. W drugiej odsłonie panowie zaliczyli serię przełamań od trzeciego do piątego gema, dzięki czemu przewaga była po stronie Sancheza Izquierdo. Ten jej już nie stracił i został dziesiątym Hiszpanem, który zagra w finale szczecińskiej imprezy. Czy zostanie pierwszym, który zdobędzie w niej tytuł przekonamy się po meczu, którego początek zaplanowany jest w samo południe.

Na zakończenie dnia rozegrany został finał gry podwójnej. Spotkanie nie dostarczyło jednak emocji oraz dramaturgii. bowiem rozstrzygnęło się w zaledwie 51 minut. Wygrana przypadła czesko-portugalskiej parze Andrew Paulson i Tiago Pereira, która rozbiła Inigo Cervantesa oraz Denysa Mołczanowa 6:2, 6:0. Co ciekawe, panowie w tym tygodniu po raz pierwszy połączyli swoje siły i w całym tygodniu rywalizacji nie oddali rywalom ani jednej partii. Dla Paulsona był to już drugi sukces w Szczecinie i trzeci z rzędu tytuł na tym szczeblu rozgrywek z trzecim kolejnym partnerem. Wcześniej Czech triumfował w Pradze oraz Tullnie.


Wyniki

Półfinały gry pojedynczej:

Thiago Monteiro (Brazylia, Alt) – Marco Trungelliti (Argentyna, 2) 6:4, 3:6, 6:3

Nikolas Sanchez Izquierdo (Hiszpania) – Luka Mikrut (Chorwacja, 8) 6:3, 6:4

Finał gry podwójnej:

Andrew Paulson, Tiago Pereira (Czechy, Portugalia) – Inigo Cervantes, Denys Mołczanow (Hiszpania, Ukraina, 4) 6:2, 6:0

Puchar Davisa. Finały znów nie dla Amerykanów! Mensik i Leheczka bohaterami – korespondencja z Pragi

/ Jarosław Truchan , źródło: Korespondencja z Pragi , foto: East News

W piątek i sobotę praska O2 Arena po raz pierwszy od trzynastu lat gościła mecz drużyny narodowej w Pucharze Davisa. Tym razem ta liczba okazała się szczęśliwa dla naszych południowo-zachodnich sąsiadów. Po fenomenalnych meczach w wykonaniu Jakuba Mensika i Jirziego Leheczki Czesi odwrócili wynik spotkania z Amerykanami, zwyciężając 3:2 i drugi rok z rzędu awansując do finałów rozgrywek.

Debel rozegrany na początek drugiego dnia zmagań zrekompensował wszystkie braki w przeżytych emocjach wynikające z krótkich piątkowych meczów. Przed rokiem gra podwójna okazała się strategicznym chybieniem kapitana czeskiej drużyny w meczu przeciwko Amerykanom. Wówczas Tomasz Berdych w ostatniej chwili podjął decyzję o zmianie nominacji i wystawieniu Tomasza Machacza i Jakuba Mensika, co nie przyniosło pożądanego efektu. Tym razem Czesi postawili na specjalistów od debla – Adama Pavlaska i Patrika Rikla. Po przeciwnej stronie siatki stanęli Christian Harrison (czwarta „rakieta” świata) oraz Austin Krajicek.

Od początku meczu obie pary skutecznie utrzymywały serwis – wydawało się, że nieuniknionym rozstrzygnięciem będzie tie-break. Jednakże końcówka partii należała do gospodarzy. Za sprawą świetnego returnu Pavlasek i Rikl wyszli na prowadzenie 40-0 przy serwisie rywali. Czesi wykorzystali drugiego break pointa, a następnie zakończyli seta przy własnym serwisie. Znakomite dwa ostatnie gemy pierwszej odsłony meczu nieco rozprężyły Czechów. Harrison i Krajicek wykorzystali to, przełamując rywali już w drugim gemie, co zadecydowało o wyniku partii. Pavlasek i Rikl nie byli później w stanie zbliżyć się do przeciwników przy returnie, dzięki czemu tenisiści z Ameryki Północnej doprowadzili do decydującej partii.

