Roland Garros. Maja Chwalińska z Dianą Sznajder o najcenniejszy finał w karierze

/ Jakub Karbownik , źródło: Wlasne, foto: Olga Pietrzak

Maja Chwalińska i Diana Sznajder zagrają o miejsce w finale w górnej połówce turniejowej drabinki Roland Garros 2026. Dla obu pań jest to szansa na największy sukces w karierze. Pojedynek zostanie rozegrany na korcie Philippe-Chatriera.

W ostatnich latach na niekwestionowany tytuł Królowej Paryżu zapracowała sobie Iga Świątek, która w sezonach 2020-2025 triumfowała na Roland Garros czterokrotnie. Tegoroczny występ była liderka rankingu zakończyła na 1/8 finału, gdzie nie dała rady Marcie Kostiuk.

Pod nieobecność sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej radość polskim kibicom przynosi Maja Chwalińska. Bielszczanka, która w kategoriach młodzieżowych razem ze Świątek święciła triumfy, nie przestaje zadziwiać podczas tegorocznego Rolanda Garrosa. Zawodniczka, która przed rozpoczęciem imprezy w stolicy Francji była czwartą rakietą naszego kraju, wygrała już w tym roku na kortach w Lasku Bulońskim osiem pojedynków i zameldowała się w 1/2 finału Rolanda Garrosa.

Rywalką Polki będzie Diana Sznajder. Tenisistka z Zygulowska, której dotychczasowym największym sukcesem wielkoszlemowym była czwarta runda US Open 2024, w ostatnim ze spotkań ćwierćfinałowych przegrywała z Aryną Sabalenką 3:6, 3:5, by od tego momentu wygrać dziesięć gemów z rzędu i zapewnić sobie miejsce w półfinale.

Do półfinału Maja Chwalińska i Diana Sznajder w porównaniu do Marty Kostiuk i Mirry Andriejewej przystąpią bez dnia przerwy. Dlatego meczu z udziałem Polki zaplanowano jako drugi z meczów 1/2 finału w czwartek 4.06. Panie wyjdą na kort Philippe-Chatriera w trzecim meczu dnia na głównej arenie kompleksu Rolanda Garrosa, w drugim pojedynku od godziny 15:00.

Roland Garros. Matteo Arnaldi uzupełnia włoski półfinał

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Znamy komplet półfinalistów tegorocznego Roland Garros. Do Alexandra Zvereva i Jakuba Mensika, którzy wywalczyli awans wczoraj, dołączyło dzisiaj dwóch Włochów. Stawkę najlepszej czwórki uzupełnił Flavio Cobolli oraz Matteo Arnaldi, który awansował po pechowym kreczu Matteo Berrettiniego.

Pierwszy set rozpoczął się jednak od niezwykle pewnego objęcia prowadzenia przez Berrettiniego, który po kilku minutach miał już na swoim koncie 3:0 z podwójnym przełamaniem. Widać było, że świetnie czuje się na korcie i zamierza walczyć o zbliżenie się do swojego najlepszego wyniku wielkoszlemowego z Wimbledonu sprzed pięciu lat.

Arnaldi natomiast nie dawał za wygraną i nawet będąc w tak wydawałoby się beznadziejnej sytuacji “docisnął” starszego kolegę z reprezentacji i po serii kapitalnych uderzeń zdołał odrobić straty. Berrettini kompletnie zgubił rytm i co druga piłka przez niego zagrywana lądowała w dolnej części siatki. Brakowało mu regularności i co najważniejsze skuteczności, ponieważ rywal biegał praktycznie do wszystkiego i jeśli tamten nie zagrał mu precyzyjnej, szybkiej piłki, musiał liczyć się z błyskawiczną kontrą.

Przy stanie 4:3 od strony Arnaldiego panowie rozegrali ponad piętnastominutowy gem, w którym jednak w końcu lepszy okazał się starszy z Włochów, utrzymując swoje podanie. Nie utrzymał go natomiast w najważniejszym momencie seta, a mianowicie przy stanie 5:6, a to oznaczało jedno – set powędrował na konto Matteo Arnaldiego.

