Sascha Bajin: Jasnym celem jest wygranie turnieju wielkoszlemowego

Dominika Opala , foto: AFP

Sascha Bajin od nowego sezonu rozpocznie współpracę z Karoliną Pliszkovą. To kolejny szkoleniowiec, z którym Czeszka będzie próbować zdobyć premierowy tytuł wielkoszlemowy. O tym, ale także o toksycznych komentarzach w sieci, skutkach koronawirusa i poprzednich pracodawczyniach opowiedział niemiecki trener w wywiadzie dla tennisnet.

Z Saschą Bajinem rozmawiał Nikolaus Fink.

Zacznijmy od najważniejszego pytania: Jak radzisz sobie w tych trudnych czasach?

Znajduję się obecnie w Marbelli i mam się dobrze. Przez ostatni tydzień byłem trochę chory i miałem problemy z żołądkiem. Nie miałem gorączki, ale pojawiły się mdłości i oczywiście w takich czasach zostałem przetestowany na obecność koronawirusa. Na szczęście wynik był negatywny, więc najprawdopodobniej był to inny wirus. Jak dotąd, wszystko jest w porządku.

Przejdźmy do twojej nowej pracy. Wiadomość, że od przyszłego sezonu będziesz trenerem Karoliny Pliszkovej była nieco zaskakująca. Jak nawiązała się ta współpraca?

Od dłuższego czasu mam dobry kontakt z jej mężem Michalem, który jest kimś w rodzaju menedżera. Po zakończeniu współpracy z Dajaną Jastremską po US Open, propozycja nadeszła z jego strony. Byłem wtedy w Ameryce i to było trochę trudne z powodu odległości, ale rozmawialiśmy dwa czy trzy razy przez FaceTime. Potem rozmawiałem też z Karoliną. Znamy się już z touru, bo ona jest w nim od lat, tak, jak ja, więc nie byłem dla niej obcym. Są zawodniczki, z którymi rozmawiałem więcej, ale z nią nie. Dlatego też nie znałem jej dobrze personalnie, jednak wszystko posżło łatwo i komfortowo. Nie nakładałem na siebie żadnej presji, bo jestem tu od dawana i początkowo nie chciałem od razu kontynuować pracy w tourze. Dla mnie też musi mieć sens praca z zawodniczką. Muszę w nią wierzyć i czuć, że możemy zrobić coś wielkiego. Ważne jest, że mogę jej pomagać jako trener. Byłem wtedy bardzo zaskoczony i szczęśliwy, że propozycja wyszła od Karoliny, bo jest byłym numerem jeden i wielkim nazwiskiem. Jestem zaszczycony i wdzięczny za tę możliwość.

Wspomniałeś, że twoja nowa protegowana była już liderką rankingu. Jednak w jej CV nadal brakuje tytułu wielkoszlemowego. Czego jej brakowało do tej pory, nad czym musi jeszcze popracować, by osiągnąć ten cel?

Nie sądzę, by to był sekret: Jeśli wygrałeś każdy inny tytuł w tourze i pokonałeś każdego tenisistę wcześniej, to musi to być pewien rodzaj bariery mentalnej, który powstrzymuje cię od grania najlepszego tenisa w turniejach wielkoszlemowych. Myślę, a przynajmniej mam nadzieję, że pomogę jej w tym. Jeśli byłeś na szczycie lub osiągnąłeś coś dużego, to wiesz już, jakie to uczucie. Zaufanie do trenera, który pracował z wielokrotną mistrzynią wielkoszlemową jest nieco inne. Jasnym celem jest wygranie Wielkiego Szlema. Do tej pory mogła wywierać na siebie zbyt dużą presję i mam nadzieję, że to powstrzymamy.

Miałeś oferty pracy od innych zawodniczek?

