Gabriela Tetianec, Warszawa
„Będę pracować nad sobą i nad tym, żebym była coraz lepszą tenisistką. Wiem, że wyniki będą różne. Będę przegrywać i wygrywać. Ale to, że będę chciała wygrać każdy mecz, który gram, to się nie zmieni” – podkreśliła na konferencji prasowej w Warszawie Maja Chwalińska, która w poniedziałek wróciła do kraju z Paryża, gdzie osiągnęła życiowy sukces – finał Roland Garros.
Polska zawodniczka, która do głównej drabinki musiała przebijać się przez kwalifikacje, sprawiła ogromną sensację, awansując do wielkiego finału w stolicy Francji. Podczas trzytygodniowej rywalizacji została zatrzymana dopiero przez Mirrę Andriejewą, która w ostatnim meczu wielkoszlemowej imprezy wygrała 6:3, 6:2.
– Przez ostatnie dwie noce nie spałam zbyt wiele. Pani makijażystka zrobiła dobrą robotę, żeby zasłonić różne niedoskonałości – tak zażartowała 24-latka po powrocie do Polski.
Maję Chwalińską w poniedziałek na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina witały tłumy kibiców i dziennikarzy. Dodatkowo samolot, którym wracała z Paryża, miał oznaczenie „LOTMAJA” – w taki sposób linia lotnicza uhonorowała sukces polskiej tenisistki.
– To na pewno szok, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Cieszę się, że mi kibicujecie. Będąc w Paryżu nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość, ale chyba się do tego zaadaptuję.
– Przez 18 lat gram w tenisa i w końcu coś kliknęło. Ciężka praca i cierpliwość się opłaciły – dodała.
Jak twierdzi sama zawodniczka, emocje po trzech tygodniach rywalizacji w imprezie wielkoszlemowej jeszcze nie opadły. Wśród priorytetów wymieniła odpoczynek i regenerację, by przetrawić to, co się wydarzyło na paryskich kortach.
– Nie pamiętam nic z meczów. Zapamiętałam 14 pizz moich trenerów przez trzy tygodnie, zapamiętałam wywiad z Andre Agassim i Johnem McEnroem, zapamiętałam wsparcie publiczności przed finałem – wspominała zawodniczka.
Polka wciąż nie ma zagwarantowanego miejsca w głównej drabince nadchodzącego wielkoszlemowego Wimbledonu w Londynie. Obecnie Chwalińska czeka na „dziką kartę”, która umożliwi zawodniczce występ bez konieczności gry w kwalifikacjach.
– To ma duże znaczenie. Brak konieczności gry w kwalifikacjach to spore ułatwienie. Byłoby to coś fajnego, ale nie chcę wybiegać zbytnio w przyszłość. Na ten moment wiem, że mam kilka dni wolnego i na tym się skupiam. Najbardziej chciałabym się teraz dobrze wyspać i dobrze zjeść – zdradziła.
W Dąbrowie Górniczej, skąd pochodzi tenisistka, powstał nawet mural przedstawiający Chwalińską jako dziecko z rakietą w dłoni.
– To mnie akurat bardzo wzruszyło, bo na tamtejszych kortach spędziłam najwięcej czasu podczas swojej kariery. Dziękuję twórcy tego muralu – podsumowała finalistka Roland Garros.
Gra o tytuł we francuskiej stolicy sprawiła, że Chwalińska przesunęła się ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Wcześniej Polka nigdy nie uplasowała się w najlepszej setce zawodniczek.
Maja Chwalińska została pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu, a także drugą zawodniczką, która z kwalifikacji osiągnęła finał turnieju wielkoszlemowego. Pierwszą była Brytyjka Emma Raducanu, która w 2021 roku przebrnęła przez kwalifikacje i sięgnęła po tytuł US Open.