W drugiej partii przy wyniku 2:1 Berrettini musiał skorzystać z przerwy medycznej z powodu problemów z lewą nogą. Wyraźnie przeszkadzał mu ból w okolicach uda, przez co ostatecznie zmuszony został poddać spotkanie i tak oto mecz zakończył się wynikiem 5:7, 2:5.

Tym samym młodszy z tenisistów awansował do swojego pierwszego w karierze półfinału turnieju Wielkiego Szlema i już w piątek zmierzy się z kolejnym rodakiem – Flavio Cobollim, który po południu wyeliminował z imprezy rozstawionego z “czwórką” – Felixa Auger-Aliassime’a.


Wyniki

Roland Garros, ćwierćfinał:

Matteo Arnaldi (Włochy) – Matteo Berrettini (Włochy) – 7:5, 5:2 RET.

Roland Garros. Cobolli nie do zatrzymania, będzie włoski półfinał

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: East News

Flavio Cobolli awansował do półfinału French Open. W meczu 1/4 finału Włoch wygrał 4:6, 6:4, 6:4, 6:4 z Felixem Augerem-Aliassimem. Oznacza to, że w finale zagra jakiś włoski tenisista.

W gronie ćwierćfinalistów w górnej połowie drabinki znaleźli się aż trzej Włosi. Jednym z nich był rozstawiony z numerem 10. Flavio Cobolli, który zmierzył się z Felixem Augerem-Aliassimem (rozstawiony z numerem 4). Kanadyjczyk wyszedł na kort zdenerwowany ze względu na błędy własne, został przełamany już na otwarcie. Dodatkowo, zawodnikom przeszkadzały podmuchy wiatru. Auger-Aliassime szybko skutecznie odpowiedział na stratę przełamania. Większość gemów rozgrywanych było na przewagi. Tak wydarzyło się również przy wyniku 5:4 dla Kanadyjczyka. Ten wywalczył decydującego breaka i po godzinie gry prowadził 1:0 w setach.

Po pierwszej partii nad kortem zamknięty został dach. Drugi set początkowo przebiegał pod dyktando Felixa Augera-Aliassime’a. Wyżej rozstawiony tenisista prowadził już 3:1. Flavio Cobolli wszedł na wyższy poziom gry i zanotował serię czterech wygranych gemów. Ostatecznie wygrał seta 6:4 i wyrównał stan rywalizacji. W kolejnej odsłonie nie brakowało kolejnych szans na przełamanie. Cobolli uratował gema z 0:40. Później sam wywalczył przełamanie na 4:3. Tak samo, jak w pierwszym secie triumfował 6:4.

Również wynikiem 6:4 na korzyść Włocha zakończyła się również czwarta i zarazem ostatnia część ćwierćfinałowej rywalizacji. Znów wystarczyło jedno przełamanie na 3:2. Felix Auger-Aliassime nie odrobił straty. Flavio Cobolli triumfował po trzech i pół godzinie gry. Włoski tenisista zadebiutuje na poziomie półfinału Wielkiego Szlema. Tam jego rywalem będzie jego rodak. W sesji wieczornej okaże się, czy będzie to Matteo Berrettini czy Matteo Arnaldi.


Wyniki

French Open – 1/4 finału:

Flavio Cobolli (Włochy, 10) – Felix Auger-Aliassime (Kanada, 4) 4:6, 6:4, 6:4, 6:4

Birmingham. Kamil Majchrzak z awansem do 2. rundy

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Marcin Cholewiński

Kamil Majchrzak awansował do 2. rundy Challengera w Birmingham. W meczu przekładanym i przerywanym przez opady deszczu wygrał 7:6, 6:3 z Jamesem McCabem.

Po odpadnięciu w 1. rundzie French Open, Kamil Majchrzak przeniósł się na korty trawiaste. Polak zgłosił się do turnieju rangi Challenger w Birmingham, gdzie został rozstawiony z numerem drugim. W momencie, kiedy rozpoczął grę, był już najwyżej notowany po porażce Mattii Bellucciego. Poważne problemy organizatorom i tenisistom sprawiają opady deszczu. Kamil Majchrzak i James McCabe mieli rozegrać swoje spotkanie już we wtorek. Ostatecznie na kort wyszli także z opóźnieniem w środę.

