Guadalajara. Ludmila Samsonova zatrzymała Martę Kostiuk

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Ludmila Samsonova z Peyton Stearns zmierzą się w półfinale górnej połówki turniejej drabinki imprezy WTA 500 w Guadalajarze. Rywalką Ivy Jović w meczu o finał będzie Cristina Bucsa.

Już tylko trzy mecze pozostały do wyłonienia nowej mistrzyni Guadalajara Open. Najwyżej rozstawioną zawodniczką w gronie półfinalistek jest Iva Jović. Broniąca tytułu Amerykanka w meczu ćwierćfinałowym pokonała Magdalenę Fręch. Kolejną rywalką turniejowej „dwójki” będzie Cristina Bucsa.

Hiszpanka w pierwszej odsłonie meczu z Sarą Bejlek nie dała rywalce, chociażby gem. W drugiej partii tenisistka naszych południowych sąsiadów prowadziła 2:0, aby oddać inicjatywę rywalce. Zawodniczka z Półwyspu Iberyjskiego dwukrotnie odebrała podanie rywalce i zameldowała się w 1/2 finału Guadalajara Open 2026.

Wycofanie się Igi Świątek z rywalizacji z Seulu sprawiło, że Polka straci 500 punktów rankingowych za zeszłoroczny triumf. Tę sytuację mogła wykorzystać Marta Kostiuk, która miała szansę na wyprzedzenie byłej liderki rankingu w najbliższym notowaniu najlepszych zawodniczek świata. Jednak do tego nie dojdzie.

Wszystko za sprawą ćwierćfinałowej porażki Ukrainki z Ludmilą Samsonovą. Po tym, jak każda z tenisistek wygrała po secie, losy awansu rozstrzygnęła trzecia odsłona. Tą lepiej rozpoczęła wyżej notowana z zawodniczek, która prowadziła 4:2. Jednak od tego momentu podopieczna Sandry Zaniewskiej zdołała wygrać jedynie gema.

Półfinałową rywalką Ludmily Samsonovej będzie Peyton Stearns. Amerykanka, która w meczu drugiej rundy uporała się z rozstawioną z numerem czwartym Diane Parry, w meczu o półfinał okazała się lepsza od swej rodaczki – Sloane Stephens. W pierwszej odsłonie mniej utytułowana z reprezentantek USA prowadziła 4:2, aby roztrwonić przewagę. W decydującym o losach tego seta trzynastym gemie mistrzyni US Open 2017 od stanu 6-3 przegrała kolejne pięć akcji i to rodaczka była bliżej awansu do półfinału. W drugim secie Stephens prowadziła 4:1, ale serię pięciu wygranych gemów z rzędu zanotowała Stearns. Tym samym to zawodniczka z Cincinnati powalczy o czwarty finał imprezy głównego cyklu w karierze.


Wyniki

Ćwierćfinały:

Ludmila Samsonova (8) – Marta Kostiuk (Ukraina, 1) 4:6, 6:2, 7:5

Cristina Bucsa (Hiszpania, 6) – Sara Bejlek (Czechy, 3) 6:0, 6:4

Peayton Stearns (USA) – Sloane Stephens (USA) 7:6(6), 6:4

Guadalajara. Magdalena Fręch ponownie nie dała rady Ivie Jović

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Peter Figura

Tegoroczny występ w Guadalajarze Magdalena Fręch zakończyła na 1/4 finału. Mistrzyni Guadalajara Open 2024 w meczu o półfinał musiała uznać wyższość broniącej tytułu Ivy Jović.

Ostatnią w sezonie imprezę wielkoszlemową trzecia rakieta naszego zakończyła na pierwszej rundzie, w której lepszą okazała się reprezentantka gospodarzy Iva Jović. Kilkanaście dni później Magdalena Fręch i reprezentantka USA ponownie stanęły po dwóch stronach siatki, a stawką pojedynku było miejsce w półfinale imprezy WTA 500 w Guadalarze. Jednak Polce nie udało się zrewanżować za porażkę w US Open 2026.

W gemie otwarcia szansę na przełamanie podania miała Magdalena Fręch, ale to Iva Jović jako pierwsza wygrała gema przy podaniu przeciwniczki, a na pierwszą zmianę stron panie schodziły przy wyniku 3:0 dla turniejowej „dwójki”. Tę część meczu drugim przełamaniem serwisu zakończyła obrończyni tytułu. W drugiej odsłonie mistrzyni z 2024 zdołała wygrać jedynie gema.

Tym samym to Iva Jović wygrała ósme spotkanie z rzędu w Guadalajarze. Kolejną rywalką Amerykanki będzie Cristina Bucsa. Hiszpanka po wygraniu pierwszej odsłony meczu z Sarą Bejlek 6:0, w drugiej odsłonie odwróciła losy seta od stanu 0:2.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Iva Jović (USA, 2) – Magdalena Fręch (Polska, 7) 6:2, 6:1

WTA. Rosja traci kolejną zawodniczkę

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.wtatennis.com/, oprac. własne, foto: East News

W ostatnich latach rosyjscy tenisiści i tenisistki chętnie zmieniają obywatelstwo. Do licznej grupy takich przypadków dołączyła kolejna zawodniczka.

Chodzi tu o Annę Blinkovą. 28-latka zdecydowała się na reprezentowanie Francji i z miejsca stała się drugą rakietą tego kraju. Sportsmenka płynnie mówi w języku francuskim oraz mieszka i trenuje w Cannes. Miejscowe media są raczej zaskoczone zmianą i użyły nawet frazy, że nowa tenisistka „spadła im z nieba”.

Blinkova spotka w nowej kadrze inne naturalizowane Rosjanki – Varvarę Grachevą i Ksenię Efremovą.

W przypadku zmiany obywatelstwa przez Rosjanki dominują dwa szerokie kierunki – niektóre zawodniczki wybierają kraje Europy, takie jak Austria (Anastasia Potapova) lub Hiszpania (Oksana Selekhmeteva) zaś inne szukają korzeni w byłych republikach radzieckich. Kamila Rahimowa i Polina Kudermetowa obecnie reprezentują Uzbekistan a odnosząca wielkie sukcesy Jelena Rybakina od lat nosi barwy Kazachstanu.

 

WTA. Nagła operacja Taylor Townsend

/ Łukasz Duraj , źródło: usa today, foto: East News

Taylor Townsend jest jedną z zawodniczek, która udanie łączy występy w grze pojedynczej i podwójnej. Amerykanka rozgrywa znakomity sezon, ale czeka ją niespodziewana przerwa.

30-latka wygrała ostatnio deblowy US Open a po tym wielkim zwycięstwie wybrała się do Guadalajary. W Meksyku zdołała wygrać z Niemką Tatjaną Marią, ale na kolejny mecz z Martą Kostiuk już nie wyszła. Okazało się, że zawodniczka miała nagły problem zdrowotny, który wymagał interwencji chirurgicznej.

Na mediach społecznościowych Taylor pojawiło się zdjęcie ze szpitala oraz krótka wiadomość, w której tenisistka przeprosiła meksykańskich fanów i zapewniła, że zobaczy się z nimi w przyszłym roku. W następnych godzinach Townsend umieszczała w Internecie kolejne komunikaty, w których żartowała z faktu, że przez jakiś czas nie mogła spożywać pokarmów i zapewne straci rozmiar lub dwa. Amerykanka pozostaje zatem w dobrym humorze. Jednocześnie nie znamy typu zabiegu, jaki przeszła oraz daty jej powrotu do gry.

Taylor Townsend wygrała w tym roku także deblowego Rolanda Garrosa. Na singlowym US Open pokonała zaś między innymi Maję Chwalińską.

Szczecin. Ćwierćfinaliści w komplecie

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Pekao Szczecin Open

Zakończyła się rywalizacja w drugiej rundzie turnieju rangi Challenger w Szczecinie. Grono ćwierćfinalistów uzupełnili: Marco Cecchinato, Nikolas Sanchez Izquierdo i Zdenek Kolar.

Dla polskich kibiców najważniejszym wydarzeniem był mecz Filipa Pieczonki. Polak niestety odpadł po wyrównanym pojedynku, a więcej pisaliśmy o tym TUTAJ. Już pierwsze spotkanie dnia było bardzo ciekawe i długie. Rozstawiony z numerem piątym Marco Cecchinato wygrał z Marvinem Mollerem, który wcześniej pokonał Daniela Michalskiego. W pierwszym tiebreaku Cecchinato od 2:5 zdobył pięć punktów z rzędu. W drugim secie Moller prowadził 3:0, ale później na 5:3 wyszedł Włoch. Ostatecznie znów miał miejsce tiebreak. Tym razem lepszy 7:4 okazał się Niemiec. Decydującego seta Cecchinato rozpoczął od prowadzenia 5:0 i zwyciężył 6:2.

Daniel Elahi Galan w pierwszej rundzie wyeliminował najwyżej rozstawionego Facundo Diaza Acostę. W kolejnym meczu wyraźnie przegrał z Nikolasem Sanchezem Izquierdą. Hiszpan zwyciężył 6:0, 6:3. W ćwierćfinale zmierzy się ze Zdenkiem Kolarem. W „czeskim” pojedynku zawodnik rozstawiony z siódemką wygrał z 6:4, 6:4.


Wyniki

Druga runda:

Marco Cecchinato (Włochy, 5) – Marvin Moller (Niemcy) 7:6 (5), 6:7 (4), 6:2
Nikolas Sanchez Izquierdo (Hiszpania) – Daniel Elahi Galan (Kolumbia) 6:0, 6:3
Zdenek Kolar (Czechy, 7) – Hynek Barton (Czechy) 6:4, 6:4

Szczecin. Matuszewski i Pieczonka poza turniejem

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Peter Figura

Filip Pieczonka zanotował drugą porażką tego dnia. W deblu razem z Piotrem Matuszewskim przegrali w ćwierćfinale z Rumunami – Jecanem i Pawlem.

Piotr Matuszewski i Filip Pieczonka jako jedyny polski debel awansowali do ćwierćfinału gry podwójnej. Drugi z Polaków był dzisiaj mocno zapracowany, gdyż wcześniej walczył o 1/4 finału w singlu. W deblu Matuszewski i Pieczonka zostali rozstawieni z dwójką, a ich kolejnymi rywalami byli Rumuni – Mircea-Alexandru Jecan/Bogdan Pawel.

Filip Pieczonka wyszedł na kort kilkadziesiąt minut po przegranym, heroicznym meczu w grze pojedynczej. W pierwszym secie na korcie dominowali Rumuni. Najpierw zdobyli przełamanie na 3:1, a potem dołożyli na 5:1. Po serii pięciu wygranych gemów triumfowali 6:1. W drugim secie Polacy złapali właściwy rytm. Objęli prowadzenie 4:1, ale stracili przewagę przełamania. Od razu ją odbudowali i zwyciężyli 6:3.

Doszło do supertiebreaka. W nim Jecan i Pawel szybko zdobyli przewagę. Tenisiści z Rumunii objęli prowadzenie 5:1. Utrzymali ją do końca. Matuszewski i Pieczonka zmniejszyli różnicę do 6:8, ale ostatecznie przegrali 6:10. Zakończyli więc udział w turnieju na fazie ćwierćfinałowej.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Mircea-Alexandru Jecan/Bogdan Pawel (Rumunia/Rumunia) – Piotr Matuszewski/Filip Pieczonka (Polska/Polska, 2) 6:1, 3:6, 10:6

ITF. Podwójne zwycięstwo Martyny Kubki

/ Izabela Modrzewska , źródło: itftennis.com/oprac.własne , foto: Olga Pietrzak/PZT

W czwartkowych rozgrywkach rangi ITF polscy reprezentanci zanotowali kilka ważnych zwycięstw. 

