Już nie tylko Nadal

Maria Kuźniar , foto: AFP

Jeśli Roland Garros, to tylko Rafael Nadal – tak było przez lata. Faworyci do wygrania imprezy na paryskiej mączce w zasadzie są ci sami, co zawsze. Dużo jednak wskazuje na to, że w tym roku więcej do powiedzenia mogą mieć ci młodsi. I nie Dominic Thiem, który zazwyczaj w Paryżu czuł się bardzo dobrze. Może więc nadszedł wreszcie czas Alexandra Zvereva i Stefanosa Tsitsipasa?

Król French Open jest jeden. Niekwestionowany, niepokonany, nie do ruszenia. Dużo jednak wskazuje na to, że w tym roku może być już nieco inaczej. Jasne, faworytem do triumfu na paryskich kortach wciąż jest Rafael Nadal, jednak jego panowanie, bardziej niż w poprzednich latach, nie jest już tak niepodważalne. Może to wiek, może kontuzje, a może to ci młodsi stają się silniejsi? Tłumaczeń może być wiele, ale ostatnie wyniki pokazują, że choć stara gwardia trzyma się mocno, to młodzi napierają coraz odważniej.

Nadal wygrywa Nadal?

Nie ma w historii tenisisty, który zdominowałby jeden turniej tak, jak Hiszpan Roland Garros. Ma na koncie 13 zwycięstw, 65 proc. swoich wielkoszlemowych tytułów zdobył właśnie na paryskiej mączce. Jego bilans: 100 zwycięstw i zaledwie 2 porażki (w 2016 roku wycofał się ze względu na kontuzję nadgarstka). Hiszpan jest rekordzistą pod względem tytułów na mączce, jest pierwszym w historii, który w jednej imprezie wielkoszlemowej triumfował tyle razy. Statystyki Rafy w Paryżu są porażające. Przez lata był po prostu po za zasięgiem kogokolwiek. Od przeciwników pojedynek z Hiszpanem wymagał nadludzkich sił i mówiąc kolokwialnie „dnia konia”. Taki dzień miał raz Robin Soderling, któremu Roger Federer z pewnością będzie za ten dzień dozgonnie wdzięczny i raz Novak Dźoković. Poza tymi wyjątkami, co roku jest tak samo. Przed turniejem dywagacje, kto mógłby zostać nowym królem Paryża, a po finale kolejne teksty o geniuszu Rafy.

W tym roku może być jednak inaczej. Hiszpan w sezonie 2021 nie prezentuje się na mączce już tak genialnie. Wygrał co prawda w Barcelonie i Rzymie, ale w Monte Carlo i Madrycie zatrzymali go Andriej Rublow i Alexander Zverev. Do tego można doliczyć przegrane sety z Kei Nishikorim, Ilyą Iwaszką, czy Denisem Shapovalowem. Jak na Nadala – nie są to imponujące statystyki na ziemi, gdzie dotychczas gromił rywali jak chciał. Nie oznacza to, że nie pozostaje głównym faworytem do tytułu, ale tym razem może być mu nieco ciężej. Na jego plus przemawia fakt, że w Paryżu tenisiści rywalizują do trzech wygranych setów. Nawet jeśli podwinie mu się noga, trudno przewidywać, żeby okres słabszej gry trwał dłużej niż dwa sety. A jeśli tak, to nawet w nie najwyższej formie, prawdopodobnie poradzi sobie z każdym. Także z Nole.

Czas Serba

– Moim zdaniem Nadal jest faworytem numer jeden do wygrania French Open i jest tylko jedna osoba, która może przeszkodzić mu w zdobyciu tytułu nr 14. Tą osobą jest Novak – przekonuje Goran Ivanisević.

Trudno się z tym nie zgodzić. W sumie ostatnie lata pokazały, że najważniejsze imprezy wygrywa któryś z nich. W turniejach masters co prawda triumfy odnoszą i inni, ale w wielkich szlemach króluje wielka trójka. Jeśli więc nie Rafa, to w Paryżu może wygrać Serb. Dotychczas udało mu się to tylko raz, w 2016 roku, wówczas jednak Hiszpan wycofał się z imprezy. Czy teraz, kiedy obaj są w pełni sił (choć co do Hiszpana pewności takiej nie ma), uda mu się odnieść zwycięstwo?

Szanse oczywiście ma, jednak turniej w Rzymie pokazał, że może i Rafa w szczycie formy nie jest, na mączce jednak nie najwyższa forma Hiszpana wystarcza na każdego. Oczywiście, w Paryżu może być inaczej. Inne warunki, inne korty i piłki, ale z drugiej strony trudno przewidywać, żeby z tygodnia na tydzień zmieniło się aż tak wiele. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można więc wskazać, że dwaj wielcy rywale powinni spotkać się w decydującej fazie turnieju. Po czwartkowym losowaniu wiemy już, że może to być półfinał. Apetyt na triumf mają jednak i inni, a dzięki losowaniu wiemy już, że najprawdopodobniej ktoś z młodych „pretendentów” dostanie szansę występu w finale.

