Wygrywanie na wyłączność

Ksawery Styka , foto: Peter Figura

Ksawery Styka

Czy można wygrać mecz tenisowy jeszcze przed wyjściem na kort? Czy można stworzyć wokół siebie aurę zwycięzcy, dzięki której nawet twoi najwięksi rywale będą bali się grać z tobą? I najważniejsze: czy można zdominować turniej wielkoszlemowy do tego stopnia, że cała reszta stawki przyjeżdża walczyć tylko o drugie miejsce? Dwie dekady panowania Rafaela Nadala w Paryżu to dowód, że w wielkim sporcie można zgarnąć wszystko i nie zostawić rywalom absolutnie żadnych złudzeń.

Przez lata turniej Roland Garros jako jedno z najważniejszych wydarzeń w sezonie, był traktowany jako „zwykła” sportowa impreza, w której podobnie jak w każdym innym turnieju mógł wygrać każdy. Wszystko zmieniło się jednak z rokiem 2005, kiedy to do stolicy Francji przyleciał dziewiętnastoletni Hiszpan – Rafael Nadal. Od tego momentu lista triumfatorów francuskiego wielkiego szlema zaczęła być wyjątkowo powtarzalna: 2005, 2006, 2007, 2008, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2017, 2018, 2019, 2020 i 2022 – w tych latach wygrywał właśnie Rafa. Patrząc na ten ciąg dat, nietrudno zrozumieć, dlaczego to, co dla kibiców było piękną historią, dla rywali Hiszpana stało się wieloletnią, sportową traumą.

Urodzony w Manacor na Majorce Nadal od najmłodszych lat interesował się sportem i wszystkim co z nim związane. Chociaż trudno, żeby było inaczej, skoro brat jego ojca – Miguel Ángel Nadal był zawodowym piłkarzem, występującym w barwach Majorki, FC Barcelony i kadry narodowej Hiszpanii.

Pasją do tenisa zaraził go jednak inny wujek – Toni Nadal, który po raz pierwszy zabrał Rafę na kort, gdy ten miał zaledwie trzy lata. Na początku młody Hiszpan trenował dwa sporty, łącząc tenis z grą w futbol. Kiedy jednak ojciec kazał mu w końcu wybrać jedną dyscyplinę, aby nie zaniedbywał przez to nauki, ostatecznie wybrał tenis.

To właśnie sportowe geny i niesamowicie ambitne środowisko ukształtowały jego charakter, co sam zainteresowany po latach idealnie podsumował: „Urodziłem się w rodzinie o wielkich tradycjach sportowych, wśród wielu autorytetów, co od zawsze mnie inspirowało. Nie potrafię robić czegokolwiek, nie dając z siebie absolutnie wszystkiego. To podejście zdominowało całe moje życie. I jedyne, o co staram się każdego dnia, to po prostu być jeszcze lepszym”.

Przegrywali jeszcze przed meczem

Przewaga Nadala na paryskiej mączce nie ograniczała się jednak tylko do samej gry. Hiszpan potrafił wygrywać spotkania, zanim w ogóle opuścił szatnię. Swoimi specyficznymi rytuałami przed wyjściem na kort budował presję, której wielu zawodników po prostu nie wytrzymywało.

Zjawisko to świetnie podsumował Novak Djokovic pod koniec 2023 roku w wywiadzie dla amerykańskiego programu „60 Minutes”. Serb wprost przyznał, jak trudne było samo przebywanie z Hiszpanem przed meczami w Paryżu: „Moja szafka była tuż obok jego, a szatnia wcale nie jest tam taka duża. Przed wyjściem na kort robił swoje charakterystyczne sprinty tuż obok mnie. Słyszałem nawet głośną muzykę wydobywającą się z jego słuchawek. Pamiętam, że niesamowicie mnie to wkurzało”. Djokovic dodał, że to zachowanie sprawiało, że czuł się tym onieśmielony, a nawet i zastraszony.