Trzeci set był prawdziwym tenisowym spektaklem, który obserwowało ponad 13 tysięcy kibiców zgromadzonych w praskiej arenie. Partia trwała blisko półtorej godziny i zakończyła się w najbardziej dramatyczny sposób, jak tylko mogła – tie-breakiem granym na przewagi. Zanim doszło do dogrywki obserwowaliśmy jednak sporo akcji – zwłaszcza w końcówce. W dziewiątym gemie Amerykanie chcieli wykorzystać nienajlepszą dyspozycję przy serwisie Rikla, lecz Czesi wyszli ze stanu 15-40. Reprezentanci gospodarzy wywierali na rywalach ogromną presję w ostatnich gemach przy returnie – Pavlasek i Rikl wywalczyli dwie piłki na przełamanie równoznaczne z meczbolami, lecz nie byli w stanie ich wykorzystać.

W ten sposób doszło do tie-breaka. Jako pierwsi przewagę uzyskali Amerykanie, po tym jak piłka po jednym z uderzeń Czechów zatańczyła na taśmie i spadła po stronie miejscowych graczy. Zwycięzcy drugiego seta nie cieszyli się jednak długo z mini-przełamania – na tablicy wyników pojawił się rezultat 3-3 po tym, jak Harrison popełnił podwójny błąd serwisowy. 32-latek szybko przeszedł drogę od zmarnowania przewagi do bycia bohaterem. Jego lob zagrany z głębokiej defensywy uratował Amerykanów przed stratą serwisu. Dzięki temu niedługo później Harrison i Krajicek wywalczyli pierwszego meczbola, którego jednak nie wykorzystali.

Pavlasek i Rikl wyszli na prowadzenie 8-7, lecz wówczas wydarzył się zwrot. Czechów -znakomicie grających zarówno w końcówce partii, jak i w tie-breaku – ogarnęła olbrzymia niemoc. Duet gospodarzy przegrał dwa punkty serwisowe z rzędu, przez co na przewagę powrócili Amerykanie. Tego prowadzenia już nie oddali. Harrison i Krajicek zostali bohaterami, wygrywając spotkanie po wcześniejszej obronie czterech piłek meczowych. To był istny thriller, bez szczęśliwego zakończenia dla gospodarzy. Deblowe spotkanie zostało zakończone po 2 godzinach i 41 minutach gry – trwało dokładnie tyle samo, ile oba piątkowe single łącznie!

Wielki powrót Mensika

Jakub Mensik i Ben Shelton, którzy następnie pojawili się na korcie, pozwolili fanom na nieco oddechu po emocjonującej końcówce poprzedniej konfrontacji. Dla obu tenisistów spotkanie było okazją do rehabilitacji – zarówno 4. Jak i 24. Tenisista rankingu przegrali swoje piątkowe mecze. W przypadku Mensika presja była jeszcze większa – jego porażka eliminowała Czechów z walki o finały Pucharu Davisa.

Amerykanin nie najlepiej wszedł w mecz – już w pierwszej partii musiał bronić break pointów. Shelton w porę odnalazł dobrą dyspozycję przy serwisie, po czym mecz zaczął toczyć się w szybkim tempie. Gemy były pewnie wygrywane przez serwujących. Zmieniło się to pod koniec seta. W dziesiątym gemie Mensik ponownie wywalczył piłkę na przełamanie (równoznaczną z setbolem), lecz skuteczniejszy znowu okazał się Shelton. Następnie to reprezentant Stanów Zjednoczonych zaczął znakomicie prezentować się przy returnie. Błędne decyzje i niewymuszone błędy popełniane przez Czecha sprawiły, że został przełamany tuż przed tie-breakiem. Następnie Shelton w pewnym stylu wygrał gema serwisowego, przybliżając swoją drużynę na dystans jednego seta od triumfu nad naszymi południowo-zachodnimi sąsiadami.

