Miami. Amerykanie odpadają. Sen młodego Hiszpana trwa w najlepsze

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Za nami pierwsza połowa kolejnego już dnia Miami Open. Emocji nie brakowało, jednak gospodarze nie mogą być do końca zadowoleni, ponieważ z turniejem pożegnało się kilku ich reprezentantów. Wśród nich był również Sebastian Korda, który przecież dwa dni temu wyeliminował z imprezy lidera światowego rankingu – Carlosa Alcaraza.

Zacznijmy właśnie od Amerykanina, który podejmował dzisiaj 151. rakietę świata: Martina Landaluce, który już w poprzednich rundach zaskakiwał kibiców, pokonując takich zawodników jak: Marcos Giron, Luciano Darderi, czy nawet rozstawiony z “czternastką” Karen Chaczanow. Teraz jednak miał zadanie arcytrudne, ponieważ po drugiej stronie siatki stał pogromca jego rodaka (Alcaraza) – Sebastian Korda.

I powiedzieć, że panowie rozegrali fantastyczne spotkanie to tak jakby nic nie powiedzieć. Było w nim tyle zwrotów akcji, świetnych zagrań i kapitalnych decyzji, że bez wątpienia można postawić je na szczycie, jeśli chodzi o dzisiejsze pojedynki na Florydzie. Pierwszą partię dość pewnie wygrał reprezentant USA, ale od tego momentu Landaluce zaczął grać na najwyższym poziomie, pokazując poziom z poprzednich starć, kiedy to właśnie wygrywał mecze będąc w roli “underdoga”.

W tie-breaku drugiego seta Hiszpan mistrzowskim winnerem z returnu obronił piłkę meczową dla Kordy, a następnie zapisał tę partię na swoje konto, wykorzystując już pierwszego set-balla. Trzecia odsłona również padła jego łupem, kiedy to przełamał rywala w decydującym momencie, pieczętując zwycięstwo po prawie dwóch i pół godzinie gry.

Tym samym został on trzecim najniżej notowanym ćwierćfinalistą w historii imprezy w Miami. Przed nim plasują się tylko Jim Grabb (185. miejsce w 1994 roku) oraz Patrick McEnroe (180. pozycja w roku 1993). Sam Landaluce natomiast jest teraz dokładnie 150. tenisistą świata. A w ramach ciekawostki można dodać jeszcze, że Hiszpan jest pierwszym graczem urodzonym w 2006 roku, który osiągnął ćwierćfinał turnieju rangi ATP Masters 1000.

Porażka Fritza

Powody do zadowolenia ma także rozstawiony z numerem dwudziestym drugim – Jiri Lehecka, który to podobnie jak Martin Landaluce wyrzucił dziś z imprezy jednego z tenisistów amerykańskich. Pokonał on Taylora Fritza, sprawiając dużą niespodziankę na oczach zgromadzonych na trybunach kibiców, w większości wspierających oczywiście swojego gracza.

Czech był od rywala skuteczniejszy i koniec końców lepiej wytrzymywał presję w najważniejszych momentach spotkania. Po przegranym tie-breaku drugiej partii, był on w stanie się podnieść i bardzo pewnie sięgnął po zwycięstwo w decydującym secie. Fritz z kolei popełnił w nim całe mnóstwo niewymuszonych błędów, a do tego korzyści nie przynosił mu własny serwis, po którym wygrał zaledwie 62 procent punktów, co przy 87 procentach po stronie Lehecki jest wynikiem fatalnym.

Po dwóch godzinach i dwudziestu siedmiu minutach Czech awansował do najlepszej ósemki florydzkiego mastersa. A tam zmierzy się właśnie ze wspominaną już sensacją tegorocznej edycji imprezy – Martinem Landaluce.

