Domachowska: wiem, że stać mnie na więcej

Mateusz Grabarczyk , foto:

Mateusz Grabarczyk

Z Martą Domachowską rozmawiał Mateusz Grabarczyk. 

Mateusz Grabarczyk: W czerwcu przeszłaś zabieg usunięcia dwóch żył i od tego czasu nie widzimy Cię na kortach. Kiedy wracasz i czy stworzyłaś już plany startowe na resztę sezonu? [z Martą rozmawialiśmy przed jej startem w Clermont-Ferrand – przyp. red.]

Marta Domachowska: Wracam pod koniec września. Co do planów na resztę sezonu, jeszcze nie są sprecyzowane. Biorąc pod uwagę ranking, jaki teraz mam, wszystko zależy od tego, gdzie się dostanę. Na pewno jednak nie zakończę sezonu tak jak większość, czyli w październiku. Chcę grać w listopadzie i grudniu.

Masz 27 lat. Jesteś już doświadczoną tenisistką. Co czujesz dzisiaj, wychodząc na kort?

Dzisiaj gram w tenisa tylko dlatego, że lubię. Ostatnie wyniki nie są satysfakcjonujące, ale wiem, że stać mnie na więcej.

Gdzie widzisz przyczynę tego, że zamiast bić się dziś z Agnieszką Radwańską o punkty WTA, zastanawiasz się, w których turniejach ITF ciułać punkty?

To jest dłuższa historia. Wszystko zaczęło się od momentu, w którym pojawiły się problemy z moim byłym sponsorem [Kazimierz Jannasz – sponsor Marty – oskarżył ją o złamanie kontraktu – przyp. red.]. To było dawno, jakieś sześć lat temu, ale sprawa w sądzie cały czas się toczy i na pewno ma to na mnie spory wpływ. A przede wszystkim miało wtedy. Miałam dopiero 20 lat, byłam bardzo młoda i nieukształtowana. W moim życiu pojawił się bałagan, z którym sobie nie radziłam. A w tenisie, żeby osiągać dobre wyniki, trzeba mieć wszystko poukładane i dopięte na ostatni guzik. Od tamtego czasu jeździłam na turnieje sama, co też nie pozostawało bez znaczenia i na pewno nie pomagało mi wyjść z tej sytuacji. Summa summarum, do dzisiaj jest mi ciężko uporządkować pewne sprawy.

Ale się nie poddajesz.

Nie! Myślę, że jestem na tyle dojrzałą tenisistką, że wiem, jak powinnam grać i co przynosiło efekty. Żeby jednak do tego wrócić, muszę z powrotem poukładać wszystko tak, jak powinno być poukładane. Na razie szło mi to słabo, ale wreszcie przestałam się przejmować pewnymi rzeczami i liczę, że to pomoże.

Zdarza Ci się zajrzeć do Internetu i przeczytać komentarze na swój temat?

Nie, zdecydowanie nie. Kiedyś to robiłam i powiem szczerze, że sprawiało mi to dużą przykrość. Przestało mnie to jednak obchodzić i z tym skończyłam. Tym bardziej, że trafiałam też na nieprzyjemne komentarze dotyczące innych osób, nawet Papieża. Zdałam sobie sprawę, że są tacy ludzie, którzy siadają tam, po drugiej stronie komputera, tylko po to, żeby takie rzeczy pisać.

Widzisz siebie na korcie za pięć, sześć lat?

Wszystko zależy od tego, jak będę grała. Jeśli ciągle będę się kręcić w okolicach drugiej setki, to nie, bo zwyczajnie nie spełniałoby to moich oczekiwań, ale jeżeli będzie lepiej i zdrowie dopisze, to kto wie.

Kimiko Date-Krumm za chwilę kończy 43 lata i gra…

Oj nie, tak daleko to nie idźmy (śmiech). Chcę założyć rodzinę i mieć dzieci.

Czym się będziesz zajmować po zakończeniu kariery? Zostaniesz trenerem?

Chcę pójść w stronę menedżera sportu. W roli trenera raczej siebie nie widzę. Może czasami, ale na dłuższą metę to chyba nie dla mnie. Na pewno pozostanę związana z tenisem, ale w jaki sposób to się jeszcze okaże.

