Bella Cup

Filozof skazany na tenis

Maciej Pietrasik, foto: AFP / East News

Maciej Pietrasik

Stefanos Tsitsipas to najmłodszy tenisista w czołowej dziesiątce rankingu ATP, ale życiowej dojrzałości wielu mogłoby się od niego uczyć. Grek od urodzenia był wręcz skazany na grę w tenisa. W najbliższych latach może być jedną z największych gwiazd w tourze.

Rodzice marzący o tym, aby ich dziecko zostało gwiazdą sportu to, z pozoru, historia jakich wiele, bo przypadek Tsitsipasa potoczył się zupełnie inaczej. Matka Stefanosa, Julia Apostoli-Salnikowa, była liderką światowego rankingu juniorek. Swego czasu uważano ją za największą tenisową nadzieję Związku Radzieckiego – w wieku 16 i 17 lat była już najwyżej notowaną zawodniczką w kraju. Na koncie miała między innymi występy w Pucharze Federacji i zwycięstwo nad trzykrotną mistrzynią wielkoszlemową, Virginią Wade.

Co więc poszło nie tak? Winny okazał się socjalistyczny system, odbierający możliwości wyboru trenera i ograniczający wyjazdy na zawodowe turnieje. – Każdy gracz z ZSRR miał takie problemy, ale ja doświadczyłam ich więcej, bo trenerzy mieli na mnie oko – wspomina Apostoli. W rankingu WTA najwyżej była pod koniec drugiej setki. – Nie miałam wiedzy, nie byłam wystarczająco mądra. Później nie miałam trenera, robiłam wszystko sama. Nie można zajść w ten sposób daleko – dodała. Po latach uważa swoje osiągnięcia za całkiem spore. A błędy, które popełniła, procentują w kolejnych latach, już w przypadku syna.

To zresztą niejedyne sportowe tradycje w tej rodzinie, bo ojciec Apostoli, Siergiej Salnikow, to złoty medalista olimpijski w piłce nożnej z 1956 roku. Wnuka nigdy nie poznał, bo zmarł ponad 10 lat przed jego narodzinami.

Na styku kultur

Apostolos Tsitsipas związany był z tenisem jeszcze zanim Stefanos pojawił się na świecie. Pracował jako instruktor w jednym z hoteli. Później dokształcał się zresztą w tej sferze, aby móc zająć się karierą syna. Stefanos nie miał więc wyjścia i musiał zostać tenisistą. Było to jasne tuż po jego narodzinach. – Lekarz, który pomagał mi przy porodzie, powiedział, że Stefanos wyszedł na świat z podniesioną ręką, jak tenisista – twierdzi mama. Choć za rozwój kariery Greka odpowiedzialny był przede wszystkim ojciec, to również matka zwracała uwagę na pewne istotne rzeczy: dyscyplinę czy właściwą rozgrzewkę.

– To bardzo ważne, że na moje życie miały wpływ dwie zupełnie różne kultury: rosyjska i grecka. To dało mi zupełnie inną perspektywę. Mama nadała mojej grze wiele dyscypliny. Wierzę, że bardzo mi to pomogło, a w greckiej kulturze nie jest to tak powszechne – wspomina tenisista.

Sowiecka dyscyplina matki była równoważona przez optymizm i pozytywne nastawienie ojca. Apostolos Tsitsipas porzucił pracę zawodową, gdy jego syn miał 11 lat. Od tego czasu skupiał się już tylko na karierze Stefanosa, podróżując z nim na turnieje po całym świecie.

– Podczas tych podróży robiłem się bardziej spięty, ale widziałem w nich coś zabawnego. Miło było podróżować wszędzie z tatą. Teraz rozumiem już, jak wielką rolę odegrało to w mojej karierze – podkreśla tenisista. Ważne było nie tylko wsparcie rodziców, ale także ciotki. Ta miała na tyle dużo pieniędzy, że początkowo sponsorowała karierę siostrzeńca i jego kolejne wyjazdy.

Stefanos Tsitsipas może mówić też o tym, że ojciec uratował mu życie. Niewiele brakowało, aby ta świetnie zapowiadająca się kariera skończyła się na zawsze, jeszcze za nim na dobre się rozpoczęła. W 2015 roku na Krecie omal nie doszło bowiem do tragedii. 16-letni wówczas chłopak źle ocenił prąd i siłę fal w morzu, gdy kąpał się razem z kolegami. Próbował wrócić na ląd, lecz okazało się to niemożliwe. Apostolos na szczęście zobaczył, co się dzieje. Nie zastanawiał się długo: wskoczył do morza i uratował syna. Ten twierdzi, że od śmierci dzieliło go zaledwie kilka oddechów.

