WTA Finals: przyjemność nie tylko dla bogaczy
Otwarcie sezonu NBA, piłkarskie Gran Derbi czy finały turniejów wielkoszlemowych – pod względem cen za pojedynczy bilet WTA Finals nie mogą równać się z żadną z tych imprez. Finał Williams – Halep to atrakcja nie tylko dla finansowych krezusów.
Wiadomo, samo wejście na halę i obejrzenie finałowego meczu to jedno, a wyjazd do Singapuru drugie. I to drugie znacznie zwiększa koszt całej imprezy. Same bilety na mecz, którego stawką jest tytuł, mają ceny naprawdę przystępne. Najtańsze wejściówki to wydatek rzędu około 84,90 dolarów, czyli mniej więcej 287 złotych*. Biorąc pod uwagę, że chodzi o wielki finał sezonu i pojedynek dwóch gwiazd tenisa – bo kto by w tym meczu nie grał, nazwisko robiłoby wrażenie – to sensowna cena.
Kupno biletów wyższej kategorii, a co za tym idzie większy komfort oglądania meczu, wiąże się z wydatkiem 435 lub 665 złotych (127,90 lub 195,90 dolarów). Trochę więcej, ale trzeba pamiętać, że mowa o finale. Pod tym względem WTA Championships wypadają blado na tle turniejów wielkoszlemowych. Oczywiście, ta bladość kibiców tenisa na pewno nie martwi, zwłaszcza jeśli nie dysponują setkami dolarów.
Obejrzenie na żywo finału męskiego Wimbledonu w 2015 roku będzie równoznaczne z wyłożeniem mniej więcej 870 złotych (160 funtów). Bilet na rozgrywany dzień wcześniej finał turnieju kobiet kosztuje nieco mniej, bo 720 złotych (133 funty). Kort Centralny na Wimbledonie to jednak arena historycznych spotkań i chyba nikt, kto pozwala sobie na taki wydatek, nie żałuje. Przynajmniej nie powinien.
Różnica pomiędzy ceną biletów na finały singli na Wimbledonie wynosi 150 złotych. Znacznie większa dysproporcja jest na Australian Open. Australijczycy w ogóle życzą sobie sporo za wejściówki. Zajęcie krzesełka na czas finału kobiet to wydatek 970 złotych, natomiast wejście na finał mężczyzn kosztuje o 100 dolarów więcej, czyli w sumie w graniach 1300 złotych.
Najprzystępniej prezentuje się oferta organizatorów Roland Garros, którzy przygotowali specjalny pakiet na przyszłoroczne rozgrywki. Jego koszt to w przybliżeniu 1150 złotych (267 euro), ale to cena za wejściówki na cztery finały. Nie tak źle! Za taką kwotę można obejrzeć finał singla mężczyzn oraz kobiet, a także oba finały debla. Dla przypomnienia za bilety na finał mężczyzn i kobiet na Wimbledonie trzeba byłoby wydać w sumie nawet 1600 złotych, nie mówiąc już o Australian Open.
Singapur to jednak nie tylko finały WTA. Kilka tygodni temu po ulicach wyspy – w Zatoce Marina – pędziły bolidy Formuły 1. Grand Prix Singapuru jest jedną z najciekawszych rund w całym kalendarzu, bowiem wyścigi odbywają się przy sztucznym świetle, a tor biegnie przez ulice miasta-państwa. Nie lada gratka i dla kierowców, i dla kibiców. Dla tych drugich ta przyjemność wiąże się z całkiem sporym wydatkiem. Najtańszy z 3-dniowych karnetów (treningi, kwalifikacje, wyścig) kosztuje 298 dolarów, czyli mniej więcej 1000 złotych. Niemal dwa razy tyle, co najtańszy bilet na finał WTA Championships.
Ciekawie wypada porównanie cen wejściówek na niedzielny mecz w Singapurze a finał Mistrzostw Świata w siatkówce rozgrywanych w Polsce. Kwoty, za które można było nabyć wejściówki od oficjalnego dystrybutora, wahały się od 150 złotych do 500 za te najdroższe, najwyższej kategorii. To dwukrotnie mniej niż za najtańsze bilety na finał Australian Open.
