Uśmiech przez łzy i gra pozorów – nieziemski Roberto Bautista Agut

, foto: AFP

Chociaż życie profesjonalnych tenisistów i tenisistek wielu może wydawać się idealne, ich sukcesy często rodzą się w cieniu zmagań z poważnymi wyzwaniami życia prywatnego. Przejmujące historie wielu z nich przekonują, że prawdziwa cena mistrzostwa znacznie wykracza poza wielogodzinne treningi i ocierany z czoła pot.

Od dłuższego czasu, za sprawą zapoczątkowanej przez Noaha Rubina inicjatywy, tenisiści decydują się na odsłanianie nieznanych dotąd kulis swoich sportowych zmagań.  Do grona osób, które za pośrednictwem strony Behind the Raqcuet przełamują mit bajkowego, tenisowego życia, dołączył niedawno Roberto Bautista Agut. W 2019 roku Hiszpan zanotował najbardziej udany sezon w historii dotychczasowych startów. W tym samym czasie brnął przez najtrudniejszy okres swojego życia. Za jego, jak sam przyznaje najlepszą formą w karierze, wbrew pozorom kryło się dużo więcej niż pasja czy pragnienie skompletowania pokaźnego zestawu trofeów. Bautista Agut nie porzucając treningów i turniejowych startów toczył z dala od kortu najtrudniejszą walkę, jaką mógł sobie wyobrazić. Dziś przekonuje, że seria nieszczęśliwych wypadków, z jakimi się mierzył, pomogła mu odkryć nieznane dotychczas pokłady siły i nieustępliwości.

Ubiegłoroczny sezon w wykonaniu Roberto Bautisty Aguta niewątpliwie nazwać należy przełomowym. Już w pierwszych miesiącach zmagań Hiszpan pokazywał się z wyjątkowo dobrej strony. Na drodze do finału zawodów w Dosze pokonał wtedy Novaka Dżokovicia, a kilka tygodni później po raz pierwszy w karierze zagrał w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. W walce o półfinał Australian Open uległ dopiero po zaciętym, czterosetowym boju ze Stefanosem Tsitsipasem. Wkrótce przyszedł czas na jeszcze bardziej imponujące osiągnięcia. W lipcu Hiszpan popisywał się umiejętnościami na kortach Wimbledonu, a jego szalony rajd zatrzymał dopiero w półfinale Dżoković. Niedługo potem do listy sukcesów Bautista Agut dopisał jeszcze dwa z rzędu występy w ćwierćfinale zawodów rangi Masters 1000. W ten sposób błyskawicznie  zasilił czołową dziesiątkę najlepszych zawodników rankingu. Trudno było więc odnieść wrażenie inne niż to, że Hiszpan przeżywa jedne z najszczęśliwszych chwil swojego życia. W rzeczywistości sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej.

Trzęsienie ziemi

– Moja mama zmarła w 2018 roku. Byłem wtedy w klubie tenisowym, a po treningu otrzymałem telefon. Dowiedziałem się, że mama poszła spać i już się nie obudziła. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Była bardzo młoda, miała tylko 52 lata, ale żyła w silnym stresie związanym z koniecznością opieki nad moim ojcem. (…) To były nieprawdopodobnie trudne cztery lata – tymi słowami zawodnik rozpoczął opowieść, która na „złoty wiek” jego kariery rzuciła zupełnie nowe światło.

Do wypadku, w wyniku którego ojciec Bautista Aguta został sparaliżowany doszło zaledwie dwa lata wcześniej. Mężczyzna niefortunnie upadł podczas sprzątania stajni na kilka dni przed startem tenisowych zmagań na igrzyskach w Rio. Sytuacja stała się wyjątkowo trudna, a zdruzgotany tenisista poważnie rozważał rezygnację z udziału w turnieju. Ostatecznie postanowił pojawić się w Brazylii, ale po powrocie czekał na niego szereg poważnych wyzwań.

– Od czasu wypadku mój ojciec był sparaliżowany od szyi w dół. Oddychał tylko dzięki pracy respiratora. Zatrudniliśmy więc dwójkę ludzi, którzy wspólnie z moją mamą opiekowali się nim 24 godziny na dobę. Kiedy mama umarła, mieliśmy z żoną wiele pracy ze względu na to, że tata wymagał stałej pomocy.

W ten sposób w życiu zawodnika doszło do kolejnej rewolucji, a tenis obok osobistej ambicji stał się narzędziem walki o powrót do zdrowia ostatniego pozostałego przy życiu rodzica. Właśnie wtedy Bautista Agut zdecydował się na jeszcze bardziej wytężoną pracę na korcie. Jak sam przyznaje, zdawał sobie sprawę z tego, że zdaniem niektórych powinien był porzucić sportowe marzenia i osobiście zając się opieką nad ojcem. Hiszpan jest jednak przekonany, że taka decyzja byłaby najgorszą z możliwych.

– Wiedziałem wtedy, że nie mogę przestać grać. Musiałem pomóc ojcu. Na początku nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wiele będzie kosztowało leczenie, w tym cały szereg operacji. Musiałem ciężko pracować, ale niezależnie od tego, że potrzebowałem pieniędzy wiedziałem , że ojciec chciałby, żebym grał. Rodzice pragnęli bym spełnił marzenia bez względu na okoliczności. Właśnie dlatego grałem i walczyłem ciężej niż kiedykolwiek wcześniej. (…) Podczas tego okropnego czasu prezentowałem swój najlepszy możliwy tenis – wspomina.

Nieziemski Roberto

Wieloletnie zmagania Hiszpana, podczas których o tenis chodziło dużo mniej niż kiedykolwiek wcześniej, przerwał wkrótce kolejny cios. W 2019 roku Roberto reprezentował kraj w Pucharze Davisa. Zaledwie kilkadziesiąt godzin przed pojedynkiem z Kanadyjczykami  dowiedział się o śmierci ojca. Także tym razem zdołał wznieść się ponad osobiste cierpienie i trzy dni później dołączył do kolegów z zespołu. Pogrążony w żałobie pojawił się na korcie, by zwycięstwem nad Felixem Augerem-Aliassimem dołożyć ważną cegiełkę do ostatecznego triumfu reprezentacji Hiszpanii.

– Wiedzieliśmy, że musimy wykorzystać tę szansę. Walczyliśmy bardzo ciężko, ale to, co zrobił Roberto było czymś z innej planety. Roberto jest wielką inspiracją dla nas wszystkich – zachwycał się postawą rodaka Rafael Nadal.

Sam zawodnik, choć przyznaje, że ma za sobą niezwykle wymagające lata potrafi dziś spojrzeć na nie w szerszej perspektywie. Hiszpan jest przekonany, że za sprawą trudnych doświadczeń ukształtowało się w w nim wiele pozytywnych cech charakteru.

– Kiedy mierzysz się ze stratą kolejnego rodzica nie masz już słów. Te trudne momenty uczyniły mnie silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. One dały mi moc, której inni nie mają. Cały ten okropny czas, kiedy nie miałem ochoty podróżować, bo byłem tak bardzo zmęczony sprawił, że dziś jestem, tym kim jestem. To uczyniło mnie bardziej skupionym i zmotywowanym. Robiłem wszystko co w mojej mocy, by walczyć na korcie tak ciężko, jak to możliwe. Chciałem w ten sposób pokazać rodzicom, że ich trud nie poszedł na marne.

Natalia Kupsik