Były propozycje od tenisistek i od tenisistów także. To też mnie zainteresowało. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale kilka z nich było naprawdę zachęcających. Jednak wejście na szczyt z tenisistą jest niezwykle trudne, ponieważ tour jest zdominowany przez trzech czy czterech zawodników i to oni dzielą pomiędzy sobą tytuły. A jako trener chcesz, by twój podopieczny zdobywał, jak najwięcej trofeów. Dlatego wykonujemy tę pracę. Teraz mam to szczęście, że mogę trenować zawodniczkę taką, jak Karolina. To niesamowita praca, ponieważ chcę z nią dokonać tego, czego jeszcze nie osiągnęła. Podobnie było z Caroline Wozniacki. Nigdy wcześniej nie wygrała turnieju Wielkiego Szlema. Nie było mnie podczas Australian Open 2018, ale to był zawsze nasz cel. Zrobiła to dwa miesiące po tym, jak zakończyliśmy współpracę i to sprawiło mi ogromną radość. Uwielbiam, gdy jest jasny cel. Karolina chce zwycięstwa w imprezie wielkoszlemowej i ma do tego wystarczające doświadczenie. Teraz, gdy trenowałem dwie czy trzy młode zawodniczki, to różnica.

Oprócz aspektu mentalnego, Pliszkovej często zarzuca się, że nie ma planu „B” poza swoim ofensywnym tenisem. Czy widzisz to w ten sposób i czy będziesz nad tym pracować poza sezonem?

Oczywiście, plan „B” jest bardzo ważny – szczególnie, gdy chcesz wygrać Wielkiego Szlema. Nie możesz grać tak samo przez dwa tygodnie, to niemożliwe. Nikt nigdy tego nie zrobił i to się nie uda. Może tak było trochę z Igą Świątek. Podczas Roland Garros miała najlepszą formę w życiu przez dwa tygodnie, więc czapki z głów. Zwykle potrzebny jest plan „B”, może nawet plan „C”. Pracujemy nad tym i chcemy zobaczyć, że jest w stanie pozbyć się tych mentalnych barier i zagrać najlepszy tenis w najważniejszych momentach.

Czy jest wsparcie trenera mentalnego , czy to głównie twoja część pracy w „Teamie Pliszkovej”?

To głównie moja praca. Napisałem książkę o sile mentalnej i myślę, że to zadziałało na plus. Stale mówię, że zdecydowanie jest stu innych trenerów, którzy może lepiej powiedzą, jak zagrać forehand czy backhand, ale nie w najważniejszych momentach. Jeśli w trzecim secie jest 5:5 i 40:30, musisz być w stanie wyjaśnić swojej zawodniczce, na czym potrzebuje się skupić i co jest ważne. Trudność polega na tym, że różni się to w zależności od zawodnika. Pewne słowa pomagają jednym, ale nie drugim – mimo że mają ten sam problem. Moja siła tkwi w tym, ze jestem elastyczny i wszechstronny. Jak dotąd, moja kariera trenerska to pokazała. Na przykład, odniosłem sukces z tenisistkami z Białorusi, Japonii i Danii. To różne osoby, różne charaktery, różny typ zawodniczki. Ponadto były w różnym wieku. W ciągu ostatnich 13-14 lat zdobyłem tak duże doświadczenie i mam nadzieję, że pomogę Karolinie.

Jednak, w twojej ostatniej współpracy nie poszło tak dobrze. Dlaczego Dajana Jastremska nie mogła zrobić z tobą kolejnego kroku?

Nasz rok nie był taki zły. Zagrała pierwszy finał WTA w Adelajdzie. Po drodze pokonała Kerber, Vekić, Sabałenkę i Babos – to był niesamowicie dobry wynik dla nas. Potem przyszła przerwa spowodowana pandemią, w której nie pracowaliśmy razem. Nie widziałem jej sześć miesięcy. Nie mogliśmy pracować ze sobą przez ten czas i oczywiście potem stało się to trudne. Jestem trenerem, który lubi być ze swoją podopieczną przez cały rok. Są zawodnicy, którzy chcą trenera tylko na 25 tygodni w roku. Tak jest szczególnie w przypadku mężczyzn. Ja tego nie chcę, nawet jeśli pojawi się najlepsza propozycja. Chcę wziąć na siebie sto procent odpowiedzialności – niezależnie od tego, czy pójdzie dobrze, czy źle. Pojechałem na US Open i na turniej przed z Dajaną, ale jeśli nie widzę jej przez sześć miesięcy, to to nie moja praca.

Czy więc przerwa przez koronawirusa była głównym powodem niezbyt idealnego sezonu?