We francuskim Le Neubourg Martyna Kubka pokonała Amerykankę Carson Tanguilig i zameldowała się w ćwierćfinale turnieju. Kilka godzin później 25-latka wraz z Anna Siskovą wygrała mecz deblowy przeciwko parze z Ukrainy. Polska tenisistka awansowała na najwyższe w karierze, 163. miejsce w rankingu WTA.

Zuzanna Pawlikowska w imponującym stylu pokonała Katerynę Diatlovą w turnieju w Hurghadzie, oddając rywalce zaledwie dwa gemy. Rozstawiona z numerem trzecim Polka zachowuje szansę na wywalczenie pierwszego tytułu w tym sezonie. Do grona czwartkowych zwycięzców dołączył również Piotr Pawlak, który w parze z Iiro Vasą pokonał reprezentantów gospodarzy w zaciętym meczu ćwierćfinałowym turnieju w Nevers.


Wyniki

W75 Le Neubourg – II runda singla

Martyna Kubka (Polska, 2) – Carson Tanguilig (USA) 7:5, 4:6, 6:1

W35 Hurghada – II runda singla

Zuzanna Pawlikowska (Polska, 3) – Kateryna Diatlova (Ukraina) 6:1, 6:1

W75 Le Neubourg – Ćwierćfinał debla

Martyna Kubka, Anna Siskova (Polska, Czechy, 1) – Veronika Podrez, Anastasiia Firman (Ukraina) 6:3, 6:2

M25 Nevers – Ćwierćfinał debla

Piotr Pawlak, Iiro Vasa (Polska, Finlandia, 2) – Axel Garcian, Alexandre Reco (Francja) 6:1, 6:7 [8], 10-7

M15 Cachkadzor – Ćwierćfinał debla

Vardan Manukyan, Jegor Pleshivtsev (Rosja, 2) – Jan Wygona, Arthur Laborde (Polska, Szwajcaria) 6:3, 7:6 [1]

Szczecin. Filip Pieczonka był jeden gem od sprawienia wielkiej sensacji

/ Adrian Wantowski , źródło: , foto: Paweł Rychter

Filip Pieczonka był krok od sprawienia ogromnej sensacji w 1/8 finału turnieju rangi ATP Challenger 125 w Szczecinie. 22-latek prowadził już 7:6, 5:2 z dużo bardziej doświadczonym i zdecydowanie wyżej notowanym rywalem, ale ostatecznie przegrał po trzysetowym boju. Oznacza to, że na etapie ćwierćfinału nie zobaczymy żadnego reprezentanta Polski. 

Filip Pieczonka, obecnie 1112. tenisista świata, sprawił już sporą niespodziankę w pierwszej rundzie turnieju, pokonując notowanego na 338. miejscu w rankingu ATP Tiago Pereirę w trzech setach (5:7, 6:4, 7:5). W drugim meczu czekało na niego jeszcze trudniejsze zadanie, bo po drugiej stronie siatki stanął drugi najwyżej rozstawiony Marco Trungelliti. Doświadczony 36-letni Argentyńczyk, który obecnie plasuje się na 99. pozycji. W tym roku zajmował nawet 76. lokatę, która była jego najwyższą w karierze.

Pierwszy set był bardzo wyrównany i żaden z tenisistów nie zdołał przełamać przeciwnika. Jedyne dwa break pointy miał Pieczonka i to w gemie otwarcia. Losy partii rozstrzygnęły się w tie-breaku, którego niemal perfekcyjnie zagrał Polak. Szybko objął prowadzenie 5-1, a ostatecznie wygrał 7-3.

Pieczonka poszedł za ciosem i wykorzystał moment słabości rywala, przełamując go już w drugim gemie. Sam natomiast bardzo dobrze czuł się przy serwisie i ogromna sensacja była na wyciągnięcie ręki, ponieważ Filip prowadził już 5:2 i tylko gem dzielił go od wielkiego triumfu. Niestety Polak nie wytrzymał presji związanej z nadchodzącym zwycięstwem. W kolejnych pięciu gemach zdołał ugrać łącznie tylko cztery punkty, co sprawiło, że seta 7:5 wygrał Trungelliti.

