Niedosyt Dinary Safiny

Michał Jaśniewicz , foto: AFP

Michał Jaśniewicz

27 kwietnia 1986 roku w Moskwie na świat przyszła dziewczynka, która była drugim dzieckiem Michaiła Aleksiejewicza Safina i Rausy Isłanowej. Nowonarodzonemu dziecku nadano tatarskie imię Dinara, które nie jest zbyt powszechne w rosyjskiej kulturze. Dinara szczęściem obdarowała nie tylko rodziców, ale także o 6 lat starszego brata Marata, który w późniejszych latach był dla niej ogromną podporą. 28 lat później – 11 maja 2014 roku na Rosjankę, pochodzenia tatarskiego, skierowane zostały oczy tenisowego świata. Oczy, które już nigdy nie ujrzą tej fascynującej tenisistki na profesjonalnych kortach.

Tekst: Patryk Osuch

Tenis w życiu Dinary Safiny ważną rolę zaczął odgrywać kiedy skończyła siedem wiosen. Wspierana przez rodziców, którzy z białym sportem byli związani już bardzo długo, stopniowo rozwijała swoje umiejętności.

Nie jest prostą sprawą być małym dzieckiem w wielkiej tenisowej rodzinie. Mój ojcieć jest naprawdę ambitny, ale moi rodzice nie wywierali na mnie presji. Sama chciałam odnaleźć swoją tożsamość – wyznała Dinara.

Nic dziwnego, że Rosjanka wybrała tą samą ścieżkę co jej najbliżsi. Autorytet bowiem znajdował się tuż obok niej. Matka – niegdysiejsza piąta tenisistka ZSRR, potem trenerka między innymi Jeleny Diemientiejewej, czy też swojego własnego syna Marata. Ojciec – właściciel tenisowego klubu „Spartak”, gdzie trenował również jego syn. I w końcu Marat – człowiek o wielu talentach, będący w 2000 roku najlepszym tenisistą globu. Tak skompletowana rodzina wręcz automatycznie nie pozostawiała wyboru jej najmłodszej członkini. Dinara ostatecznie znalazła swoją tożsamość, a wybrała jak najlepiej tylko mogła – w 2009 roku powtórzyła wyczyn swojego starszego brata i przez 25 tygodni wiodła prym na szczycie zestawienia WTA. Dzięki temu osiągnięciu, Dinara i Marat zapisali się na kartach historii tenisa, jako pierwsze rodzeństwo (brat i siostra) plasujące się na najwyższej pozycji w rankingu.

""
[Dinara i Marat Safin po przegranym finale Pucharu Hopmana, w 2009 roku]

Moskwianka odnosząc sukcesy w turniejach ITF, w roku 2000 zmieniła tenisowy status na profesjonalny. Przez kolejne lata pięła się po szczeblach karierowej drabiny, lądując w końcowych fazach turniejów, a także sięgając po wymarzone trofea. W wieku 16 lat pierwszy raz mogła poczuć wartość triumfu w turnieju z serii WTA Tour – swoje pierwsze trofeum podniosła wtedy w Polsce, a dokładniej – w Sopocie. Jeszcze przed debiutanckim zwycięstwem, blask formy, który dopiero zaczynał nabierać coraz to większej jasności na profesjonalnych kortach, Safina zaprezentowała w Portugalii. Rosjanka, której los podarował dziką kartę w Estoril, wylądowała aż w półfinale. Wtedy to plasowała się w piątej setce zestawienia profesjonalnych tenisistek. Przechodząc przez Madryt, Taszkent, Londyn, Casablankę i Sopot, zatrzymując się na jednych kortach krócej, na innych nieco dłużej, trafiła wreszcie do upragnionej setki najlepszych zawodniczek globu. To był jednak dopiero początek wielkiej tenisowej podróży, która trwała kilka lat.

