WTA 500 w Guadalajarze: zapowiedź i analiza drabinki

/ Maciej Myrta / tennisratio.com , źródło: Maciej Myrta / tennisratio.com, foto: Peter Figura

Marta Kostyuk przystępuje do turnieju w Guadalajarze z numerem jeden w drabince i w poniedziałek po raz pierwszy w karierze znajdzie się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. W dolnej połowie gra rozstawiona z siódemką Magdalena Fręch, dla której meksykańskie korty są jednym z najszczęśliwszych w karierze. Cztery najwyżej rozstawione zawodniczki mają wolny los w pierwszej rundzie, w tym obrończyni tytułu Iva Jovic oraz zwyciężczyni z Monterrey – Diane Parry.

Górna połowa drabinki

Sezon 2026 Marta Kostyuk ma świetny, a zawdzięcza go głównie kortom ziemnym: tytułowi w turnieju WTA 1000 w Madrycie i półfinałowi Roland Garros, a później także półfinałowi Wimbledonu. Sezon na twardej wypada przy tym mniej efektownie, co nie znaczy, że słabo: bilans 14-7 jest solidny, a lista porażek jeszcze bardziej wymowna. Ukrainka przegrywała niemal wyłącznie z czołówką: w czwartej rundzie US Open z Lindą Noskovą, w ćwierćfinale Cincinnati z Coco Gauff, wcześniej w Toronto z Igą Świątek, której urwała seta, ale Polka odrobiła stratę, wygrała mecz w najlepszej szesnastce i cały turniej. Do tego dwie porażki z Eleną Rybakiną i przegrany finał w Brisbane z Aryną Sabalenką, czyli jej najlepszy wynik na tej nawierzchni w sezonie i jedyny finał. Jedynym wyłomem była porażka z Elsą Jacquemot w pierwszej rundzie Australian Open.

Kostyuk notuje świetne liczby przy  wygrywaniu punktów po pierwszym podaniu, natomiast jej return nie jest tak skuteczny jak na ziemi, choć wciąż utrzymuje się na poziomie czołówki WTA. W Guadalajarze ma szansę na pierwszy w karierze tytuł rangi WTA 500. Poza triumfem w Madrycie ma na koncie jeszcze dwa turnieje kategorii 250.

Pierwszy mecz zapowiada się ciekawie, bo Ukrainka trafi na Taylor Townsend albo Tatjanę Marię. Townsend przyjeżdża do Meksyku na fali. W singlu US Open doszła do czwartej rundy, pokonując w pierwszej Maję Chwalińską i zatrzymując się dopiero na Sabalence, a w deblu nie zatrzymał jej nikt, bo w parze z Kateřiną Siniakovą sięgnęła po tytuł. Do Guadalajary dostała dziką kartę, a wcześniej w tym sezonie była w finale turnieju WTA 250 w Austin, więc na twardej potrafi pokazać się z dobrej strony. Maria skończyła już 39 lat i choć ten sezon nie jest dla niej tak dobry jak poprzedni, wciąż utrzymuje się w czołowej setce. Potrafiła wygrać challengera w Newport na trawie, ale na hardzie w drabinkach głównych WTA ma bilans 4-13, naznaczony zwłaszcza słabym początkiem roku.

Diane Parry przyjeżdża do Meksyku raptem dwa tygodnie po największym sukcesie w karierze, odniesionym w innej meksykańskiej pięćsetce, w Monterrey. Marsz Francuzki w górę rankingu zaczął się od dość niespodziewanej wygranej w mocno obsadzonym turnieju WTA 125 w Paryżu, który przywrócił ją do czołowej setki. W Cincinnati doszła do czwartej rundy, ulegając Świątek. W naszej zapowiedzi turnieju w Monterrey Parry wyróżniała się w heatmapach statystycznych jako możliwy czarny koń i to potwierdziła, pokonując po drodze do tytułu pięć zawodniczek z czołowej pięćdziesiątki. Nie był to więc przypadek ani tytuł podarowany przez otwartą drabinkę. Obecnie Francuzka jest blisko top 30, co jest potężnym skokiem w porównaniu z pułapem jaki notowała przez całą swoją karierę.

W drugiej rundzie Parry może trafić na Peyton Stearns albo Emilianę Arango. Kolumbijka rozegrała dość niespotykany sezon 2025 na kortach twardych, prawdopodobnie korzystając ze swojej zdolności do adaptacji do warunków w Meksyku: sensacyjnie doszła do dwóch finałów rangi WTA 500, w Méridzie i właśnie w Guadalajarze. Poza tym przez cały tamten sezon wygrała na twardej w drabinkach głównych tylko dwa mecze. W tym roku magia Meksyku już się skończyła, choć to w Méridzie odniosła jedno z zaledwie dwóch zwycięstw w WTA na tej nawierzchni. Jej bilans na twardej w 2026 to 2-10, a po utracie punktów za zeszłoroczny finał czeka ją bardzo mocny spadek, daleko poza pierwszą setkę.