W decydującą odsłonę lepiej wszedł Marco, który łącznie wygrał siedem gemów z rzędu i prowadził już 2:0. Wtedy wreszcie do gry włączył się Filip. Odrobił stratę przełamania w czwarty gemie, a za moment prowadził 3:2. Niestety Pieczonka w siódmym gemie ponownie nie zdołał utrzymać podania, co okazało się kluczowe dla losów całego meczu. Filip jeszcze dzielnie walczył, obronił dwie piłki meczowe przy stanie 4:5 i serwisie rywala, miał też trzy break pointy, żeby wrócić do gry, ale ostatecznie Argentyńczyk nie wypuścił już zwycięstwa z rąk i to on awansował do ćwierćfinału turnieju rangi challenger w Szczecinie.


Wyniki

Druga runda:

Marco Trungelliti (Argentyna, 2) – Filip Pieczonka (Polska) 6:7(3), 7:5, 6:4

Puchar Davisa. Dokonać (nie)możliwego – zapowiedź meczu Australia-Polska

/ Jarosław Truchan , źródło: własne, foto: Michał Jędrzejewski/PZT

Już w sobotę Polacy rozpoczną walkę o miejsce w elicie Pucharu Davisa. Przed naszymi reprezentantami niezwykle trudne zadnie – zmierzą się z Australijczykami, najlepszą ekipą spośród tych, które nie grają o tegoroczne finały. Czas zapowiedzieć spotkanie, które odbędzie się na Pat Rafter Arena w Brisbane – czy Polacy są skazani na porażkę?

Biało-czerwoni drugi rok z rzędu przystępują do meczu, którego stawką jest elita. We wrześniu 2025 roku w Gdyni nasi tenisiści w przetrzebionym kontuzjami składzie ulegli Brytyjczykom.  Dzięki pokonaniu Egiptu na początku roku, Polacy znajdują się w identycznej sytuacji, jak 12 miesięcy temu. Niestety, los ponownie nie okazał się łaskawy dla naszej reprezentacji. Na drodze do grona najlepszych ekip globu stoją bowiem Australijczycy – najmocniejsi rywale, na jakich mogliśmy trafić (jest to ósma drużyna światowego rankingu).

Tenisiści z Antypodów grają we wrześniowych barażach jako spadkowicze z wyższej dywizji. W lutym ekipa prowadzona przez Lleytona Hewitta sensacyjnie uległa reprezentacji Ekwadoru, co uniemożliwiło Australijczykom walkę o tegoroczne finały. W zamian zmierzą się z Polakami o utrzymanie się w elicie po „wpadce” sprzed siedmiu miesięcy. Do jedynego meczu obu drużyn doszło w 2013 roku. Dzięki zwycięstwom Hewitta, Kyrgiosa i Tomica, drużyna grająca w charakterystycznych żółto-zielonych strojach pokonała wówczas Polaków. Ponieważ konfrontacja odbywała się na warszawskim Torwarze, tym razem rola gospodarzy spotkania przypadnie pięciokrotnym uczestnikom finałów Pucharu Davisa (po reformie rozgrywek w 2019 roku).

Ponownie bez Hurkacza

Nasza kadra nie wystąpi w najmocniejszym możliwym składzie. Na podróż do Brisbane nie zdecydował się bowiem Hubert Hurkacz, będący najwyżej notowanym Polakiem w rankingu ATP. Pod jego nieobecność liderem biało-czerwonych będzie Kamil Majchrzak. Rola „drugiej rakiety” przypadnie natomiast Maksowi Kaśnikowskiemu, odbudowującemu ranking po kłopotach zdrowotnych z zeszłego sezonu. Mocnym punktem drużyny prowadzonej przez Mariusza Fyrstemberga będą debliści. Karol Drzewiecki i Jan Zieliński niejednokrotnie udowadniali, że znakomicie rozumieli się na korcie, jak choćby przed rokiem, gdy w Gdyni pokonali liderów rankingu – Juliana Casha i Lloyda Glasspoola. Skład biało-czerwonych uzupełni 18-letni Jan Sadzik.