Chociaż Majchrzak zmierzył się z kwalifikantem, to zwycięstwo nie przyszło łatwo. To James McCabe jako pierwszy zdobył przełamanie na 3:2. Przy prowadzeniu 5:4 serwował na wygranie pierwszej partii. Został jednak przełamany przez Polaka do zera. Kamil Majchrzak wrócił więc do rywalizacji i seta rozstrzygnął na swoją korzyść w tiebreaku. W dodatkowej rozgrywce objął prowadzenie 4:1, a ostatecznie zwyciężył 7:3.

W pierwszym gemie serwisowym drugiej odsłony polski tenisista wrócił ze stanu 15:40. W następnym gemie sam wywalczył przełamanie, ale miał duże problemy z jego potwierdzeniem. Majchrzak wybronił trzy breakpointy. Przy wyniku 4:2 Polak dołożył kolejnego breaka i serwował na awans. Mimo prowadzenia 40:15 nie zakończył jeszcze meczu i został przełamany. Na domiar złego w kolejnym gemie gra znów została przerwana z powodu opadów deszczu. Po powrocie na kort Kamil Majchrzak wygrał dwie piłki przy returnie i ostatecznie sięgnął po zwycięstwo.

 


Wyniki

ATP Challenger w Birmingham – 1. runda:

Kamil Majchrzak (Polska, 2) – James McCabe (Australia, Q) 7:6 (3), 6:3

Być jak Maja Chwalińska, czyli przepis na wygrywanie

/ Jakub Wojtczak , źródło: , foto: Olga Pietrzak

Podczas tegorocznego Roland Garros, Polka pokazuje, że w tenisie można wygrywać sprytem, cierpliwością i różnorodnością. Dla amatorów jej gra jest znacznie lepszą lekcją, niż popisy choćby takiego Carlosa Alcaraza.

Alcaraz to dla mnie najpiękniej grający tenisista świata. Ma wszystko, siłę, kondycję, szybkość, technikę, sportową charyzmę i przekłada to na nieziemskie zagrania. Oglądanie go w akcji to najczystsza tenisowa przyjemność. Czy chciałbym grać jak Hiszpan? Oczywiście. Problem w tym, że nie mam jego szybkości, siły ani talentu. Mimo to często próbuję kopiować jego tenis podczas meczów. Efekt? Oddaję wymiany, gemy, sety i całe mecze. Przegrywam już na poziomie wyborów taktycznych.

A co robi Maja? Coś wspaniałego! Ale jednocześnie nic, czego by nie radzono nam, jeśli tylko kiedykolwiek pracowaliśmy z instruktorem lub trenerem. A więc, pracuj dobrze na nogach, staraj się nie oddawać punktów za darmo, zmieniaj rotację, kontroluj rytm gry, nie bój się skrótów, patrz co robi przeciwnik, przewiduj jego ruchy. I być może najważniejsze, graj to, co potrafisz. Gra o punkty to nie konwencja do nauki nowych zagrań, czy szlifowania tych, których nie mamy opanowanych.

I właśnie dlatego warto patrzeć na Maję Chwalińską.