Po prostu trudno mi wziąć na siebie za to odpowiedzialność. Ale nawet w tej sytuacji wiele się nauczyłem. Ogólnie nie sądziłem, że sezon był tak zły.

Rozstaliście się po drugiej rundzie US Open. Następnie napisałeś w mediach społecznościowych, że podążaliście różnymi ścieżkami do wspólnego celu. Co dokładnie miałeś na myśli, pisząc to?

Chodziło o to, jak widzieliśmy jej grę. Chciałem zobaczyć pewne rzeczy od niej i pomyślałem, że „A-B-C” jej pomoże. Ona myślała, że ma większe szanse na awans z „D-E-F”. Nie chcę nawet mówić, które aspekty mam na myśli. Ja też nie twierdzę, że mam rację. Po prostu widzieliśmy to inaczej i nie zgadzaliśmy się co do priorytetów. Trudno wtedy kontynuować wspólną pracę. Dajana ma niesamowity potencjał i nadal bardzo wysoko ją oceniam jako zawodniczkę. Wierzę i życzę jej też, żeby w pewnym momencie „kliknęło”. Odniesie sukces, gdy będzie wiedziała, co dla niej ważne.

Twój tweet po meczu Jastremskiej w trzeciej rundzie w Western & Southern Open wywołał poruszenie. Pogratulowałeś swojej byłej podopiecznej Naomi Osace zwycięstwa i określiłeś ją tego dnia jako „lepszą tenisistkę”. Jastremska nie była z tego powodu szczęśliwa. Czy współpraca na tym ucierpiała, ten tweet był jedną z przyczyn rozstania?

Nie, po prostu nie chcę w to wierzyć. Na ten temat też nie chcę wiele teraz mówić, bo według mnie nie warto o tym wspominać. Może Dajana była trochę zirytowana, że pogratulowałem akurat Naomi. Ale ja zawsze to robię. Gratuluję drugiej drużynie, ale może to przeszkadzało jej trochę bardziej. Ale to nie był powód zakończenia współpracy. Tak, jak powiedziałem, wynikało to z różnych podejść.

Czy jednak media społecznościowe utrudniają współpracę zawodników i trenerów?

Tak i nie. Muszę szczerze powiedzieć, że nienawidzę tego zamieszania w social mediach. Po prostu nie mogę tego teraz mieć. Jestem na Instagramie od dwóch lat i zamieściłem może 20 postów. W ogóle mi się to nie podoba. Jest wielu ludzi na Twitterze, którzy piszą, że częściej zmieniam zawodników niż normalna osoba skarpetki. „Coś z nim jest nie w porządku, musi być szalony” – słyszę. Żadna z tych osób nigdy nie rozmawiała ze mną przez pięć minut. Nie rozumieją, że jedna z moich tenisistek była w ciąży, a druga kontuzjowana. Caroline nie chciała kontynuować współpracy. To były wszystko decyzje zawodniczek. To trochę denerwujące, jeśli nie wiesz, jak sobie z tym poradzić w mediach społecznościowych. W międzyczasie nauczyłem się, że to nie powinno mnie tak dotykać. Robię to z szacunku i dlatego, że to część pracy gratulować zawodnikom po porażce. Życzysz przeciwnikowi wszystkiego, co najlepsze. Ale nawet teraz powiedziałbym Karolinie, że jestem z niej dumny. Właściwie chcę się z tym podzielić ze światem, bo ludzie, którzy obserwują mnie w social mediach, to nasi widzowie. Włączają telewizor i kupują bilet. Dlatego to robię. Chciałbym zrobić też więcej, gdyby nie było to tak odrażające tam być. Ludzie cię przygnębiają! Na przykład, gdy byłem w Nowym Jorku i pisałem coś o George’u Floydzie, rozdarto mnie w mediach. Tweet został całkowicie źle zrozumiany, dlatego nie jestem fanem tych środków komunikacji.

Szczególnie w okresie koronawirusa, siła mediów społecznościowych stała się widoczna. Na przykład wielu tenisistów i tenisistek otrzymało informacje o nadchodzących turniejach za pośrednictwem Twittera i krytykowało słabą komunikację między ATP i WTA. To był również pogląd, który przedstawiłeś w marcu w Indian Wells. Jak, Twoim zdaniem, rozwinęła się komunikacja z WTA i turniejami Wielkiego Szlema na przestrzeni miesięcy?

