W pogoni za Steffi Graf

Jakub Karbownik , foto: AFP

Jakub Karbownik

Novak Dźoković to najwyżej rozstawiony tenisista w męskiej drabince turnieju olimpijskiego. Lider rankingu ATP na tokijskich kortach ma szansę nie tylko na drugi olimpijski medal w swej kolekcji. Ma również okazję, by zrobić kolejny krok w stronę tego, co nie udało się żadnemu tenisiście przed nim. Z kolei jedyną kobietą, która tego dokonała, jest Steffi Graf.

Dla przedstawicieli wielu dyscyplin igrzyska są czymś szczególnym, a medal olimpijski obiektem pożądania i motywacją do ciężkich treningów. Nieco inaczej jest u tenisistów. Biorąc pod uwagę liczbę i częstotliwość imprez, w jakich biorą udział przez cały rok, wydarzenie, które elektryzuje nie tylko sportowy świat raz na cztery lata, nie wywołuje u nich aż takich emocji.

Nie tylko dla najlepszych

Wśród medalistów olimpijskich w tenisie mamy mieszankę takich, którzy nigdy nie sięgnęli po tytuły w najważniejszych imprezach, ale też zwycięzców turniejów wielkoszlemowych. Jednym z przedstawicieli pierwszej grupy jest Nicolas Massu. Członek sztabu szkoleniowego Dominica Thiema to dwukrotny mistrz olimpijski. Podczas igrzysk w 2004 roku w Atenach nie miał sobie równych zarówno w singlu, jak i w deblu.

Z kolei jednym z tych, którzy mają na koncie sukcesy w rywalizacji olimpijskiej i wielkoszlemowej, jest Goran Ivaniszević. Tenisista reprezentujący najpierw Jugosławię, a po jej rozpadzie Chorwację to brązowy medalista w singlu i deblu z 1992 roku. Dziewięć lat później urodzony w Splicie zawodnik sięgnął po tytuł mistrzowski na Wimbledonie. Wyczyn tym bardziej godny uwagi, że Ivaniszević do rywalizacji w Londynie przystąpił dzięki „dzikiej karcie”. Tym samym został pierwszym w historii tenisistą, który tę specjalną przepustkę zamienił na tytuł rywalizując w imprezie dzięki specjalnej przepustce od organizatorów. Były drugi tenisista świata stara się dziś pomóc Novakovi Dźokoviciowi dokonać na korcie tego, co zrobiła jedynie Steffi Graff.

(Złoty) Wielki Szlem

Rok 1988 to powrót tenisa na igrzyska olimpijskie. U kobiet nastąpiło to z przytupem za sprawą Graf, która w pierwszym od 64 lat tenisowym roku olimpijskim zdominowała rywalizację w imprezach wielkoszlemowych. Niemka nie miała sobie równych w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku i tym samym sięgnęła po coś, co wcześniej wśród pań udało się jedynie Maureen Connolly-Brinker w 1953 roku i Margaret Court 17 lat później. Jednak w 1988 roku Graf poszła o krok dalej i do czterech tytułów wielkoszlemowych dołożyła w Seulu złoty medal olimpijski.

Wykorzystać szansę

W tym roku szansę, aby powtórzyć wynik niemieckiej tenisistki, ma Novak Dźoković. W 2021 roku Serb został mistrzem Australian Open, Roland Garros i Wimbledonu, a teraz udał się do Tokio, aby zrobić czwarty z pięciu kroków w stronę Złotego Wielkiego Szlema. Chociaż długo nie było pewności, czy tenisista z Belgradu weźmie udział w imprezie w igrzyskach.

– Będę musiał się nad tym zastanowić. Igrzyska od początku były w moich planach, ale jestem teraz trochę rozdarty. To sytuacja 50 na 50 biorąc pod uwagę, co usłyszałem w ostatnich dniach – mówił na konferencji prasowej po londyńskim triumfie lider rankingu.

Chodziło tu o covidowe obostrzenia, którym podlegają wszyscy uczestnicy igrzysk oraz ich sztaby. Te sprawiły, że wielu zawodników zrezygnowało z wyprawy do Japonii. Przepisy tam obowiązujące w związku z pandemią COVID-19 sprawiają, że „Nole” musiał trochę zmniejszych liczbę swoich pomocników. Ostatecznie jednak kibice lidera rankingu mogą odetchnąć z ulgą, bo ten podjął decyzję o starcie na olimpijskich kortach.

– Zdecydowałem się na grę w Tokio ze względów patriotycznych. Uczucie, kiedy reprezentujesz swój kraj na największej imprezie w historii sportu, jest niezastąpione. Igrzyska olimpijskie są czymś wyjątkowym. W tym sezonie zdobyłem już trzy tytuły Wielkiego Szlema, a przede mną igrzyska i US Open. To moje dwa największe cele na resztę rozgrywek – skomentował decyzję o starcie w Tokio serbski zawodnik.

Jeżeli brązowy medalista z Pekinu sięgnąłby po olimpijskie złoto, a następnie wygrał US Open, osiągnąłby coś, co może być nie osiągalne dla innych przez kolejne kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat.