Nieokiełznany geniusz – uskrzydlony tenis Ilie Nastase

, foto: AFP

Jako pierwszy Europejczyk zarobił na kortach kwotę przekraczającą milion dolarów, choć sporo pieniędzy potrafił stracić dokładnie w tym samym miejscu. Miał przy tym perfekcyjne wyczucie czasu, biorąc pod uwagę fakt, że najlepiej radził sobie akurat wtedy, gdy w międzynarodowym tenisie zaczęto liczyć punkty, a zawodowcom pozwolono na udział w Wielkich Szlemach. W latach siedemdziesiątych XX wieku Ilie Nastase rakietą napisał burzliwą historię swojej kariery.

Kiedy w 1991 roku przyznano mu członkostwo w Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sławy nawet jego najwięksi przeciwnicy nie kwestionowali słuszności tego wyróżnienia. Rumun czterokrotnie wygrywał przecież kończący sezon turniej mistrzowski, a na przestrzeni niespełna dwóch dekad zdobył 62 tytuły singlowe oraz 45 deblowych. W tym czasie siedmiokrotnie zwyciężał na turniejach wielkoszlemowych. Pierwsze sukcesy na tak dużą skalę zapisał na swoim koncie w 1970 roku, kiedy w parze z rodakiem Ionem Tiriaciem pokonał Arthura Ashe’a i Charliego Pasarella w finale Roland Garros. Kilka tygodni później wspólnie z Rosie Casals wygrywał turniej miksta w Wimbledonie, by powtórzyć z nią ten wyczyn po zaledwie dwóch latach. Razem z nowym deblowym partnerem – Jimmym Connorsem Nastase zdobywał kolejne tytuły mistrzowskie tym razem w grze podwójnej na Wimbledonie oraz na US Open.

W jego karierze nie zabrakło oczywiście indywidualnych wielkoszlemowych sukcesów. Pierwszy z nich tenisista zanotował po pięciosetowym nowojorskim maratonie w 1972 roku . Zdołał wtedy pokonać występującego przed rodzimą publiką Arthura Ashe’a. Po niespełna roku jako pierwszy w historii bez straty seta podbił z kolei Roland Garros, w decydującym starciu okazując się lepszym od Chorwata Nikoli Pilicia. W ramach cyklu głównego na liście jego prestiżowych zwycięstw znalazły się natomiast między innymi tytuły z turniejów w Rzymie, Monte Carlo, Madrycie, Cincinnati, Miami czy londyńskim Queen’s Clubie.

Gwiezdne wojny

Chociaż Ilie Nastase zgodnie zaliczany jest do grona legend swojej dyscypliny, mianem lidera utworzonego w 1973 roku rankingu ATP cieszył się przez zaledwie 40 tygodni. W tym czasie zdążył jednak stoczyć szereg zaciętych bojów z tenisową śmietanką swojej epoki, a w ciągu całej kariery wygrał ponad 70% wszystkich meczów. Do historii przeszła jego śledzona przez rzesze fanów rywalizacja ze Stanem Smithem czy Guillermo Vilasem. Równie wielkimi wydarzeniami były wtedy pojedynki Ilie z Tomem Okkerem, Janem Kodesem, Manuelem Ornantesem oraz Adriano Panattą. Nie sposób nie wspomnieć tu o potyczkach Rumuna z zawodnikiem o równie „łatwopalnej” co on sam osobowości. Spośród dziewięciu starć pomiędzy nim a młodszym o ponad 10 lat Johnem McEnroem w szczególny sposób zapamiętane zostało między innymi to z drugiej rundy US Open 1979. Choć bardziej doświadczony z graczy szczyt tenisowych możliwości miał już wtedy za sobą, upływ czasu nie nadwyrężył ani odrobinę jego buńczucznego charakteru. Rumun podczas meczu postanowił więc z zawadiackim uśmiechem strącić sędziemu liniowemu kapelusz a po jednej z przerw między gemami nie podając powodu uparcie odmawiał powrotu do gry. Poirytowany przedłużającą się dyskusją sędzia uznał wtedy za stosowne rozstrzygnięcie spotkania na korzyść McEnroe’a. Zgromadzony na korcie tłum wyraźnie domagał się jednak kontynuowania widowiska i aby opanować sytuację konieczna stała się zmiana głównego arbitra. Czwarty, decydujący set padł ostatecznie łupem Amerykanina, ale widzom obok niezwykłej urody wymian w pamięci pozostał przede wszystkim metalowy smak „szermierki” dwóch generacji niepokornych tenisowych dusz.

Geniuszom historia zawsze wybacza

Temperament Nastase dla wielu do dziś pozostaje zagadką. Rzeczywiście pod wpływem silnych emocji Rumun stawał się zupełnie nieobliczalny i przez lata cierpliwie kolekcjonował całą plejadę sportowych wybryków. Czasami jego niestandardowe zachowanie wywoływało wyłącznie rozbawienie, jak w chwilach gdy proszony o zamazanie śladu piłki na korcie ziemnym robił to ostentacyjnie czubkiem buta . Zdarzało się jednak, że sytuacja stawała się naprawdę poważna, a zawodnik opuszczał kort obciążony sporymi karami finansowymi albo nawet zdyskwalifikowany. Burzliwe dyskusje z sędziami i fruwające w powietrzu rakiety zdawały się być wtedy zaledwie elementem jego prywatnego show. Obok obraźliwych, często rasistowskich komentarzy Nastase stawał się bohaterem wielu nieeleganckich incydentów. Nie wahał się między innymi przechodząc w pobliżu głównego sędziego spotkania szturchnąć go rakietą, kierując przy tym w jego stronę całą kanonadę kąśliwych uwag. W efekcie równolegle ze statusem wielkiej tenisowej gwiazdy Ilie doczekał się także miana „Błazna z Bukaresztu”, który za sprawą nieokiełznanego charakteru wykorzystał, jak się wydaje zaledwie niewielki ułamek swojego potencjału.

Niepokorny, kontrowersyjny, pełen sprzeczności – takie oblicze przybierał na korcie, a nierzadko także poza nim. Dla Ilie Nastase nie było świętości ale jak każdy genialny skandalista wymknął się jednoznacznej ocenie historii. Jego kolega z reprezentacji – Ion Tiriac mawiał, że „nasty” ma umysł jak ptak w klatce i że tak naprawdę boi się wszystkiego. Być może. Na korcie ten umysł z całą pewnością miał skrzydła.

Natalia Kupsik