Miami. Znamy turniejową drabinkę. Hurkacz z okazją do rewanżu za porażkę w Australii

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Organizatorzy opublikowali w końcu drabinkę męskiej części turnieju w Miami. Przed nami emocjonujące dni, pełne tenisa na najwyższym światowym poziomie. Już na początku imprezy będziemy świadkami wielu ciekawych meczów i kto wie – może nawet “przebudzenia” Huberta Hurkacza, który już w pierwszej rundzie zmierzy się ze swoim pogromcą z Australian Open – Ethanem Quinnem. 

Zacznijmy jednak od naszego drugiego reprezentanta i pierwszej rakiety Polski – Kamila Majchrzaka, który na starcie turnieju zmierzy się z Miomirem Kecmanoviciem. Wspomnień z Serbem co prawda najlepszych nie ma, ponieważ przegrywał z nim wszystkie dotychczasowe spotkania na poziomie ATP Tour, ale każda seria ma kiedyś swój koniec i Polak z pewnością będzie chciał w końcu ją przełamać. Jeśli zaprezentuje tenis na swoim wysokim poziomie i wykorzysta nadarzające się okazje, może powalczyć o korzystny wynik i sprawić małą niespodziankę już na otwarcie turnieju. 

Jako ciekawostkę mogę tutaj dodać, że Kamil raz w karierze Kecmanovicica pokonał – w 2019 roku, ale miało to miejsce na niższym poziomie rozgrywkowym – ATP Challenger Tour. 

Jeśli uda mu się dokonać tego w tegorocznym turnieju w Miami, to już w drugiej rundzie czekać na niego będzie młody Amerykanin – Learner Tien, który zaraz obok Joao Fonseci czy Jakuba Mensika stawiany jest w gronie najbardziej obiecujących tenisistów tego najmłodszego pokolenia. 

Okazja do rewanżu

Mistrz z Florydy z 2021 roku i nasz drugi reprezentant – Hubert Hurkacz trafił w meczu otwarcia na Ethana Quinna, z którym to pod koniec stycznia sensacyjnie przegrał w drugiej rundzie australijskiego szlema. To właśnie Amerykanin rozpoczął Polakowi serię sześciu porażek z rzędu, która trwa do dziś. Miejmy nadzieję, że na meczu z nim również się ona zakończy i to Hubert awansuje do następnej rundy w Miami. 

Jednak nawet jeśli ta sztuka by mu się udała, to kolejne zadanie nie będzie proste, ponieważ na etapie 1/64 finału czeka już rozstawiony z “jedenastką” Casper Ruud, który z pewnością będzie w starciu z Polakiem stawiany w roli faworyta. Chociaż trzeba pamiętać, że Hurkacz zna smak zwycięstwa nad Norwegiem, bowiem mimo trzech porażek, jedno spotkanie wygrał – w półfinale tysięcznika w Kanadzie w 2022 roku. 

 

Murcja. Filip Pieczonka z awansem do turnieju głównego

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Paweł Rychter

W trzech zaciętych setach rozstrzygnął się dzisiejszy mecz drugiego etapu eliminacji do imprezy głównej w hiszpańskiej Murcji. Polak przegrał nawet jedną partię do zera, ale i to nie przeszkodziło mu w odwróceniu wyniku. W decydującym secie ponownie podniósł poziom, pokonując rywala po ponad dwóch godzinach walki. 

Pierwsza odsłona tego polsko-kazachskiego pojedynku była zdecydowanie najbardziej zacięta ze wszystkich. Panowie rozegrali w niej maksymalną liczbę gemów, a do tego dołożyli także szesnastopunktowego tie-breaka. Niesamowitej rzeczy dokonał Pieczonka, który sześciokrotnie będąc zagrożony piłką setową, za każdym razem zdołał się obronić i ostatecznie zapisał tego seta na swoje konto. Najpierw w dwunastym gemie obronił dwa set-balle, a następnie, już we wspomnianym tie-breaku wrócił ze stanu 3:6 oraz później z 6:7, wygrywając wynikiem 9:7. Niezawodny był przy tym jego forhend, którym to wypracowywał sobie dużą przewagę, ganiając rywala po korcie na lewo i prawo. 