W kobiecym tenisie taki styl sprawdza się znakomicie, bo większość zawodniczek preferuje bardziej bezpośrednią, siłową grę, przeplataną jedynie slajsami i skrótami. Maja robi to inaczej, ona nie zmienia sposobu gry, żeby przełamać schemat, jej schematem jest brak schematu. Stoisz po drugiej stronie siatki i nie wiesz, co zagra. A nawet jeśli wiesz, to często nie potrafisz odpowiedzieć na zagrania teoretycznie nie najtrudniejsze. Niby proste, ale mieszające w głowie, wywołujące frustrację. Moja ulubiona kombinacja to gra wysokim topspinem długiej piłki raz, drugi, trzeci… Ktoś powie, że to archaiczny tenis i Maja cofa dyscyplinę o 30 lat. Nic bardziej mylnego. Ona gra pod górkę, ale jak tylko przeciwniczka próbująca odegrać to samo pośle piłkę krótszą, Maja wchodzi błyskawicznie w kort i albo gra woleja driv’em, albo po uderza agresywnie płasko po koźle. Totalnie z zaskoczenia. Tego nie widuję u innych,a więc jest to bardziej innowacja, niż uwstecznienie. A serwis? Wprowadzać piłkę do gry 140 km/h to wstyd? Absolutnie nie i już wyjaśniam dlaczego. W meczu z E. Mertens Maja nie miała żadnego asa. Ale trafiła pierwsze podanie w 81% przypadków, z czego wygrała 64% punktów. Liczyło się umiejscowienie piłek i jeszcze raz – skuteczność trafiania pierwszego serwisu. To tenis sprytny, błyskotliwy, a przez to, że skuteczny to jeszcze tak bardzo imponujący.

Na koniec najlepsze. Taki tenis jest w naszym (amatorów) zasięgu, oczywiście po zbudowaniu mocnych podstaw. Dla mnie to więcej, niż wystarczająco, żeby podjąć ważną decyzję. Po Roland Garros zamiast marzyć o tym, by grać jak Alcaraz, wolę nauczyć się wygrywać jak Maja Chwalińska.

 

Jakub Wojtczak

Roland Garros. Aryna Sabalenka poza turniejem!

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: , foto: Peter Figura

Liderka światowego rankingu pożegnała się z paryskim szlemem! W ćwierćfinale lepsza od Aryny Sabalenki okazała się Diana Sznajder.

Przed rozpoczęciem tego spotkania łatwo było wskazać faworytkę. Była nią oczywiście liderka rankingu i pierwszy set rzeczywiście przebiegał pod jej dyktando. Wprawdzie Sznajder w końcówce partii częściowo odrobiła stratę, ale na więcej nie było jej stać.

W drugim secie Sabalenka również przeważała na korcie. Tenisistka z Białorusi prowadziła 5:3 i była zaledwie jeden gem od końcowego zwycięstwa. Wtedy jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Sznajder podniosła poziom swojej gry, a to w połączeniu z nerwowością i wieloma błędami Sabalenki, dało zawodnicze z Rosji wspaniałą serię.

Sznajder zapisała na swoim koncie aż dziesięć gemów z rzędu, odwracając losy drugiego seta i wygrywając decydującą partię 6:0. Rozstawiona z numerem 25 tenisistka sprawiła więc sporą niespodziankę, pokonując liderkę światowego rankingu.

W czwartkowym półfinale rywalką Sznajder będzie reprezentantka Polski, Maja Chwalińska.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Diana Sznajder (25) – Aryna Sabalenka (1) 3:6, 7:5, 6:0

Roland Garros. Maja Chwalińska w półfinale!

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: , foto: Olga Pietrzak

Maja Chwalińska się nie zatrzymuje! Polska tenisistka pokonała Annę Kalińską i zagra w półfinale Rolanda Garrosa!

Wszystkie oczy polskich kibiców zwrócone są na Maję Chwalińską, która przebojem wygrywa w Paryżu mecz za meczem. W środę jej rywalką była Anna Kalińska. W pierwszym secie zawodniczka z Rosji przegrywała już 1:5, ale zdołała wrócić do gry i doprowadzić do tie-breaka. W nim jednak na zwycięską ścieżkę w tym starciu wróciła Polka, wygrywając tę odsłonę spotkania 7-3.

W drugiej partii można było zauważyć coraz większą nerwowość w poczynaniach Kalińskiej, co powodowało błędy. Chwalińska natomiast wciąż była skoncentrowana i skupiona na realizacji swojego planu. 24-latka wypracowała sobie przewagę podwójnego breaka i tablica wyników wskazywała 4:1. Od tego momentu obserwowaliśmy serię przełamania, co dało Polce zwycięstwo 6:3 i zarazem wygraną w całym meczu.