Kostyuk jest oczywistą faworytką tej połowy drabinki, ale pierwszy możliwy mecz z Townsend może być wymagającym przetarciem. Amerykanka skutecznie pilnuje własnego serwisu, ma wysoki procen wygranych gemów serwisowych, broni 64 procent break pointów i serwuje średnio 5,5 asa na mecz. Parry wyróżnia się z kolei umiejętnością przekładania swojej dyspozycji na wygrane mecze (wskaźnik match efficiency), zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Do jej starcia z Kostyuk mogłoby dojść w półfinale.

1. Runda
1M. KostyukUKR
Bye
T. MariaGER
WCT. TownsendUSA
E. KalievaUSA
K. DayUSA
E. JacquemotFRA
8L. SamsonovaRUS
4D. ParryFRA
Bye
P. StearnsUSA
E. ArangoCOL
QQualifier
WCS. Stephens
D. VidmanovaCZE
5J. TjenINA
2. Runda
1M. KostyukUKR
Maria / Townsend
Kalieva / Day
Jacquemot / Samsonova
4D. ParryFRA
Stearns / Arango
Qualifier / Stephens
Vidmanova / Tjen

 

 

Dolna połowa drabinki

Magdalena Fręch przyjeżdża do Guadalajary dwa lata po największym sukcesie w karierze. Tytuł wywalczony w tym turnieju był jednym z głównych fundamentów, które pozwoliły jej zagościć w okolicach czołowej trzydziestki rankingu na cały rok. Podobnie jak wspomniane przy górnej połowie Arango i Parry, Łodzianka doskonale czuje się w Meksyku, a w tym sezonie dotarła do finału turnieju WTA 500 w Méridzie. Po tym sukcesie przyszedł lekki dołek formy i problemy z urazem mięśni brzucha, przez które nie weszła w sezon trawiasty na swoim najwyższym poziomie.

Amerykańska część sezonu na twardej wypadła już udanie. Fręch wygrała łącznie cztery mecze w Waszyngtonie, Toronto i Cincinnati, a w tych trzech turniejach odpadała wyłącznie z zawodniczkami z najwyższej półki: dwukrotnie z Jessicą Pegulą po trzysetowych bataliach i raz z Rybakiną po naprawdę przyzwoitym meczu. Brak rozstawienia w US Open i pech w losowaniu sprawiły, że w pierwszej rundzie na Flushing Meadows trafiła na 18-letnią Ivę Jovic. Mimo bardzo udanego początku spotkania, rozłożonego na dwa dni przez opady deszczu, młoda Amerykanka zagrała po prostu za dobrze. Polka nie obroniła punktów za trzecią rundę sprzed roku i chwilowo wypadła z czołowej pięćdziesiątki, ale zaledwie o kilka punktów, więc dobry start w Guadalajarze pozwoli jej wrócić na liście o co najmniej kilka pozycji.

Rozstawiona z siódemką Fręch w momencie publikacji drabinki nie znała jeszcze swojej pierwszej rywalki, bo będzie nią kwalifikantka. Rankingowo nie należy spodziewać się bardzo trudnego losu: najwyżej notowaną zawodniczką, która dotarła do finału kwalifikacji, jest sklasyfikowana na 191. miejscu Irina Shymanovich. Są tam jednak nazwiska potrafiące w przeszłości grać na przyzwoitym poziomie, choćby Caroline Dolehide czy Sara Sorribes Tormo.

W ewentualnej drugiej rundzie rywalką Polki będzie reprezentantka gospodarzy Renata Zarazúa albo kolejna kwalifikantka, na którą trafi Meksykanka. Zarazúa na przełomie lipca i sierpnia była półfinalistką turnieju WTA 250 w Memphis, a na twardej dwukrotnie doszła w tym sezonie do półfinałów rangi W100 w rozgrywkach ITF. Dla Fręch to rywalka w zasięgu: wygrała z nią już trzykrotnie, ostatni raz właśnie w Guadalajarze cztery lata temu, gdy turniej miał jeszcze rangę WTA 1000. Meksykanka bardzo słabo radzi sobie przy własnym podaniu, wygrywając niewiele punktów po pierwszym serwisie jak na standardy głównego cyklu.

Na dalszych etapach Polka może trafić na rewanże. Najwyżej rozstawioną i absolutną faworytką tej połowy drabinki jest Jovic, obrończyni tytułu i potencjalna rywalka Fręch w ćwierćfinale. Rok temu Guadalajara dała Amerykance pierwszy sukces na poziomie WTA Tour i wszystko wskazuje, że jeden z wielu. Jovic wygląda na zawodniczkę o kompletnym warsztacie: bardzo agresywnie i skutecznie atakuje pierwszy serwis rywalek i potrafi dyktować warunki w wymianach.

W tej samej połowie rozstawiona z szóstką jest Cristina Bucsa, która pół roku temu pokonała Fręch w finale w Méridzie, ale nie poszła za ciosem notując słabsze wyniki w dalszej części sezonu. Hiszpanka rozegra jeden z ciekawszych meczów pierwszej rundy, z byłą mistrzynią US Open Biancą Andreescu, która dostała dziką kartę. W ewentualnym ćwierćfinale może trafić na Sarę Bejlek, a Czeszka ma już w tym sezonie jeden spektakularny sukces w rozgrywkach WTA 500, bo wygrała Abu Zabi jako kwalifikantka.

