Challenger. Cenne zwycięstwo Pawlaka, niespodziewana porażka faworytów

/ Izabela Modrzewska , źródło: własne, foto: Karolina Kiraga-Rychter

W środowych rozgrywkach ATP Challengera awans do ćwierćfinału zanotował tylko jeden polski deblista. 

We francuskim Troyes Piotr Pawlak i Manas Dhamne pewnie pokonali duet Abel Hernandez-Aguila/Julien Evrard i zameldowali się w 1/4 finału turnieju. W całym meczu polsko-hinduska para straciła tylko jednego gema. 24-latek ma okazję powalczyć o drugi tytuł deblowy w sezonie.

Po zwycięstwie w meczu singlowym podczas turnieju w Braszowie Maks Kaśnikowski nie poszedł za ciosem w deblu. W parze z Saschą Gueymardem Wayenburgiem przegrał z Lucą Castelnuovo i Akirą Santillanem w dwóch setach. Było to dopiero czwarte spotkanie deblowe tenisisty z Warszawy w tym roku.

W Mediolanie niespodziewanie już w pierwszej rundzie odpadł Szymon Walków. Polak i jego partner Sergio Martos Gornés, rozstawieni z numerem '4″, przystępowali do meczu z reprezentantami gospodarzy w roli faworytów. Ostatecznie musieli jednak uznać wyższość rywali, przegrywając po super tie-breaku.


Wyniki

Challenger w Troyes – I runda debla

Piotr Pawlak, Manas Dhamne (Polska, Indie) – Abel Hernandez-Aguila, Julien Evrard (Hiszpania, Francja) 6:1, 6:0

Challenger w Mediolanie – I runda debla

Filippo Romano, Francesco Forti (Włochy) – Szymon Walków, Sergio Martos Gornes (Polska, Hiszpania, 4) 6:1, 4:6, 10-5

Challeneger w Braszowie – I runda debla

Luca Castelnuovo, Akira Santillan (Hiszpania, Japonia) – Maks Kaśnikowski, Sascha Gueymard Wayenburg (Polska, Francja) 6:1, 7:6 [5]

WTA Finals. Nowa lokalizacja imprezy kończącej sezon

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

WTA Finals po dwóch sezonach opuszcza Arabię Saudyjską. Impreza kończąca sezon dla ośmiu najlepszych singlistek i par deblowych w tym roku po czterech latach powróci do Stanów Zjednoczonych.

Rywalizacja na kortach Wimbledonu powoli nabiera tempa. Najlepsze tenisistki świata rywalizują między innymi o rankingowe punkty, które pozwolą im na udział w tegorocznej edycji WTA Finals. Przed rokiem tytuł zdobyła Jelena Rybakina, pokonując w finale Arynę Sabalenkę. Jeszcze nie wiadomo czy finalistki z 2025 roku wezmą udział w kolejnej edycji turnieju, ale już wiadomo, gdzie odbędzie się rywalizacja.

– WTA w dniu dzisiejszym ogłosiła, że tegoroczna edycja WTA Finals zostanie rozegrana na kortach Indian Wells Tennis Garden między 8 a 15 listopada – możemy przeczytać w informacji jaką na swej strony zamieściła Womens Tennis Association.

W ten sposób po jednej edycji turnieju w Cancun i dwóch w Rijadzie, turniej powróci do Stanów Zjednoczonych po czterech latach. Poprzednio WTA Finals były rozgrywane w Stanach Zjednoczonych w 2022 roku, gdy gospodarzem było Fort Worth.

 

Wimbledon. Iga Świątek ponownie na najważniejszym korcie

/ Jakub Karbownik , źródło: Wlasne, foto: Eastnews

Iga Świątek i Karolina Pliszkova zagrają w jednym ze spotkań drugiej rundy singla na kortach Wimbledonu. Poznaliśmy plan gier czwartego dnia rywalizacji i wiadomo o której do gry wejdzie obrończyni tytułu.

Najlepsza polska tenisistka od trzysetowego zwycięstwa rozpoczęła obronę tytułu mistrzowskiego na kortach w stolicy Anglii. Wygrana nad Taylor Townsend to 107. wygrany mecz w drabince imprezy wielkoszlemowej Igi Świątek co jest rekordem w tej dekadzie XXI wieku.