Skoro takie emocje towarzyszyły jednemu z najlepszych tenisistów w historii, nietrudno sobie wyobrazić, co czuła reszta stawki. Wielu zawodników przegrywało z Nadalem w swojej głowie, zanim sędzia w ogóle rozpoczął spotkanie. Idealnie ujął to Casper Ruud. Po przegranym finale w 2022 roku Norweg stwierdził wprost, że wychodząc na kort centralny Roland Garros, ma się wrażenie walki z całym tym miejscem. Zwracając się do Hiszpana, dodał szczerze: „Wiem jedno: nie jestem twoją pierwszą ofiarą. Wiem, że było ich przede mną bardzo wiele”.

Sportowa długowieczność

Przez lata Rafael Nadal potwierdzał w Roland Garros swoją legendę niepokonanego i niezwyciężonego, z którym boją się grać nawet najlepsi tenisiści świata. Hurtowe triumfy Hiszpana sprawiały, że z biegiem lat frustracja reszty stawki narastała.

Doskonałym i niezwykle symbolicznym przykładem tej totalnej bezradności jest sytuacja z 2008 roku. W ćwierćfinale turnieju po drugiej stronie siatki stanął jego rodak, Nicolas Almagro. Będąc bezlitośnie ogrywany przez Nadala na korcie centralnym, sfrustrowany Hiszpan w pewnym momencie spojrzał w stronę swojego boksu trenerskiego i wykrzyczał słowa, które przeszły do historii dyscypliny: „On wygra ten turniej 40 razy z rzędu. Będzie miał 65 lat i wciąż będzie wygrywał Roland Garros!”. To nie był tylko zwykły wybuch sportowej złości. To była bolesna, szczera do bólu kapitulacja człowieka, który na własnej skórze poczuł, że wygrywanie w Paryżu było zarezerwowane dla Rafy.

Jak inaczej można bowiem wytłumaczyć te seryjne zwycięstwa Hiszpana we francuskiej stolicy? Czy da się je w ogóle do czegokolwiek porównać? Triumfowanie w jednym wielkoszlemowym turnieju 14 razy to wyczyn, który zdaje się wykraczać poza granice ludzkich możliwości. To już nie jest po prostu wielki sportowy sukces. To absolutna anomalia. To moment, w którym legenda jednego tenisisty przyćmiła legendę samego turnieju.

Specjalne wyróżnienie

Skalę tej nieprawdopodobnej hegemonii oddaje fakt, że w maju 2021 roku organizatorzy turnieju odsłonili na terenie kompleksu Rolanda Garrosa trzymetrowy, stalowy pomnik Rafaela Nadala. Postawienie zawodnikowi monumentu za życia, w miejscu, w którym wciąż aktywnie rywalizuje, to absolutny ewenement. Ale w tym przypadku nikt nie protestował.

Nawet jego najwięksi historyczni rywale czuli, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Novak Djokovic z pełnym przekonaniem przyznawał, że gra przeciwko Hiszpanowi w Paryżu to „największe wyzwanie w historii sportu, przypominające zderzenie ze ścianą”. Z kolei Ivan Ljubičić, wieloletni trener Rogera Federera, po czternastym triumfie Nadala poszedł o krok dalej, pisząc w mediach społecznościowych, że „sam pomnik to za mało” i zasugerował całkowitą zmianę nazwy słynnego kortu centralnego. I trudno się z tym nie zgodzić.

Historia Rafaela Nadala we French Open to zjawisko, którego nikt prawdopodobnie już nigdy nie powtórzy. Zbudował przewagę, która zaczynała się w szatni, a kończyła podniesieniem pucharu. Zwykły turniej tenisowy zamienił w miejsce swojej własnej, bezwzględnej dominacji, pokazując całemu światu, jak w praktyce wygląda wygrywanie na wyłączność. Co roku do Paryża przyjeżdżało stu dwudziestu ośmiu tenisistów z całego świata, a i tak wszyscy spekulowali tylko o jednym: kto tym razem przegra z Nadalem w finale.

 

Ksawery Styka