Druga partia z kolei należała do Denisa Yevseyeva, który w zaledwie dwadzieścia dwie minuty zamknął ją, bez straty gema. W akcjach po pierwszym serwisie stracił tylko jeden punkt i nie musiał bronić ani jednego break-pointa. 

O wszystkim zadecydował set numer trzy. Doszło w nim aż do pięciu przełamań, ale koniec końców to Filip Pieczonka zdobył większość z nich i zapisał tę partię na swoje konto, wygrywając tym samym całe spotkanie wynikiem 7:6(7), 0:6, 6: 3. Zdobył dzisiaj mniej gemów, ale jak to w tenisie bywa – mimo wszystko w całym spotkaniu zwyciężył. Awansował do turnieju głównego w Murcji i już niedługo rozpocznie swoją drogę w tamtejszym challengerze.


Wyniki

Murcja, 2. runda eliminacji:

Filip Pieczonka (Polska) – Denis Yevseyev (Kazachstan, 4) – 7:6(7), 0:6, 6:3

Ranking ATP. Miedwiediew wraca do top 10, spadek Hurkacza

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

Zakończył się turniej rangi ATP Masters 1000 w Indian Wells. Najnowszy ranking mężczyzn uwzględnia wyniki tych zawodów.

Po tytuł w Kalifornii sięgnął Jannik Sinner. Włoch pozostał jednak na drugim miejscu w rankingu i znajduje się za plecami Carlosa Alcaraza.

Z awansu może się za to cieszyć ostatni pogromca Hiszpana – Daniił Miedwiediew. Dzięki finałowi w Indian Wells Rosjanin wrócił do pierwszej dziesiątki zestawienia.

Nieco dalej spore awanse zanotowali Learner Tien i Cameron Norrie. Obaj gracze dobrze spisali się na amerykańskiej pustyni i są odpowiednio na 21. i 24. pozycji.

Zdecydowanie gorsze notowanie zaliczył Jack Draper. Brytyjczyk grał w Kalifornii solidnie, ale nie obronił tytułu a to kosztowało go spadek o 12. lokat – na miejsce 26. Dalsze straty zalicza także – kontuzjowany – Holger Rune. Duńczyk jest tym razem 28. rakietą świata.

Czwartą dziesiątkę zamyka zaś Alex Michelsen. Amerykanin awansował o cztery pozycje i zostawił za sobą między innymi Grigora Dimitrowa (44.), Alexeia Popyrina (47.) i Marina Czilicia (49.). Niżej od tych wszystkich zawodników znalazł się też Stefanos Tsitsipas. Grek nadal szuka śladów dawnej dobrej formy a w rankingu – po kolejnym spadku – jest 51.

Swoją – poprzednią – 57. lokatę zachował za to Kamil Majchrzak. Nasz numer jeden znacznie wyprzedza Huberta Hurkacza, który spadł na pozycję 75. Tuż pod drugim z Polaków plasuje się Mattia Bellucci, który pokonał go w challengerze na Dominikanie. Włoch dostał się tam aż do finału i dzięki temu wspiął się na miejsce 77.

ATP. Quinn i Navone mistrzami challengerów w Phoenix i Cap Cana

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

Drugi tydzień turnieju w Indian Wells był pracowity nie tylko dla graczy, którzy błyszczeli na kalifornijskiej pustyni. Tenisiści mogli też rywalizować w zawodach rangi ATP Challenger Tour. W niedzielę zakończyły się między innymi imprezy na Dominikanie i w Phoenix.

Ze względu na specyficzne umiejscowienie w kalendarzu wspominane turnieje były mocno obsadzone. O złapanie rytmu i punkty walczyli w nich gracze, którym nie udał się tysięcznik w Indian Wells.

