Nowy główny trener męskiego tenisa w Kanadzie

/ Peter Figura , źródło: , foto: Peter Figura

Zamieszanie, które zwykle spowodowane jest wielkimi turniejami jak Miami Open, a dodatkowo tym wszystkim, co związane było z nienajlepszym występem w tym turnieju Igi Świątek i w konsekwencji jej rozstaniem z dotychczasowym trenerem Wimem Fissette’em spowodowały, iż inne interesujące wydarzenia tenisowe zeszły niejako na dalszy plan.

A do takich z całą pewnością należała zmiana w roli Głównego Trenera Męskiego Tenisa Wyczynowego, do jakiej doszło w Kanadzie. W tej roli występować będzie Martin Laurendeau, który zastąpi dotychczasowego głównego trenera męskiego tenisa kraju klonowego liścia, i jednocześnie trenera drużyny daviscupowej – Franka Dancevica. Dancevic pozostanie jednak w swojej roli trenera kadry podczas Pucharu Davisa.

Ta zmiana, do której doprowadził Tennis Canada, raczej nie była zaskoczeniem. Laurendeau jest bowiem w kanadyjskim tenisie niemal od zawsze. Jeszcze w latach 80-tych ubiegłego stulecia należał do czołowej grupy tenisistów kanadyjskich, a w rozgrywkach ATP najwyższe miejsce jakie osiągnął to 90. Jego największy sukces w turniejach wielkoszlemowych to czwarta runda w US Open (1988) oraz trzecia runda w turnieju wimbledońskim (1991). W sumie Laurendeau grał w turniejach ATP przez 7 lat (1986-1993). Reprezentował Kanadę na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu w 1988, a także wystąpił w wielu meczach reprezentacji Kanady w Pucharze Davisa.

Po zakończeniu kariery zawodniczej Laurendeau ukończył kilka kursów trenerskich pod kierunkiem kanadyjskiego guru tenisa – Luisa Cayera, oraz rozpoczął swoją karierę trenerską.

Laurendeau byl trenerem drużyny narodowej dla kanadyjskiej Federacji i pracował z wieloma czołowymi zawodnikami takimi jak Daniel Nestor, Denis Shapovalov czy też ostatnio Gabriel Diallo. Był również przez rok trenerem, a następnie kapitanem kanadyjskiej drużyny daviscupowej przez 13 lat. Trenował również drużynę Kanady na czterech Igrzyskach Olimpijskich – Ateny (2004), Pekin (2008), Londyn (2012) i Rio (2016). Jest również jednym z trzech Kanadyjczyków, którzy są posiadaczami Level 5 coaching, czyli najwyższego stopnia przyznawanego w tym zawodzie.

Laurendeau jest niezwykle szanowany w środowisku tenisowym za swoja wiedzę, spokój i opanowanie. Jednym z wydarzeń, o którym mimo upływu lat dalej sie mówi, to okoliczności, w jakich pomógł młodziutkiemu wówczas Denisowi Shapovalowowi uporać sie z kłopotami, w jakich znalazł się po przypadkowym uderzeniu piłką sędziego w meczu Pucharu Davisa Kanada – Wielka Brytania w 2017 roku. Shapovalov został usunięty z meczu, zaś jego drużyna w wyniku tego zdarzenia przegrała mecz. Wtedy właśnie doświadczenie Laurendeau, jego spokój i autentyczna chęć pomocy młodemu tenisiście spowodowały, iż Shapovalov z czasem uporał się z falą hejtu, jaka na niego spłynęła oraz z winą, jaką odczuwał za spowodowanie porażki w bardzo ważnym meczu.

„Jestem niezwykle zaszczycony, że Tennis Canada powierzył mi jakże ważną rolę w rozwoju tenisa w naszym kraju” – powiedział Laurendeau po ogłoszeniu jego nominacji. „Jestem członkiem Tennis Canada przez ponad 30 lat, a z tenisem związany jestem lat ponad 40. Widząc jak w ciągu tych lat tenis w Kanadzie się rozwijał jest dla mnie ekscytujące, iż będę miał okazję przyłożyć do dalszego rozwoju swoją rękę” – zakończył Larendeau.

 

Martin Laurendeau z Milosem Raoniciem

 

Martin Laurendeau z Galo Blanco, który wówczas pracował z Milosem Raonicem

Miami. Jirzi Leheczka zatrzymał hiszpańską rewelację

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: East News

Jirzi Leheczka został pierwszym półfinalistą tegorocznej edycji turnieju ATP Masters 1000 w Miami. Czech pokonał będącego objawieniem imprezy hiszpańskiego kwalifikanta, Martina Landaluce, 7:6(1), 7:5.

Skład pary inaugurującej ćwierćfinały był z pewnością największą niespodzianką tej fazy zmagań. Przyczynił się do tego przede wszystkim notowany na 151. miejscu w rankingu ATP Hiszpan. Debiutował on bowiem nie tylko na tym poziomie zawodów Masters 1000, ale też wszystkich imprez głównego cyklu. Obecność Czecha nie była aż tak wielką sensacją, lecz i dla niego ten szczebel „tysięczników” nie jest czymś powszechnym, gdyż dotarł na niego dopiero po raz trzeci w karierze. Dla tej dwójki było to pierwsze spotkanie w turniejowej rywalizacji.

