Stambuł. Maks Kaśnikowski w ćwierćfinale

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Paweł Rychter

Maks Kaśnikowski wywalczył awans do ćwierćfinału tureckiego turnieju rangi ATP Challenger. Dla polskiego tenisisty oznacza to przełamanie słabszej passy – po raz pierwszy od drugiej połowy lipca zdołał on bowiem wygrać dwa singlowe mecze z rzędu. 

Od początku spotkania Kaśnikowski konsekwentnie wywierał presję na starszym rywalu. Choć w trzecim gemie Amerykanin, Christian Langmo, zdołał obronić trzy break-pointy, to w siódmym musiał już uznać wyższość Polaka. Kaśnikowski wykorzystał czwartą szansę na przełamanie, a następnie, wygrywając własne podanie bez straty punktu, potwierdził przewagę i objął prowadzenie 5:3. Zamiast czekać na własny serwis, by zamknąć partię, polski tenisista poszedł za ciosem – w dziewiątym gemie ponownie znalazł sposób na podanie przeciwnika, kończąc trwającego 54 minuty pierwszego seta. 

Obraz gry uległ zmianie w drugiej partii, w której to Kaśnikowski został zmuszony do odrabiania strat po utracie serwisu w trzecim gemie. Polak ustabilizował jednak grę i ostatecznie zdołał wywalczyć przełamanie powrotne, wyrównując stan pojedynku na 4:4. Mimo wypracowania piłki meczowej już w dziesiątym gemie, do rozstrzygnięcia seta konieczne okazało się rozegranie tie-breaka. W decydującej rozgrywce Kaśnikowski przejął już pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie, deklasując rywala wynikiem 7:1. 

W meczu o awans do półfinału turnieju rywalem Polaka będzie zwycięzca starcia pomiędzy Francesco Maestrellim a Alafią Ayenim.


Wyniki

Stambuł challenger, 1/8 finału:

Maks Kaśnikowski (Polska, 6) – Christian Langmo (USA) – 6:3, 7:6(1)

US Open. Będzie amerykański półfinał, Shelton dołącza do Tiafoe

/ Łukasz Duraj , źródło: usopen.org, foto: East News

W Nowym Jorku nastał czas ćwierćfinałów. W sesji wieczornej na fanów czekało hitowe starcie.

Na stadionie Arthura Ashe’a wyznaczono bardzo ciekawy pojedynek Bena Sheltona i Carlosa Alcaraza. Leworęczny reprezentant USA jest ostatnio w dobrej formie i wygrał Canadian Open zaś Hiszpan udanie powrócił do gry po kontuzji.

Przed meczem na Flushing Meadows panowie grali ze sobą trzy razy a Ben nie wygrał ani jednego z tych spotkań. Na Roland Garros 2025 udało mu się zaś „urwać” rywalowi jedynego seta w tej rywalizacji.

W pierwszym secie panowie wymienili po jednym przełamaniu w końcówce a tie-breaka wygrał Alcaraz. Shelton powetował sobie te straty w dwóch kolejnych setach. Reprezentant gospodarzy wygrał te odsłony zdecydowanie i był blisko końcowego zwycięstwa.

Do rozstrzygnięcia w czterech setach nie dopuścił jednak Alcaraz. Hiszpan podniósł się i uzyskał mocny wynik 6:1 a to oznaczało grę na pełnym dystansie.

W ostatniej partii tenisiści znów grali na zbliżonym poziomie. W ósmym gemie swoje szanse na przełamanie miał Shelton, ale Alcaraz obronił się i wyrównał na po cztery. Ostatecznie – po ponad czterech godzinach – gracze dotarli do super tie-breaka. W dodatkowym gemie na półmetku prowadził Alcaraz, ale Shelton odrobił mini-przełamanie. Kibice doświadczyli zatem ekscytującej końcówki, w której lepszy okazał się Amerykanin. To reprezentant gospodarzy zagra zatem w półfinale, w którym czeka na niego Frances Tiafoe.

 


Wyniki

US Open (ćwierćfinał):

B. Shelton (USA, 8) – C. Alcaraz (Hiszpania, 2) 6:7 6:1 6:3 1:6 7:6 (10-7)

US Open. Jessica Pegula półfinałową rywalką Aryny Sabalenki

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: AFP

Jessica Pegula odwróciła losy spotkania 1/4 finału US Open przeciwko Emmie Navarro. Tym samym to pierwsza rakieta Stanów Zjednoczonych w rankingu WTA będzie półfinałową rywalką Aryny Sabalenki.

Znamy już pierwszą parę półfinałową podczas tegorocznej edycji ostatniej w sezonie lewy Wielkiego Szlema. Do liderki rankingu, która po emocjonującym meczu pokonała Lindę Noskovą, dołączyła Jessica Pegula. Pierwsza rakieta Stanów Zjednoczonych w rankingu WTA odwróciła losy spotkania z Emmą Navarro. Tym samym parę półfinałową w górnej połówce turniejowej drabinki tworzą te same zawodniczki.

W pierwszej odsłonie niżej notowana z Amerykanek prowadziła 2:0, aby pozwolić rodaczce na odrobienie strat. Jednak kolejne trzy gemy wygrane przez tenisistkę rozstawioną w turnieju z numerem „26” sprawiły, że to ona zapisała na swe konto pierwszą odsłonę. W drugim secie to Pegula prowadziła 3:1, aby roztrwonić przewagę. Jednak przy wyniku 5:4 finalistka z 2024 kolejny raz odebrała podanie rodaczce, doprowadzając do decydującej odsłony. W tej pierwsza przełamanie zanotowała Emma Navarro, ale zawodniczka z Buffalo od stanu 1:2 wygrała pięć z sześciu rozegranych gemów i dołączyła do Aryny Sabalenki w półfinale górnej połowy turniejowej drabinki.

Pojedynek półfinałowy między pierwszą i trzecią rakietą świata będzie czternastym spotkaniem obu pań. Bilans dotychczasowych pojedynków jest korzystny dla liderki rankingu, która wygrywała dotychczas dziewięciokrotnie. Jednak jedyny tegoroczny mecz – w 1/2 finału turnieju WTA 500 na trawie w Berlinie – wygrała Jessica Pegula.


Wyniki

Ćwierćinał:

Jessica Pegula (USA, 3) – Emma Navarro (USA, 26) 3:6, 6:4, 6:3

US Open. Wielki powrót Francesa Tiafoe. Amerykanin w półfinale

/ Ksawery Styka , źródło: X: JeuSetMaths, foto: East News

Po niesamowitym, trwającym ponad cztery i pół godziny pojedynku Frances Tiafoe pokonał Alexa Michelsena i został pierwszym półfinalistą tegorocznego US Open. Po raz trzeci w karierze wrócił ze stanu 0:2 i po super tie-breaku mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

Tiafoe przegrywał w dzisiejszym meczu już 3:5 w trzecim secie. Michelsen serwował po zwycięstwo przy stanie 5:4, ale nie poradził sobie z presją i wpuścił rywala do gry. 28-latek momentalnie to wykorzystał i dwukrotnie przełamując młodszego kolegę wyrwał trzecią partię 7:5. Czwarty set również należał do Francesa Tiafoe, który zdecydowanie podniósł poziom w stosunku do pierwszej połowy spotkania i po kilkudziesięciu minutach doprowadził do wyrównania w całym pojedynku. 

W decydującej partii również nie obyło się bez problemów, ponieważ to Alex Michelsen lepiej rozpoczął tę część meczu, momentalnie przełamując rywala i wychodząc na 3:0. Od tej chwili natomiast „Big Foe” wygrał trzy kolejne gemy i znów doprowadził do remisu. 

O wszystkim musiał zadecydować ostatecznie super tie-break. A w nim minimalnie skuteczniejszy okazał się właśnie Tiafoe, który po dokładnie czterech godzinach i czterdziestu jeden minutach mógł świętować zwycięstwo. 

Zrobił to. Wrócił ze stanu 0:2 w setach po raz trzeci w zawodowej karierze i w nagrodę po raz trzeci zagra w półfinale US Open. W 2022 roku przegrywał z Carlosem Alcarazem, w 2024 z Taylorem Fritzem, a teraz w walce o wielki finał zmierzy się z wygranym z meczu pomiędzy wspomnianym Hiszpanem a swoim dobrym przyjacielem – Benem Sheltonem. 