Muszę powiedzieć, że komunikacja stała się dużo lepsza. Podczas US Open wydało mi się złe i dziwne, że na Twitterze dowiedziałem się, że Benoit Paire uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Wszyscy byliśmy w tym samym hotelu. Zapytałem i powiedziano mi, że nie należy udostępniać żadnych informacji medycznych. Ale wolałbym, żeby w jakiś sposób nas o tym poinformowali , bo komunikacja jest naprawdę ważna. To także jeden z powodów dlaczego cały czas jestem na Twitterze. Poza takimi informacjami i toksycznymi informacjami nic tam nie ma.

Słaba komunikacja jest jedną z najbardziej krytykowanych rzeczy przez zawodników. To jeden z powodów, dla których PTPA powstało kilka miesięcy temu. Co myślisz o tym projekcie? 

Popieram to, co dobre dla zawodników. Ale nie wiem wystarczająco dużo, żeby mieć prawdziwą opinię na ten temat. Musiałbym usiąść z dyrektorem turnieju i supervisorem, aby wyjaśnili mi ich punkt widzenia. Nie znam go dokładnie. Wiem, dlaczego zawodnicy są zirytowani, ponieważ jako trener jadę na tym samym wózku, co oni. Dlatego wspieram to, co pomaga zawodnikom.

Wielokrotnie powtarzano, że w przyszłości PTPA powinno zostać otwarte także dla kobiet. Rozmawiałeś o tym z Karoliną Pliszkovą? Jaka jest jej opinia?

Jeszcze z nią o tym nie rozmawiałem. Jesteśmy w trzecim tygodniu przygotowań. Mówimy o pracy uderzeń i nóg. Nie ma zbyt wiele czasu na omawianie innych spraw. Każdej nocy jesteśmy śmiertelnie zmęczeni i nie ma o co pytać poza tym, kiedy jest następny trening i co na obiad.

Wydaje się, że w tej chwili połączenie tenisa kobiecego i męskiego jest coraz bliżej. W kwietniu Rafa Nadal i Roger Federer opowiedzieli się za połączeniem ATP i WTA. Co sądzisz o tej możliwości? 

Niestety nie wiem o tym za wiele. Nie chcę wyrażać opinii, jeśli nie znam wszystkich okoliczności. Nie wiem, ile zarabiają ATP i WTA, jakie koszty ponoszą i tak dalej. należy wziąć pod uwagę dziesiątki tysięcy czynników.

Ale zostańmy przez chwilę polityczni – od przyszłego roku turnieje kobiet będą nazywać się tak samo, jak męskie. jednak fakt, że punkty za zwycięstwo w danej imprezie nie będą odpowiadać kategorii turniejowej, spowodował pewne zamieszanie. W turnieju WTA 500 dostaniesz 470 punktów, w WTA 250 – 280 punktów. Czy tenis nie niszczy się przez takie absurdy? 

Generalnie uważam, że musimy uprościć system rankingowy dla kibiców. Wcześniej istniały kategorie Tier I, Tier II, Tier III, teraz te, co wspomniałeś. Nawet ja muszę zobaczyć, co się dzieje z wydarzeniami i zaktualizować informacje o punktach. Nie wiem, dlaczego to zrobili. Nie obchodzi mnie to jednak zbytnio. Dla mnie ważne jest, aby moja zawodniczka była gotowa, by zdobyć tych 470 czy 280 punktów. Moim zadaniem jest przygotowanie tenisistki, ale oczywiście to trochę zagmatwane. Nie wiem, czy to przeszkadza zwykłemu fanowi, ale nas to irytuje.

WTA też nie radziło sobie za dobrze w czasie przerwy pandemicznej. Podczas, gdy harmonogram ATP jesienią był dość normalny po Roland Garros, dla kobiet odbyły się tylko zawody w Linzu i Ostrawie. Dlaczego tak się stało?