W tej grupie był między innymi Hubert Hurkacz. Nasz reprezentant wybrał się do Cap Cana, ale i tam został pokonany przez Mattię Bellucciego. To właśnie Włoch dotarł na Dominikanie do finału a jego ostatnim rywalem został Mariano Navone.

Pierwszy set starcia był wyrównany, choć panowie nie pomagali sobie w nim serwisem. W ciągu dwunastu gemów miało miejsce aż pięć przełamań a kluczowe należało do Navone. Argentyńczyk zwyciężył 7:5 i był o krok od radosnego zakończenia tygodnia.

Bellucci próbował rzecz jasna zmienić ten scenariusz, ale nie był w stanie. W drugiej partii Włoch przegrywał już 1:5 a zryw w końcówce pozwolił mu tylko na lekką poprawę wyniku na 4:6. Jego przeciwnik zdobył zatem dziewiąte mistrzostwo w turnieju rangi Challenger.

 

W Phoenix o tytuł także zagrały znane twarze. Do meczu o trofeum dostali się dwaj przedstawiciele gospodarzy – Ethan Quinn (na zdj.) i Marcos Giron. Drugi z Amerykanów pokonał w półfinale – rozstawionego z „jedynką” – Corentina Mouteta.

Panowie zaczęli rywalizację od bardzo zaciętego seta. Nie było w nim przełamań a w tie-breaku wyraźnie lepszy był Quinn. Zwycięzca przegrał w trzynastym gemie tylko jeden punkt.

W secie drugim Quinn prowadził już 3:1, ale nie udało mu się utrzymać tak dobrej dyspozycji do końca. Giron odpowiedział skutecznie i wygrał partię z wynikiem 6:4.

Decydujący set to powrót tenisistów do rzetelności przy własnym serwisie. Podczas dwunastu gemów padł tylko jeden „brejk”. Tuż przed ewentualnym tie-breakiem wywalczył go Quinn. 22-latek mógł zatem cieszyć się z pokonania starszego kolegi i zdobytego tytułu.

 

 

 


Wyniki

 

Cap Cana (finał):

M Navone (Argentyna, 6) – M. Bellucci (Włochy) 7:5 6:4

Phoenix (finał):

E. Quinn (USA, 8) – M. Giron (USA, 7) 7:6 (1) 4:6 7:5

Ranking WTA. Polskie spadki

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jelena Rybakina wyprzedziła Igę Świątek w najnowszym notowaniu rankingu WTA. O jedno miejsce w dół przesunęły się również Magdalena Fręch i Magda Linette. Największy awans w rankingu stał się dziełem Talii Gibson.

Wyniki uzyskane przez najlepsze tenisistki świata podczas BNP Paribas Open 2026 sprawiły, że połowa zawodniczek z top 10 rankingu WTA zmieniło swe pozycje w porównaniu do poprzedniego notowania. Z punktu widzenia polskich kibiców najważniejsza zmiana zaszła na podium notowania. Iga Świątek wygrała mniej spotkań na kortach w Kalifornii niż Jelena Rybakina. Tym samym to Kazaszka awansowała na pozycję numer dwa kosztem naszej reprezentantki. Jest to najwyższa pozycja w karierze tenisistki pochodzącej z Moskwy.

Zeszłorocznego wyniku z Indian Wells nie obroniła Mirra Andriejewa. To sprawiło, że podopieczna Conchity Martinez w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła na dziesiąte miejsce. Zawodniczkę z Krasnojarska wyprzedziły Victoria Mboko i Elina Switolina.

Największe powody do radości patrząc na opublikowany po BNP Paribas Open ranking, ma Talia Gibson. Australijka, która do Kalifornii przyjechała jako zawodniczka spoza top 100 zestawienia i występ rozpoczęła od kwalifikacji, dotarła do 1/4 finału. Sześć wygranych spotkań sprawiło, że zawodniczka z Antypodów zanotowała awans o 44 pozycje na miejsce 68.

