Mit „ostatniej szansy”. Dźoković po raz kolejny rusza po 25. tytuł wielkoszlemowy
Kiedy Novak Dźoković zdobył swój upragniony złoty medal olimpijski, szybko stało się jasne, że nie ma on już nic do udowodnienia. Został najbardziej utytułowanym tenisistą w historii i jedynym, który wygrywał wszystkie najważniejsze imprezy świata. Oznaczało to diametralną zmianę w sposobie planowania kolejnych startów i skupienie się jedynie na jednym – zdobyciu rekordowego 25. tytułu wielkoszlemowego.
Od zwycięstwa w Igrzyskach w Paryżu Nole gra naprawdę bardzo mało i rzadko kiedy pojawia się na światowych kortach w turniejach niższej rangi. Nie ukrywa, że jego priorytetem w tym momencie kariery jest Wielki Szlem i trzeba uczciwie przyznać, że radzi on w nim sobie bardzo dobrze. Od początku 2025 roku osiągnął aż pięć półfinałów oraz jeden finał. Jego jedynym „niepowodzeniem” może być porażka w trzeciej rundzie Rolanda Garrosa z Joao Fonsecą.
Poza tym przegrywał jedynie z: Alexandrem Zverevem (po kreczu), Carlosem Alcarazem (dwukrotnie) oraz Jannikiem Sinnerem (trzy razy). Widać zatem jak na dłoni, że największym problemem Serba są dwaj najlepsi tenisiści ostatnich lat i to właśnie oni konsekwentnie stoją między nim a rekordowym wielkoszlemowym trofeum. Trzeba natomiast zaznaczyć, że podczas swoich występów w ostatnich dwóch latach Dźoković potrafił znaleźć sposób zarówno na Alcaraza (Australian Open 2025), jak i Sinnera (Australian Open 2026) i jak sam mówił po ostatnim, epickim zwycięstwie nad Włochem w Melbourne, to właśnie te starcia dają mu największy napęd:
– Kiedy zaczynałem przygotowania do nowego sezonu, nie było tajemnicą, że to w Wielkich Szlemach chcę grać swój najlepszy tenis. Coraz trudniej jest mi się zmotywować, zadaję sobie pytanie: czego jeszcze od siebie oczekuję? Wyobrażałem sobie jednak rywalizację z Jannikiem i Carlosem w decydujących fazach Szlemów. Wyobrażałem sobie, że walczymy i daję z siebie absolutnie wszystko.
Mimo 39 lat i statusu absolutnej legendy, Dźoković wciąż musi mierzyć się z głosami sugerującymi koniec jego kariery. Styczniowy triumf nad Jannikiem Sinnerem zadedykował właśnie swoim krytykom, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierza składać broni:
– Nigdy nie przestałem w siebie wierzyć. Jest wiele ludzi, którzy we mnie wątpią. Nagle pojawiło się mnóstwo ekspertów, którzy w ostatnich latach wielokrotnie wysyłali mnie na emeryturę. Chcę im wszystkim podziękować, bo dali mi siłę i motywację, by udowodnić im, że się mylą. Szczerze mówiąc, dla mnie to żadna niespodzianka. Wiem, do czego jestem zdolny.
Po wielkim finale przeciwko Alcarazowi Nole zdawał sobie sprawę ze skali wyzwania, jednak podszedł do niego z dużą dawką pokory i determinacji:
– Wiedziałem, że prawdopodobnie będę musiał pokonać dwóch z nich w drodze do tytułu. Pokonałem jednego, co już jest świetne. To krok dalej niż w zeszłym roku. Będę naciskał dalej i zobaczę, czy dostanę kolejną szansę. Mam tylko nadzieję, że starczy mi paliwa, by walczyć z nim jak równy z równym.
Zupełnie oddzielną kwestią jest jednak to, jak postrzegają go inni. Przed każdym kolejnym turniejem wielkoszlemowym w mediach i wśród ekspertów powraca dokładnie ta sama narracja: to już ostatnia szansa Dźokovicia. Odmieniane przez wszystkie przypadki hasło „jak nie teraz, to nigdy” ma sugerować, że czas Serba nieubłaganie dobiega końca, a czas na zdobycie 25. tytułu powoli się kończy.
Ciekawie ta narracja wygląda jednak w zderzeniu z opiniami tych, którzy sami przez lata kształtowali historię tenisa. Roger Federer, w przeciwieństwie do wielu ekspertów, pozostaje daleki od przedwczesnego skreślania Serba:
– Mam wrażenie, że kiedykolwiek Novak zgłasza się do jakiegokolwiek turnieju wielkoszlemowego, zawsze ma szansę na zwycięstwo. Widziałem, do czego jest zdolny, i to na najwyższym poziomie. Dopóki jest w drabince, szansa istnieje. Sam musi głęboko wierzyć, że wciąż potrafi to zrobić, a ja w pełni podzielam to zdanie – przyznał Szwajcar podczas konferencji prasowej kilka dni temu.
Zdecydowanie chłodniej, bez sentymentów, na sprawę patrzy Rafael Nadal. Hiszpan, uwiarygadniając poniekąd narrację o uciekającym czasie, przypomina, że z fizjologią i wiekiem wygrać się nie da:
– Nie sądzę, by zdobycie 25. tytułu wielkoszlemowego przez Dźokovicia zmieniło cokolwiek w tenisie. Nie jest to ani dobre, ani złe dla dyscypliny. Ma imponującą karierę i wciąż jest tam, gdzie jest, ponieważ wciąż potrafi to robić. Miał swoją szansę w Melbourne. Szczerze mówiąc, nie sądzę, by ze względu na wiek zostało mu ich jeszcze wiele, ale to, co osiąga, jest godne podziwu – ocenił Nadal.
Tymczasem rzeczywistość po raz kolejny może napisać zupełnie inny scenariusz, a zbliżające się US Open to dla niego wręcz idealna okazja na uciszenie krytyków. Wszystko dlatego, że jego najwięksi pogromcy z ostatnich lat zmagają się z poważnymi problemami. Carlos Alcaraz dopiero wraca do gry po kilkumiesięcznej kontuzji, przez co jego forma pozostaje sporą niewiadomą, natomiast Jannik Sinner z powodu kłopotów zdrowotnych wycofał się z rywalizacji.
Droga do upragnionego rekordu dawno nie była dla Novaka tak otwarta. Niezależnie od tego, czy rację ma wierzący w niego Federer, czy chłodno kalkulujący Nadal, najbliższe tygodnie szybko zweryfikują formę Serba. Wobec kłopotów zdrowotnych młodszych rywali, Dźoković znów ma wszystko w swoich rękach. Kwestią otwartą pozostaje jedynie to, na ile organizm 39-latka pozwoli mu z tej szansy skorzystać.
Ksawery Styka