Sasza dorósł do sukcesów

Jako junior przyciągał uwagę większości ekspertów. Wydawało się, że tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy Alexander Zverev zostanie liderem rankingu, a na koncie będzie mieć kilka tytułów wielkoszlemowych. Póki co, w wieku 24 lat, faktycznie wygrał już kilka wielkich imprez, w Wielkich Szlemach jednak zawodził. Do 2019 roku najlepszym rezultatem był ćwierćfinał French Open.

Do czasu. W ubiegłorocznym Australian Open osiągnął półfinał, w US Open doszedł do finału, był kilka piłek od triumfu, ostatecznie jednak zszedł z kortu pokonany przez Dominika Thiema. Sasza pokazał, że dojrzał do największych sukcesów. Tegoroczny sezon na mączce ma wyjątkowo udany, wygrał w Madrycie, po drodze odprawiając z kwitkiem m.in. Rafę Nadala. Co więcej, zrobił to w naprawdę imponującym stylu. Może więc na kortach Rolanda Garrosa pójdzie za ciosem i wreszcie sięgnie po wymarzony tytuł?

Grecka recepta na sukces

Jeśli jednym z faworytów jest Sasza, trudno nie wspomnieć o kolejnym graczu młodego pokolenia, który ma papiery na wygrywanie. Stefanos Tsitsipas ma za sobą bardzo udaną wiosnę. Wygrał pierwszy w karierze turniej Masters 1000 w Monte Carlo, doszedł do finału w Barcelonie. Rozegrał dwa spotkania zgodnie uznane przez tenisowych ekspertów jako najlepsze w tym roku – z Rafą i Nole. Jednocześnie jednak oba przegrał, choć w przypadku Barcelony i meczu z Serbem w zwycięstwie przeszkodził mu deszcz i związana z nim przymusowa przerwa. W ubiegłorocznym French Open doszedł do półfinału. Przy sprzyjających okolicznościach w tym roku ten wynik może poprawić.

Roger nie jak za dawnych lat, Dominic wypalony

Kolejny z tych, którzy znaleźli się w dolnej części drabinki – Dominic Thiem to też specjalista od gry na nawierzchni ziemnej. Jednak nie w tym roku. Po wygranym US Open i spełnieniu dziecięcego marzenia, Austriak stracił całkowicie motywację do gry. Opowiada, że czuje się wypalony, nie ma energii, ani serca do tenisa. Co prawda po przegranym meczu z Alexandrem Zverevem w półfinale w Madrycie stwierdził, że wraca na właściwe tory i jest dobrej myśli przed Roland Garros. W dwóch kolejnych imprezach jednak tego nie potwierdził. Przegrał z Lorenzo Sonego w Rzymie i Cameronem Norrie w Lyonie. Widać było w nim frustrację. Zobaczymy, czy widać ją będzie również w Paryżu. Każde spotkanie będzie dla niego walką nie tylko z rywalem, ale i z własnymi demonami. Może w końcu odnajdzie koncentrację i formę z poprzednich lat.

Nazwisko Roger Federer raczej w gronie faworytów paść nie powinno. W tym roku rozegrał zaledwie trzy spotkania, przy czym wygrał tylko jedno. Niedawno rozegrał pierwszy mecz na mączce i to od niemal dwóch lat. Sam przyznaje, że wymianie go jako jednego z kandydatów do tytułu w Paryżu nie ma racji bytu, chce po prostu rozegrać kilka spotkać, by jak najlepiej wejść w rytm meczowy. Wszystko to ma zaprocentować na Wimbledonie. Z drugiej jednak strony Roger przez lata przyzwyczaił, że nawet w nie najwyższej formie, w Wielkich Szlemach raczej nie zdarzają mu się wpadki w pierwszych rundach. Oczywiście, zawsze musi być ten pierwszy raz, ale z racji na urodę jego gry mam szczerą nadzieję, że dotrwa do drugiego tygodnia.

Czarnych koni tabun

O ile Daniił Miedwiediew nie lubi (to bardzo łagodne określenie) gry na ziemi i nie ma raczej szans na dobry wynik, to może zaskoczyć inny Rosjanin – Andriej Rublow. Ciekawe, co pokaże rewelacja z Melbourne, czyli Asłan Karacew. Obaj mają szanse na niezły wynik, ale równocześnie ich postawa na Roland Garros będzie sporą niewiadomą.

Niespodziankę może sprawić Jannik Sinner. Zresztą Włosi liczą nie tylko na niego. Mają jeszcze Matteo Barettiniego, Lorenzo Sonego czy zawsze nieobliczalnego „szalonego” Fabio Fogniniego.

Czarnych koni jest znacznie więcej. Może nim zostać Casper Ruud. Norweg dwukrotnie osiągnął trzecią rundę w Paryżu, w tegorocznym Australian Open poprawił ten wynik dochodząc do najlepszej szesnastki. Tuż przed turniejem paryskim wygrał turniej w Genewie. Czas na przełamanie kolejnej bariery i awans do „last 8” na kortach Rolanda Garrosa.

Serce dyktuje, by w gronie tych, którzy mogą namieszać, wskazać również Huberta Hurkacza. Rozum jednak podpowiada, że historia z Miami raczej się w Paryżu nie powtórzy. Każdy wynik lepszy niż 3. runda będzie można uznać za sukces. W przypadku Kamila Majchrzaka cieszyć będzie każde zwycięstwo.

 

Maria Kuźniar