Fręch mogłaby zagrać z Bucsą rewanż za Meridę na etapie półfinału. Nie jest to scenariusz naciągany, bo według statystycznej heatmapy Polka jest ze swoją solidnością trzecią najlepszą zawodniczką tej połowy drabinki, za Jovic i Bejlek.

1. Runda
6C. BucsaESP
WCB. AndreescuCAN
P. UdvardyHUN
WCL. BoissonFRA
A. ParksUSA
M. SherifEGY
Bye
3S. BejlekCZE
7M. FrechPOL
Bye
R. ZarazuaMEX
QQualifier
Z. SonmezTUR
QQualifier
Bye
2I. JovicUSA
2. Runda
Bucsa / Andreescu
Udvardy / Boisson
Parks / Sherif
3S. BejlekCZE
7M. FrechPOL
Zarazua / Qualifier
Sonmez / Qualifier
2I. JovicUSA

 

 


Maciej Myrta

tennisratio.com

US Open. Jelena Rybakina z tytułem mistrzowskim

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: AFP

Jelena Rybakina pokonała Arynę Sabalenkę w finale US Open 2026. Tym samym Kazaszka z Nowego Jorku nie tylko wyjeżdża jako zawodniczka, która w najbliższym notowaniu rankingu WTA awansuje na fotel liderki zestawienia. Tenisistka pochodząca z Moskwy kończy serię 20 wygranych meczów z rzędu na Flushing Meadows przez Arynę Sabalenkę i sięga po trzeci w karierze tytuł wielkoszlemowy. 

Mistrzyni dwóch ostatnich edycji US Open przybyła do Nowego Jorku walczyć o trzeci z rzędu tytuł mistrzowski na Flushing Meadows, ale też o zachowanie numeru jeden w kobiecym tenisie po zakończeniu ostatniej w sezonie lewy Wielkiego Szlema. O tym, że tenisistka ze wschodu Europy straci pozycję po US Open 2026 dowiedzieliśmy się, gdy awans do półfinału uzyskała Jelena Rybakina.

Trzy dni później zawodniczka pochodząca z Moskwy zakończyła również panowanie Aryny Sabalenki na kortach Billie Jean King Tennis Center w Nowym Jorku. Jelena Rybakina w osiemnastym meczu przeciwko mistrzyni dwóch ostatnich edycji US Open odniosła ósme zwycięstwo.

Dwie pierwsze partie były niezwykle wyrównane. O losach obu zdecydowało po jednym przełamaniu. Po wygraniu seta przez wiceliderkę rankingu, w drugiej odsłonie lepiej zaprezentowała się obrończyni. Decydujący set należał już do podopiecznej Stefano Vukova, która od stanu 2:2 wygrała kolejne cztery gemy i mogła świętować trzeci tytuł mistrzowski w imprezie wielkoszlemowej, a pierwszy w Nowym Jorku.


Wyniki

Finał:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 2) – Aryna Sabalenka (1) 6:4, 5:7, 6:2

Radom. Porażka Anny Kmiecik w półfinale singla

/ Izabela Modrzewska , źródło: itftennis.com/oprac.własne, foto:

Anna Kmiecik zakończyła swój udział w turnieju W15 w Radomiu na etapie półfinału. Dla Polki był to pierwszy półfinał w karierze. 

18-letnia Anna Kmiecik zmierzyła się w półfinale z najwyżej rozstawioną Julią Adams. Spotkanie było wyrównane i doszło w nim aż do ośmiu przełamań. W kluczowych momentach obu setów skuteczniejsza okazała się jednak bardziej doświadczona Amerykanka, która wywalczyła awans do finału, gdzie zmierzy się z Lucie Petruzelovą.

Dla polskiej tenisistki do życiowy sukces. Rezultat w Radomiu umocnił jej pozycję w top 900 rankingu WTA.


Wyniki

Półfinał singla:

Julia Adams (USA,1) – Anna Kmiecik (Polska, 5) 6:3, 6:4

Zapowiedź i analiza finału US Open: Zverev – Shelton

/ Maciej Myrta / tennisratio.com , źródło: Maciej Myrta / tennisratio.com, foto: Peter Figura

W finale ostatniego wielkoszlemowego turnieju sezonu zagrają Alexander Zverev i Ben Shelton. Rok miał przebiegać pod dyktando rywalizacji Jannika Sinnera i Carlosa Alcaraza, tymczasem obaj znaleźli się w finale tylko po razie: Alcaraz wygrał w Australii, Sinner Wimbledon.