Od początku meczu panowie toczyli wyrównaną walkę. Większe trudności z bronieniem własnym podań miał Landaluce, lecz zdołał oddalić wszystkie cztery break-pointy w swoich pierwszych trzech gemach serwisowych. Czech takiego zagrożenia nie doświadczył i zdobywanie kolejnych gemów przychodziło mu ponad dwa razy szybciej. Imponował również skutecznością po trafionym pierwszym podaniu, wygrywając w całym secie aż 20 z 22 takich piłek.

Losy partii rozstrzygnęły się w tie-breaku, w którym górę wzięło większe doświadczenie i regularność Leheczki. 20-latek z Madrytu, niedługo po rozpoczęciu rozgrywki, popełnił podwójny błąd serwisowy oraz zagrał nieudany skrót, co pozwoliło jego rywalowi na zbudowanie wyraźnej przewagi. Czeski tenisista unikał z kolei pomyłek i niezagrożony zwyciężył do jednego.

Druga odsłona na samym starcie wyglądała tak, jak poprzednia. Hiszpan znów znalazł się w opałach przy własnym podaniu, ale uniknął przełamania. Coraz odważniej poczynał sobie za to także gdy returnował, co w piątym gemie poskutkowało pierwszą tego dnia szansą na „brejka”. Leheczka się jednak wybronił, a w następnych minutach obaj gracze szybko wygrywali swoje serwisy.

Kiedy wydawało się, że ponownie dojdzie do tie-breaka, w 12. gemie rozgorzała walka przy podaniu Landaluce. Czech popisał się w nim m.in. dwoma efektownymi minięciami, które przyniosły mu piłki meczowe. Hiszpan obronił łącznie trzy „meczbole”, ale nie wystarczyło mu to do przedłużenia pojedynku. W końcowym fragmencie zawiódł go forhend, z którego popełnił dwa błędy z rzędu. Dzięki temu, po dwóch godzinach i dwóch minutach gry, to Leheczka zameldował się w półfinale. Jego kolejnym oponentem będzie zwycięzca potyczki między Amerykaninem Tommym Paulem, a Francuzem Arturem Filsem.


Wyniki

Ćwierćfinał gry pojedynczej:

Jirzi Leheczka (Czechy, 21) – Martin Landaluce (Hiszpania, Q) 7:6(1), 7:5

Miami. Piąte zwycięstwo z rzędu Jeleny Rybakiny nad Jessicą Pegulą i awans do półfinału

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Photo-Mach Agency, Marcin Okla

Znamy już niemal komplet półfinalistek tegorocznej edycji Miami Open 2026. Do Karoliny Muchovej i Coco Gauff dołączyła Jelena Rybakina. Kazaszka zdołała odwrócić losy spotkania przeciwko Jessice Peguli.

Dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa to również dwukrotna finalistka turnieju rangi WTA 1000 rozgrywanego na Florydzie. Jelena Rybakina w 2023 w meczu o tytuł uległa Petrze Kvitovej, a przed dwoma laty sposób na zawodniczkę pochodzącą z Moskwy znalazła Danielle Collins.

W tym roku druga rakieta świata jest już tylko jedno zwycięstwo od powtórzenia swych najlepszych wyników uzyskanych w Miami. Przepustką do półfinału dla Jeleny Rybakiny było zwycięstwo Kazaszki nad Jessicą Pegulą. Chociaż to reprezentantka gospodarzy lepiej rozpoczęła trzeci z ćwierćfinałów tegorocznej edycji Miami Open.

W pierwszym secie Amerykanka wyszła na prowadzenie i wypracowanej przewagi już nie oddała. W drugiej odsłonie zawodniczka z Buffalo od stanu 2:2 wygrała jedynie gema. Tym samym losy awansu do 1/2 finału rozstrzygnęła trzecia partia. W tej kluczowym okazał się już pierwszy gem. Wygrała go Jelena Rybakina, przy serwisie Jessici Peguli. Zawodniczka gospodarzy miała jedną szansę na odrobienie strat. Jednak zawodniczka z Azji utrzymała przewagę i zameldowała się w gronie półfinalistek turnieju na Florydzie.

Półfinałową rywalkę dla Jeleny Rybakiny wyłoni spotkanie między Aryną Sabalenką i Hailey Baptiste. Dla Kazaszki będzie to trzynaste spotkanie o finał imprezy WTA 1000. Tym samym wiceliderka rankingu WTA została pierwszą tenisistką z Azji z taką liczbą spotkań półfinałowych w turniejach tej rangi. Podopieczna Stefano Vukova zdystansowała Chinkę Na Li.

 


Wyniki

Ćwierćfinał:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 3) – Jessica Pegula (USA, 5) 2:6, 6:3, 6:4

Rafael Nadal uhonorowany przez Politechnikę Madrycką

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

To już trzeci raz, kiedy legendarny Rafael Nadal otrzymał tytuł doktora honoris causa na hiszpańskiej uczelni wyższej. Tym razem wyróżnienie przyznała mu uczelnia – Universidad Politécnica de Madrid (Politechnika Madrycka). Uroczystość odbyła się z udziałem rektora uczelni, dziekana Wydziału Nauk o Aktywności Fizycznej i Sporcie, oraz całej społeczności akademickiej. Nadal odebrał tytuł z ogromnym wzruszeniem i pokorą, podkreślając znaczenie uznania ze strony świata akademickiego. 

