Mecz z Hurkaczem lepszy od pojedynku z Tsitsipasem

/ Dominika Opala, źródło: www.espn.com /własne, foto: AFP

Felix Auger-Aliassime odniósł pierwsze zwycięstwo nad zawodnikiem z Top 10 w Indian Wells. Pokonał tam Stefanosa Tsitsipasa. Jednak Kanadyjczyk uważa, że starcie z Hubertem Hurkaczem w trzeciej rundzie Miami Open to najlepsze spotkanie, jakie rozegrał w tym sezonie.

Kariera Felixa Auger-Aliassime’a rozwija się w zawrotnym tempie. Rok 2019 zaczynał jako 108. tenisista świata. W następny poniedziałek Kanadyjczyk zadebiutuje w Top 50. 18-latek z Montrealu nie tylko wspina się po szczeblach rankingu, ale także pokonuje coraz to lepszych zawodników.

W turnieju BNP Paribas Open w Indian Wells pierwszy raz w karierze odniósł zwycięstwo nad tenisistą z Top 10, a był nim Stefanos Tsitsipas. Wtedy Grek tak opisywał grę Kanadyjczyka – On uderzał piłkę tak mocno, że potrzebowałem trochę czasu, żeby dobrze się przygotować do następnego odbicia. Jego uderzenia są wykonywane wcześniej, przez co nie daje dużo czasu rywalom.

Z kolei w trzeciej rundzie Miami Open los skrzyżował Auger-Aliassime’a z Hubertem Hurkaczem. Pojedynek ten wygrał tenisista mieszkający w Monte Carlo, pokonując Polaka 7:6 (5), 6:4. Starcie to stało na wysokim poziomie i zarówno Hurkacz, jak i Auger-Aliassime pokazali dużo dobrego tenisa.

Docenił to także Kanadyjczyk – Może bardziej dominowałem w meczu z Tsitsipasem, on jest wyżej w rankingu, ale ten pojedynek był najlepszym, jaki rozegrałem do tej pory – powiedział pogromca Hurkacza o starciu z nim, w wywiadzie dla ESPN. – Poziom tenisa był lepszy tutaj i podobało się to publiczności, więc cieszę się, że mogłem być tego częścią – dodał zwycięzca US Open 2016 do lat 18.

We wtorek Felix Auger-Aliassime pokonał Nikołoza Basilaszwilego i jest już w ćwierćfinale Miami Open 2019.

Saint Brieuc. Zwycięski powrót do Europy Majchrzaka

/ Tomasz Górski, źródło: https://www.atptour.com/en/atp-challenger-tour, foto: AFP

Kamil Majchrzak od zwycięstwa rozpoczął challengera w Saint Brieuc. Polak pokonał Baptiste’a Crepattena 6:3, 7:6(6). Tym samym o ćwierćfinał powalczy z Zoppem lub Torpegaardem. Jednak kolejny rywal zostanie wyłoniony dopiero jutro.

Po niezbyt udanej przygodzie w Ameryce Północnej Kamil Majchrzak powrócił do Europy. W Miami i Indian Wells nie przebrnął kwalifikacji, natomiast w Phoenix odpadł w trzecie rundzie challengera. Teraz pierwszym przystankiem na Starym Kontynencie dla Polaka jest turniej rangi ATP Challenger Tour w Saint Brieuc. Rywalizacja rozgrywa się na hali a Majchrzak w drugiej rundzie zmierzył się z dużo niżej notowanym Francuzem – Baptistem Crepattenem.

Pierwsza partia było przez dłuższy czas wyrównana. Zawodnicy pewnie utrzymywali serwisy i wygrywali w czterech lub pięciu punktach. Kluczowym momentem partii okazał się ósmy gem. Wówczas premierowe okazje na przełamanie otrzymał Polak i drugą z nich wykorzystał. A chwilę później wyserwował jeszcze gema „na sucho” i po dwudziestu dwóch minutach objął prowadzenie w meczu.