""
[Safina w meczu drugiej rundy turnieju w Madrycie, w 2002 roku]

Swój kolejny sukces zanotowała w Palermo, eliminując między innymi bardziej doświadczoną Francescę Schiavone. W roku 2004 nastąpił niespodziewany spadek formy wschodzącej gwiazdy. Młodsza siostra Marata Safina, na większości turniejów pojawiała się tylko na jeden mecz, po czym ze spuszczoną głową, na pożegnanie machała widzom i zmierzała na inny turniej. W grze podwójnej natomiast zdobyła swój pierwszy tytuł (Pekin), a pomogła jej w tym Szwajcarka – Emmanuelle Gagliardi.

W następnych latach, plasująca się już na 20. lokacie Rosjanka, nie mogła znaleźć sposobu na tenisową śmietankę, z którą przyszło jej wreszcie stawić czoła. Druga rakieta świata – Amelie Mauresmo, czy ówczesna królowa światowego tenisa – Kim Clijsters były nie do zatrzymania. Do czasu… złą passę udało się przerwać w Rzymie w roku 2006. Wtedy to po raz pierwszy Kim Clijsters musiała pogratulować Safinie zwycięstwa, potem zobligowana była do tego jeszcze jej dobra przyjaciółka – Swietłana Kuzniecowa i Jelena Diemjentiewa. W międzyczasie będąc m.in. w ‘s-Hertogenbosh, Gold Coast i Antwerpii, Dinara zdobyła swoje kolejne trofea w deblu. W roku 2007 US Open należał do niej i do Francuzki – Natalie Dechy.

""
[Hingis i Safina po finale turnieju w Rzymie, wygranym przez Szwajcarkę]

Jednym z najbardziej udanych turniejów, jakie na swoim koncie ma utalentowana Rosjanka, to sukces na turnieju w Berlinie sprzed 6 lat. Safina już III rundzie po drugiej stronie siatki ujrzała nr 1 światowego tenisa – Justine Henin. Po trzysetowym boju, tenisistka z Moskwy mogła unieść ręce w geście triumfu. Te wiekopomne zwycięstwo przyniosło jej ogromną pewność siebie, która wyniosła ją na sam piedestał turnieju w Niemczech. Po prawie miesiącu od tamtych zmagań, Safina po raz pierwszy jako 14. rakieta świata mogła poczuć ducha finałowej rywalizacji, debiutując we French Open. Niestety nie dane jej było stanąć wtedy za drzwiami tenisowego raju. Na zakończenie sezonu 2008 była już o krok od pozycji liderki w rankingu WTA.

Ówczesna trzecia tenisistka świata co prawda nie miała szczęścia do turniejów wielkoszlemowych. Za każdym razem, kiedy mogła powalczyć o tytuł najlepszej, zabrakło postawienia kropki nad „i”. Tak właśnie było w 2009 roku w Australii i ponownie na francuskich kortach ziemnych. Na Antypodach znów uśmiech losu powędrował w innym kierunku siatki – tym razem w stronę Sereny Williams. Kiedy w czerwcu tego samego roku Safina awansowała do decydującego pojedynku Roland Garros jej niewykorzystane poprzednie szanse wołały o pomstę do nieba. Niektórzy mówią – do trzech razy sztuka, inni zaś – nadzieja matką głupich. Dinara Safina z pojedynku o mistrzostwo Francji wyszła z niedosytem i rozczarowaniem. Trzeci raz ktoś „sprzątnął” jej trofeum sprzed nosa. Tym razem była to bardzo dobra przyjaciółka – Swietłana Kuzniecowa.

""
[Dinara po przegranym finale Roland Garros 2009]

Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Pomimo nieudanych wielkoszlemowych występów, 20 kwietnia 2009 roku ziściło się marzenie 23-letniej wtedy Safiny. Zawodniczka ze stolicy Rosji powędrowała na szczyt zestawienia WTA. Swojego tronu nie opuszczała przez 182 dni. Co ciekawe, Dinara to jedna z trzech tenisistek (obok Jeleny Janković i Caroline Woznieckiej), która zajmowała pozycję liderki w rankingu WTA bez wygrania żadnego turnieju Wielkiego Szlema.