Konieczność dalekiej podróży jest jednym z aspektów wpływającym negatywnie na szanse reprezentacji Polski – ale czy największym? Znacznie poważniejszym zmartwieniem dla naszych tenisistów wydaje się być skład, w jakim miejscowi przystąpią do meczu. Australijczycy będą prowadzeni przez Alexa De Minaura – dziewiątego tenisistę świata. Oprócz niego w meczu wystąpią także James Duckworth, Rinky Hijikata, Adam Walton i Max Purcell – specjalista od debla.

Gdyby brać pod uwagę wyłącznie ranking, szanse Polaków na końcowy triumf należałoby określić jako niewielkie. Obaj Australijczycy, których najprawdopodobniej zobaczymy w singlu (De Minaur i Duckwort) zajmują w zestawieniu wyższą lokatę niż Majchrzak (73). Jednakże w przypadku Pucharu Davisa rankingi często okazują się być mylące, o czym Australia przekonywała się boleśnie na przestrzeni ostatniego roku.

Australijski kryzys?

Minione miesiące nie były dobrym czasem dla męskiego tenisa drużynowego na Antypodach. Jesienią 2025 roku podopieczni Lleytona Hewitta po raz pierwszy nie zakwalifikowali się do turnieju finałowego po tym, jak w Sydney ponieśli nieoczekiwaną porażkę przeciwko Belgom. Gospodarzom nie pomogła nawet obecność De Minaura, który nie zdołał poprowadzić swoich rodaków do zwycięstwa. Belgowie reprezentowani w meczach singlowych przez Zizou Bergsa i Raphaela Collignona (odpowiednio 38. i 72. tenisistę globu) niespodziewanie zwyciężyli, docierając później do półfinału rozgrywek.

Kontynuacją złej passy dla reprezentantów Australii był wyjazd do Ekwadoru w lutym. W Ameryce Południowej Hewitt nie mógł liczyć na pomoc najlepszego tenisisty kraju. Niedogodny termin i miejsce rozgrywania meczu sprawiły, że o sile Australijczyków w Quito stanowili notowany na końcu dziewiątej dziesiątki rankingu Duckworth i będący poza najlepszą setką Hijikata. Jednakże nawet to nie usprawiedliwia porażek w meczach przeciwko Alvaro Mezzie, czy Andresowi Andrade – tenisistom z trzeciej setki zestawienia! Mecz Ekwadoru z Australią udowodnił, że w Pucharze Davisa mogą dziać się cuda.

Szanse Polaków

Jednakże czy na taki cud mogą liczyć Polacy w nadchodzącej konfrontacji? O to może być trudno. Podstawowym warunkiem, aby sprawić olbrzymią niespodziankę, jaką byłoby zdegradowanie Australii do Grupy Światowej I, byłaby świetna forma naszych tenisistów. Ostatnie występy lidera polskiej drużyny. Majchrzak w tym sezonie udowodnił, że Alex De Minaur jest w jego zasięgu, pokonując 27-latka w finale turnieju na trawiastych kortach w s’Hertogenbosch. Jednakże od wielkiego triumfu w Holandii Polak wygrał łącznie… trzy mecze. W ostatnich miesiącach Piotrkowianin nie prezentował się najlepiej – jednym powodem do optymizmu był mecz pierwszej rundy US Open przeciwko Hamadowi Medjedoviciowi. Aby postawić się w Brisbane tenisistom, takim jak De Minaur, Majchrzak z pewnością będzie musiał odzyskać dyspozycję z wcześniejszej części sezonu. Niemniej jednak, gdyby Polakowi przyszło zmierzyć się z tenisistami zajmującymi podobne miejsca w rankingu (np. Duckworth, czy Hijikata), nasz tenisista z pewnością nie byłby w nich bez szans.