– Wtedy uświadomiłem sobie, jak mało ważne są niektóre rzeczy w moim życiu. Po tym wszystkim nie boję się już niczego. Myślę, że to doświadczenie pomogło mi stać się mądrzejszym i silniejszym, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Z Hurkaczem po drodze

Początkowo kariera Tsitsipasa rozwijała się podobnie jak przed laty jego matki. On także został liderem światowego rankingu juniorów. Do największych sukcesów Greka można zaliczyć dwa finały Orange Bowl, dwa półfinały singla w juniorskich Wielkich Szlemach, a także triumf w deblu na Wimbledonie. Właśnie wiktoria na londyńskiej trawie, już wśród seniorów, pozostaje jednym z jego największych marzeń.

Idolem Tsitsipasa jest Roger Federer, wielu porównuje go zresztą właśnie do Szwajcara. Mocny forhend, ładny jednoręczny bekhend i pewna gra przy siatce – właśnie to Grek zaprezentował, gdy w czwartej rundzie tegorocznego Australian Open ogrywał mistrza, z którym jeszcze w grudniu wspólnie trenował w Dubaju. W Melbourne zatrzymał się dopiero w półfinale, w którym większych szans nie dał mu Rafael Nadal.

Zwycięstwo nad Federerem z pewnością było spełnieniem marzeń, ale to wielki rywal Szwajcara sprawia Grekowi na razie największy kłopot. Nadal staje na drodze Tsitsipasa za każdym razem, gdy ten notuje niespodziewanie dobry wynik. Przeszkodził mu nie tylko w Melbourne, ale też w dwóch pierwszych finałach w karierze – w Barcelonie i w Toronto. W Kanadzie Greak zaszokował wszystkich, eliminując aż czterech rywali z pierwszej dziesiątki światowego rankingu: Dominika Thiema, Novaka Dżokovicia, Alexandra Zvereva i Kevina Andersona. Finałowy mecz z Nadalem rozegrał w dniu swoich 20. urodzin, ale sam udział w meczu o tytuł musiał wystarczyć mu za prezent.

Po porażce w Australii o Nadalu ateńczyk mówił tak: – Nie pozwolił mi złapać rytmu. Gra w inny sposób niż reszta zawodników. Ma talent, jakiego nie ma nikt inny. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. On sprawia, że grasz źle.

Denerwowanie się na nietypowo grających przeciwników to zresztą jedna z największych wad Tsitsipasa. Gdy niedługo później przegrał w Rotterdamie z Damirem Dżumhurem, także się wściekał: – On tak zawsze gra. Stoi osiem metrów za linią końcową kortu i czeka na twoje błędy. Gra przeciw takim tenisistom jest bardzo dziwna – mówił.

Być może także w tym pomagają mu rodzice. Julia Apostoli podkreśla bowiem, że jej syn nie ma już zbyt wiele do zrobienia od strony technicznej lub fizycznej, ale powinien popracować nad akceptacją porażek, gdyż są one nieodłączną częścią sportu.

Sposób na stres

Ostatnio Grek przyzwyczaja się jednak do coraz większych sukcesów. Na koncie ma już dwa singlowe tytuły ATP, a także triumf w Next Gen ATP Finals. Wygrana we Francji sprawiła, że awansował na jedenastce miejsce w światowym rankingu. Pierwsza dziesiątka wydaje się więc wyłącznie kwestią czasu.

O jego klasie przekonał się między innymi Hubert Hurkacz, który rywalizował z Tsitsipasem w Mediolanie i Marsylii, gdzie nie wygrał choćby partii, a rywal okazywał się potem najlepszy w całych zawodach. Do trzeciego pojedynku doszło w Dubaju – tym razem Polak zdobył seta, a Grek nie zdobył tytułu (w finale uległ Rogerowi Federerowi, dla którego było to już setne zwycięstwo w karierze).

O ile po porażkach ateńczyka czasem ponoszą nerwy, to poza kortem jest człowiekiem spokojnym i dojrzałym. Jego największą pasją poza tenisem jest fotografia, a sportowe napięcie rozładowuje za pomocą vlogów. Ma nawet własny kanał na platformie YouTube, który regularnie obserwuje już ponad 140 000 tysięcy osób. Nie mówimy tu jednak o krótkich filmikach kręconych telefonem komórkowym, ale dłuższych filmach nagrywanych profesjonalnym sprzętem. Tsitsipas montuje je często po kilka dni, a gdy skończy tenisową karierę, chciałby zostać zawodowym fotografem.

W środowisku tenisowym nie wszyscy go rozumieją, na Twitterze wyśmiewał go chociażby Nick Kyrgios. Grek zbytnio się tym jednak nie przejmuje i po prostu robi swoje. Wykorzystuje też okazje na samotne podróżowanie. Gdy grał w Rzymie, odwiedził Watykan. W przerwie między sezonami zwiedzał Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Skąd takie zainteresowania? Greckie korzenie zobowiązują. – Prawdopodobnie jestem krewnym Sokratesa – śmieje się Tsitsipas.

Patrząc na to, jak wdał się w resztę rodziny, nie można tego wykluczyć.

Kinder+Sport