Rosjanka niezbyt dobrze wspomina swoje ostatnie występy, które pozbawione były jej indywidualnego stylu. Stylu, który wyniósł ją na tron tenisowego królestwa. Ostatni raz na jej twarzy mógł pojawić się uśmiech triumfu po finałowym pojedynku w Portoroż w roku 2009. Na tym wielkie sukcesy dobiegły końca, a bajka o cudownej królowej Dinarze zaczęła tracić swój urok. Tenisistce z Rosji zaczął doskwierał ból pleców, który paraliżował ją podczas rywalizacji i ograniczał swobodę ruchów.

Branie leków przeciwbólowych od US Open do samego końca sezonu to sprytne, ale z drugiej strony zdradliwe posunięcie – komentowała Safina.

Pod koniec sezonu 2009, Safina została zdetronizowana z pierwszego miejsca rankingu WTA przez Amerykankę Serenę Williams. Wszystko przez fakt, iż mimo sporych chęci musiała skreczować już po 15 minutach gry w meczu z Jeleną Janković, w turnieju w Katarze. Po tym fakcie lekarze dali do zrozumienia tenisistce z Moskwy, iż jej występ w najbliższych turniejach może być zagrożony.

Wiem, że ona mogłaby trenować przez całą dobę, by wystartować w turnieju, ale nie pozwoli jej na to krótki okres czasu. Ona jest nadal w trakcie leczenia – mówił dyrektor turnieju w Brisbane, z którego Safina musiała się wycofać na początku 2010 roku.

Siostra Marata Safina, nieustannie walcząca z bólem, w Australian Open doszła IV rundy, po czym oddała pojedynek swojej rodaczce – Marii Kirilenko. Przez następne 4 miesiące zrobiła sobie przerwę od tenisa. Po długiej nieobecności, kibice mogli ujrzeć ją w Stuttgarcie, gdzie doszła do ćwierćfinału. Późniejsze zmagania to pasmo porażek bądź też rezygnacje z występu. Odpuściła sobie także rywalizacje na trawiastych kortach Wimbledonu, by za miesiąc znów wystartować w innym turnieju. Nadpobudliwa i ambitna Safina niczym Wiktoria Azarenka, nie chciała czekać na całkowite zażegnanie kontuzji – cały czas wracała na kort i tym samym nie pozwalała swoim plecom na stuprocentową regenerację.

""
[Problemy zdrowotne Rosjanki w meczu czwartej rundy Australian Open 2010]

Nigdy nie byłam kontuzjowana. Jednak każdy zawodnik przez to przechodzi. Spadają i powracają na szczyt. To jest po prostu wpisane w życiorys każdego atlety. Nie może być przecież cały czas kolorowo… – tłumaczyła tenisistka z Moskwy.

W sierpniu, będąc 70. tenisistką świata, po turnieju w Montrealu, kiedy pomimo przewlekłych kłopotów z plecami pokonała dwie początkowe rywalki, nabrała nieco pewności siebie. Niestety pokonana przez Francescę Schiavone w rundzie III, smutna i przygaszona wyznała: – Ja po prostu chcę być już zdrowa. W tym momencie nie mam innego celu.

W 2011 roku, sklasyfikowana na 75. pozycji rankingu WTA, Dinara Safina rozpaczliwie chwytała się brzytwy. Zdecydowała się wystartować w Australian Open, ale już po 45 minutach pierwszego spotkania, doszła do wniosku, iż nie była to dobra decyzja. Moskwianka została zmiażdżona przez swoją rywalkę – Kim Clijsters wynikiem 0:6, 0:6. Jak się później okazało, był to jej ostatni występ w turnieju wielkoszlemowym. Ostatni raz swoją stopę na profesjonalnym korcie postawiła w Madrycie w 2011 roku. 76. rakieta świata musiała pożegnać się z turniejem już w II rundzie. 25-letnia wtedy zawodniczka ostatecznie podjęła decyzję co do występów w tenisowych imprezach – Nie chcę więcej torturować siebie i swojego ciała.