Podobnie cenowo do turnieju WTA w Singapurze przedstawia się oferta biletowa na najważniejsze mecze piłkarskich rozgrywek klubowych. Za wejściówki na finał Ligi Europy w 2014 roku trzeba było zapłacić od 190 złotych (45 euro). Nieco lepsze miejsca na trybunach stadionu w Turynie osiągały ceny kolejno circa 296 złotych (70 euro), 422 złote (100 euro) i 634 złotych (150 euro).
Znacznie więcej niż za bilety na finał Ligi Europy trzeba było wydać za te na finał Ligi Mistrzów. Co ciekawe, najtańsza opcja, czyli 70 euro (296 złotych), jest niemal identyczna jak w przypadku WTA Finals, gdzie bilety najniższej kategorii wyceniono na 287 złotych (84,90 dolarów). Lepsze miejsca oznaczają większe koszty. A te rosną w tempie prawie że geometrycznym, bo kolejne warianty to: 160 euro, 280 euro i 390 euro, zatem sumy oscylujące w granicach odpowiednio 676 złotych, 1183 złotych oraz 1648 złotych.
Wbrew pozorom ceny wejściówek na zwykłe mecze pierwszej angielskiej klasy rozgrywkowej – Premier League – nie odbiegają sumom, jakie trzeba wyłożyć za bilety na finał Ligi Mistrzów czy WTA Championships. Słynący z najwyższych cen Arsenal za te najtańsze na mecze najwyższych kategorii życzy sobie circa 350 złotych (65,50 funtów). Kibice The Gunners, którzy nie zdecydowali się na zakup karnetów, spotkania ze słabszymi drużynami (kategoria C) mogą obejrzeć nawet za 145-150 złotych. Tylko dwukrotnie mniej niż za finał WTA Championships. Podkreślamy: finał.
Pod względem finansowym niedzielnemu pojedynkowi Halep z Williams blisko do sobotniego Gran Derbi. Kibice, którzy w sobotę obejrzeli w Madrycie starcie Realu Madryt i FC Barcelony, jednym słowem europejski klasyk, wyłożyli za tę atrakcję przynajmniej 70 euro, czyli 297 złotych, o 9 więcej niż kosztowałoby ich podziwianie na żywo tenisistek podczas finału WTA Championships.
Wielkie turnieje tenisowe to jedne z najlepiej rozwiniętych i najbardziej marketingowych produktów, jakie sport ma do zaoferowania. Za wzór dla wszystkich dyscyplin posłużyć może koszykarska liga NBA. Przez kilkadziesiąt tygodni, dzień w dzień, miliony fanów rozsianych po całym świecie z wypiekami na twarzy śledzi poczynania gwiazd na amerykańskich i kanadyjskich parkietach. Mecze NBA gromadzą też każdorazowo kilkanaście tysięcy na trybunach hal o monstrualnych rozmiarach.
Otwarcie sezonu NBA to wydarzenie na tak wielką skalę, że ceny biletów na pierwszy mecz obecnego mistrza San Antonio Spurs z Dallas Mavericks zaczynają się od 607 złotych (181,84 dolarów) łącznie z opłatami. Na zakup najdroższych wejściówek pozwalają sobie jedynie nieliczni. To koszt przeszło 3 tysięcy dolarów, a w przeliczeniu na złotówki ponad 10 tysięcy!
Cena cenie jednak nierówna, bo na każdą sumę należałoby patrzeć przez pryzmat zarobków w danym kraju, pojemności areny czy średniej liczby widzów na tego rodzaju imprezach. Choć w obecnej dobie elitarność wydarzenia nie zawsze przekłada się na większą sumę. WTA Championships ustępują turniejom Wielkiego Szlema nie tylko pod względem cen biletów, lecz również prestiżu i chwały, jaką zwycięzcy przynosi triumf na trawach Wimbledonu, mączce Rolanda Garrosa czy twardych nawierzchniach Australian Open i US Open.
*Wszystkie kwoty w złotówkach podane w przybliżeniu, na podstawie kursów z dnia 24 października 2014
Antoni Cichy