Od początku drugiej partii tenisiści pewnie przechodzili przez gemy serwisowe. Z czasem Mensik zaczął jednak zyskiwać coraz większą pewność przy returnie. Choć Shelton udanie wychodził ze stanu 0-30, a w kolejnym gemie 15-30, za trzecim podejściem Czechowi udało się przebić przez serwisowy mur finalisty tegorocznego US Open. Dziesiąty gem przyniósł pierwsze break pointy w partii – tenisista z Prościejowa wykorzystał drugiego z nich wyrównując wynik spotkania.

Końcówka drugiej odsłony meczu wyraźnie ożywiła nieco zastygniętą publikę w Pradze. Kolejny powód do wzmożonego dopingu kibice mieli w szóstym gemie trzeciej partii, gdy 21-latek wywalczył break pointa. Shelton zdał jednak pierwszy poważny test w tym secie, utrzymując podanie. Mensik kontynuował jednak agresywną grę przy returnie, co przyniosło efekt – w kolejnym gemie udało mu się przełamać podanie Amerykanina, dzięki czemu serwował po mecz. Mimo naporu ze strony rywala, Czech nie dał ponieść się nerwom – zakończył mecz dwoma świetnymi serwisami, utrzymując swoją reprezentacje w grze o triumf.

Obrazki po piłce meczowej, które obiegły media społecznościowe, stanowią najlepszy dowód na to, gdzie tkwi sedno tenisa reprezentacyjnego. Jest ono zauważalne właśnie w takich chwilach – gdy reprezentant gospodarzy odwraca wynik i przy pomocy szalejącej z euforii publiczności wygrywa mecz. triumf Mensika oznaczał, że – tak jak przed rokiem – do wyłonienia zwycięskiej reprezentacji będzie potrzebne piąte spotkanie. Zmierzyli się w nim Jirzi Leheczka i Learner Tien, czyli tenisiści, którzy wygrywali w piątek.

Do czterech razy sztuka

Na początku decydującego pojedynku panowie wymienili się przełamaniem. Pierwszy set miał bardzo wyrównany przebieg – gracze często dochodzili do głosu przy returnie, idąc na wymianę tenisowych ciosów z rywalami. Od piątego do siódmego gema obserwowaliśmy łącznie cztery break pointy (trzy z nich były dla Tiena), lecz za każdym razem serwujący ratowali się przed stratą podania. Kluczowy okazał się ósmy gem, w którym Leheczka za drugim podejściem odebrał serwis Tienowi. 24-latek bez problemów zakończył partię przy własnym podaniu. Dzięki temu tym razem to Czesi znaleźli się o jeden wygrany set od awansu do najlepszej ósemki rozgrywek.

Drugą partię lepiej rozpoczął Amerykanin. Tien najpierw wytrzymał opór Leheczki w pierwszym gemie, po czym sam przełamał. Reprezentant gospodarzy szybko odpowiedział, wychodząc ze stanu 0:3 na 3:3. Kolejne gemy wygrywali serwujący, wydawało się że o losach partii rozstrzygnie tie-break. Jednakże gdy Tien serwował po zagwarantowanie sobie gry w dogrywce, Leheczka zaczął odpowiadać świetną postawą przy returnie. Dzięki znakomicie dysponowanemu forhendowi Czech w ostatniej chwili przełamał Amerykanina, umożliwiając sobie serwowanie po zwycięstwo. Zadanie przypieczętowania triumfu okazało się niezwykle trudne. Tenisista ze Stanów Zjednoczonych długo nie dawał za wygraną – obronił trzy meczbole, lecz za czwartym razem lepszy okazał się Leheczka, który po ponad ośmiu godzinach walki drugiego dnia meczu wprowadził swoją reprezentację do finałów Pucharu Davisa.

Czesi drugi rok z rzędu pokonali Amerykanów w kwalifikacjach do finałów Pucharu Davisa – Jirzi Leheczka jest bezsprzecznym bohaterem obu tych spotkań. Tenisista z Mlady Boleslav był niepokonany we wszystkich meczach przeciwko tenisistom zza Oceanu Atlantyckiego – przed rokiem pokonał Taylora Fritza i Francesa Tiafoe, tym razem okazał się natomiast lepszy od Bena Sheltona i Learnera Tiena. Leheczka ponownie okazał się niezastąpiony, dzięki czemu nasi południowo-zachodni sąsiedzie ponownie pojadą do Bolonii. Przed rokiem ekipa prowadzona przez Tomasza Berdycha zakończyła swój udział na ćwierćfinale – na co będzie ich stać w tym roku? Odpowiedź na to pytanie poznamy od 24 do 29 listopada.