Od tego momentu pojawiały się spekulacje czy Dinara powinna zakończyć karierę czy też nie. Po długiej nieobecności Rosjanki, w październiku 2011 roku w intrenecie pojawiła się wiadomość, iż Safina oficjalnie kończy karierę. Adresatem tego „breaking newsa” był jej starszy brat, który postanowił wziąć sprawy Rosjanki w swoje ręce.

Nie ma żadnej szansy by Dinara powróciła do tenisa. Wkrótce pojawi się wiadomość o oficjalnym zakończeniu kariery – poinformował Marat.

Poniekąd ta informacja była prawdą. Dinara nie skupiała się już na tenisie i powrocie na profesjonalne korty. Przegrała z urazem pleców, z którym walczyła kilka lat. Mimo to, cały czas odwlekała oficjalne ogłoszenie informacji o odstawieniu na dobre tenisowej rakiety. W wywiadach ciągle powtarzała jak mantrę, iż nie czuje się wyalienowana z tenisowego świata. Oszukiwała samą siebie, zaznczając, iż nie spieszy się z podejmowaniem decyzji. Opinia publiczna jednak sama uznała niegdysiejszą najlepszą tenisistkę świata, za „emerytowaną”. Dinara Safina rozpoczęła nowe życie, które zastąpiło jej sportową rutynę. Godziny spędzone na korcie zamieniła na godziny spędzone przy czytaniu książek. Jej priorytetem stały się studia – Rosjanka zaczęła studiować prawo. Można powiedzieć, iż zajęcia na uczelni wypełniały jej codzienny grafik.

To życie jakie teraz prowadzę, jest całkowicie inne. Naprawdę świetnie się teraz czuję – mówiła uśmiechnięta Safina.

Nie tęsknię za niczym – dodała. Teraz cieszy się każdą chwilą spędzoną w samotności, ze znajomymi czy z jej starszym bratem. To dopiero teraz, kiedy odstąpiła od profesjonalnych kortów, częściej widuje Marata. Safina przyznała, iż jest mu wdzięczna za wskazówki i za pomoc w dostosowaniu się do życia pełnego podróży po światowych kortach.

Walcząca z przewlekłym bólem zawodniczka musiała jednak „dorosnąć” do podjęcia decyzji. Swoją karierę oficjalnie zakończyła 11 maja bieżącego roku. Miało to miejsce na końcowej dekoracji turnieju w Madrycie. Ten turniej miał symboliczne znaczenie dla Rosjanki, bowiem to właśnie na Mutua Madrid Open 3 lata temu, rozegrała swój ostatni mecz. Teraz stanęła na podium wraz z dwiema finalistkami tegorocznych zmagań – Marią Szarapową i Simoną Halep. Wtedy to mogła serdecznie podziękować wszystkim swoim fanom, którzy wspierali ją przez cały czas podczas jej zawodowych wzlotów i upadków, a także oficjalnie zakończyć karierę.

""

 

Kości zostały rzucone, a niedosyt niestety pozostał. Utalentowana, pełna sukcesów Rosjanka na dobre odstawiła tenisową rakietę. Czy gdyby nie była tak uparta i nazbyt ambitna mogłaby swobodnie wrócić do tenisa? Jaki wyglądałaby jej dalsza kariera? Czy przygotowana i fizycznie, i psychicznie mogłaby udowodnić, iż jest w stanie unieść wreszcie wielkoszlemowe trofeum? Pytań pojawia się coraz więcej lecz na nie już nigdy niestety nie uzyskamy odpowiedzi.

Tekst: Patryk Osuch