Wcześniej Rafa otrzymał tytuł doktora honoris causa dwukrotnie. Pierwszy raz w 2015 roku uhonorowała go uczelnia – Universidad Europea de Madrid (Uniwersytet Europejski) za wybitne osiągnięcia sportowe, promowanie wartości fair play oraz działalność społeczną i edukacyjną. Dziesięć lat później, w październiku 2025 roku, Nadal został pierwszym sportowcem w historii Universidad de Salamanca (Uniwersytetu w Salamance), który otrzymał to prestiżowe wyróżnienie, podkreślając wtedy znaczenie sportu dla społeczeństwa: „Sport codziennie przypomina nam, że poza naszymi różnicami mamy ze sobą wiele wspólnego. Uczy nas szanować rywala, rywalizować z pasją, a także doceniać wysiłek innych, a nie tylko świętować własne zwycięstwa.” 

Po ostatnim tytule również bardzo wzruszony, Hiszpan napisał tak: “W ciągu mojej kariery otrzymałem różne wyróżnienia, ale te pochodzące ze świata akademickiego mają dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ reprezentują szacunek instytucji poświęconych wiedzy, edukacji i rozwojowi społeczeństwa. 

Serdecznie dziękuję Madryckiej Politechnice, jej rektorowi, dziekanowi Wydziału Nauk o Aktywności Fizycznej i Sporcie, Kolegium Doktorów, Radzie Uczelni oraz całej społeczności uniwersyteckiej za przyznanie mi honorowego doktoratu, który przyjąłem z ogromnym wzruszeniem i pokorą. Będę wspominał ten dzień z wielką serdecznością!” 

Pokazuje to, że osiągnięcia Nadala wykraczają daleko poza świat sportu. Jego kariera i zaangażowanie są doceniane nie tylko przez media, ale także środowisko akademickie i społeczeństwo, które widzi w nim przykład wytrwałości, pasji i pozytywnego wpływu na innych. Takie wyróżnienia przypominają, że prawdziwe sukcesy mają wymiar nie tylko osobisty, ale także społeczny i inspirują kolejne pokolenia. 

SMARTCOURT. Statystyka dla każdego tenisisty

/ Anna Niemiec , źródło: , foto: SmartCourt

Historie o tym, jak z pasji rodzi się sukces, zwykle kojarzymy z opowieściami o amerykańskich gigantach, którzy zaczynali w garażu – Apple, Amazon czy Nike. Okazuje się jednak, że podobne projekty mogą powstawać nie tylko w Dolinie Krzemowej, ale również na korcie w Warszawie. Polski rynek tenisowy właśnie doczekał się innowacji, która zmienia sposób, w jaki trenują i rywalizują gracze. To SmartCourt – system pozwalający każdemu grającemu w tenisa sprawdzić swoje statystyki na poziomie dotąd dostępnym wyłącznie w rozgrywkach WTA i ATP.

 

Za tym projektem stoją programista Piotr Szaciński, inżynier lotnictwa specjalizujący się w biznesie Hubert Jaworski oraz były zawodnik, a obecnie trener tenisa Marcin Dmochowski, którzy wspólnie stawiali pierwsze tenisowe kroki w Parku Skaryszewskim. To właśnie tam podczas treningu w 2019 roku narodził się pomysł. – Zastanawialiśmy się, jak nasza gra wygląda w statystykach. Sprawdziłem rynek i okazało się, że w Polsce nie ma żadnego inteligentnego kortu – wspomina Piotr.

Pojawiło się pytanie, czy jest możliwe stworzenie technologii zliczającej statystyki gry. – Od początku było jasne, że to miałoby być urządzenie oparte na kamerach, przetwarzające obraz i generujące statystyki tenisowe – dodaje Hubert. – Pierwsze nagrania robiliśmy przy użyciu kamery, zamontowanej na słupie oświetleniowym kortu w Klubie Tenisowym Radość 90. Raz w tygodniu spotykaliśmy się tam z Piotrkiem na poranną gierkę, po której on w swoim „koderskim” świecie analizował materiał.

Kiedy pokazał przyjaciołom pierwsze efekty, nikt nie miał wątpliwości – projekt ma sens.

 

Od prototypu do produktu

 

Cztery lata intensywnej pracy zaowocowały kilkunastoma prototypami i aplikacją mobilną. System przeszedł ewolucje: od kamer zawieszanych wysoko nad kortem do kompaktowego słupka montowanego przy siatce – rozwiązania, które otwiera drogę do certyfikacji ITF.

– Dzięki współpracy z KT Break i Perun mogliśmy przeprowadzić setki godzin testów i dopasować produkt do potrzeb graczy oraz klubów – podkreśla Hubert, dziękując za wsparcie Michałowi i Pawłowi Carukom oraz Kacprowi Boruckiemu. – Wszyscy gramy w tenisa od dziecka, dlatego od początku naszym założeniem było postawienie w centrum graczy – wyjaśnia. – SmartCourt miał przede wszystkim generować wartość dla graczy,

być prosty, intuicyjny oraz uruchamiać się w maksymalnie 15 sekund, bo na kort przychodzimy grać w tenisa, a nie klikać w telefon. Chcieliśmy, aby statystyki wizualizowały nie tylko dane z pojedynczych sesji, ale przede wszystkim postępy zawodników w czasie oraz realizację celów treningowych.