Początek drugiego seta był kontynuacją formy Majchrzaka, który wygrał dwa kolejne gemy z rzędu. Jednak później przytrafił się słabszy okres gry i szybko wykorzystał to Francuz. Crepatte odrobił stratę i doprowadził do wyrównanej walki. Kolejne gemy znów toczyły się pod dyktando serwujących bez okazji na breaki. Ważną próbę Majchrzak przetrwał przy stanie 4:5, kiedy zaczął gema od stanu 0:40. Ale kolejne pięć punktów należało już do niego. A losy seta ostatecznie rozstrzygnęły się w tie breaku. Tam lepiej zaczął Polak, który prowadził 2-0. Jednak to nie były decydujące punkt, bowiem przedstawiciel gospodarzy zniwelował straty. Kolejny raz Majchrzak dobrał się do seriwsu rywala w trzynastym punkcie. I był to kluczowy moment, potwierdzony także swoim podanie. I od razu pierwsza piłka meczowa została skutecznie wykorzystana przez Polaka po blisko osiemdziesięciu minutach gry.

W walce o ćwierćfinał rywalem Piotrkowianina będzie Jurgen Zopp lub Mikael Torpegaard. Tego dowiemy się dopiero jutro. Warto jednak zaznaczyć, że Majchrzak już poprawił wynik z ubiegłego roku w Saint Brieuc. Wówczas przegrał w premierowe rundzie z Ricardasem Berankisem.
 


Wyniki

Druga runda singla:

Kamil Majchrzak (Polska, 8) – Baptiste Crepatte (Francja) 6:3, 7:6(6)
 

Czy Kubot wróci na fotel wicelidera rankingu deblistów?

/ Mateusz Geisler, źródło: własne, foto: AFP

Zajmujący obecnie piątą pozycję w rankingu deblowym Łukasz Kubot staje przed szansą awansu na drugie miejsce klasyfikacji. Stać się tak może, jeśli wraz z Marcelo Melo zatriumfują w Miami.

Mimo że początek sezonu nie był dla Polaka udany, to wraz z upływem czasu zaczyna się robić coraz ciekawiej. W styczniu, z powodu kontuzji Marcelo Melo, Kubot musiał stanąć po jednej stronie siatki z Horacio Zeballosem. Pierwszy wspólny start w Auckland zakończył się porażką w meczu otwarcia. Na szczęście, w Australian Open było znacznie lepiej. Polsko-argentyńska para odpadła po wyrównanym boju w ćwierćfinale.

Kubot i Melo do wspólnej gry wrócili w połowie lutego. Wówczas w Rotterdamie pożegnali się z turniejem już na starcie. Ten scenariusz powtórzyli tydzień później w Acapulco. Nic więc nie wskazywało na to, że w Indian Wells nastąpi przełamanie. Nic bardziej mylnego. „Nasz” duet pokonany został dopiero w finale. Szczególnie cieszyć może chłodna głowa tenisistów, którzy w każdym meczu musieli trzymać nerwy na wodzy, gdyż wszystkie rozstrzygały się w super tiebreakach.

W tym tygodniu Polak stoi przed szansą powrotu na drugie miejsce w rankingu deblistów. Aby tak się stało, on i Melo muszą triumfować w Miami Open. Wówczas Kubot będzie mieć na koncie 6710 punktów – o 35 więcej, niż zajmujący aktualnie drugie miejsce Jack Sock. Amerykanin powinien systematycznie spadać w rankingu, ponieważ w tym sezonie sporadycznie występuje w deblu. W zeszłym stanowił zastępstwo za Boba Bryana.

Jeśli zaś Kubot i Melo awansują do półfinału, wówczas Polak wyprzedzi Pierre’a Hugues’a Herberta. Awans do finału pozwoli zaś na zajęcie trzeciego miejsca w klasyfikacji i wyprzedzenie Nicolasa Mahuta.

Radwańska i Wozniacki nagrały piosenkę

/ Dominika Opala, źródło: informacja prasowa/własne, foto: AFP

Benefis Agnieszki Radwańskiej, wieńczący jej karierę sportową, zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji była wiceliderka rankingu WTA i Caroline Wozniacki zdecydowały się nagrać piosenkę. Jej premiera już 21. maja 2019 roku w Tauron Arenie Kraków.