Z kolei Kaśnikowski, po porażce w pierwszej rundzie kwalifikacji do nowojorskiego turnieju wielkoszlemowego, powrócił do solidnego grania w challengerach. 23-latek dotarł w ubiegłym tygodniu do półfinału imprezy w Stambule. O ile Majchrzak, jako lider kadry, będzie musiał zmagać się z większą presją, ewentualny punkt zdobyty Kaśnikowskiego możnaby było uznać za miłą niespodziankę. Tenisista z Warszawy nie będzie faworytem w żadnym ze swoich meczów. Pojedynek z Australijczykami będzie dla niego przede wszystkim okazją do konfrontacji z tenisistami z poziomu, do którego aspiruje.

Choć wciąż nie znamy obsady sobotnich meczów, wydaje się, że pierwszy dzień polsko-australijskiego starcia będzie kluczowy. Jeśli bowiem Majchrzak lub Kaśnikowski zdobyliby punkt w pierwszych meczach singlowych, w niedzielę Polacy mogą realnie myśleć o drugim „oczku”. Drugi dzień otworzy spotkanie gry podwójnej, która wydaje się być największą bronią biało-czerwonych. Jan Zieliński i Karol Drzewiecki niejednokrotnie sprawdzali się na daviscupowej scenie. Gra dla reprezentacji wywołuje w nich dodatkowe pokłady energii – miejmy nadzieję, że zobaczymy ich w dobrej dyspozycji w Brisbane.

Puchar Davisa = dodatkowa motywacja

Gospodarze z pewnością także będą dodatkowo zmotywowani – dla nich stawką meczu jest uniknięcie wstydliwej degradacji na zaplecze elity. Spotkanie, które odbędzie się w dniach 19-20 września zapowiada się jako trudny sprawdzian dla naszej reprezentacji. Szanse Polaków nie pozostają wyłącznie teoretyczne, lecz w większości zależą od dobrej postawy naszych singlistów, co do której nie możemy mieć pewności. Za sukces naszych rodaków z pewnością będzie można uznać każdy wygrany mecz. Wygranie dwóch pojedynków, doprowadzenie do decydującego spotkania (jak Belgowie przed rokiem), wydaje się mało prawdopodobne do realizacji. Lecz tenis reprezentacyjny bywa mocno nieprzewidywalny, dlatego oczekiwanie nieoczekiwanego powinno kierować tymi, którzy postanowią spędzić nadchodzące poranki z Pucharem Davisa.

Ljubljana. Nieudany dzień Weroniki Falkowskiej

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: WTA/własne , foto: Bartosz Bieńkowski/Tenisklub

Weronika Falkowska w środę rozegrała dwa mecze podczas turnieju w Ljubljanie. Niestety, Polka pożegnała się z turniejem zarówno w singlu, jak i deblu.

Najpierw 26-latka rywalizowała w grze pojedynczej. Jej rywalką była turniejowa „dwójka”, Laura Samson. Pierwsza partia była bardzo wyrównana, ale skończyła się dobrze dla naszej reprezentantki, która okazała się lepsza w tie-breaku. 18-letnia tenisistka z Czech później jednak pewnie wygrała dwa kolejne sety – 6:0 i 6:3. Trzeba wspomnieć, że w trakcie spotkania Falkowska musiała skorzystać z przerwy medycznej.

Tego samego dnia Weronika wystąpiła w grze podwójnej w parze z Ekateriną Gorgodze. Rywalkami rozstawionego z numerem drugim polsko-gruzińskiego duetu były Deborah Chiesa i Adrienn Nagy. Włoszka i Węgierka wygrały 6:4, 7:5.


Wyniki

Druga runda gry pojedynczej:

Laura Samson (Czechy, 2) – Weronika Falkowska (Polska) 6:7(6), 6:0, 6:3

 

Ćwierćfinał gry podwójnej:

Deborah Chiesa, Adrienn Nagy (Włochy, Węgry) – Weronika Falkowska, Ekaterine Gorgodze (Polska, Gruzja, 2) 6:4, 7:5