Nie znam dokładnie powodów. Ponownie, należy wziąć pod uwagę wiele czynników. Nie możesz tak łatwo zorganizować turnieju. Wszystko musi być zgodne z regulacjami obowiązującymi w danym kraju – zwłaszcza podczas kryzysu związanego z koronawirusem. Dlatego pewne rzeczy nie były takie proste. Dla mnie osobiście było całkiem nieźle, bo mam teraz dłuższy okres przygotowawczy z Karoliną. Jest dla mnie nową zawodniczką, a wcześniej nie znałem jej dobrze. Karolina grała w Ostrawie, a potem miała trzytygodniową przerwę. Teraz jesteśmy w Marbelli i znowu trenujemy. Ostatecznie, to było dla nas w porządku.

Brak turniejów mocno uderza również w zawodników i trenerów. Kilka miesięcy temu powiedziałeś, że radzisz sobie dobrze finansowo, ale prawdopodobnie jest inaczej w przypadku wielu twoich kolegów. Jak bardzo szkodliwy jest kryzys koronawirusowy dla tenisa?

To naprawdę okropne! Nadal mam wielu przyjaciół w Monachium, którzy udzielają lekcji tenisa. Teraz nie jest to już możliwe, ponieważ hale są zamknięte. Nic nie możesz zrobić. Jestem niesamowicie wdzięczny i szczęśliwy, że nie brakuje mi pieniędzy i że nie muszę się martwić, jak długo w moim domu może świecić światło. Jest dość dużo trenerów – nawet w tourze – którzy mają problemy. Nie zarabiasz tak dużo, jeśli jesteś trenerem zawodnika numer 40. Kiedy jesteś w tourze, nie zarabiasz tak dobrze, że możesz nic zrobić przez sześć miesięcy. Jestem sam, nie mam dzieci, ani żony. Może dlatego w całym pakiecie jestem trochę tańszy. Nie muszę opiekować się rodziną. Z niektórymi trenerami jest inaczej. To robi ogromną różnicę.

Koronawirus uderzył również ogromnie w sport amatorski, a wielu młodych ludzi nie może już uprawiać sportu w wolnym czasie. Czy w tenisie istnieje ryzyko utraty pokolenia zawodników z powodu COVID-19?

Wierzę, że może się to łatwo zdarzyć. Zauważam to na przykład u mojej siostrzenicy. Ma dziesięć lat i nie jest w składzie Bawarskiego Związku Tenisowego. Gra w tenisa trzy lub cztery razy w tygodniu, ale szkoła jest dla niej priorytetem. Więc moja siostra nie chciała, żeby dołączyła do BZT. Ponieważ jej tam nie ma, przez bardzo długi czas nie mogła grać w tenisa – z wyjątkiem na zewnątrz. Ale nie było to możliwe przez dwa miesiące, ponieważ korty nie są już odpowiednie do grania. Wiele dzieci straci zainteresowanie w tym czasie i nawet później nie powróci do sportu. Jestem pewien, że niektóre dobre talenty, które naprawdę mogły coś osiągnąć, niestety znikną.

Dla profesjonalistów tour prawdopodobnie będzie kontynuowany w Australii. Według doniesień medialnych, obecnie planowany jest start 8 lutego. Jaki jest najnowszy stan rzeczy?

Niestety nie mogę tego ujawnić. Dostałem nawet e-maila w tej sprawie. Tam to widać: dzięki dobrej komunikacji wiele jest możliwe. Będziemy na bieżąco informowani, ale nie wolno nam ujawniać niczego na temat wydarzeń w Australii. Przepraszam.

Nie ma problemu. Według doniesień przynajmniej nie powinno to wyglądać źle.

Będziemy pozytywnie nastawieni.

Mając to na uwadze, czy jest jakiś plan na pierwsze dwa miesiące nadchodzącego roku? Jeśli tak, jak to wygląda?

Nie wiem, czy w styczniu odbędzie się turniej. Większość profesjonalistów będzie wtedy w Dubaju. Widziałem, że będzie tam sześciu, siedmiu, ośmiu zawodników. Istnieje również wiele lotów do Australii z Dubaju. Naszym celem jest dotarcie tam, gdzie jest wiele zawodniczek. Możesz wtedy rozegrać dziesięć meczów treningowych z rzędu. To byłoby więcej niż jeden lub dwa turnieje. Będziemy trenować, rozgrywać mecze, a następnie analizować. Kiedy nadejdzie Australian Open, polecimy tam i miejmy nadzieję, że wygramy turniej Wielkiego Szlema.