Prace nad systemem postępowały, choć nie brakowało trudnych momentów. Jednym z większych wyzwań okazał się pozornie prosty element: wyświetlacz prędkości serwisu. – To zmieniło wszystko – wspomina Hubert. – Obliczenia musiały być wykonywane w czasie rzeczywistym, aby pokazać wynik natychmiast po serwisie. Przez pół roku żadna testowana metoda nie spełniała oczekiwań, a projekt dosłownie wisiał na włosku.

Przełom nastąpił, gdy Piotr opracował algorytm, który przekształca obraz 2D w model 3D, a ja równania opisujące trajektorię piłki, oparte m.in. na badaniach NASA. Wtedy metoda pomiarowa zaczęła działać prawidłowo.

Po trzech miesiącach intensywnych prac nad integracją aplikacji z urządzeniem zespół przeprowadził pierwsze testy end2end systemu na korcie. Po odbiciu kilku piłek statystyki momentalnie wyświetliły się w aplikacji! Rozpoczęła się faza testów i eliminowania ostatnich błędów. Równolegle Marcin przeprowadził zamknięte testy z udziałem stu zawodników na różnych poziomach zaawansowania, by zebrać bezpośredni feedback. W maju 2024 twórcy udostępnili SmartCourt do testów trenerom i graczom w Klubie Tenisowym Break, a kilka miesięcy później podpisali pierwsze kontrakty na wdrożenia w warszawskich klubach.

W tym czasie do zespołu dołączyli kolejni specjaliści – Krzysztof Kryczka, inżynier odpowiedzialny za rozwój urządzenia i proces produkcji, Jan Zaboklicki, specjalista od marketingu, dbający o rozwój marki SmartCourt, oraz Mateusz Kasprzak, programista z doświadczeniem w sektorze bankowym, który przejął rozwój aplikacji mobilnej.

 

SmartCourt kontra konkurencja

 

Na świecie działa zaledwie kilka firm rozwijających podobne rozwiązania, ale na ich tle SmartCourt wyróżnia się prostotą obsługi i zestawem funkcji najbardziej użytecznych dla tenisistów. Do montażu polskiego systemu wystarczy doprowadzić zasilanie 230V do słupka siatki, podczas gdy konkurencyjne systemy wymagają skomplikowanej integracji – rozbudowanego okablowania, wymiany słupka siatki, a czasem nawet wiercenia w podłożu. Mobilna konstrukcja SmartCourt umożliwia przeniesienie systemu z hali na korty zewnętrzne, co świetnie sprawdza się w klubach korzystających z obu typów obiektów w zależności od sezonu.

SmartCourt jest w pełni obsługiwany z poziomu aplikacji mobilnej i uruchamiany w kilkanaście sekund. To jedna z dwóch firm na świecie, oferujących wyświetlanie prędkości serwisu wraz z pełną obsługą kortów zewnętrznych. Gracze zyskują natychmiastowy dostęp do szczegółowych statystyk, od uderzeń z głębi kortu po serwis, co pozwala lepiej rozumieć własną grę. Amatorzy mogą porównywać swoje umiejętności i śledzić postępy w czasie, a trenerzy i rodzice otrzymują nowe narzędzie do monitorowania rozwoju zawodników. Statystyki stają się fundamentem nowej formy zdrowej rywalizacji – tenisiści mogą mierzyć się w wirtualnych

rankingach, porównywać wyniki i zdobywać odznaki, co dodatkowo motywuje do treningu i sportowego rozwoju.

Kluby w ramach współpracy otrzymują kompleksową obsługę od serwisu i nadzoru nad pracą systemu po regularne aktualizacje. Dodatkowo zostają objęte wspólną promocją w mediach społecznościowych oraz dostają materiały brandingowe, które pozwalają podkreślić przewagę związaną z wdrożeniem innowacyjnego rozwiązania.

 

Pierwsze wdrożenia i partnerstwa

 

Obecnie SmartCourt działa już w ośmiu klubach w Warszawie i okolicach: KT Break, ST TieBreak, Perun, Timing, Warsaw West Tennis Club, Spójnia Górna, Sonic Sport Raszyn oraz WKT Mera. Odbiór systemu w polskim środowisku tenisowym jest bardzo pozytywny. Łącznie z aplikacji skorzystało już 3700 graczy, a z klubów napływają entuzjastyczne opinie.

– Odkąd korzystamy ze SmartCourt, treningi i mecze mają nowy, interesujący i emocjonujący wymiar – powiedział Michał Caruk z KT Break, prezes Warszawsko-Mazowieckiego Związku Tenisowego. – Gracze, analizując swoje błędy i obserwując postępy, trenują więcej, skuteczniej i w bardziej ukierunkowany sposób. Zawodnicy wymieniają się spostrzeżeniami, a trenerzy wykorzystują system podczas zajęć i do analizy po treningach. To rozwiązanie dało klubowi impuls do dalszego rozwoju.