Wyniki

C. Harrison, A. Krajicek – A. Pavlasek, P. Rikl 5:7, 6:3, 7:6(8)

Jakub Mensik – Ben Sheton 5:7, 6:4, 6:3

Jirzi Leheczka – Learner Tien 6:3, 7:5

ITF. Martyna Kubka blisko deblowego tytułu

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Olga Pietrzak/PZT

Martyna Kubka i Anna Siskowa nie zdobyły tytułu w turnieju ITF W35 w Le Neubourgu. W finale przegrały po supertiebreaku z duetem Naiktha Bains/Sahaja Yamalapalli.

Martyna Kubka na turnieju ITF W75 w Le Neubourgu w grze pojedynczej odpadła w ćwierćfinale. Miała za to szansę na tytuł w deblu. Z Anną Siskową były najwyżej rozstawione, a w poprzednich meczach triumfowały zdecydowanie. W finale zmierzyły się z duetem Naiktha Bains/Sahaja Yamalapalli. Siskowa wcześniej tego dnia musiała jeszcze rozegrać półfinał singla.

Martyna Kubka i Anna Siskowa rozpoczęły mecz od prowadzenia 2:0. Rywalki z Wielkiej Brytanii i Indii odrobiły stratę przełamanie. Co nie udało się polsko-czeskiemu duetowi za pierwszym razem, przyniosło skutek za drugim. Kubka i Siskowa wywalczyły decydującego breaka na 5:3. Dokonały tego nawet bez straty punktu. Po chwilę przy własnym podaniu zakończyły sukcesem rywalizację w pierwszej partii.

Drugi set rozpoczął się od przełamania na korzyść Kubki i Siskowej. Jednak Bains i Yamalapalli tak samo, jak w otwierającej odsłonie błyskawicznie odrobiły stratę. Przy 5:4 i odbiorze Brytyjka i Hinduska przełamały podanie rywalek. Dzięki temu wyrównały stan rywalizacji w meczu. Losy tytułu rozstrzygnął więc supertiebreak.

Przez dłuższy czas toczyła się wyrównana walka. Od remisu 5:5 Naiktha Bains/Sahaja Yamalapalli zdobyły 4 kolejne punkty. Oznaczało to już piłki mistrzowskie. Cztery kolejne szanse meczowe zostały wybronione przez Kubkę i Siskową. Niestety, Polka i Czeszka nie poszły za ciosem. Rywalki ostatecznie triumfowały 11:9 i sięgnęły po trofeum.


Wyniki

Finał:

Naiktha Bains/Sahaja Yamalapalli (Wielka Brytania/Indie) – Martyna Kubka/Anna Siskowa (Polska/Czechy, 1)  3:6, 6:4, 11:9

Singapur. Maja Chwalińska poznała rywalki

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Olga Pietrzak

Maja Chwalińska poznała rywalki z którymi przyjdzie jej się zmierzyć podczas tegorocznej edycji turnieju WTA 500 w Singapurze. Druga rakieta naszego kraju wystąpi zarówno w grze pojedynczej, jak i w rywalizacji deblowej.

Druga rakieta naszego kraju powraca do rywalizacji po amerykańskiej części sezonu. Azjatycką jesień Maja Chwalińska zainauguruje w Singapurze. Polska finalistka tegorocznego Rolanda Garrosa stanie do rywalizacji zarówno w singlu jak i w grze podwójnej.

W pierwszej rundzie rozstawiona w imprezie z numerem piątym reprezentantka Polski zmierzy się z Rebecą Szramkovą. Z kolei w meczu o 1/4 finału Maja Chwalinska może się zmierzyć z Vivian Wolff lub Oleksandrą Olinikową. W ćwierćfinale na polską finalistkę Rolanda Garrosa 2026 może czekać między innymi rozstawiona w turnieju z numerem czwartym Elise Mertens lub Barbora Krejczikova.