Historyczny wynik dla swego kraju zanotowała Alexandra Eala. Filipinka, która podczas nadchodzącego Miami Open może zagrać z Igą Świątek notowana, jest na 29. pozycji rankingu WTA. Tym samym została pierwszą reprezentantką swego kraju notowaną w top 30 zestawienia najlepszych tenisistek świata.

O jedną pozycję w dół przesunęły się w najnowszym rankingu Magdalena Fręch i Magda Linette. Obie panie swój tegoroczny występ w Kalifornii zakończyły po pierwszej rundzie. Łodzianka obecnie jest 37. rakietą świata, a zawodniczka ze stolicy Wielkopolski zamyka top 50.

 

Indian Wells. Jannik Sinner z pierwszym tytułem w sezonie

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Po naprawdę dobrym meczu, po dwóch zaciętych tie-breakach i po wyrównanej walce od pierwszej do ostatniej piłki poznaliśmy mistrza tegorocznej edycji Indian Wells. Został nim wicelider światowego rankingu – Jannik Sinner, który lepiej wytrzymał trudy spotkania i w końcówkach obu setów był po prostu skuteczniejszy od rywala. 

Z całą pewnością nie można powiedzieć, że Danił Miedwiediew rozegrał dzisiaj słaby mecz. Prezentował się on bowiem bardzo dobrze i szczególnie ze strony bekhendowej sprawiał Włochowi mnóstwo problemów. Nie bał się “docisnąć” Jannika, kiedy czuł, że przejmuje w akcji przewagę i skrzętnie wykańczał wymiany, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Rosjanin potrafił narzucić wysokie tempo gry i przez długie fragmenty spotkania skutecznie przeciwstawiał się ofensywie Sinnera. Mimo to Włoch w kluczowych momentach zachowywał więcej spokoju i wykorzystał w końcówce swoje szanse, co ostatecznie przechyliło szalę zwycięstwa na jego stronę. 

Miedwiediew może żałować właśnie wspomnianych “końcówek” obu setów, ponieważ zarówno w pierwszym, jak i drugim tie-breaku mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W pierwszej partii przy wyniku 5:4 stojąc przy siatce puścił piłkę, która ostatecznie wpadła w kort i dała punkt Jannikowi. Miał ją w zasięgu, ale przez chwilę zawahania nie dał rady w porę zareagować i zamknąć wymiany na swoją korzyść. Zamiast punktu dla siebie oddał inicjatywę rywalowi, a chwilę później tie-break padł łupem rywala Rosjanina. 

W tie-breaku drugiego seta z kolei okazja do wygrania była nawet jeszcze większa i bardziej wyraźna, ponieważ po czterech pierwszych punktach na tablicy wyników widniało 4:0 na korzyść Miedwiediewa. Od tego czasu jednak wicelider rankingu ATP wspiął się na wyżyny swoich tenisowych umiejętności i przejął kontrolę nad grą. Ostrzeliwał przeciwnika, który mógł się już tylko bronić. 

Mecz zakończył się po prawie dwóch godzinach gry i to Jannik Sinner mógł świętować pierwszy tytuł w tym sezonie. Wygrywając w Indian Wells skompletował zwycięstwa we wszystkich sześciu turniejach rangi ATP Masters 1000 rozgrywanych na kortach twardych. Ale to nie wszystko, ponieważ biorąc pod uwagę także inne najważniejsze imprezy mające miejsce na “hardzie”, czyli US Open, Australian Open oraz ATP Finals, Włoch został najmłodszym tenisistą w historii, który wygrał je wszystkie. W wieku 24 lat ma już na koncie coś, czego na przykład nigdy nie udało się dokonać Rafaelowi Nadalowi, a Roger Federer, czy Novak Dźoković osiągali dopiero w wieku 30 lat lub później. 


Wyniki

Indian Wells, finał:

Jannik Sinner (Włochy, 2) – Danił Miedwiediew (11) – 7:6(6), 7:6(4)