Jak często trenujesz?

Wszystko zależy od tego, ile mam czasu do turnieju. Zazwyczaj gram dwie godziny rano i półtorej po południu a do tego dorzucam półtorej godziny przygotowania fizycznego.

A co bierzesz pod uwagę, układając plany startowe?

W tym momencie, w którym jestem i z rankingiem, jaki mam, muszę się niestety dostosować i grać tam, gdzie się po prostu dostanę (śmiech). Staram się jednak wybierać takie imprezy, w których nawierzchnia mi najbardziej pasuje i grać cyklami – dwa, trzy turnieje, powrót do Warszawy i dwa tygodnie treningów.

Marzysz jeszcze o występie w reprezentacji Pucharu Federacji?

Jak będzie okazja gry dla kraju, to zawsze chętnie z niej skorzystam. Wiadomo jednak, że wszystko zależy od tego, w jakiej będę formie.

Wygląda na to, że mamy teraz naprawdę solidną drużynę. Jak oceniasz szansę dziewczyn w lutowym starciu ze Szwedkami?

Oceniam je bardzo wysoko.

Z jedną ze Szwedek wielokrotnie krzyżowałaś rakiety. Sofia Arvidsson…

O Jezu (śmiech). Pamiętam, że zawsze toczyłyśmy długie i katorżnicze mecze.

Jeden podczas historycznego dla Ciebie Australian Open. Drugiego seta przegrałaś 1:6, a potem wygrałaś w identycznym stosunku. Jak wyjaśnić tę typowo kobiecą przypadłość diametralnych zwrotów akcji?

U kobiet przede wszystkim serwis nie jest tak decydującym elementem jak u mężczyzn. Jest jednak dużo więcej czynników, które mają wpływ na grę – humor, nastawienie danego dnia czy humor przeciwniczki.

Nie tylko kobiecy tenis się w Polsce rozwinął. Sukcesy odnoszą też mężczyźni. Myślisz, że to, co działo się w kraju po fantastycznym dla nas Wimbledonie przetrwa i zmieni się w coś na kształt „małyszomanii”, czy ucichnie?

Nie sądzę, że był to chwilowy tenisowy boom. Mamy coraz więcej zawodników w czołówce, którzy osiągają naprawdę duże sukcesy i robią to często, więc myślę, że popularność tenisa będzie rosnąć.

Jak widzisz polski tenis za pięć, sześć lat?

Myślę, że jesteśmy w naprawdę dobrej sytuacji i wszystko idzie ku temu, żeby była ona jeszcze lepsza. Polski tenis bardzo się rozwinął w ostatnim czasie. Jeśli to się utrzyma, możemy liczyć na świetne wyniki i – co ważne – jeszcze lepsze warunki do uprawiania tego sportu.

Co jeszcze musi się poprawić, żeby tenis stał się polską marką?

Przede wszystkim potrzebne są ogromne pieniądze. Szczególnie dla młodzieży bardzo ważne jest wsparcie finansowe. A poza tym trzeba zadbać o miejsce do grania – im więcej będzie kortów, hal, tym łatwiej będzie trenować.

I dzieje się. PZT przy wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki uruchomiło programy Tenis 10, Tennis Xpress, Tenis w szkołach i Tenis na Orlikach.

To są super pomysły. Swobodny i bezpłatny dostęp do kortów jest szczególnie ważny dla dzieci. W Stanach tak to funkcjonuje. Nie oszukujmy się – kto będzie płacić 90 zł za jedną godzinę gry dziecka na korcie w hali?! Jeśli mówimy o wyczynowym sporcie, to z wiekiem trzeba trenować codziennie po kilka godzin. To rodzi ogromne koszty, dlatego pomoc finansowa jest bardzo istotna.

Sporo w Twoim tenisowym życiu już za tobą, ale sporo też jeszcze może się wydarzyć. Co uważasz dotychczas za swój największy sukces?

Myślę, że ranking. Czołowa czterdziestka to już przyzwoity wynik. Poza tym wszystkie finały WTA, w których byłam i czwarta runda Australian Open. Ciągle mam jednak nadzieję, że będę miała jeszcze większe powody do radości i że największy sukces dopiero przede mną.

Tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.