Nowojorska drabinka okazała się wyjątkowo otwarta, a kontrast z turniejem kobiet jest wyraźny: tam do ćwierćfinału dotarło sześć z ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek, tutaj poza Alexandrem Zverevem i Benem Sheltonem dobrnął do tego etapu tylko Carlos Alcaraz. Obaj finaliści spędzili na korcie nieco poniżej dwudziestu godzin w sześciu meczach, ale ten sam nakład pracy rozłożył się u nich odwrotnie. Zverev najcięższe chwile miał na samym początku, a decydujące fazy przeszedł suchą stopą, bez straty seta. Shelton od pierwszej rundy dostał trudniejsze losowanie i z każdą kolejną trafiał na mocniejszego rywala, aż po Alcaraza w ćwierćfinale i Francesa Tiafoe w półfinale.

Zverev: sezon, w którym stanął na czele kolejki

Zverev udowodnił w 2026 roku swoją klasę w turniejach wielkoszlemowych. W Paryżu po latach sięgnął wreszcie po upragniony pierwszy tytuł, na Wimbledonie doszedł do finału, a teraz gra trzeci finał z rzędu w sezonie, w którym dwaj dominatorzy, Jannik Sinner i Alcaraz, mierzą się z własnymi problemami. Niemiec pokazał, że jest gotów z tego korzystać i stanąć pierwszy w kolejce po najwyższe laury. Symboliczną nagrodą było rozstawienie z numerem jeden, po raz pierwszy w karierze w wielkoszlemowym turnieju, właśnie w Nowym Jorku. Wątpliwości budziła jedynie jego dyspozycja na twardej: przed US Open ani razu w tym sezonie nie dotarł na niej do finału, a w dwóch ostatnich startach, w Montrealu i Cincinnati, nie przebrnął nawet ćwierćfinału.

Te wątpliwości potwierdziły się od pierwszego meczu. Spośród nierozstawionych rywali Zverev trafił na Lorenza Sonego i Quentina Halysa, czyli losowanie mógł mieć wyraźnie trudniejsze, a mimo to męczył się od początku. Z Sonego potrzebował niemal pięciu godzin, żeby wyszarpać wygraną. Włoch był w czwartym secie praktycznie dwa gemy od sensacji, ale to Niemiec przechylił tę partię na swoją stronę od stanu 5:5 i wyszedł z pierwszych dużych kłopotów, wygrywając 6:4 w decydującym secie. Kolejna pięciosetówka czekała go z Halysem. W pomeczowych wywiadach Zverev pół żartem, ale jednak zwracał uwagę na presję pierwszego w karierze rozstawienia z jedynką w wielkim szlemie. Do tego pierwsi rywale bardzo agresywnie atakowali jego drugie podanie, co przy niskiej płynności uderzeń ewidentnie spiętego Niemca generowało seryjne błędy.

Paradoksalnie właśnie te dwie rundy były dla turniejowej jedynki najtrudniejsze, bo w kolejnych meczach Zverev nie stracił już ani jednego seta. Otwarta drabinka okazała się dla niego bonusem: na drodze do trzeciego w tym sezonie wielkoszlemowego finału najgroźniejszym na papierze rywalem był Karen Khachanov. Niemiec wyciągnął wnioski z dwóch pierwszych spotkań, grał dużo mniej pasywnie, bliżej linii końcowej, i dyktował warunki. Zbił liczbę błędów w wymianach i wykazał się chłodną głową w tie-breakach: z Sonego i Halysem przegrał po jednym decydującym gemie, od tamtej pory wygrał wszystkie cztery, w tym dwa bardzo ciasne z Khachanovem w ostatnich dwóch setach półfinału.

Shelton: pierwszy finał po najlepszym sezonie w karierze

Dla Sheltona pierwszy w karierze awans do wielkoszlemowego finału jest zwieńczeniem świetnego sezonu. Amerykanin sięgnął w tym roku po cztery tytuły, wygrywając turnieje na wszystkich trzech nawierzchniach, a do Nowego Jorku przystąpił świeżo po największym sukcesie w karierze, czyli triumfie w turnieju ATP 1000 w Montrealu, gdzie rozbił konkurencję i nie stracił po drodze seta. Wcześniej był dwukrotnie w półfinale wielkiego szlema, w US Open 2023 i Australian Open 2025.

Zaczynał od meczu z Tallonem Griekspoorem, a w drugiej rundzie rozegrał spektakularne spotkanie z Hubertem Hurkaczem, w którym Polak zaprezentował się naprawdę dobrze mimo porażki w czterech setach. Mimo to awans Amerykanina w pierwszych rundach nie podlegał wątpliwości. Serwis rzadko dawał rywalom szanse na przełamanie, a Shelton kontrolował przebieg spotkań, choć czasem dawał się wciągnąć w nieco zbyt widowiskowy sposób prowadzenia wymian, jak właśnie w meczu z Hurkaczem.

O ile Zverev w decydujących fazach musiał głównie pilnować, żeby nie przydarzyła się niespodzianka, o tyle Sheltonowi w ćwierćfinale stanął na drodze Alcaraz. Amerykanin zdał ten test, wygrywając morderczy bój z obrońcą tytułu, który wrócił do gry po ponad czterech miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją nadgarstka. Rozstrzygnięcie przyniósł super tie-break piątego seta, a mecz skończył się o 3:30 nad ranem czasu nowojorskiego. Shelton imponował cierpliwością, selekcją uderzeń i zdolnością pozostawania w długich wymianach mimo swojego wybuchowego stylu. Amerykanin po meczu podkreślił, że to było to najważniejsze jak dotąd zwycięstwo w jego karierze.