24-latka jest objawieniem tegorocznej edycji paryskiego szlema. Nasza reprezentantka musiała przebrnąć przez kwalifikacje, żeby zagrać w turnieju głównym. Ogółem Polka wygrała już osiem meczów w całej imprezie, pierwszy raz w karierze występując tu w głównej imprezie. O wielki finał Rolanda Garrosa nasza tenisistka zmierzy się z liderką światowego rankingu, Aryną Sabalenką, lub Dianą Sznajder.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Maja Chwalińska (Polska) – Anna Kalińska (22) 7:6(3), 6:3

Perugia. Reprezentant gospodarzy zatrzymał Kaśnikowskiego

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

Maks Kaśnikowski wziął udział w turnieju głównym w Perugii. Nasz reprezentant przegrał w pierwszej rundzie po długim meczu.

Zawody w Italii mają rangę ATP Challenger i są rozgrywane na kortach ceglanych. Maks miał okazję dobrze zapoznać się z miejscowymi obiektami, ponieważ wcześniej rozegrał dwa zwycięskie mecze w eliminacjach.

W pierwszej rundzie czekało jednak spore wyzwanie. Rywalem Polaka był wszak zawodnik gospodarzy – Andrea Pellegrino. Włoch zajmuje 124 miejsce w rankingu a w zawodach został rozstawiony z numerem szóstym.

Pierwszy set był bardzo dobry w wykonaniu Kaśnikowskiego. 22-latek jako pierwszy przełamał rywala, wychodząc na prowadzenie 3:1. Maks miał okazję na zamknięcie partii swoim podaniem przy stanie 5:3, ale nie udało mu się wygrać bardzo długiego gema. Kontratak nastąpił jednak natychmiast – Polak jeszcze raz odebrał serwis Włocha i uzyskał wynik 6:4.

Drugi set miał zupełnie inny przebieg. W pierwszych sześciu gemach nie było przełamań a potem panowie tracili podanie cztery razy z rzędu. Ostatecznie tenisiści dotarli do wyniku po sześć i tie-breaka.

W trzynastym gemie triumfował Włoch, który w ten sposób przedłużył mecz do pełnego dystansu.

Trzecia partia to pełna dominacja Pellegrino. 29-latek przegrał w niej tylko jednego gema i ponownie będzie mógł zagrać przed własną publicznością.

 

 

 

 


Wyniki

 

Perugia (pierwsza runda mężczyzn):

A. Pellegrino (Włochy, 6) – M. Kaśnikowski (Polska) 4:6 7:6(5) 6:1

Roland Garros. Jakub Mensik drugim półfinalistą imprezy

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Miało być niesamowite widowisko, miał być kolejny pięciosetowy bój, a skończyło się trzysetowym zwycięstwem rozstawionego z numerem “26” Jakuba Mensika. Czech w wielkim stylu pokonał pogromcę Novaka Dźokovicia i Caspera Ruuda – Joao Fonsecę i zameldował się w półfinale paryskiego szlema.

Pierwsze dwa sety w zaskakująco szybkim tempie padły łupem Jakuba Mensika, który grał zdecydowanie regularniej i solidniej od swojego młodszego rywala. Co więcej praktycznie w każdej sytuacji miał przygotowaną kontrę na zagrania Fonseki i był w tym wszystkim o wiele bardziej różnorodny.

U Brazylijczyka natomiast zawodził nie tylko serwis, który stracił w dwóch pierwszych partiach aż trzykrotnie, ale również jego potężne uderzenia forhendowe. Nie był on w stanie na dłuższą metę zagrozić Czechowi i po zaledwie godzinie i dwudziestu pięciu minutach przegrywał już 0-2.

Prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w secie trzecim, kiedy to Fonseca w końcu znalazł sposób na odebranie Mensikowi podania. Rywal jednak szybko odpowiedział tym samym i wyrównał na 2:2. Brazylijczyk nie zamierzał składać broni i wykorzystał słabszy moment przeciwnika ponownie wychodząc na prowadzenie z breakiem.