Fils idzie za ciosem

Po niezwykłym zwycięstwie nad Stefonosem Tsitsipasem, kiedy to Arthur Fils stracił zaledwie jednego gema, Francuz poszedł o krok dalej i zameldował się dzisiaj w ćwierćfinale, pokonując świetnie dysponowanego w ostatnim czasie Valentina Vacherota. Podobnie jak w dwóch opisywanych wcześniej pojedynkach, tak i tutaj były trzy zacięte seta. Pierwszy padł łupem reprezentanta “trójkolorowych”, który w kluczowym momencie (dziesiątym gemie) przełamał Monakijczyka i po czterdziestu minutach wyszedł na prowadzenie.

Druga odsłona była nieco dłuższa i dla odmiany – nie doszło w niej do ani jednego breaka. Mało tego, żaden z tenisistów nie miał nawet bezpośredniej okazji na jego zdobycie, ponieważ serwujący bardzo pewnie przechodzili przez kolejne gemy, nie pozostawiając returnującym żadnych złudzeń.

Tym sposobem doszło do tie-breaka, a w nim podobnie jak w całym secie, trudno było znaleźć sposób na wygranie punktu przy serwisie rywala. Ostatecznie jednak po jednym jedynym mini-breaku seta zapisał na swoje konto Vacherot, doprowadzając do remisu 1-1.

W decydującej partii natomiast ponownie Arthur Fils okazał się lepszy, przełamując Monakijczyka w piątym gemie. Mistrz z Szanghaju nie zdołał już do końca odrobić strat i tym samym to Francuz awansował do najlepszej ósemki w Miami, notując jedenaste zwycięstwo w tym sezonie przeciwko zawodnikom spoza najlepszej dziesiątki światowego rankingu.

Jest to dla niego piąty w karierze ćwierćfinał turnieju Masters 1000 i jeśli uda mu się podtrzymać wyżej wspomnianą serię, to na pewno znajdzie się w finale, ponieważ pozostali tenisiści w jego połówce drabinki nie znajdują się w czołowej dziesiątce światowego rankingu.

Szybki awans Paula

Zdecydowanie najszybszym meczem pierwszej połowy dzisiejszego dnia było starcie Tommy’ego Paula z Argentyńczykiem – Tomasem Martinem Etcheverrym. Amerykanin od samego początku dyktował warunki na korcie i tracąc tylko cztery gemy zameldował się w ćwierćfinale turnieju w Miami.

Jego rywalem w walce o najlepszą czwórkę będzie Arthur Fils. Ich jedynym pojedynkiem jest ich mecz z Szanghaju sprzed dwóch i pół roku, kiedy to po trzech zaciętych setach wygrywał Paul. Czy reprezentant USA zdoła to powtórzyć i zatrzyma będącego w kapitalnej dyspozycji Francuza?


Wyniki

Miami Open, 1/8 finału:

Martin Landaluce (Hiszpania) – Sebastian Korda (USA, 32) – 2:6, 7:6(6), 6:4

Jiri Lehecka (Czechy, 21) – Taylor Fritz (USA, 6) – 6:4, 6:7(4), 6:2

Arthur Fils (Francja, 28) – Valentin Vacherot (Monako, 28) – 6:4, 6:7(4), 6:4

Tammy Paul (USA, 22) – Tomas Martin Etcheverry (Argentyna, 29) – 6:1, 6:3

Hubert Hurkacz i Nicolas Massu zakończyli współpracę!

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: Instagram Huberta Hurkacza , foto: East News

Nicolas Massu nie jest już trenerem Huberta Hurkacza. Informację przekazał polski tenisista za pośrednictwem mediów społecznościowych.

W poniedziałek Iga Świątek poinformowała o zakończeniu współpracy z Wimem Fissette’em, a dzień później rozstanie ze swoim trenerem zakomunikował Hubert Hurkacz. Polski tenisista dodał wpis na Instagramie, w którym napisał, że decyzja o kontynuowaniu tenisowej drogi oddzielnie została podjęta wspólnie z Nicolasem Massu. Nasz reprezentant podziękował Chilijczykowi za to, że był z nim w najtrudniejszym okresie kariery Wrocławianina.