We wrześniu zeszłego roku firma SmartCourt nawiązała partnerską współpracę z renomowanym klubem WKT Mera. Na jego trzech kortach twardych system mogą teraz testować najlepsi zawodnicy w kraju. SmartCourt został także partnerem technologicznym Warszawsko-Mazowieckiego Związku Tenisowego. Obie strony łączą zbieżne cele. Przedmiotem działalności związku jest rozwijanie kultury fizycznej i sportu oraz popularyzacja tenisa, a założyciele SmartCourtu chcą motywować graczy do częstszej gry, podnoszenia umiejętności tenisowych i wspierać budowanie społeczności w klubach tenisowych.

 

Ambicje i plany

 

Twórcy zapowiadają dalszy dynamiczny rozwój. Celem jest instalacja systemu na stu kortach w Polsce, a w dalszej perspektywie – ekspansja zagraniczna. Panowie cały czas aktywnie współpracują z klubami, zbierając opinie graczy i trenerów, które inspirują kolejne funkcjonalności. Wkrótce system zostanie wzbogacany m.in. o rozpoznanie rodzaju rotacji oraz tryb meczowy. W dalszych planach rozważany jest „line calling” dla kortów twardych, integracja dodatkowej kamery do analiz wideo i tworzenia. „highlightsów”, którymi użytkownicy mogliby się dzielić w sieci. Założyciele nie wykluczają również obsługi turniejów profesjonalnych i amatorskich.

Obecnie głównym kierunkiem rozwoju SmartCourt jest rozbudowa aplikacji mobilnej, która ma stać się tenisową wersją Stravy – popularnej platformy do śledzenia aktywności fizycznej i budowania społeczności. – Idziemy w tym kierunku – podkreśla Marcin Dmochowski. – Chcemy umożliwić graczom z różnych regionów wielopoziomową rywalizację bez konieczności bezpośredniego pojedynku na korcie. W trzecim kwartale 2025 wprowadziliśmy klubowe leaderboardy, które zacieśniają lokalne społeczności. Obecnie rozważamy dołączenie globalnego rankingu z dedykowanym systemem ocen. Dodatkowo w aplikacji rozwijamy cele i wyzwania, również okolicznościowe np. przy okazji Wielkich Szlemów, które pozwolą integrować tenisistów z całej Polski i zagranicy. SmartCourt to start-up w 100 procentach polski z ambicjami międzynarodowymi. Projekt zrodzony z przyjaźni i pasji zaowocował stworzeniem jednego z bardziej innowacyjnych rozwiązań w świecie tenisa. – Robimy to, co lubimy i na czym znamy się najlepiej. Nie liczymy godzin spędzonych przy projekcie, bo liczy się efekt końcowy, a naszym celem jest sytuacja win-win w relacjach z graczami i klubami – podkreślił na zakończenie w imieniu całego zespołu Hubert.

Nam pozostaje trzymać kciuki za polski projekt. Być może wkrótce SmartCourt stanie się dla tenisa tym, czym BLIK dla świata płatności.

Alicante. Trzech Polaków w ćwierćfinale

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Peter Figura

W 1. rundzie turnieju ATP Challenger w Alicante wystąpiły aż trzy deble z udziałem polskich tenisistów. Dwa z nich – Karol Drzewiecki/Piotr Matuszewski oraz Szymon Kielan z Portugalczykiem Tiago Pereirą wygrały swoje mecze i zagrają w ćwierćfinale.

Awans Drzewieckiego i Matuszewskiego

W minionym tygodniu Karol Drzewiecki i Piotr Matuszewski dotarli aż do finału Challengera w Murcji. Polski duet czekał kolejny turniej w Hiszpanii, tym razem w Alicante. W 1. rundzie po dwóch setach, ale wygranych z trudnością awansowali do ćwierćfinału. Mircea-Alexandru Jecan i Seita Watanabe postawili Polakom twarde warunki. Polski debel przełamał rywali na 4:2, ale Rumun z Japończykiem od razu odrobili straty. Sami mieli aż trzy breakpointy na 5:4. Nie wykorzystali tej świetnej sposobności na przechylenie losów seta na swoją korzyść i ostatecznie przegrali tę partię. Drzewiecki/Matuszewski nie musieli rozgrywać tiebreaka, gdyż przełamali rywali na 7:5.

W drugiej odsłonie nie obyło się jednak bez tiebreaka. Chociaż to Jecan i Watanabe prowadzili już 3:1, to polscy tenisiści wrócili do gry w tej partii. Mogli nawet zamknąć ją znacznie wcześniej niż w tiebreaku. Mieli bowiem piłkę meczową przy 5:4. Trzynasty gem seta Drzewiecki i Matuszewski pewnie zwyciężyli 7:2.

Porażka Pieczonki z dobrym znajomym

Polski duet mógł w 1/4 finału zmierzyć się z innym Polakiem. Jednak Filip Pieczonka razem z Georgem Goldhoffem przegrali w pierwszym meczu. Pieczonka ostatnio często grał w duecie z Ivanem Liutarevichem. W Alicante polski tenisista wraz z Amerykaninem Goldhoffem byli rozstawieni z czwórką, a Białorusin gra wspólnie z Bruno Pujol Navarro. Los skojarzył te dwa duety już w 1. rundzie.