Z perspektywy Alexa Michelsena porażka ta oznacza kontynuację wyraźnego, negatywnego trendu w formacie do trzech wygranych setów. Amerykanin nie odniósł dotąd zwycięstwa w żadnym z sześciu pięciosetowych pojedynków w swojej profesjonalnej karierze. Wynik na kortach Flushing Meadows sprawił ponadto, że został on zaledwie siódmym zawodnikiem w historii Ery Open, który w jednym sezonie odpadał z każdego z czterech turniejów wielkoszlemowych po rozegraniu maksymalnej liczby partii. 

W 2026 roku Michelsen ulegał w ten sposób kolejno: Karenowi Chaczanowowi (Australian Open), Rafaelowi Jodarowi (Roland Garros), Jacobowi Fearnleyowi (Wimbledon) oraz ostatecznie Francesowi Tiafoe (US Open). Ostatnim tenisistą, który zanotował podobną serię porażek we wszystkich najważniejszych imprezach w trakcie jednego roku był w 2013 roku Hiszpan Fernando Verdasco. 

Dziś przez dwa i pół seta był nie do zatrzymania, nie tracąc do tego momentu ani jednego seta w całym turnieju, ale nieudana próba zamknięcia meczu w trzecim secie po raz kolejny uwypukliła jego problemy z utrzymaniem skuteczności na pełnym, pięciosetowym dystansie.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Frances Tiafoe (USA, 11) – Alex Michelsen (USA) – 5:7, 3:6, 7:5, 6:3, 7:6(6)

Antalya. Weronika Falkowska z udanym startem w deblu

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Ksawery Styka

Po wczorajszej trzysetowej porażce w rywalizacji singlowej Weronika Falkowska rozpoczęła imprezę deblową w tureckim turnieju. U boku Słowenki – Dalilii Jakupović pokonały dziś pierwszą „przeszkodę” i zameldowały się w drugiej rundzie. 

Pierwszy set pojedynku przeciwko duetowi – Sandra Samir/ Radka Zelnickova był istnym popisem Polki i Słowenki, które w zaledwie dwadzieścia siedem minut sięgnęły po zwycięstwo – 6:0. Były lepsze praktycznie w każdym aspekcie, od wprowadzonego pierwszego serwisu, po punkty wygrywane po pierwszym i drugim podaniu. O tym jak dominowały na korcie może świadczyć właśnie statystyka mówiąca o piłkach wygranych po drugim serwisie – 80% takich punktów padało łupem Falkowskiej i Jakupović, zaledwie 17% natomiast wygrywały rywalki. 

Druga partia również zapowiadała się na bardzo szybką i przyjemną. Nasza tenisistka i jej partnerka prowadziły już bowiem 5:1 i były o krok od upragnionego awansu. Wtedy jednak przeciwniczki zaczęły stawiać większy opór i broniąc po drodze aż pięciu piłek meczowych doprowadziły do tie-breaka. 

W nim już na szczęście kontrolę odzyskał duet polsko-słoweński. Panie szybko wypracowały sobie przewagę dwóch mini-breaków i wygrały wynikiem 7:2 zamykając całe spotkanie po godzinie i trzydziestu sześciu minutach. 

W kolejnej rundzie zmierzą się natomiast z lepszymi ze starcia pomiędzy Oaną Gavrilą i Adrienn Nagy a Berfu Cengiz/Ipek Oz.


Wyniki

Antalya, 1. runda, debel:

Weronika Falkowska/Dalila Jakupović (Polska, Słowenia, 1) – Sandra Samir/Radka Zelinickova (Egipt, Słowacja) – 6:0, 7:6(2)

US Open. Aryna Sabalenka wciąż niepokonana w Nowym Jorku

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Aryna Sabalenka odwróciła losy trzeciej odsłony meczu 1/4 finału US Open przeciwko Lindzie Noskovej i została pierwszą półfinalistką ostatniej w sezonie lewy Wielkiego Szlema. Dla liderki rankingu zwycięstwo nad Czeszką to dziewiętnasty wygrany mecz z rzędu na kortach w Nowym Jorku. 

Najlepsze obecnie tenisistka świata od 2023 roku co roku sięga po tytuł mistrzowski w jednej z imprez wielkoszlemowych. Przed trzema laty Aryna Sabalenka nie miała sobie równych podczas Australian Open. W kolejnym roku ponownie na Antypodach i na US Open. Z kolei w minionym sezonie już tylko w Nowym Jorku.