Nicolas Massu był trenerem „Hubiego” od listopada 2024 roku. W tym czasie Polak sięgnął po tytuł wraz z reprezentacją w United Cup 2026 rozgrywanym w Australii. Jednocześnie jednak ten okres kariery Polaka był naznaczony długą przerwą od gry spowodowaną poważną kontuzją kolana. Wrocławianin stara się odzyskać dawną formę, lecz niestety zanotował ostatnio serię siedmiu porażek z rzędu. O przerwanie tej passy będzie walczył już bez Chilijczyka w teamie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Hubert Hurkacz (@hubihurkacz)

Miami. Karolina Muchova ponownie lepsza od Victorii Mboko

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Karolina Muchova pokonała Victorię Mboko w pierwszym z ćwierćfinałów Miami Open. Jest to drugie zwycięstwo Czeszki nad reprezentantką Kanady. W drugim tegorocznym półfinale imprezy WTA 1000 zawodniczka naszych południowych sąsiadów zagra ze zwyciężczynią meczu między Coco Gauff i Belindą Bencic.

W połowie lutego tenisistka z Ołomuńca pokonała w finale turnieju WTA 1000 w katarskiej Dosze Victorię Mboko. Tym samym Karolina Muchova sięgnęła po najcenniejszy tytuł mistrzowski w karierze. Po niewiele ponad miesiącu zawodniczka z Kraju Klonowego Liścia dostała szansę rewanżu za lutową porażkę. Jednak i tym razem zawodniczka z Europy była górą.

W pierwszej odsłonie każda z pań miała szansę by odebrać serwis rywalce. Czego nie udało się Mboko w drugim gemie, tego dokonała Karolina Muchova. Przełamanie dało Czeszce prowadzenie 6:5, a po zmianie stron finalistka Roland Garros 2023 zakończyła tę część spotkania. W drugiej partii tenisistka z Kanady miała szansę na przełamanie, będącą jednocześnie piłką setową. Rywalka wyszła z opresji, a ostatecznie losy tej odsłony rozstrzygnął tie-break. Karolina Muchova wypracowała sobie przewagę czterech punktów. Ostatecznie spotkanie zakończyła za drugą piłką meczową, zagrywając efektowny skrót.

O ósmy w ogóle, a drugi w tym roku finał imprezy głównego cyklu zawodniczka rozstawiona w imprezie z numerem „13” zagra przeciwko zwyciężczyni meczu między Coco Gauff oraz Belindą Bencic. Zarówno z Amerykanką jak i ze Szwajcarką Karolina Muchova ma niekorzystny bilans spotkań. Zdecydowanie gorsze wspomnienia Czeszka ma ze spotkań z Amerykanką, z którą w pięciu meczach wygrała jedynie seta. Z kolei Szwajcarka w pięciu meczach przeciwko zawodniczce z Ołomuńca odniosła trzy zwycięstwa.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Karolina Muchova (Czechy, 13) – Victoria Mboko (Kanada, 10) 7:5, 7:6(5)

Neapol. Dwusetowe zwycięstwo Szymona Walkówa

/ Ksawery Styka , źródło: , foto:

Na otwarcie tegorocznego challengera w Neapolu nasz reprezentant – Szymon Walków w duecie z Ukraińcem Vitalijem Sachko podejmowali parę indyjsko-czeską w składzie: Sumit Nagal/Vit Kopriva. Po trudnym początku zdołali jednak złapać rytm i w dwóch setach zamknęli spotkanie, awansując do drugiej rundy. 

Długo panowie musieli czekać, aby wyjść dzisiaj na kort w Neapolu i rozegrać swój mecz otwarcia w tamtejszym turnieju. Po czterech pojedynkach singlowych (z udziałem siedmiu Włochów) jednak pojawili się na Campo Fabrizio Gasparnini i w niecałe półtorej godziny uporali się z dwójką singlistów. 

Dokładnie godzinę i dwadzieścia dziewięć minut trwało to deblowe starcie, w którym to szczególnie w pierwszej partii byliśmy świadkami niesamowitej walki z obu stron. Set był bardzo zacięty, ale to też za sprawą wielu przełamań, do których dochodziło szczególnie na początku i na końcu. Na samym starcie meczu Polak i Ukrainiec odebrali rywalom podanie i już po pierwszym gemie mogli cieszyć się z przewagi breaka, ale nie na długo. Chwilę później Nagal i Kopriva odrobili straty i podobnie jak Walków i Sachko – dokonali tego w decydującym punkcie gema. 