Przed tenisistką rozstawioną z numerem trzecim zawodniczką kolejną wymagającą rywalką, która w przeszłości bardzo dobrze radziła sobie przy Church Road. Karolina Pliszkova to finalistka Wimbledonu z 2021.
Spotkanie Polki z Czeszką zaplanowano w czwartek 2 lipca na Korcie Centralnym. Będzie to pierwszy mecz czwartego dnia zmagań na głównej arenie obiektu przy Church Road, a to znaczy, że panie przystąpią do gry o 14:30 polskiego czasu. Bedzie to czwarty pojedynek obu pań. Bilans rywalizacji jest korzystny dla reprezentantki Polski, która dotychczas ani razu nie przegrała z byłą liderką światowego rankingu z Czech.

Katarzyna Kawa zagra w WTA 125 T-Mobile Warsaw Open. Bilety już w sprzedaży

/ PZT , źródło: Biuro prasowe PZT, foto: PZT

Polski Związek Tenisowy rozpoczął sprzedaż biletów na WTA 125 T-Mobile Warsaw Open, czyli czyli największy turniej tenisowy w naszym kraju, który odbędzie się 2-8 sierpnia na kortach Legia Tenis & Golf przy Myśliwieckiej 4A. Wejściówki można nabyć za pośrednictwem eBilet.pl.

Udział w imprezie, która odbędzie się po raz czwarty, wezmą czołowe polskie i zagraniczne tenisistki. Wstępną listę startową poznamy w połowie lipca, ale już teraz swoją obecność na WTA 125 T-Mobile Warsaw Open potwierdziła zawodniczka LOTTO PZT Team, zwyciężczyni ostatniego turnieju rangi WTA 125 w Modenie Katarzyna Kawa. Nazwiska kolejnych uczestniczek przekażemy niebawem w mediach społecznościowych Polskiego Związku Tenisowego.

 

Wstęp na trybuny 2-6 sierpnia będzie bezpłatny. Ceny biletów na 7 i 8 sierpnia czyli półfinały oraz finały, zaczynają się od 30 zł (ulgowe) oraz 60 zł (normalne). Dostępne są też karnety dwudniowe – odpowiednio od 50 zł i 100 zł. Do wspomnianych kwot należy doliczyć opłatę serwisową.

Wejściówki ulgowe przysługują:

– dzieciom i młodzieży do lat 18 na podstawie dowodu tożsamości,

– uczniom, studentom i doktorantom na podstawie odpowiedniej legitymacji,

– Zasłużonym Honorowym Dawcom Krwi na podstawie Legitymacji Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi co najmniej III stopnia,

– osobom z niepełnosprawnościami na podstawie Legitymacji Osoby Niepełnosprawnej.

Dzieciom z Kartą Młodego Warszawiaka przysługuje bezpłatny wstęp na trybuny, ale na 7 i 8 sierpnia wymaga on wygenerowania w systemie eBilet wejściówki za 0 zł.

Początek piątkowych meczów o 12.00. Sobotni finał gry pojedynczej rozpocznie się o 14.00.

 

Link do platformy biletowej: https://www.ebilet.pl/sport/tenis/wta-polish-open?partner=polskizwiazektenisowy

Wimbledon. Majchrzak i Drzewiecki z przegraną po wyrównanym spotkaniu

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: Marcin Cholewiński

Kamil Majchrzak i Karol Drzewiecki byli o krok od wygrania spotkania pierwszej rundy na tegorocznym Wimbledonie, ale ostatecznie zeszli z kortu pokonani. Polacy przegrali z parą Fernando Romboli/John-Patrick Smith 7:5, 6:7(9), 6:7(8). 

Karol Drzewiecki i Kamil Majchrzak dostali się do głównej drabinki gry deblowej w ostatniej chwili. Rok temu partnerem Drzewieckiego na Wimbledonie był Piotr Matuszewski. Polska para przegrała jednak już w meczu otwarcia.

W pierwszej rundzie czekało na nich niełatwe zadanie. Polacy zmierzyli się z doświadczonymi deblistami Fernando Rombolim i Johnem-Patrickiem Smithem. Pierwszy set był przez większość czasu zacięty. Mogło się wydawać, że o wszystkim rozstrzygnie tie-break, ale polska para wzięła sprawy w swoje ręce wcześniej. W jedenastym gemie przełamała podanie przeciwników, a w następnym gemie wyserwowali zwycięstwo.