W pierwszej odsłonie przełamanie na 4:3 wypracowali Liutarevich i Pujol Navarro. Przewagę od razu stracili. Pieczonka z Goldhoffem mieli świetną szansę na wygranie tego seta. Przy 6:5 jako returnujący nie wykorzystali piłki setowej. O losach partii zdecydował tiebreak, którego rywale wygrali 7:4. Drugi set przebiegł pod dyktando Liutarevicha i Pujola Navarro. Od wyniku 2:2 nie przegrali już nawet gema i przypieczętowali awans do następnej rundy.

Pewny awans Kielana

Szymon Kielan rywalizuje w Alicante w duecie z Tiago Pereirą. W 1. rundzie spotkali się z Raghavem Harshem i Fabricem Martinem. Polak i Portugalczyk do osiągnięcia awansu potrzebowali niewiele ponad godziny gry. Na otwarcie meczu dwukrotnie przełamali serwis przeciwników. Mogli więc pozwolić na stratę jednego gema serwisowego, a i tak wygrali premierową partię 6:4.

Drugi set ponownie rozpoczął się od breaka na korzyść Kielana i Pereiry. Dołożyli oni jeszcze później drugie przełamanie i zdecydowanie triumfowali 6:2. W 1/4 finału zagrają z litewskim deblem Butvilas/Stonkus, którzy niespodziewanie wyeliminowali najwyżej rozstawionych reprezentantów Nowej Zelandii – Finna Reynoldsa oraz Jamesa Watta.


Wyniki

ATP Challenger w Alicante – 1. runda:

Karol Drzewiecki/Piotr Matuszewski (Polska/Polska) – Mircea-Alexandru Jecan/Seita Watanabe (Rumunia/Japonia) 7:5, 7:6 (2)

Szymon Kielan/Tiago Pereira (Polska/Portugalia) – Raghav Harsh/Fabrice Martin (Indie/Francja) 6:4, 6:2

Ivan Liutarevich/Bruno Pujol Navarro (,/Hiszpania) – George Goldhoff/Filip Pieczonka (Stany Zjednoczone/Polska, 4) 7:6 (4), 6:2

Miami. Coco Gauff półfinałową rywalką Karoliny Muchovej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Coco Gauff pokonała Belindę Bencic w drugim z ćwierćfinałów turnieju WTA 1000 w Miami. Amerykanka w siódmym meczu przeciwko Szwajcarce odniosła piąte zwycięstwo. Kolejną rywalką reprezentantki gospodarzy będzie Karolina Muchova.

Reprezentantka gospodarzy pokonując w meczu czwartej rundy Soranę Cirsteę pierwszy raz awansowała do 1/4 finału turnieju WTA 1000 rozgrywanego na Florydzie. Zawodniczka z Atlanty odniosła również kolejne zwycięstwo. Wygrana nad Belindą Bencic dał trzeciej rakiecie świata awans do półfinału. Chociaż czwarty raz podczas tegorocznego Miami Open Coco Gauff potrzebowała czterech setów.

Spotkanie lepiej zaczęła reprezentantka gospodarzy, która jako pierwsza odebrała serwis Szwajcarce. Dało to turniejowej „trójce” prowadzenie 3:0. Co prawda złota medalistka olimpijska odrobiła stratę, ale od stanu 2:3 wygrała jedynie gema. W drugiej odsłonie to Belinda Bencic dominowała. Efektem był tylko jeden przegrany gem i doprowadzenie do wyrównania stanu meczu. W decydującej odsłonie to zawodniczka z Europy jako pierwsza wypracowała sobie przewagę przełamania. Jednak od stanu 3:2 nie wygrała już gema. Tym samym to Coco Gauff powalczy o finał drugiego marcowego turnieju WTA 1000 na amerykańskich kortach twardych.

Rywalką Amerykanki będzie Karolina Muchova. Będzie to szóste spotkanie obu pań. Bilans jest korzystny dla reprezentantki gospodarzy, która w pięciu dotychczasowych spotkaniach straciła jedynie seta. Szóste zwycięstwo nad Czeszką będzie oznaczać dla Coco Gauff nie tylko miejsce w finale, ale również awans na trzecie miejsce w rankingu WTA, który zostanie opublikowany po zakończeniu zmagań na Hard Rock Stadium.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Coco Gauff (USA, 4) – Belinda Bencić (Szwajcaria, 12) 6:3, 1:6, 6:3

Miami. Ciężki wieczór Francuzów, faworyci grają dalej

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W Miami przyszedł czas na mecze czwartej rundy. Wieczorem czasu miejscowego o udział w ćwierćfinale rywalizowali między innymi trzej zawodnicy z Francji.

Pierwszym z nich był Ugo Humbert. Leworęczny 27-latek awansował do 1/8 finału bez straty seta, ale dwa razy nie napotkał wysoko notowanego rywala. Tym razem przeciwnik był wymagający, choć także plasował się poza pierwszą piętnastką rankingu. Mowa tu o Francisco Cerundolo, który w Miami pokonał między innymi Daniiła Miedwiediewa.

W pierwszym secie remis na tablicy wyników utrzymywał się do stanu po trzy. W gemie siódmym przełamanie zdobył Cerundolo, który nie oddał już tej przewagi. W partii drugiej Argentyńczyk grał jeszcze lepiej. 27-latek zaczął i zakończył ją odebraniem podania rywala, co dało mu bezpieczny rezultat 6:3 i pewny udział w ćwierćfinale.