Poszedł za ciosem w amerykańskim półfinale z Tiafoe. Przetrwał drobne chwile przestoju i nie pozwolił rodakowi powtórzyć tego, czego Tiafoe dokonał rundę wcześniej przeciwko kolejnemu z Amerykanów, Alexowi Michelsenowi. 22-latek prowadził wtedy po dwóch setach i serwował po zwycięstwo przy stanie 5:4 w trzecim, ale Tiafoe odwrócił losy spotkania, zapewniając sobie najlepszy w karierze wielkoszlemowy wynik i pierwszy awans do czołowej dziesiątki rankingu. W półfinale argumentów mu jednak zabrakło.

Dwa potężne serwisy i różnica przy returnie

Obaj finaliści bazują na mocnym i skutecznym serwisie. W całym okresie rankingowym na kortach twardych tylko Sinner i Alcaraz notują wyższy odsetek wygranych gemów serwisowych. Shelton ma niewielką przewagę w punktach po drugim podaniu i znacznie skuteczniej broni break pointów, 69,2 do 62,6 procent, a także nieco lepiej wykorzystuje je przy returnie. To jednak Zverev wygląda na zawodnika bardziej kompletnego, z ogólnie lepszymi liczbami przy odbiorze, i kreuje trochę więcej pressure points na gem returnowy od młodszego rywala.

W samym US Open Zverev zaserwował aż 87 asów, o 16 więcej od Sheltona. Niemiec stracił podanie dziewięć razy, ale w trzech ostatnich meczach został przełamany tylko raz, co pokazuje, jak rosła jego forma w trakcie turnieju. Shelton oddał dotąd czternaście gemów serwisowych. Obaj za to przez te dwa tygodnie przełamywali rywali częściej niż przez cały ostatni rok: Zverev wygrał 25 procent gemów returnowych wobec 19 procent w okresie rankingowym na twardej, Shelton 24 procent wobec 17 procent. Amerykanin z kolei dużo skuteczniej wykorzystuje swoje szanse – 45% wykorzystanych breakpointów przy 33% Zvereva.

Bilans: pięć spotkań, pięć zwycięstw Zvereva

Historia dotychczasowych pojedynków jest dla Sheltona wybitnie niekorzystna. Grali ze sobą pięć razy i pięć razy wygrywał Zverev. Wszystkie te mecze odbyły się stosunkowo niedawno: pierwszy dwa lata temu w Cincinnati, ostatni podczas zeszłorocznych ATP Finals. Amerykanin urwał rywalowi jak dotąd tylko jednego seta, właśnie w Cincinnati, gdzie Zverev wyciągnął wygraną w trzech setach, a kolejne cztery pojedynki rozstrzygnął stosunkowo gładko.

Publiczność i pamięć 2020 roku

Atutem Sheltona będzie za to publiczność. Widownia Arthur Ashe Stadium wielokrotnie pokazywała, że w meczach pod wysokim napięciem, gdy ma swojego wyraźnego faworyta, potrafi przede wszystkim utrudniać grę jego rywalowi i próbować zachwiać jego pewnością. Nie zawsze jest to jednak czynnik decydujący, gdy po drugiej stronie siatki stoi zawodnik zaprawiony w bojach i odporny psychicznie. Przykładem był półfinał kobiet, w którym cała widownia stała za Coco Gauff i przeciwko Elenie Rybakinie, a Kazaszka utrzymała nerwy na wodzy i awansowała do finału. Innym jest słynny finał Daniiła Miedwiediewa z Novakiem Djokovicem w 2021 roku: Serb był na najlepszej drodze do klasycznego wielkiego szlema w jednym sezonie, publiczność próbowała czasem w karykaturalny wręcz sposób przeszkadzać Rosjaninowi, a i tak nie powstrzymało go to przed dość niespodziewanie łatwym zwycięstwem w trzech setach i pierwszym wielkoszlemowym tytułem w karierze.

Zverev ma z kolei doświadczenie w grze o tytuł na Flushing Meadows, ale to gorzkie wspomnienie sprzed sześciu lat. Był wtedy faworytem do pierwszego w karierze wielkoszlemowego triumfu w meczu z Dominikiem Thiemem i prowadził 2:0 w setach. Austriak odwrócił jednak losy spotkania, które w decydujących partiach było wojną nerwów i stało na absurdalnie niskim poziomie. Zverev tej próby nie wytrzymał, miał ogromne problemy z utrzymaniem piłki w korcie i zmarnował swoją szansę. Dla Thiema był to niespodziewanie ostatni duży sukces w karierze, a Niemiec, mimo regularnej obecności w decydujących fazach wielkich szlemów w kolejnych sezonach, potrzebował kilku lat, by jako doświadczony już zawodnik sięgnąć po pierwszą koronę w Roland Garros.