Druga partia również należała do wyrównanych. Mimo wszystko Polacy grali coraz pewniej przy gemach serwisowych rywali. W dziewiątym gemie zdobyli break pointa. Był to ważny moment spotkania, jednak brazylijsko-australijski duet wyszedł z opresji. Tym razem zacięta gra doprowadziła do tie-breaka, który również był wyrównany. Nie brakowało w nim efektownych uderzeń oraz wymian. Końcówka należała do nerwowych. Łącznie rozegrano 20 punktów. Lepsi okazali się jednak rywale, którzy obronili dwie piłki meczowe, zdobyli mini breaka i wykorzystali trzecią piłkę setową.

O tym która para awansuje do drugiej rundy zadecydował trzeci set. Obie pary starały się utrzymać swoje podanie i uniknąć przełamania. Ważne break pointy zdobyli Drzewiecki i Majchrzak w ósmym gemie, jednak serwujący Romboli wyszedł z opresji. Po tym żaden z duetów nie zdobył szansy na przełamanie. O wszystkim rozstrzygnął tie-break grany do dziesięciu punktów. Smith i Romboli jako pierwsi zdobyli przewagę. Polacy musieli gonić wynik. Udało im się wyrównać na 7:7, ale potem przeciwnicy wygrali z dwa punkty z rzędu i zameldowali się w drugiej rundzie. Co ciekawe, to polska para zdobyła łącznie 117 punktów, podczas gdy rywale o pięć mniej.


Wyniki

Pierwsza runda debla:

Fernando Romboli, John-Patrick Smith (Brazylia, Australia) – Kamil Majchrzak, Karol Drzewiecki (Polska, Polska) – 5:7, 7:6(9), 7:6(8)

Felieton wimbledoński. Obecność nieusprawiedliwiona

/ Artur St. Rolak , źródło: Korespondencja z Londynu , foto: East News

Artur St. Rolak, Londyn SW19

 

Nie zawsze dobrze mieć rację, ale w tym przypadku trudno się skarżyć. Odpytany przez Wirtualną Polskę na okoliczność „dzikiej karty” dla Mai Chwalińskiej, nie mogłem nie wspomnieć o Serenie Williams. Na szczęście wszystko się sprawdziło, bo inaczej musiałbym przyśpieszyć rozważania o emeryturze.

 

Chyba niewiele ryzykowałem twierdząc, że „gdyby jednak Serena zmieniła zdanie, na pewno dostałaby dziką kartę również w singlu”. Williams nie byłaby sobą, gdyby z decyzją nie zwlekała do ostatniej chwili. Decyzję zmieniła, a All England Lawn Tennis Club zrobił to, co było do przewidzenia.

„Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby zawodniczka, nawet tej klasy, wróciła z emerytury po kilku latach i wygrywałaby z zawodowymi tenisistkami, które są w treningu. To nie świadczyłoby najlepiej o dyscyplinie” – zaproponowałem. I wczoraj do późnego wieczora ta groźba miała sens.

Honor koleżanek uratowała Maya Joint; Maya, która do wczoraj była mniej znana niż Maja-finalistka Roland Garros. Jeśli czymś się do tej pory wyróżniała, to grą w okularach przeciwsłonecznych. Żaden kaprys ani kontrakt reklamowy, lecz przykra konieczność. Joint ma wadę wzroku, która utrudnia widzenie w ostrym słońcu. Wczoraj nie było takiej potrzeby, bo grała przy sztucznym świetle.

Maya urodziła się w kwietniu 2006 roku, kiedy Serena miała na koncie siedem tytułów wielkoszlemowych, w tym dwa wimbledońskie, i 24 lata na liczniku. Dziś Williams zbliża się do 45. urodzin, ma poukładane życie rodzinne i raczej wystarcza jej od pierwszego do pierwszego. Dlaczego zatem po prawie czterech latach od ostatniego meczu o stawkę postanowiła znów wyjść na kort? Nie dla pieniędzy, nie dla sławy, więc po co?