W tym sezonie tenisistka z Europy ma szansę zostać pierwszą od połowy drugiej dekady XXI wieku tenisistką, która trzy lata z rzędu triumfuje na kortach w Nowym Jorku. Do powtórzenia osiągnięcia Sereny Williams z lat 2012-2014 Arynie Sabalence brakuje jeszcze dwóch wygranych spotkań.

Dziewiętnasty wygrany mecz z rzędu w Wielkim Jabłku Aryna Sabalenka zanotowała w 1/4 finalu przeciwko Lindzie Noskovej. W pierwszej odsłonie turniejowa „jedynka” prowadziła już 4:1. By pozwolić rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do rozstrzygającego trzynastego w gema. W nim Linda Noskova zdołała wygrać tylko jedną akcję. O losach drugiej odsłony zadecydowało przełamanie, które w szóstym gemie zapisała na swe konto tegoroczna mistrzyni Wimbledonu.

W decydującym secie to Czeszka prowadziła 4:2, aby przegrać kolejne trzy gemy. Ostatecznie o tym, która z zawodniczek została pierwszą półfinalistką US Open 2026, zadecydował tie-break. W nim do pierwszej zmiany stron obie tenisistki nie były w stanie zbudować znaczącej przewagi. Od stanu 3-3 kolejne trzy akcje wygrała mistrzyni dwóch ostatnich edycji US Open. Co prawda tenisistka zza naszej południowej granicy zbliżyła się do rywalki na dystans jednego punktu. Ostatecznie jednak spotkanie wygrała Aryna Sabalenka, kończąc spotkanie asem serwisowym z drugiego podania.

Zwycięstwo nad Lindą Noskovą sprawiło, że obrończyni tytułu szósty sezon z rzędu zameldowała się przynajmniej w półfinale imprezy rozgrywanej w Nowym Jorku. Przed Aryną Sabalenką tej sztuki dokonało pięć innych zawodniczek – Chris Evert, Steffi Graf, Martina Hingis, Venus Williams oraz Serena Williams.

Półfinałową przeciwniczką Aryny Sabalenki będzie zwyciężczyni meczu między Jessicą Pegulą i Emmą Navarro.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Aryna Sabalenka (1) – Linda Noskova (Czechy, 6) 7:6(1), 3:6, 7:6(7)

Radom. Kmiecik i Straszewska z awansem, porażka Gniewkowskiej po walce

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Polski Związek Tenisowy

W Radomiu rozpoczyna się kolejny turniej rangi ITF W15. We wtorek trzy polskie tenisistki awansowały do turnieju głównego, w którym już rywalizowały cztery inne Polki.

Dwie Polki w drugiej rundzie

Rozegrano już kilka meczów turnieju głównego. Bardzo trudne zadanie czekało Orianę Gniewkowską. Polka zmierzyła się z najwyżej notowaną Julie Adams. Amerykanka wygrała pierwszego seta 6:2, ale Gniewkowska wyrównała po wygranej 6:4. W decydującej partii lepsza okazała się już Adams – 6:3. Awans wywalczyły za to dwie inne Polki. Anna Kmiecik bez straty nawet gema wyeliminowała Wiktorię Chmielewską. W meczu Barbary Straszewskiej z Margaux Komano, rywalka z Francji skreczowała przy wyniku 6:3 i 2:1 dla Polki.

Kolejne Polki z przepustką do turnieju

We wtorek zakończono zmagania w eliminacjach. W dwóch finałowych meczach zmierzyły się ze sobą dwie Polki. Rozstawiona z czwórką Sara Husar pokonała Karolinę Gołdę, a Natalia Kowalczyk wygrała z rozstawioną z szóstką Natalią Kłys. Niespodziankę sprawiła Aleksandra Janiszewska. Polka po zaciętej walki i wyniku 13:11 w supertiebreaku wyeliminowała rozstawioną z numerem trzecim Niemkę Annemarie Lazar. W środę na kortach w Radomiu w spotkaniach pierwszej rundy zagra aż 9 polskich tenisistek.