Czy to oznacza, że na pewno będziesz w Australii?

Jeśli turniej się odbędzie i Bóg, i Karolina tego chcą, będę tam. Jak dotąd styczeń i luty były wolne. Celem jest także długoterminowa praca z zawodniczką. Mam nadzieję, że wreszcie nadszedł czas.

Nie masz najgorszych wspomnień z Australii. W 2019 roku świętowałeś wielki sukces u boku Naomi Osaki, która triumfowała w Melbourne. W tamtym czasie zachowywała się raczej nieśmiało, ale już na US Open 2020 głośno mówiła o rasizmie w USA. Jak widzisz jej rozwój, zwłaszcza poza kortem?

Rozwój Naomi jest niesamowity. Kiedy zaczynaliśmy, wydawało się, że bała się całego świata. Bała się, co pomyśli o niej świat zewnętrzny – zwłaszcza, gdy nie grała dobrze. Za dużo myślała. Powiedziałem jej, że nie ma się czego wstydzić, ani się bać. Później graliśmy w małe gry na treningach, po których zrobiłem z siebie głupka, kiedy przegrałem, aby pokazać jej, że nie ma się czego wstydzić. Kiedy źle grasz w tenisa, nie musisz myśleć o tym, co myśli publiczność. To w ogóle nie ma znaczenia. Musisz skupić się na sobie. Myślę, że miło jest zobaczyć, jak się rozwinęła i że wykorzystuje swoją platformę do zwracania uwagi na ważne tematy. Zawsze wierzyłem, że jej największą przeszkodą jest sposób myślenia na korcie. Dla mnie wszystko zawsze zaczyna się poza kortem. To, co się dzieje poza, weźmiesz na mecz. Nie możesz być w złym nastroju, a potem nagle szczęśliwie wchodzisz w mecz. Wszystko zaczyna się poza kortem, a następnie zabierasz je ze sobą. Przechodząc przez miasto, powiedziałem Naomi, żeby nie patrzyła w ziemię, ale prosto przed siebie. Nie musiała patrzeć w górę, ani patrzeć w lewo lub w prawo. Próbowałem trochę otworzyć przed nią świat. Cieszę się, że nam się udało.

Oczywiście rozmowa z tobą nie może zakończyć się bez wspomnienia nazwiska twojej długoletniej pracodawczyni, Sereny Williams. Czy w którymś momencie odniesie długo oczekiwane zwycięstwo w Wielkim Szlemie?

Robi się trudniej. Sekunda to sekunda dla każdego – niestety nawet dla kogoś takiego, jak Serena. Im jesteś starszy, tym większe jest na ciebie żniwo. Ale tak długo, jak Serena może wyjść na kort i trzymać rakietę, wierzę, że może zdobyć 24. tytuł.

Mówiąc o tytułach wielkoszlemowych, twój rodak Alexander Zverev zrobił duży skok w głównych turniejach i był bliski triumfu podczas US Open. Jak widzisz jego rozwój i co może osiągnąć w najbliższych latach?

Jego rozwój jest niesamowity. Bardzo się z tego cieszę. Jestem jego fanem i podoba mi się sposób, w jaki gra. Mam nadzieję, że US Open dało mu pewność siebie, której potrzebuje. Jest bardzo wysportowany, jak na swój wzrost i myślę, że może zrobić o wiele więcej – szczególnie na twardych kortach, które znów stają się szybsze. To powinno pasować do jego gry.

Jeśli już patrzymy w przyszłość: jak będzie wyglądać pierwsza trójka mężczyzn w rankingu na koniec przyszłego sezonu?

Sądzę, że Novak Dżoković będzie przed Dominikiem Thiemem i Daniiłem Miedwiediewem.

A z paniami?

Jeśli teraz nie powiem Karolina, to strzelę sobie w stopę. Mówię, że Pliszkova będzie numerem jeden i mocno wierzę, że mogę jej pomóc. Teraz muszę być ostrożny. Nie wiem kto zajmie miejsca numer dwa i trzy. Interesuje mnie tylko pozycja pierwsza i mam nadzieję, że tam będziemy. Ale to nie powinno brzmieć zarozumiale (śmiech).