Niedawno sportowy świat pasjonował się powrotem Lindsey Vonn. Na samo wspomnienie tego powrotu przechodzą ciarki. Na korcie nie jest tak niebezpiecznie jak na stoku narciarskim, ale wniosek ciśnie się ten sam – można oszukiwać samą (samego) siebie, ale nie biologię. W drugim secie Joint przestraszyła się nie rywalki, ale swoich myśli. Gdy znów zaczęła grać zgodnie z planem, czyli nie wprost na rakietę Williams, punkty dopisywały się same.

Serena, choć poproszona, na pomeczową konferencję prasową nie przyszła. Wydała tylko oświadczenie, które jednak nie pocieszyło tłumu dziennikarzy, ale przekonało AELTC, aby nie karać jej za złamanie obowiązku. Maksymalna grzywna może sięgnąć 50 tysięcy dolarów, ale ta nieobecność została uznana za usprawiedliwioną.

Wimbledon. Kolejne pewne zwycięstwo Huberta Hurkacza! Polak pokonał Sebastiana Ofnera

/ Jarosław Truchan , źródło: własne, foto: Olga Pietrzak

Hubert Hurkacz zagra w trzeciej rundzie najstarszego turnieju tenisowego świata! Polak odniósł w środę pewne zwycięstwo nad Sebastianem Ofnerem, pokonując Austriaka w trzech setach. Tym samym Wrocławianin po raz pierwszy od 2023 roku znalazł się w gronie 32 najlepszych uczestników Wimbledonu. 

Było to drugie spotkanie obu panów w historii. Poprzedni ich pojedynek miał miejsce podczas ubiegłorocznego turnieju w Genewie, gdzie Polak pokonał Austriaka. Wrocławianin przystępował do środowego meczu bardziej wypoczęty – w pierwszej rundzie Hurkacz pokonał w trzech partiach Caspera Ruuda. Z kolei Ofner stoczył pięciosetowy pojedynek z Hamadem Medjedoviciem. Dla starszego z tenisistów występ na wimbledońskich kortach jest jedynym turniejem na kortach trawiastych w tym sezonie.

W pierwszym secie obaj tenisiści imponowali dyspozycją przy serwisie. Panowie zachowywali niemal stuprocentową skuteczność wygrywanych punktów po pierwszym podaniu. Gemy były krótkie – returnujący nie potrafili dojść do głosu. Wyjątek stanowił dziewiąty gem, w którym Ofner nieoczekiwanie wyszedł na prowadzenie 40-0 przy serwisie Hurkacza, wywalczając tym samym trzy break pointy. Stało się tak głównie za sprawą gorszej dyspozycji Polaka w punktach rozgrywanych przy drugim podaniu. W kluczowym momencie z pomocą Hurkaczowi ponownie przyszedł pierwszy serwis, którym półfinalista tej imprezy sprzed pięciu lat obronił się przed przełamaniem.

Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym tenisiści nie pozwalali wygrywać punktów returnującym. Hurkacz i Ofner byli niezachwiani przy podaniu, przez co konieczna była gra na przewagi. Przy 8-8 Polak popisał się niesamowitą paradą przy siatce. Rzucając się na kort w celu zagrania woleja, 29-latek wywalczył piłkę setową. Następnie wygrał punkt przy serwisie rywala (była to pierwsza taka sytuacja w dogrywce), dzięki czemu wyszedł na prowadzenie w meczu.

Przegrany tie-break ewidentnie wpłynął na obniżenie koncentracji Ofnera. Austriak na początku drugiej partii dwukrotnie stracił podanie, przez co na tablicy wyników szybko zawidniał wynik 4:1 dla Hurkacza. Starszy z tenisistów zaczął spisywać się słabiej w polu serwisowym. Poza tym coraz gorzej znosił długie akcje, w których nie był już tak skuteczny, jak w poprzedniej odsłonie meczu. Tenisista z kraju, którego stolicą jest Wiedeń, odrobił część strat, lecz był to efekt chwilowego rozluźnienia Polaka. Hurkacz pewnie zakończył seta z przewagą przełamania, przybliżając się do awansu.