Przy stanie 5:4 serwował nawet na zwycięstwo w secie. Miał piłkę setową, ale świetnie wyszedł z opresji Czech i wykorzystując piątego break-pointa wrócił do gry. Obaj prezentowali w tym fragmencie meczu kosmiczny wręcz poziom tenisa. Roiło się od spektakularnych akcji, czy odważnych decyzji, które dawały punkt, mimo że były to rozwiązania arcytrudne i nieoczywiste.

Szczególnie Jakub Mensik próbował przełamywać ten jednostajny i momentami nawet monotonny rytm standardowych wymian, w których Fonseca czuje się przecież fantastycznie. Czech jednak od pewnego momentu seta trzeciego zmagał się z jakimiś problemami zdrowotnymi, przez co nie chciał też wchodzić z rywalem w długie akcje.

Wszystko zakończyło się w tie-breaku, chociaż czeski tenisista miał już wcześniej sześć szans meczowych w gemie numer dwanaście. Wtedy natomiast świetnie wybronił się Fonseca i po serii spektakularnych punktów doprowadził do decydującego gema. Po dwóch godzinach i czterdziestu siedmiu minutach to jednak Czech zamknął spotkanie i po raz pierwszy w karierze zameldował się w półfinale imprezy wielkoszlemowej, gdzie już w piątek zmierzy się z turniejową “dwójką” – Alexandrem Zverevem.


Wyniki

Roland Garros, ćwierćfinał:

Jakub Mensik (Czechy, 26) – Joao Fonseca (Brazylia, 28) – 6:4, 6:3, 7:6(3)

Wimbledon. Maja Chwalińska dostanie szansę rywalizacji w turnieju głównym?

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Polski Związek Tenisowy wystąpił do organizatorów Wimbledonu z prośbą o dziką kartę do turnieju głównego dla Mai Chwalińskiej. Spełnienie prośby władz polskiego tenisa sprawiłoby, że w turnieju głównym trzeciej w sezonie lewy Wielkiego Szlema na pewno zobaczymy cztery reprezentantki Polski.

Nie Iga Świątek, a Maja Chwalinska jest jedyną reprezentantką Polski, która pozostaje w grze o końcowy triumf na kortach Rolanda Garrosa w drugim tygodniu tegorocznych zmagań. Przejście kwalifikacji i cztery wygrane mecze w turnieju głównym sprawiły, że Bielszczanka w najnowszym notowaniu rankingu WTA awansuje z miejsca 114 na pozycję w top 50.

Tym samym, gdyby listy startowe do tegorocznego Wimbledonu były na podstawie zestawienia najlepszych tenisistek, które ukaże się ósmego czerwca, wówczas w tym roku w Londynie mielibyśmy w grze cztery Biało-Czerwone singlistki.

Jednak termin zamknięcia zgłoszeń minął na sześć tygodni przed inauguracją Wimbledonu 2026, czyli 18 maja. Tego dnia Maja Chwalińska była 114. rakietą świata i jedyne, na co może w tej chwili liczyć, biorąc pod uwagę aktualny ranking, to miejsce na listach startowych do eliminacji. Innym wyjściem dla polskiej ćwierćfinalistki Roland Garros 2026 jest specjalna przepustka, którą mogą przyznać organizatorzy imprezy rozgrywanej na angielskiej trawie.

– Polski Związek Tenisowy i Team Mai Chwalińskiej oficjalnie zwrócili się do organizatorów z prośbą o przyznanie polskiej zawodniczce dzikiej karty do turnieju głównego tegorocznego Wimbledonu – czytamy w komunikacie opublikowanym na mediach społecznościowych PZT.

Jeżeli polska tenisistka nie otrzyma „Dzikiej karty”, wówczas kolejny raz wystartuje w kwalifikacjach. Pewne jest jednak to, że trzech dodatkowych spotkań w drodze do turnieju głównego Maja Chwalińska nie będzie musiała rozgrywać podczas nadchodzących edycji US Open oraz Australian Open. To znaczy, że tenisistka z Bielska-Białej będzie miała za sobą debiut w każdej z czterech imprez wielkoszlemowych.