Z Czeszką Maja Chwalinska to deblowa partnerka naszej tenisistki podczas turnieju w Singapurze. W pierwszej rundzie gry podwójnej rywalkami polsko-czeskiego duetu będą Erine Routliffe i Aldila Sutjiadi. W przypadku awansu do 1/4 finału na drodze duetu z udziałem Polki mogą stanąć rozstawione z numerem drugim Tereza Michalikova oraz Olivia Nicholls.

 

Nevers. Porażka Piotra Pawlaka w finale debla

/ Izabela Modrzewska , źródło: itftennis.com/oprac.własne, foto: PZT

Piotr Pawlak i Iiro Vasa nie wywiązali się z roli faworytów i przegrali w finale rozgrywek deblowych turnieju M25 w Nevers. 

W pierwszej partii meczu Hugo Car i Liam Branger przełamali serwis rywali już w czwartym gemie i utrzymali prowadzenie aż do stanu 5:4. Polsko-fińska para po obronie trzech break pointów podniosła poziom gry i doprowadziła do wyrównania, jednak ostatecznie set trafił na konto reprezentantów gospodarzy.

W drugim secie to francuski duet musiał odrabiać stratę przełamania. Kluczowy okazał się ósmy gem kiedy to Pawlak i Vasa nie zdołali utrzymać swojego serwisu. Od wyniku 4:4 obie pary pilnowały swojego podania i doprowadziły do tie-breaka. Car i Branger nie dali przeciwnikom większych szans i triumfowali w turnieju w Nevers.


Wyniki

M25 Nevers – Finał debla

Hugo Car, Liam Branger (Francja) – Piotr Pawlak, Iiro Vasa (Polska, Finlandia, 2)  7:5, 7:6 [2]

ITF. Finał nie dla Pawlikowskiej

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Marek Golba

Zuzanna Pawlikowska nie zagra w finale turnieju ITF W35 w Hurghadzie. W półfinale Polka przegrała po zaciętym pojedynku z Ekateriną Perelyginą.

Pawlikowska jako trzecia najwyżej rozstawiona zawodniczka była faworytką tego spotkania. Ekaterina Perelygina w rankingu WTA jest prawie 200 pozycji niżej sklasyfikowana od Polki. Jednak to nie przeszkodziło jej w zdobyciu przełamania już w gemie otwarcia. Zuzanna Pawlikowska od razu odpowiedziała breakiem. W pierwszym secie nie brakowało przełamań. W pewnym fragmencie doszło nawet do czterech kolejnych breaków. Przy 5:4 Pawlikowska miała dwie piłki setowe. Zaś jej rywalka prowadząc 6:5, serwowała na wygranie seta. Rywalizacja w tej emocjonującej partii zakończyła się w tiebreaku. W nim 7:4 zwyciężyła polska tenisistka, która zrobiła ważny krok do awansu.

W drugim secie Ekaterina Perelygina odskoczyła na 3:1, ale Polka odrobiła stratę przełamania. Jednak w tej odsłonie zawodniczka rozstawiona z numerem trzecim nie była już w stanie niczego ugrać. Zuzanna Pawlikowska po słabej końcówce seta przegrała aż 2:6. Tym samym o awansie do finału musiała zdecydować trzecia odsłona.

Na otwarcie trzeciej partii Pawlikowska dwukrotnie zdobyła przełamanie, ale po chwili traciła tę przewagę. Polka po raz kolejny znalazła się w dobrej sytuacji po breaku na 5:4. Niestety, nie zamknęła meczu przy własnym podaniu. Przy wyniku 5:6, to nasza zawodniczka znalazła się pod presją. Reprezentantka Austrii zdobyła decydujące przełamanie na koniec meczu. To Ekaterina Perelygina zagra w finale z Ekateriną Tupitsyną.


Wyniki

Półfinał:

Ekaterina Perelygina (Austria) – Zuzanna Pawlikowska (Polska, 3) 6:7 (5), 6:2, 7:5