ITF rozpoczyna częściowy odwrót?

/ infosport.pl, źródło: infosport.pl, foto:

Jeśli wśród osób, które interesują się tenisem, są takie, do których nie dociera temat reformy rozgrywek wykonanej przez ITF (Międzynarodowa Federacja Tenisowa), to albo jest to niezwykły przypadek, albo specjalnie tego unikają. Prawda jest taka, że mówi i pisze się o tym wszędzie. Trudno znaleźć szanujące się sportowe medium na świecie, które nie pochyliło się nad tym tematem. Nie jest to ani trochę zaskakujące – w końcu ze święcą trzeba szukać przypadku, w którym światowy związek dokonuje zmian na szkodę zawodników. Każda federacja chce, aby liczba aktywnych sportówców rosła. Zupełnie inaczej jest w tenisie, gdzie postarano się, aby zmniejszyć grono uprawiające tę dyscyplinę…

„Obecny stan rzeczy powoduje, że zabija się marzenia wielu zawodników”, „ITF odbiera mi możliwość wykonywania mojej pracy”, „Bardzo smutne jest to, że ludzie, którzy nie mieli do czynienia z zawodowym tenisem wprowadzają takie zmiany, a my nie mamy na to wpływu” – to słowa odpowiednio Jana Zielińskiego, Mateusza Terczyńskiego i Karola Drzewieckiego, czyli tenisistów, którzy podobnie jak setki innych, ucierpieli na zmianach wprowadzonych wraz z rozpoczęciem tego roku. W telegraficznym skrócie warto przytoczyć najbardziej absurdalne zmiany. Bezapelacyjnie na pierwszym miejscu plasuje się stworzenie drugiego rankingu ITF. Trzeba byłoby się naprawdę nagłowić, aby zrozumieć co autor miał na myśli i co chciał osiągnąć tym ruchem. Czy komuś przeszkadzało, że w klasyfikacji ATP widniało ponad 2 tysiące nazwisk? Co zmienia fakt, że wciąż jest podobna liczba aktywnych tenisistów, z tym, że podzielonych na dwa rankingu? Na pozycję na podium zasłużyło także tworzenie prekwalifikacji WYŁĄCZNIE dla graczy zameldowanych w oficjalnym turniejowym hotelu, czy brak możliwości zgłoszenia się do debla, gdy nie występuje się w grze pojedynczej.

Problemów jest cała lista – połączenie stworzenia dwóch odosobnionych rankingów oraz zmniejszenie liczby turniejów (co więcej i to jest ważne: zmniejszono również liczbę miejsc w drabinkach eliminacji do zawodów ATP Challenger Tour oraz ITF Futures) spowodowało, że wyłącznie szczęśliwcy mogą grać w tenisa. Kiedyś tylko niektórzy mogli zarabiać. Teraz niektórzy mogą rywalizować. Absurd, prawda? Kilkaset tenisistów wciąż czeka na swój pierwszy start w tym roku, bądź ma na koncie na przykład jeden – jak chociażby wspomniany wyżej Terczyński.

I tutaj przechodzimy do sedna sprawy. Wszystko wskazuje, że działacze ITF posypali swoje głowy popiołem i chcą udowodnić, że nie są głusi na głos ludu. W środę w specjalnym oświadczeniu Międzynarodowej Federacji Tenisowej poinformowano, że „po przeanalizowaniu danych zebranych po ośmiu tygodniach funkcjonowania World Tennis Tour i informacjach zwrotnych od tenisistów”, podjęto decyzję o zwiększeniu liczby miejsc w drabinkach eliminacyjnych ITF Futures z 24 do 32. – Za nami dopiero osiem tygodni funkcjonowania nowych zasad, dlatego musimy być cierpliwi. Dopiero potem będziemy mogli wyciągnąć obiektywne wnioski. Zauważyliśmy jednak, że należy zwiększyć drabinki eliminacyjne do 32 miejsc. To oferuje graczom większe możliwości, przez co nie zawahaliśmy się przy dokonywaniu tej poprawki – zacytowano w oświadczeniu dyrektora wykonawczego rozgrywek ITF, Jackie Nesbitta.

Cóż. Wprawdzie jedna jaskółka wiosny nie czyni, to jednak dla tenisistów, którym tenisowe życie odwróciło się do góry nogami, każdy promyk nadziei jest na wagę złota. W tym przypadku kto wie, czy nie na wagę turniejowego występu. Najlepsze co mogą zrobić zawodnicy, to nie przestać napierać. Podwoić ataki, wykonywać je z jeszcze większą siłą. Włodarze ITF bardzo dobrze zdają sobie z tego sprawę, że zła prasa nie służy federacji. Teraz podjęto decyzję o zwiększeniu drabinek eliminacyjnych, w przyszłości może doczekamy się poprawki dotyczącej wpisowego (obecnie za wejście do turnieju trzeba „zapłacić” 40 dolarów, co w przeliczeniu na naszą walutę wynosi ponad 150 złotych)? Jeśli ITF ma się zdecydować na częściowy odwrót, to zrobi to w najbliższym czasie. Czas działa na ich korzyść..

Indian Wells. Świątek w finale eliminacji

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Tylko jeden mecz dzieli Igę Świątek od debiutu w głównej drabince turnieju WTA w Indian Wells. Na początek eliminacji Polka ograła Larę Arruabarrenę. Teraz zmierzy się z Ysaline Bonaventure.

Iga Świątek przez długi czas nie była pewna, czy jej ranking pozwoli na występ w eliminacjach do zawodów rangi WTA Premier w Indian Wells. Ostatecznie ryzyko się opłaciło, a Polka dostała szansę debiutu na tamtejszych kortach. W pierwszej rundzie warszawianka trafiła na rozstawioną z numerem siedem Larę Arruabarrenę z Hiszpanii.

Nasza tenisistka rozpoczęła ten mecz w najlepszy możliwy sposób – od prowadzenia aż 5:0. Rywalka zdołała ugrać honorowego gema, lecz na więcej nie było jej już stać. Świątek załatwiła sprawę przy trzecim setbolu, wygrywając 6:1. Przez długi czas wszystko wskazywało na to, że pojedynek zamknie się w dwóch odsłonach. W drugim secie Polka dwukrotnie miała przewagę przełamania, a przy 5:4 serwowała nawet na zwycięstwo w meczu.

Arruabarrena nie zamierzała się jednak poddawać, natychmiast odpowiadała na breaki i wszystko rozstrzygnęło się dopiero w tiebreaku. Ten także był wyrównany, Świątek miała nawet piłkę meczową przy stanie 6-5, ale Hiszpanka wygrała trzy punjty z rzędu i całą partię.

Stracona szansa nie podłamała na szczęście Polki. W decydującym secie walka toczyła się tylko do stanu 2:2. Później Świątek okazała się zdecydowanie skuteczniejsza i wygrała cztery gemy z rzędu oraz całe spotkanie – 6:1, 6:7(6), 6:2.

O miejsce w głównej drabince warszawianka powalczy z Ysaline Bonaventure. Belgijka ograła w trzech setach dobrą znajomą Świątek, Olgę Danilović. Podobnie jak Świątek, na korcie spędziła ponad dwie godziny.


Wyniki

Pierwsza runda eliminacji:
Iga Świątek (Polska) – Lara Arruabarrena (Hiszpania, 7) 6:1, 6:7(6), 6:2