Do kolejnych przełamań doszło w dziewiątym i dziesiątym gemie. I tak samo jak wcześniej – najpierw breaka zdobywała para naszego reprezentanta, a za chwilę to rywale wyrównali stan pojedynku. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym to drugą piłkę setową wykorzystał duet polsko-ukraiński i to oni mogli cieszyć się z prowadzenia 1-0 w całym spotkaniu. 

W drugiej odsłonie nie było już takich nerwów, jak w poprzedniej. W czwartym gemie Walków i Sachko odebrali serwis Czechowi i Indusowi i jak się okazało, wystarczyło to do tego, by sięgnąć po końcowe zwycięstwo. Poza pierwszym gemem nie musieli bronić żadnych break-pointów i pewnie zakończyli mecz wynikiem 7:6(4), 6:3. 

Kolejnych przeciwników poznają dopiero jutro, ale już teraz wiemy, że będzie to wygrana para z pojedynku pomiędzy: Gonzalo Escobarem i Nino Serdarusiciem a Filipem Dudą i Stefanem Latinoviciem (to spotkanie zaplanowano na jutro na godzinę 11:00). 


Wyniki

Neapol challenger, 1. runda:

Szymon Walków/Vitalij Sachko (Polska, Ukraina) – Sumit Nagal/Vit Kopriva (Indie, Czechy) – 7:6(4), 6:3

Dubrownik. Porażka Piter w turnieju deblowym

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Olimpia Dudek

Katarzyna Piter zakończyła już swój udział w turnieju WTA125 w Dubrowniku. Wcześniej przegrała w kwalifikacjach gry pojedynczej, a dzisiaj odpadła z rywalizacji w grze podwójnej.

W niedzielę Katarzyna Piter przegrała w 1. rundzie kwalifikacji singla. Czekał ją jeszcze start w grze podwójnej. Wśród ośmiu startujących duetów znalazły się Polka i Mayar Sherif. Losowanie nie było łaskawe dla polsko-egipskiego debla. Piter/Sherif trafiły już w ćwierćfinale na Jesikę Maleckową i Miriam Skoch. Czeszki były najwyżej rozstawione w tym turnieju.

Spotkanie 1/4 finału zakończyło się w niewiele ponad godzinę. Katarzyna Piter i Mayar Sherif miały szansę na przełamanie na 2:1. Nie wykorzystały jej i same straciły podanie w kolejnym gemie. Przy 2:4 Polka i Egipcjanka miały jeszcze okazję na powrót do gry w tym secie. Czeszki ponownie obroniły breakpointa. Do końca partii nie doszło już do przełamania, więc Maleckowa/Skoch wygrały 6:3.

W drugim secie czeskie tenisistki wywalczyły dwa przełamania z rzędu. Najpierw na 2:1, a następnie na 4:1. Od 0:1 zrobiło się 5:1 dla Maleckowej i Skoch. W drugiej odsłonie Czeszki miały jeszcze większą przewagę i ostatecznie wygrały 6:2. Tym samym pewnie zameldowały się w półfinale. Katarzyna Piter rozegrała w Dubrowniku dwa spotkanie i oba zakończyły się porażkami.


Wyniki

Turniej WTA125 w Dubrowniku – 1/4 finału:

Jesika Maleckowa/Miriam Skoch (Czechy/Czechy, 1) – Katarzyna Piter/Mayar Sherif (Polska/Egipt) 6:3, 6:2

Split. Daniel Michalski odpada z imprezy

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Ksawery Styka

Nie był to udany dzień dla naszego reprezentanta – Daniela Michalskiego, który po porażce w ubiegłotygodniowym challengerze w Zadarze postanowił spróbować swoich sił w innym chorwackim turnieju. W tym tygodniu udał się do Splitu, gdzie jednak już w pierwszym meczu musiał uznać wyższość rywala i szybko pożegnał się z imprezą.