Wyniki

Pierwsza runda:

Julia Adams (Stany Zjednoczone, 1) – Oriana Gniewkowska (Polska) 6:2, 4:6, 6:3
Anna Kmiecik (Polska, 5) – Wiktoria Chmielewska (Polska) 6:0, 6:0
Barbara Straszewska (Polska) – Margaux Komano (Polska) 6:3, 2:1 i krecz

Druga runda kwalifikacji:

Ingrid Wojcinakowa (Słowacja, 2) – Martyna Srutwa (Polska, 9) 6:2, 6:1
Izabela Heinzowa (Czechy, 8) – Martyna Sikora (Polska) 6:0, 6:3
Sara Husar (Polska, 4) – Karolina Gołda (Polska) 6:1, 6:2
Aleksandra Janiszewska (Polska, 16) – Annemarie Lazar (Niemcy, 3) 7:5, 2:6, 13:11
Natalia Kowalczyk (Polska) – Natalia Kłys (Polska, 6) 7:6 (4), 6:2
Stella Cinkanicowa (Słowacja) – Nadia Affelt (Polska) 7:5, 6:0

Pierwsza runda gry podwójnej:

Agatha Chytilowa/Izabela Heinzowa (Czechy/Czechy) – Nadia Affelt/Sara Husar (Polska/Polska) 6:3, 6:4
Hanna Jankowska/Martyna Srutwa (Polska/Polska) – Gabriela Gregorczyk/Ema Harajda (Polska/Czechy) 6:2, 6:4
Greta Nemcsek/Maja Wróbel (Węgry/Polska) – Timea Gross/Tamara Sramkowa (Słowacja/Słowacja) 7:5, 6:4

Puchar Davisa. Poznaliśmy skład reprezentacji Polski na mecz z Australią

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Paweł Rychter

Kamil Majchrzak, Maks Kaśnikowski, Jan Zieliński, Karol Drzewiecki oraz Jan Sadzik utworzą skład reprezentacji Polski na nadchodzące, wyjazdowe spotkanie z Australią w ramach rozgrywek Pucharu Davisa. Rywalizacja na obiekcie Pat Rafter Arena w Brisbane odbędzie się w dniach 19-20 września.

Wybór zawodników uzasadnił kapitan reprezentacji Polski – Mariusz Fyrstenberg. Szkoleniowiec zaznaczył, że zależy mu na wprowadzaniu do drużyny młodych graczy u boku doświadczonych kolegów. – Zawsze staram się dawać szansę młodym tenisistom. Zieliński i Majchrzak to gracze, na których zawsze możemy liczyć. Ten pierwszy w parze z Drzewieckim rok temu pokonał Brytyjczyków – wyjaśnił. Polska zagra w Brisbane bez swojego najlepszego singlisty, co kapitan wytłumaczył ostrożnością po niedawnych urazach. – Wiadomo, że nie ma z nami Huberta Hurkacza, ale on, wracając po kontuzji, musi w tym sezonie odpowiednio nawigować swoim terminarzem – podsumował Fyrstenberg. 

Stawką rywalizacji jest awans do przyszłorocznych kwalifikacji, co stanowi bezpośredni krok w kierunku udziału w turnieju finałowym Pucharu Davisa w 2027 roku. Reprezentacja, która poniesie porażkę w Brisbane, w kolejnym sezonie pozostanie na szczeblu Grupy Światowej, walcząc o powrót do fazy kwalifikacyjnej. Wrześniowe spotkanie będzie jednocześnie pierwszą konfrontacją obu zespołów na terytorium Australii w 126-letniej historii tych rozgrywek. Dotychczasowy bilans bezpośrednich starć ogranicza się do jednego meczu, rozegranego w 2013 roku w Warszawie, w którym Australijczycy zwyciężyli 4:1. 

Gospodarze podchodzą do rywalizacji w optymalnych dla siebie warunkach. Kapitan australijskiej drużyny, Lleyton Hewitt, podkreślił atuty infrastrukturalne zadaszonego obiektu w Brisbane oraz wskazał na wagę występu przed własną publicznością, co dla jego zawodników jest rzadkością poza główną, styczniową częścią kalendarza ATP na tym kontynencie. Odnosząc się bezpośrednio do układu sił, Hewitt zapowiedział wymagające starcie, doceniając wszechstronność powołanej polskiej kadry. – Myślimy, że będzie to bardzo trudna konfrontacja. Mają wiele opcji w grze pojedynczej i dysponują kilkoma bardzo dobrymi deblistami. Z pewnością nie zlekceważymy tego wyzwania – ocenił kapitan gospodarzy.

