Maja Chwalińska nie zwalnia tempa. Po heroicznym boju z Dianą Shnaider polska kwalifikantka zapisała się w historii, awansując do wielkiego finału paryskiego szlema. Na pomeczowej konferencji prasowej 24-latka nie kryła ogromnych emocji, opowiadając o tenisowych idolach, wsparciu kibiców, czy nietypowej diecie swoich trenerów.
Z perspektywy kibiców awans zawodniczki sklasyfikowanej w drugiej setce rankingu do finału turnieju wielkoszlemowego to absolutna sensacja. Sama tenisistka przyznaje, że wciąż trudno jej uwierzyć w to, co się aktualnie dzieje.
– Zdecydowanie żyję teraz w swojej własnej bańce. Skok z miejsca poza pierwszą setką rankingu do finału Wielkiego Szlema to gigantyczna sprawa, więc trudno mi to wszystko od razu poukładać w głowie. Po turnieju przyjdzie czas, żeby to przetworzyć i wziąć głęboki oddech – wyznała uśmiechnięta Chwalińska, dodając, że zaraz po piłce meczowej czuła się wręcz przytłoczona nadmiarem emocji i radości.
Przyjemność z gry i wielcy idole
Polska tenisistka udowodniła w czwartek, że potrafi udźwignąć presję gry na największych kortach świata. Jak sama przyznaje, wsparcie 15-tysięcznej publiczności to dla niej atut, a nie ciężar.
– Zawsze bardzo lubiłam grać przed ludźmi. Tenis jest wtedy po prostu przyjemniejszy. Dzisiaj kibice dali mi mnóstwo dobrej energii i bardzo mi pomogli, jestem za to ogromnie wdzięczna – zaznaczyła.
Chwalińska otwarcie przyznała też, że od najmłodszych lat uważnie śledziła zmagania największych legend.
– Byłam fanką numer jeden Rogera Federera! Liczył się tylko on, potem Rafa Nadal, a na końcu Novak Dźoković. Teraz modlę się, żeby Novak grał jak najdłużej, abym wciąż mogła go oglądać. Z obecnego touru uwielbiam mecze Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera – stwierdziła polska rewelacja turnieju.
Brak sponsora
Sukces tej rangi to wielkie wyzwanie organizacyjne dla zawodniczki z kwalifikacji. Zapytana o swoje zróżnicowane stroje, Chwalińska odpowiedziała rozbrajająco szczerze: – Nie mam technicznego sponsora odzieżowego, więc gram w tym, co mam! Jeśli chodzi o pobyt, jestem bardzo wdzięczna firmie Oshee, która pomaga mi opłacać hotel. Resztą spraw biznesowych będę się martwić po turnieju.
Na koniec 24-latka rozbawiła zgromadzonych dziennikarzy opowieścią o przedmeczowych rytuałach. Sama stawia na sen i relaks, ale jej sztab trzyma się zupełnie innej rutyny.
– Ja nie jestem zbyt przesądna, ale moi trenerzy już tak. Jesteśmy tu od trzech tygodni, a oni… codziennie jedzą pizzę! Przytyją strasznie, to będzie koszmar. Ale jeśli tego chcą, nie mogę im zabronić. Może to nam pomaga? – podsumowała ze śmiechem Polka.
Wielki finał Roland Garros, w którym Maja Chwalińska zmierzy się z 19-letnią Mirrą Andriejewą, zaplanowano na najbliższą sobotę o godzinie 15:00.