W pierwszym secie decydująca okazała się seria przełamań, po której to Ferreira Silva wyszedł na prowadzenie 3:2. Od tego czasu nie musiał bronić już żadnego break-pointa i po godzinie gry pewnie zamknął pierwszą partię. Obaj panowie co prawda na dużym minusie jeśli chodzi o bilans uderzeń kończących do niewymuszonych błędów, ale to ostatecznie to Michalski był zawodnikiem, który tych błędów popełnił więcej. Portugalczyk zaś trochę lepiej poradził sobie w kluczowych momentach seta i zasłużenie sięgnął w nim po zwycięstwo.

W drugiej odsłonie Polak ponownie stracił serwis dwukrotnie, z tą tylko różnicą, że sam ani razu nie znalazł sposobu na przełamanie rywala. Ferreira Silva ponownie pokazał dużą klasę, a w końcówce obronił dwa break-pointy, które mogły dać naszemu reprezentantowi nadzieje na walkę w tym secie.

W niecałe dwie godziny Portugalczyk zakończył spotkanie i zameldował się w 1/8 finału challengera w Splicie. Jego następnym przeciwnikiem będzie Francuz – Sascha Gueymard Wayenburg, który w dwóch setach pokonał dziś młodszego brata Matteo Berrettiniego (finalisty Wimbledonu sprzed pięciu lat) – Jacopo Berrettiniego.


Wyniki

Split Challenger, 1. runda:
Frederico Ferreira Silva (Portugalia, 5) – Daniel Michalski (Polska) – 6:4, 6:2

Miami. Jelena Rybakina na drodze Jessici Peguli

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jelena Rybakina, Jessica Pegula i Belinda Bencic uzupełniły grono ćwierćfinalistek turnieju WTA 1000 w Miami. Kazaszka zakończyła występ rewelacji marcowych turniejów rozgrywanych na amerykańskich kortach twardych Talii Gibson.

Reprezentantka Australii w Kalifornii podczas BNP Paribas Open rywalizację rozpoczęła od kwalifikacji i wygrywając sześć kolejnych spotkań, dotarła do ćwierćfinału. Po przenosinach na Florydę licznik wygranych meczów przez zawodniczkę z Antypodów zatrzymał się na pięciu pojedynkach. W meczu o 1/4 finału Miami Open Talia Gibson została pokonana przez Jelenę Rybakinę. W całym spotkaniu Kazaszka ani razu nie musiała bronić swego serwisu. Sama z kolei czterokrotnie przełamała podanie rywalki.

– Jestem zadowolona z tego jak dotychczas w tym turnieju funkcjonuje mój serwis. Ponadto staram się grać agresywnie, co przynosi efekt w postaci wygrywania wielu punktów. Zatem jak do tej pory wszystko działa dobrze – podsumowała swą postawę w tegorocznej edycji Miami Open dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa, której kolejną rywalką będzie Jessica Pegula.

Finalistka sprzed roku podobnie jak jej rywalka z meczu finałowego Miami Open 2025 nie straciła jeszcze seta w tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 rozgrywanego na Florydzie. W meczu czwartej rundy reprezentantka gospodarzy pokonała Jaqueline Cristian, awansując do piątego ćwierćfinału Miami Open z rzędu.

Ćwierćfinałową rywalką zna już również Coco Gauff. Amerykanka, która prowadziła 6:3, 3:1 z Soraną Cirsteą, aby ostatecznie zakończyć spotkanie w trzech setach, w meczu o półfinał spotka się z Belindą Bencic. Szwajcarka trzeci raz znalazła sposób na Belindę Bencic. Tym samym złota medalistka olimpijska jest już tylko jedno zwycięstwo od wyrównania swego najlepszego wyniku z Miami. Podczas turnieju w 2022 roku dotarła do półfinału.