Teraz staje przed szansą na drugą, a Shelton przed pierwszą. Jeden ma bilans bezpośredni pięć zwycięstw w pięciu spotkaniach i pamięć przegranego finału na tym samym korcie, drugi trybuny po swojej stronie i turniej, w którym wygrał już największą batalię, jaką doświadczył w karierze.

 


Maciej Myrta

tennisratio.com

US Open. Harrison i Skupski najlepsi w turnieju deblowym

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Po dwóch niezwykle zaciętych setach i dramatycznej końcówce rozstawieni z numerem piątym Cristian Harrison i Neal Skupski sięgnęli po tytuł mistrzowski US Open. Obronili dziś piłkę setową i w świetnym stylu zamknęli spotkanie w godzinę i czterdzieści minut bez potrzeby gry w trzeciej, decydującej odsłonie.

O losach pierwszej partii zadecydowało jedyne przełamanie, wypracowane przez amerykańsko-brytyjski duet w siódmym gemie. Wcześniej jednak sami byli pod sporą presją, bowiem w czwartym gemie musieli bronić break-pointa. Spisali się przy nim bezbłędnie i zapisali ten punkt na swoją korzyść. 

Przyczyną, która ostatecznie przesądziła o losach seta, była fatalna skuteczność Tima Puetza i Kevina Krawietza w akcjach rozgrywanych po ich drugich serwisach. Niemcy praktycznie nie byli w stanie wygrywać takich wymian, notując skuteczność na poziomie zaledwie 30%. 

Poza tym nie potrafili kończyć piłek tak często, jak rywale i nie było widać u nich pewności w kluczowych momentach. Tak naprawdę, poza wspomnianym break-pointem, nie byli nawet blisko przełamania Skupskiego i Harrisona, którzy wygrywali swoje gemy niezwykle szybko i pewnie. Wszystko to zadecydowało o tym, że po czterdziestu minutach na prowadzenie wyszli właśnie rozstawieni z „piątką” i to oni byli o krok bliżej od upragnionego tytułu. 

Druga odsłona z kolei była klasycznym deblowym setem, w którym obie pary skrzętnie pilnowały własnego podania i w ani jednym gemie nie doszło do breaka. O wszystkim musiał więc zadecydować tie-break. W nim Puetz i Krawietz po kilku spektakularnych akcjach wypracowali sobie piłkę setową, ale nie zdołali jej wykorzystać i koniec końców, po kolejnej godzinie gry, ze zwycięstwa mogli cieszyć się Harrison i Skupski. 

Jest to dla nich drugi wspólnie wygrany tytuł wielkoszlemowy, zaraz po tegorocznym Australian Open, gdzie również w dwóch setach pokonali w finale parę Jason Kubler/Marc Polmans.


Wyniki

Finał, debel:

Cristian Harrison/Neal Skupski (USA, Wielka Brytania, 5) – Kevin Krawietz/Tim Puetz (Niemcy, Niemcy, 6) – 6:4, 7:6(6)

Stambuł. Kaśnikowski pokonany w walce o finał

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: Paweł Rychter

Oznaczony numerem szóstym Maks Kaśnikowski nie wystąpi w meczu o tytuł w challengerowym turnieju na kortach w Stambule. W spotkaniu półfinałowym Polak przegrał z Japończykiem Jayem Friendem 6:7(4), 4:6.

Po pokonaniu najwyżej rozstawionego w imprezie Francesco Maestrlliego, reprezentant Polski stanął w sobotę naprzeciw niżej notowanego tenisisty z Japonii. Stawką był pierwszy od ponad dwóch lat awans do finału zmagań na szczeblu ATP Challenger Tour. Pierwsza odsłona ich pojedynku miała wyrównany przebieg. Kaśnikowski zarówno w drugim i szóstym gemie miał szanse na przełamanie rywala, lecz ten w sumie trzykrotnie wychodził z opresji.

23-latek z Warszawy tracił z kolei niewiele punktów przy swoim podaniu i bez konieczności bronienia break-pointów dotarł do tie-breaka. W nim kluczowe znaczenie miał forhendowy błąd Polaka przy stanie 1:2, gdy serwis był po jego stronie. Japończyk zdobył w ten sposób zaliczkę, której już nie roztrwonił i zwyciężył w całej rozgrywce do czterech.

Początek drugiej partii dawał nadzieję na odwrócenie przez naszego reprezentanta losów potyczki. W trzecim gemie przełamał bowiem podanie swojego przeciwnika, a chwilę potem jeszcze powiększył swoją przewagę. Jak się jednak niebawem okazało, były to ostatnie tak pozytywne momenty meczu w wykonaniu Kaśnikowskiego.

Zupełnie nieudany był dla niego szósty gem, w którym nie zdobył ani jednego punktu, kończąc go podwójnym błędem serwisowym. Co gorsza, kilka minut później sytuacja się powtórzyła. Przy wyniku 5:4 Friend ponownie wygrał gema „na sucho” przy podaniu warszawianina, dzięki czemu po 87 minutach gry zameldował się w finale. Jego oponentem w niedzielnym starciu będzie Brytyjczyk Max Basing, który wcześniej pokonał Francuza Harolda Mayota 6:1, 6:3.