 

Druga para z udziałem Francuza była – przynajmniej w teorii – dużo mniej wyrównana. Quentin Halys, który rundę wcześniej uporał się z Kamilem Majchrzakiem, dostał bardzo trudne zadanie. Jego przeciwnikiem był wszak Alexander Zverev, czyli trzeci zawodnik świata i trzeci najwyżej rozstawiony gracz na Florydzie. Panowie nie grali ze sobą wcześniej a w 1/16 finału na korcie dłużej przebywał Sasza, który stracił seta w spotkaniu z Marinem Cziliciem.

Mecz okazał się bardziej zacięty niż można było się spodziewać. Halys obronił w nim wszystkie sześć break-pointów i w obu setach zmusił Zvereva do rozegrania tie-breaka. W dodatkowych gemach to Niemiec okazał się lepszy – wygrał je do czterech i do jednego.

Swoje umiejętności prezentował kibicom także Terence Atmane. Tenisista z Boulogne mierzył się z reprezentantem gospodarzy Francesem Tiafoe. Miejscowy ulubieniec solidnie zapracował na sukces w tym spotkaniu. Panowie rozegrali trzy sety a Amerykanin musiał pozbierać się po – fatalnej dla siebie – drugiej partii. Sztuka ta się udała, więc 28-latek wystąpi przed własną publicznością także w następnej rundzie.

Swoje zadanie wykonał Jannik Sinner. Wicelider rankingu ATP pokonał w dwóch ciasnych setach Alexa Michelsena i pozostaje w grze o tegoroczne Sunshine Double.

 

 

 

 


Wyniki

 

Miami (1/8 finału mężczyzn):

J. Sinner (Włochy, 2) – A. Michelsen (USA) 7:5 7:6(4)

A. Zverev (Niemcy, 3) – Q. Halys (Francja) 7:6(4) 7:6(1)

F. Cerundolo (Argentyna, 18) – U. Humbert (Francja, 31) 6:4 6:3

F. Tiafoe (USA, 19) – T. Atmane (Francja) 6:4 1:6 6:4

Miami. Amerykanie odpadają. Sen młodego Hiszpana trwa w najlepsze

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Za nami pierwsza połowa kolejnego już dnia Miami Open. Emocji nie brakowało, jednak gospodarze nie mogą być do końca zadowoleni, ponieważ z turniejem pożegnało się kilku ich reprezentantów. Wśród nich był również Sebastian Korda, który przecież dwa dni temu wyeliminował z imprezy lidera światowego rankingu – Carlosa Alcaraza.

Zacznijmy właśnie od Amerykanina, który podejmował dzisiaj 151. rakietę świata: Martina Landaluce, który już w poprzednich rundach zaskakiwał kibiców, pokonując takich zawodników jak: Marcos Giron, Luciano Darderi, czy nawet rozstawiony z “czternastką” Karen Chaczanow. Teraz jednak miał zadanie arcytrudne, ponieważ po drugiej stronie siatki stał pogromca jego rodaka (Alcaraza) – Sebastian Korda.

I powiedzieć, że panowie rozegrali fantastyczne spotkanie to tak jakby nic nie powiedzieć. Było w nim tyle zwrotów akcji, świetnych zagrań i kapitalnych decyzji, że bez wątpienia można postawić je na szczycie, jeśli chodzi o dzisiejsze pojedynki na Florydzie. Pierwszą partię dość pewnie wygrał reprezentant USA, ale od tego momentu Landaluce zaczął grać na najwyższym poziomie, pokazując poziom z poprzednich starć, kiedy to właśnie wygrywał mecze będąc w roli “underdoga”.

W tie-breaku drugiego seta Hiszpan mistrzowskim winnerem z returnu obronił piłkę meczową dla Kordy, a następnie zapisał tę partię na swoje konto, wykorzystując już pierwszego set-balla. Trzecia odsłona również padła jego łupem, kiedy to przełamał rywala w decydującym momencie, pieczętując zwycięstwo po prawie dwóch i pół godzinie gry.

Tym samym został on trzecim najniżej notowanym ćwierćfinalistą w historii imprezy w Miami. Przed nim plasują się tylko Jim Grabb (185. miejsce w 1994 roku) oraz Patrick McEnroe (180. pozycja w roku 1993). Sam Landaluce natomiast jest teraz dokładnie 150. tenisistą świata. A w ramach ciekawostki można dodać jeszcze, że Hiszpan jest pierwszym graczem urodzonym w 2006 roku, który osiągnął ćwierćfinał turnieju rangi ATP Masters 1000.

Porażka Fritza

Powody do zadowolenia ma także rozstawiony z numerem dwudziestym drugim – Jiri Lehecka, który to podobnie jak Martin Landaluce wyrzucił dziś z imprezy jednego z tenisistów amerykańskich. Pokonał on Taylora Fritza, sprawiając dużą niespodziankę na oczach zgromadzonych na trybunach kibiców, w większości wspierających oczywiście swojego gracza.

Czech był od rywala skuteczniejszy i koniec końców lepiej wytrzymywał presję w najważniejszych momentach spotkania. Po przegranym tie-breaku drugiej partii, był on w stanie się podnieść i bardzo pewnie sięgnął po zwycięstwo w decydującym secie. Fritz z kolei popełnił w nim całe mnóstwo niewymuszonych błędów, a do tego korzyści nie przynosił mu własny serwis, po którym wygrał zaledwie 62 procent punktów, co przy 87 procentach po stronie Lehecki jest wynikiem fatalnym.