 


Wyniki

Czwarta runda:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 3) – Talia Gibson (Australia) 6:2, 6:2

Jessica Pegula (USA, 5) – Jaqueline Cristian (Rumunia, 34) 6:4, 6:1

Belinda Bencic (Szwajcaria, 12) – Amanda Anisimova (USA, 6) 6:2, 6:2

Miami. Dwaj faworyci pewnie w czwartej rundzie

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W Miami zakończono spotkania trzeciej rundy turnieju ATP. Wieczorem kibice mogli obejrzeć najwyżej rozstawionych zawodników, którzy grali jeszcze w imprezie.

Główne atrakcje czekały na fanów na najważniejszych kortach. W godzinach popołudniowych czasu miejscowego na Grandstandzie wystąpili Marin Czilić i Alexander Zverev. Pojedynek dawnego mistrza US Open z finalistą wielkoszlemowym i turniejowym numerem trzy zapowiadał się ciekawie. Wcześniej panowie grali ze sobą ośmiokrotnie a Chorwat wygrał tylko raz – w 2015 roku w Waszyngtonie.

Pierwszy set gładko trafił na konto faworyta, ale nie oznaczało to, że zwycięstwo w całym meczu przyjdzie mu równie komfortowo. W drugiej partii Czilić lepiej podawał i utrzymywał remis na tablicy do stanu 5:5. Dwa kolejne gemy były bardzo zacięte – Chorwat najpierw zachował serwis a potem przełamał rywala, uzyskując rezultat 7:5.

W decydującej odsłonie było mniej walki. Zverev objął prowadzenie 3:1, którego już nie oddał i pewnie zameldował się w czwartej rundzie.

Jako ostatni męski mecz dnia na głównym stadionie zaplanowano zaś starcie Jannika Sinnera z Corentinem Moutetem. Francuz był rzecz jasna notowany dużo niżej od swojego rywala, ale jego styl gry i kortowy charakter w przeszłości potrafiły sprawić problemy największym gwiazdom.

Tym razem było jednak inaczej. W pierwszym secie Sinner zmiażdżył rywala 6:1 a potem pozwolił mu tylko na nieco więcej. Rezultat 6:4 wskazuje na wyrównaną walkę, ale Włoch kontrolował to, co działo się na korcie. Teraz jego przeciwnikiem będzie Alex Michelsen.

 

 

 

 

 


Wyniki

 

Miami (trzecia runda mężczyzn):

J. Sinner (Włochy, 2) – C. Moutet (Francja, 30)  6:1 6:4

A. Zverev (Niemcy, 3 ) – M. Czilić (Chorwacja) 6:2 5:7 6:4

Historia i znaczenie numeru 96 w Liverpool FC

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Kluby piłkarskie mają bogatą historię. W niej znajdziemy informacje o największych sukcesach, przełomowych momentach. Zdarzają się jednak i tragiczne wydarzenia. Do takich zaliczyć możemy katastrofę lotniczą na wzgórzu Superga, w której zginęło większość piłkarzy Torino czy katastrofę lotniczą w Monachium, w której zginęło 8 piłkarzy Manchesteru United. Tragedia również dotknęła Liverpool, gdzie w 1989 roku na Hillsborough zginęło 96 członków tej drużyny.

 

Dramat na Hillsborough

 

Jest 15 kwietnia 1989 roku. Tego dnia odbywa się półfinałowy mecz Pucharu Anglii pomiędzy Liverpool FC a Nottingham Forest. Spotkanie rozgrywane jest na Hillsborough, stadionie Sheffield Wednesday. Tego dnia organizatorzy popełniają wiele błędów organizacyjnych, gdzie jednym z największych było skierowanie fanów The Reds na mniejszą trybunę, choć wiadomym było, że kibiców tej drużyny przybędzie znacznie więcej. Błędy organizatorów i policji sprawiły, że trybuny były przepełnione, przekraczając zdecydowanie normy bezpieczeństwa. Współczesne standardy informacyjne, które promuje serwis lemon kasyno poprzez rzetelne opisy zasad bezpiecznego korzystania z sieci i recenzje usług, stawiają dziś ochronę użytkownika na pierwszym miejscu. Wtedy, na stadionie w Sheffield, sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Kolejni kibice wciąż napierali, dostając się na trybuny, co doprowadziło do niewyobrażalnej tragedii