Wyniki

Półfinał gry pojedynczej:

Jay Friend (Japonia) – Maks Kaśnikowski (Polska, 6) 7:6(4), 6:4

Lipawa. Fantastyczny turniej polskich juniorów

/ Łukasz Duraj , źródło: PZT., foto: PZT

Polscy juniorzy nie zwalniają tempa. Za nami kolejne sukcesy młodych Biało-Czerwonych.

Nasi reprezentanci zdominowali zmagania w turnieju 𝗜𝗧𝗙 𝗝𝟭𝟬𝟬 rozgrywanym na kortach ziemnych w Lipawie. Najlepsi na Łotwie okazali się Marie Charlotte Monnier (Warsaw West Tennis Club) oraz Michał Pielat (Sekcja tenisowa AZS Poznań).

W finale gry pojedynczej dziewcząt doszło do biało-czerwonego finału. W decydującym o tytule starciu Monnier wygrała z Oliwią Kądzielską (KS „Górnik” Bytom) 6:4 6:3.  W finale singla chłopców Pielat nie pozostawił żadnych złudzeń Verneriemu Riikonenowi z Finlandii, pewnie pokonując go 6:0 6:2.

Młodym mistrzom składamy najserdeczniejsze gratulacje!

US Open. Ben Shelton zagra o tytuł

/ Łukasz Duraj , źródło: usopen.org, foto: East News

W piątkowy wieczór na amerykańskich kibiców czekała prawdziwa uczta. O finał US Open grało dwóch reprezentantów gospodarzy.

W półfinale ostatniego turnieju wielkoszlemowego w tym sezonie zmierzyli się Ben Shelton i Frances Tiafoe. Obaj tenisiści od kilku tygodni są w dobrej formie a w ćwierćfinałach wygrali ciężkie mecze na pełnym dystansie pięciu setów. Szczególne wrażenie może robić zwycięstwo Sheltona, który pokonał Carlosa Alcaraza. Ben przeważa także w bilansie bezpośrednich starć z Tiafoe – wygrał trzy z czterech pojedynków. Swoje jedyne zwycięstwo nad kolegą z reprezentacji Tiafoe zanotował w 2024 roku w Nowym Jorku.

Pierwszego seta spotkania wygrał Tiafoe, ale pozostałe należały już do Sheltona. W czwartej partii panowie długo remisowali, ale Ben zdołał uniknąć tie-breaka i wywalczył przełamanie w dwunastym gemie. Dzięki temu Amerykanin zamknął spotkanie i wystąpi w wielkoszlemowym finale.

– Frances jest dla mnie jak starszy brat. To wyjątkowe dzielić z nim ten kort i grać na tym stadionie. To z pewnością nasz ulubiony turniej.

– Towarzyszy mi wiele emocji. Moi rodzice wiele poświęcili, bym mógł przeżywać takie momenty. To zwycięstwo dedykuję mojej mamie.

– Pamiętam też o ofiarach 11. września. To bolesna i wyjątkowa rocznica dla tego miasta. Liczę, że w niedzielę mi pomożecie a ja dam z siebie wszystko. Zróbmy to dla USA – zwrócił się do publiczności Shelton.

Rywalem Bena Sheltona w meczu o mistrzostwo US Open będzie Alexander Zverev.

 

 


Wyniki

 

US Open (półfinał mężczyzn):

B. Shelton (USA, 8) – F. Tiafoe (USA, 11) 4:6 6:3 6:3 7:5

US Open. Alexander Zverev melduje się w finale

/ Ksawery Styka , źródło: X: JeuSetMaths, foto: East News

Po trzech, trudnych i zaciętych setach turniejowa „jedynka” – Alexander Zverev pokonał Karena Chaczanowa i awansował do trzeciego z rzędu finału wielkoszlemowego w tym sezonie. Tam zmierzy się ze zwycięzcą drugiego spotkania półfinałowego pomiędzy dwoma reprezentantami gospodarzy Benem Sheltonem i Francesem Tiafoe.

O tym jak zacięty mecz mogliśmy dziś oglądać najlepiej świadczy statystyka mówiąca o wygranych punktach, w której Zverev był lepszy od Rosjanina o dokładnie trzy piłki. Miał on swoje okazje, miał momenty, w których mógł zaskoczyć rywala, ale nie był w stanie ich wykorzystać. 

Pierwsza szansa otworzyła się przed Chaczanowem w drugim secie, kiedy to odrobił stratę przełamania, a chwilę później miał break-pointa, aby wyjść na prowadzenie 4:2. Tak się jednak nie stało i o losach partii musiał zadecydować tie-break. W nim Rosjanin w kapitalnym stylu obronił dwie piłki setowe, ale w najważniejszym momencie zawiódł go serwis i ostatecznie i tak musiał uznać wyższość Niemca. 