Po dwóch godzinach i dwudziestu siedmiu minutach Czech awansował do najlepszej ósemki florydzkiego mastersa. A tam zmierzy się właśnie ze wspominaną już sensacją tegorocznej edycji imprezy – Martinem Landaluce.

Fils idzie za ciosem

Po niezwykłym zwycięstwie nad Stefonosem Tsitsipasem, kiedy to Arthur Fils stracił zaledwie jednego gema, Francuz poszedł o krok dalej i zameldował się dzisiaj w ćwierćfinale, pokonując świetnie dysponowanego w ostatnim czasie Valentina Vacherota. Podobnie jak w dwóch opisywanych wcześniej pojedynkach, tak i tutaj były trzy zacięte seta. Pierwszy padł łupem reprezentanta “trójkolorowych”, który w kluczowym momencie (dziesiątym gemie) przełamał Monakijczyka i po czterdziestu minutach wyszedł na prowadzenie.

Druga odsłona była nieco dłuższa i dla odmiany – nie doszło w niej do ani jednego breaka. Mało tego, żaden z tenisistów nie miał nawet bezpośredniej okazji na jego zdobycie, ponieważ serwujący bardzo pewnie przechodzili przez kolejne gemy, nie pozostawiając returnującym żadnych złudzeń.

Tym sposobem doszło do tie-breaka, a w nim podobnie jak w całym secie, trudno było znaleźć sposób na wygranie punktu przy serwisie rywala. Ostatecznie jednak po jednym jedynym mini-breaku seta zapisał na swoje konto Vacherot, doprowadzając do remisu 1-1.

W decydującej partii natomiast ponownie Arthur Fils okazał się lepszy, przełamując Monakijczyka w piątym gemie. Mistrz z Szanghaju nie zdołał już do końca odrobić strat i tym samym to Francuz awansował do najlepszej ósemki w Miami, notując jedenaste zwycięstwo w tym sezonie przeciwko zawodnikom spoza najlepszej dziesiątki światowego rankingu.

Jest to dla niego piąty w karierze ćwierćfinał turnieju Masters 1000 i jeśli uda mu się podtrzymać wyżej wspomnianą serię, to na pewno znajdzie się w finale, ponieważ pozostali tenisiści w jego połówce drabinki nie znajdują się w czołowej dziesiątce światowego rankingu.

Szybki awans Paula

Zdecydowanie najszybszym meczem pierwszej połowy dzisiejszego dnia było starcie Tommy’ego Paula z Argentyńczykiem – Tomasem Martinem Etcheverrym. Amerykanin od samego początku dyktował warunki na korcie i tracąc tylko cztery gemy zameldował się w ćwierćfinale turnieju w Miami.

Jego rywalem w walce o najlepszą czwórkę będzie Arthur Fils. Ich jedynym pojedynkiem jest ich mecz z Szanghaju sprzed dwóch i pół roku, kiedy to po trzech zaciętych setach wygrywał Paul. Czy reprezentant USA zdoła to powtórzyć i zatrzyma będącego w kapitalnej dyspozycji Francuza?


Wyniki

Miami Open, 1/8 finału:

Martin Landaluce (Hiszpania) – Sebastian Korda (USA, 32) – 2:6, 7:6(6), 6:4

Jiri Lehecka (Czechy, 21) – Taylor Fritz (USA, 6) – 6:4, 6:7(4), 6:2

Arthur Fils (Francja, 28) – Valentin Vacherot (Monako, 28) – 6:4, 6:7(4), 6:4

Tammy Paul (USA, 22) – Tomas Martin Etcheverry (Argentyna, 29) – 6:1, 6:3

Hubert Hurkacz i Nicolas Massu zakończyli współpracę!

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: Instagram Huberta Hurkacza , foto: East News

Nicolas Massu nie jest już trenerem Huberta Hurkacza. Informację przekazał polski tenisista za pośrednictwem mediów społecznościowych.

W poniedziałek Iga Świątek poinformowała o zakończeniu współpracy z Wimem Fissette’em, a dzień później rozstanie ze swoim trenerem zakomunikował Hubert Hurkacz. Polski tenisista dodał wpis na Instagramie, w którym napisał, że decyzja o kontynuowaniu tenisowej drogi oddzielnie została podjęta wspólnie z Nicolasem Massu. Nasz reprezentant podziękował Chilijczykowi za to, że był z nim w najtrudniejszym okresie kariery Wrocławianina.

Nicolas Massu był trenerem „Hubiego” od listopada 2024 roku. W tym czasie Polak sięgnął po tytuł wraz z reprezentacją w United Cup 2026 rozgrywanym w Australii. Jednocześnie jednak ten okres kariery Polaka był naznaczony długą przerwą od gry spowodowaną poważną kontuzją kolana. Wrocławianin stara się odzyskać dawną formę, lecz niestety zanotował ostatnio serię siedmiu porażek z rzędu. O przerwanie tej passy będzie walczył już bez Chilijczyka w teamie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Hubert Hurkacz (@hubihurkacz)