Osoby znajdujące się przy barierkach zaczęły być gniecione przez tłum, brakowało im powietrza. Początkowe krzyki policja uznała za wiwaty kibiców, nie wiedząc, że właśnie zaczął się ogromny dramat. W ciągu kilku minut zaczęli ginąć pierwsi ludzie, którzy zostali dosłownie zgnieceni przez tłum. Spora część ofiar zmarła z powodu zadeptania lub utraty tchu. Na stadionie panował chaos, a do pomocy przydzielono tylko dwie karetki pogotowia. W krótkim czasie zginęło 96 osób.

 

Symbolika 96

 

Dla klubu z Liverpoolu, jak i całej piłkarskiej Anglii był to ogromny szok. Blisko 100 osób zginęło na stadionie, który miał zapewnić im bezpieczeństwo. Do dziś jest to największa tragedia stadionowa w Wielkiej Brytanii, która przyczyniła się do wielu zmian prawnych i organizacyjnych na Wyspach. Kibice na sprawiedliwość musieli liczyć wiele lat, gdyż dopiero w kwietniu 2016 roku sąd oficjalnie przyznał rację kibicom, uznając właśnie policję oraz służby ratunkowe za jedynych winnych tej tragedii. Jeszcze w latach 90. media często wprowadzały opinię publiczną w błąd, informując o tym, że to kibice byli odpowiedzialni za wydarzenia. Do historii przeszła okładka The Sun, gdzie sugerowano nawet, że kibice tego dnia okradali ofiary. Dlatego też społeczność kibicowska od razu rozpoczęła kampanię Sprawiedliwość dla 96, której finałem była właśnie decyzja sądu z 2016 roku.

Klub od samego początku zdawał sobie sprawę z tego, że liczba 96 pozostanie z nim na zawsze. Jedną z pierwszych decyzji było to, aby nigdy już więcej klub nie rozgrywał spotkania w rocznicę tragedii. I choć minęło od tego czasu już blisko 40 lat, to do dziś FC Liverpool nie rozegrał meczu 15 kwietnia. Terminarz jest zawsze tak ustalany z różnymi federacjami, aby tego dnia nie myśleć o aktualnym meczu.

Liverpool FC co roku upamiętnia ofiary tego wydarzenia, a numer 96 stał się wręcz symbolem walki o sprawiedliwość. Podczas meczu, który odbywa się najbliżej rocznicy tragedii kibice prezentują transparenty upamiętniające ofiary, nie brakuje minuty ciszy czy innej symboli. Przez lata zmieniał się także sam herb klubu, a po wydarzeniach z 1989 roku dodano do niego dwa płomienie, które mają upamiętniać ofiary Hillsborough.

Przez lata na koszulkach piłkarzy pojawiała i nadal pojawia się liczba ofiar, co jest także bardzo istotne dla symboliki. W mieście czy w okolicach stadionu można natrafić na pomniki, tablice pamiątkowe, które przypominają o ofiarach tego wydarzenia. Sami zaś kibice stworzyli przez te lata przyśpiewki czy inne elementy, które mają pokazywać, że pamięć wśród sympatyków jest wiecznie żywa.

 

Pamięć o 97

 

Przez lata w kontekście wydarzeń mówiło się o 96 ofiarach. Dziś często można spotkać się z symboliką 96/97. Związane jest to z kolejną ofiarą. Otóż w 2021 roku, zmarł Andrew Devine. Był to jeden z kibiców The Reds, który tego feralnego dnia został zraniony. Obrażenia były na tyle poważne, że zapadł w kilkuletnią śpiączkę, z której wybudził się w 1997 roku. Od tego czasu jednak nie był w stanie funkcjonować samodzielnie. Po jego śmierci, lokalny koroner stwierdził, że to właśnie obrażenia z 1989 roku doprowadziły do śmierci Andrew. Przyjmuje się zatem, że jest to oficjalnie 97. ofiara tej tragedii. Dlatego też sam klub, jak i władze miasta w wielu miejscach zamieniły liczbę 96 na 97 i coraz częściej właśnie mówi się o symbolice 97 dla The Reds.