Nasz reprezentant miał okazję do przełamania rywala w piątym gemie trzeciego seta. Ofner obronił jednak break pointa, ratując się przed trzecią stratą serwisu w meczu. Hurkacz grał coraz swobodniej, zwłaszcza przy serwisie. Kolejną presję na rywalu wywarł w dziewiątym gemie. Wrocławianin wygrał cztery punktu z rzędu od stanu 0-30, przełamując rywala na 5:4. Następnie tenisista z Polski bez problemów przypieczętował zwycięstwo przy własnym podaniu.

Hurkacz odniósł w środę kolejne przekonujące zwycięstwo. Nasz reprezentant podczas tegorocznych rozgrywek w Londynie wciąż nie stracił seta, zamykając kolejny mecz w około trzy godziny. O awans do najlepszej szesnastki imprezy 29-latek zagra z Tommym Paulem lub Soonwoo Kwonem


Wyniki

Druga runda:

Hubart Hurkacz (Polska) – Sebastian Ofner (Austria) 7:6(8), 6:4, 6:4

Wimbledon. Jan Zieliński i Luke Johnson bez awansu do drugiej rundy

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: Photo-Mach Agency, Marcin Okla

Jan Zieliński i Luke Johnson mieli duże nadzieje na udany występ podczas tegorocznego Wimbledonu, ale odpadli już w pierwszej rundzie. Polsko-brytyjska para musiała uznać wyższość Jakuba Paula i Ryana Seggermana i przegrała 4:6, 4:6.

Luke Johnson i Jan Zieliński wzięli udział w drugim wspólnym turnieju wielkoszlemowym. Pierwszy z nich, Australian Open, był dla nich udany. Dotarli do półfinału i zaprezentowali się z dobrej strony. Następnie zrezygnowali z udziału w Rolandzie Garrosie ze względu na kontuzję Zielińskiego.

W pierwszej rundzie podjęli parę Jakub Paul/Ryan Seggerman. Początek spotkania nie był udany dla Polaka i Brytyjczyka, którzy w trzecim gemie stracili podanie do zera. Jedno przełamanie wystarczyło rywalom, aby uzyskać przewagę i utrzymać ją do końca seta. Zieliński i Johnson byli blisko odrobienia straty w szóstym gemie. Udało im się zdobyć dwa break pointy, jednak nie zamienili ich na przełamanie. Przeciwnicy wykorzystali pierwszą piłkę setową i zbliżyli się do awansu do drugiej rundy.

Drugi set dał nadzieję na to, że Polakowi i Brytyjczykowi uda się doprowadzić do wyrównania. Początek seta był wyrównany, jednak w siódmym gemie doszło do drugiego w meczu przełamania ze strony rywali. Zieliński i Johnson nie dali rady wrócić do gry. Chwilę później musieli bronić kolejnych break pointów, które były zarazem piłkami meczowymi. Ostatecznie jednak Paul i Seggerman wykorzystali pierwszą piłkę meczową przy swoim podaniu i zameldowali się w drugiej rundzie.


Wyniki

Pierwsza runda debla:

Jakub Paul, Ryan Seggerman (Szwajcaria, USA) – Luke Johnson, Jan Zieliński (Wielka Brytania, Polska) – 6:4, 6:4

Braszów. Pewny awans Maksa Kaśnikowskiego

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

Maks Kaśnikowski rozegrał kolejne spotkanie turnieju w Braszowie. Polak awansował do ćwierćfinału.

Rywalem naszego reprezentanta w Rumunii był Andres Santamarta Roig. Hiszpan zajmuje w rankingu ATP 782. miejsce, więc to Kaśnikowski był zdecydowanym faworytem spotkania.

Ten status Maks potwierdził bardzo szybko już w pierwszym secie. Przełamanie na początku partii dało mu komfortowe prowadzenie 3:0, którego potem solidnie pilnował. W dziewiątym gemie walka była wyrównana, ale Maks wygrał ostatecznie własne podanie i uzyskał wynik 6:3.

W drugim secie Kaśnikowski także wywalczył przełamanie już na początku. 22-latek potwierdził „brejka” wygranym serwisem i był na dobrej drodze do zwycięstwa. Końcowy triumf Maksa był bardzo przekonujący – drugi set skończył się rezultatem 6:2.

 

 

 

 

 

 


Wyniki

 

Braszów (1/8 finału mężczyzn):

M. Kaśnikowski – A. Roig (Hiszpania) 6:3 6:2