Antalya. Feistel miała piłki meczowe, ale przegrała po blisko czterech godzinach gry

/ Adrian Wantowski , źródło: , foto: Olga Pietrzak/PZT

To był niespotykanie długi i niezwykle zacięty mecz w pierwszej rundzie turnieju rangi WTA 125 w Antalyi. Ostatecznie Gina Feistel przegrała 7:5, 5:7, 6:7(1) z Marią Lourdes Carle.

Takiego przebiegu meczu chyba nikt się nie spodziewał. Gina Feistel w pierwszej rundzie w Antalyi mierzyła się z Marcie Lourdes Carle – Argentynką, która teraz jest 220. tenisistką świata, ale ponad dwa lata temu znajdowała się w czołowej setce rankingu.

Polka notowana jest w tej chwili na 305. lokacie, ale od początku spotkania narzuciła dobre tempo, które dało jej prowadzenie 3:0, a za moment 4:1. Niestety od tego momentu przeważać zaczęła Carle, która nawet serwowała po wygranie seta przy stanie 5:4. Ostatecznie jednak trzy gemy z rzędu wygrała Feistel i zapisała na swoim koncie pierwszą partię, która z racji długich gemów, trwała blisko 80 minut.

W drugim secie znowu oglądaliśmy zażartą walkę o każdego gema. Argentynka szybko wyszła na prowadzenie 2:0, ale jednak kolejne cztery gemy wygrała Gina. Polka straciła przewagę przełamania, ale miała dwie piłki meczowe przy podaniu rywalki w dziesiątym gemie. Marie jednak się wybroniła i to ona następnie przełamała, dając sobie szansę na zwycięstwo w całym meczu.

Trzeci set to znowu był rollercoaster. Carle zaczęła od wyniku 2:0, ale to Feistel prowadziła już 5:3 i serwowała po zwycięstwo. Nie utrzymała jednak nerwów na wodzy, została przełamana do zera, a ostatecznie losy decydującej odsłony rozstrzygnął tie-break. W nim pierwszy punkt zdobyła Polka, ale kolejne siedem na swoim koncie zapisała rywalka i wygrała całe spotkanie, które trwało dokładnie 3 godziny i 50 minut.


Wyniki

Pierwsza runda:

Marie Lourdes Carle (Argentyna) – Gina Feistel (Polska) 5:7, 7:5, 7:6(1)

Antalya. Niespodziewana porażka Katarzyny Kawy

/ Adrian Wantowski , źródło: , foto: Kamil Szpilski

Katarzyna Kawa niespodziewanie już w pierwszej rundzie pożegnała się z turniejem rangi WTA 125 w Antalyi. Lepsza od Polki była Eva Bennemann. Niemka wygrała 6:2; 7:5.

Kawa liczyła, że w Antalyi przerwie serię trzech porażek z rzędu. Polka ostatni mecz wygrała ponad miesiąc temu w Warszawie, gdzie odpadła w 1/8 finału. Następnie przegrywała w kwalifikacjach w Cincinnati oraz US Open. Teraz mogła w końcu liczyć na zwycięstwo, ponieważ w Turcji była drugą najwyżej rozstawioną tenisistką, a jej pierwszą rywalką była notowana o 175. miejsc niżej w rankingu WTA – Eva Bennemann.

Przed tym pojedynkiem tenisistki nie miały jeszcze okazji grać ze sobą, a Kawa była faworytką. Niestety mecz od początku nie układał się dobrze. Rywalka wygrała trzy pierwsze gemy i szybko zyskała przewagę, która powiększyła jeszcze po szóstym gemie, kiedy ponownie przełamała Polkę.

Niemka nie zdołała jednak zamknąć seta przy swoim podaniu, ale był to tylko mały przebłysk w grze Kawy, bo zaraz ponownie dała się przełamać i przegrała pierwszą partię 2:6. Druga była bardziej zacięta. Nasza reprezentantka wyszła ze stanu 2:5, doprowadziła do remisu, miała nawet break pointa na 6:5, ale go nie wykorzystała, sama natomiast dała się przełamać i przegrała w Antalyi już w pierwszej rundzie.


Wyniki

Pierwsza runda:

Eva Bennemann (Niemcy) – Katarzyna Kawa (Polska, 2) 6:2, 7:5