Dla fanów Liverpoolu numer 96/97 jest z jednej strony upamiętnieniem przyjaciół, członków kibicowskiej rodziny, których tego dnia utracili. Z drugiej strony to także symbol ich walki o prawdę oraz sprawiedliwość, której wreszcie się doczekali. Sam klub każdego roku pokazuje, że kibice są dla niego niezwykle ważni, dlatego stale dba o ich upamiętnienie. To też pokazuje, że w dobie komercjalizacji piłki nożnej, wciąż pewne wartości są niezwykle istotne i warto je pokazywać, pielęgnować dla kolejnych pokoleń kibiców. Dobrze jest zatem przy okazji kolejnej rocznicy zwrócić uwagę na to, co dzieje się na stadionie, gdyż to pokazuje, jak pamięć może być wiecznie żywa.

Miami. Quentin Halys pokonuje Kamila Majchrzaka w trzeciej rundzie

/ Marcin Dąbrowski , źródło: Własne/ATP, foto: Photo-Mach Agency, Marcin Okla

Kamil Majchrzak zakończył udział w turnieju ATP Masters 1000 w Miami na trzeciej rundzie. Polak mimo prowadzenia 5:2 w pierwszym secie uległ Quentinowi Halysowi w dwóch partiach.

Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla reprezentanta Polski. Piotrkowianin już na starcie pokazał dużą pewność przy własnym podaniu, wygrywając gema serwisowego do zera. Kilka minut później imponował także w returnie – w czwartym gemie wypracował dwa break pointy i wykorzystał drugiego z nich, obejmując prowadzenie 3:1. Polak poszedł za ciosem. Pewny serwis pozwolił mu potwierdzić przełamanie i odskoczyć na 4:1, a chwilę później kontrolował przebieg seta, wychodząc na prowadzenie 5:2. Wydawało się, że pierwsza partia jest pod pełną kontrolą zawodnika z województwa łódzkiego. Przełom nastąpił jednak wraz ze zmianą piłek. Od tego momentu obraz gry diametralnie się zmienił. Majchrzak stracił rytm, a Halys zaczął grać coraz agresywniej. Francuz wygrał trzy kolejne gemy, nie oddając rywalowi ani jednego punktu, doprowadzając do wyrównania 5:5.

W końcówce seta Polak obronił break pointa i objął prowadzenie 6:5. Wynik pierwszego seta rozstrzygnął tie-break, w którym Halys szybko wypracował przewagę 3:0. Majchrzak próbował jeszcze odrobić straty, jednak Francuz imponował skutecznością przy własnym podaniu i zamknął partię, obejmując prowadzenie w meczu.

Druga odsłona rozpoczęła się już wyraźnie pod dyktando tenisisty z Francji. Halys ograniczył liczbę błędów i podkręcił tempo gry, co szybko przełożyło się na wynik. Przełamanie pozwoliło mu wyjść na prowadzenie 3:1, a chwilę później potwierdził przewagę, pewnie wygrywając gema serwisowego. W tej fazie meczu szczególnie imponował serwis Francuza. Halys konsekwentnie kontrolował przebieg seta, nie pozwalając Polakowi na powrót do gry. W końcówce zachował zimną krew i wykorzystał pierwszą piłkę meczową, zamykając spotkanie w dwóch setach.

Dla Majchrzaka kluczowy okazał się fragment pierwszego seta przy prowadzeniu 5:2. Od tego momentu inicjatywę przejął Francuz, który nie tylko odrobił straty, ale także zbudował przewagę mentalną na dalszą część meczu.
Halys, który już wcześniej potrafił znaleźć sposób na Polaka, ponownie okazał się skuteczniejszy w najważniejszych momentach. Dzięki temu zwycięstwu awansował do kolejnej rundy i w Miami zagra o ćwierćfinał.


Wyniki

Trzecia runda gry pojedynczej:

Quentin Halys (Francja) – Kamil Majchrzak 7:6(4) 6:1