Największą okazją był natomiast tie-break seta trzeciego, kiedy to Karen prowadził już 6:4 i miał dwie z rzędu piłki setowe. Nie opanował nerwów, podjął kilka złych decyzji i chwilę później to Zverev mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Wygrał on cztery kolejne punkty i po trzech godzinach gry zameldował się w szóstym wielkoszlemowym finale w karierze, z czego w trzecim w tym roku. 

Awans Niemca to także kopalnia historycznych ciekawostek. Docierając do meczu o tytuł w Nowym Jorku, Zverev dołączył do niezwykle elitarnego grona graczy, którzy w jednym sezonie wywalczyli awans do finałów Wielkiego Szlema na trzech różnych nawierzchniach. W Erze Open sztuki tej dokonywali wcześniej jedynie najwięksi z największych, tacy jak chociażby Björn Borg, Roger Federer, Rafael Nadal, Novak Dźoković czy ostatnio Carlos Alcaraz i Jannik Sinner. 

Droga Niemca do tego sukcesu była jednak iście mordercza, a zarazem trochę dziwna. Zverev spędził na nowojorskich kortach łącznie 19 godzin i 38 minut, co czyni jego marsz do finału czwartym najdłuższym w XXI wieku (rekordzistą pozostaje Kevin Anderson z Wimbledonu 2018 – 21 godzin i 1 minuta). Wpływ na to miały przede wszystkim dwa wycieńczające, pięciosetowe boje w pierwszej i drugiej rundzie.  

Co jednak najciekawsze, w trakcie tej wielogodzinnej przeprawy Zverev nie spotkał na swojej drodze ani jednego zawodnika z czołowej dwudziestki rankingu ATP (najwyżej notowany był 22. Luciano Darderi). To już trzeci wielkoszlemowy finał w karierze Niemca wywalczony bez konieczności starcia z graczem z Top 20.


Wyniki

Półfinał:

Alexander Zverev (Niemcy, 1) – Karen Chaczanow – 6:3, 7:6(7), 7:6(6)

Radom. Kmiecik w półfinale singla, Gniewkowska z tytułem w deblu

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Polski Związek Tenisowy

Turniej ITF W15 w Radomiu wkroczył w decydującą fazę. W piątek rozegrano ćwierćfinały rozgrywek gry pojedynczej. Z trzech Polek awans wywalczyła jedynie Anna Kmiecik. Za to w grze podwójnej triumfowała Oriana Gniewkowska.

Jedyne polskie zwycięstwo

Trzy Polki walczyły o awans do półfinału, ale po zwycięstwo sięgnęła tylko Anna Kmiecik. Tenisistka rozstawiona z numerem piątym pokonała Enolę Chiesę. Początkowo nic nie zapowiadało triumfu naszej reprezentantki. W pierwszym secie Kmiecik nie wygrała nawet gema. Później zdołała się pozbierać. Dwukrotnie pokonała Włoszkę 6:2. Tym samym zapewniła sobie przepustkę do 1/2 finału.

W sobotnim półfinale Anna Kmiecik zagra z Julią Adams. Najwyżej rozstawiona z zawodniczek pewnie zmierza przez kolejne rundy. W 1/4 finału Amerykanka nie dała większych szans Sarze Husar. Adams zwyciężyła 6:2, 6:1 i kolejnego dnia będzie rywalizować z kolejną z naszych reprezentantek. Z turniejem pożegnała się również Zuzanna Bednarz. Ona także nie sprawiła niespodzianki. Polka przegrała 3:6, 3:6 z rozstawioną z numerem drugim Lucie Petruzelową z Czech.

Gniewkowska z tytułem w deblu

Już od jakiegoś czasu wiadomo było, że jakaś Polka zdobędzie trofeum w grze podwójnej. Karolina Gołda i Barbara Straszewska rozegrały w piątek aż dwa spotkania. Najpierw w półfinale wygrały 2:6, 7:6, 10:5 z Węgierką Gretą Nemcsek oraz kolejną z naszych reprezentantek Mają Wróbel. Po przerwie rywalizowały już w wielkim finale. Po przeciwnej stronie siatki stanęły rozstawione z numerem drugim Oriana Gniewkowska i Annemarie Lazar. To polsko-niemiecki duet okazał się lepszy, wygrywając 7:5, 6:3.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Anna Kmiecik (Polska, 5) – Enola Chiesa (Włochy, 3) 0:6, 6:2, 6:2
Julia Adams (Stany Zjednoczone, 1) – Sara Husar (Polska) 6:2, 6:1
Lucie Petruzelowa (Czechy, 2) – Zuzanna Bednarz (Polska, 6) 6:3, 6:3

Półfinał gry podwójnej:

Karolina Gołda/Barbara Straszewska (Polska/Polska) – Greta Nemcsek/Maja Wróbel (Węgry/Polska) 2:6, 7:6 (3), 10:5

Finał gry podwójnej:

Oriana Gniewkowska/Annemarie Lazar (Polska/Niemcy, 2) – Karolina Gołda/Barbara Straszewska (Polska/Polska) 7:5, 6:3