Agnieszka Radwańska po zakończeniu kariery spełnia pozasportowe marzenia. „Isia” kolejny raz zaskoczyła swoich fanów. Tym razem krakowianka postanowiła zmierzyć się z zadaniem wokalnym. W tym wyzwaniu nie będzie jednak sama. Towarzyszyć jej będzie przyjaciółka z kortu – Caroline Wozniacki.

Z okazji mojego benefisu, który już 21 maja odbędzie się w Tauron Arenie w Krakowie, dostałam propozycję nagrania piosenki z Caroline Wozniacki. Zgodziłam się, to jedno z moich marzeń, które chciałam zrealizować po zakończeniu kariery. Koniec kilkunastoletniej przygody z tenisem stał się dla mnie szansą na realizację innych interesujących wyzwań, zupełnie niezwiązanych ze sportem – powiedziała starsza z sióstr Radwańskich. – Tour WTA to głównie kort, hotel, lotnisko i… ciężka praca. Wówczas bardzo docenia się chwile rozmowy po polsku, wsparcie ze strony koleżanek, które doskonale rozumieją ten temat. Byłam w tej komfortowej sytuacji, że moimi przyjaciółkami były dziewczyny ze słowiańską, polską duszą – dodała „Isia”.

W trakcie konferencji prasowej, która odbyła się 26 marca, zaprezentowano zapowiedź piosenki i teledysku w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej i Caroline Wozniacki. Słowa do utworu "We love tenis" napisał Jacek Cygan, muzykę – Piotr Rubik. Producentem materiału jest firma SOS Music we współpracy z TVP S.A.

Ponadto organizatorzy zdradzili część oficjalnego programu wydarzenia oraz opowiedzieli o planowanych atrakcjach. Plan benefisu łączy w sobie część sportową oraz bogaty program artystyczny z występami polskich gwiazd sceny muzycznej. W maju Tauron Arenie wystąpią m.in. Maryla Rodowicz, Andrzej Piaseczny, Piotr Rubik czy zespół Torres Brothers. Jednak organizatorzy zapowiadają, że lista artystów nie została jeszcze zamknięta.

Interesującą częścią benefisu będą też z pewnością materiały wideo dotyczące kariery tenisistki oraz wspomnienia najbliższych na temat triumfatorki Mistrzostw WTA 2015. Gospodarzem wydarzenia zostało Miasto Kraków.

Możliwość wsparcia organizacji benefisu najlepszej polskiej tenisistki w historii to dla Krakowa duże wyróżnienie. Jesteśmy dumni, że tak wybitna sportsmenka jest wizytówką nie tylko Polski, lecz również naszego miasta, bo to właśnie w Krakowie Agnieszka stawiała swoje pierwsze kroki zawodowe – dodał Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski.

Współorganizatorem wydarzenia jest Telewizja Polska. Widzowie będą mogli obejrzeć transmisję benefisu w programach TVP 1 i TVP Sport. Przedsprzedaż biletów rozpoczęła się 6 marca 2019 r. – w dzień urodzin tenisistki. Zakupu biletów na wydarzenie można dokonać na stronie internetowej: www.kupbilet.pl oraz www.ebilet.pl. Organizatorem jest agencja producencka SOS Music. Partnerami benefisu są PZU, Totalizator Sportowy, Polski Związek Tenisa, Head i Hefra.

Miami. Kubot i Melo w ćwierćfinale! Powtórzą sukces z 2017 roku?

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: AFP

Łukasz Kubot i Marcelo Melo awansowali do ćwierćfinału turnieju rangi ATP World Tour 1000 w Miami. Polak i Brazylijczyk pokonali w poniedziałek argentyńsko-portugalski duet Guido Pella/Joao Sousa 7:5, 6:3 i w środę powalczą o awans do najlepszej “czwórki” zawodów.

Kubot i Melo to najwyżej rozstawiona para w tegorocznych zmaganiach na Florydzie. Co więcej polsko-brazylijski duet zna już smak zwycięstwa w Miami, gdzie triumfował przed dwoma laty. Teraz jest na dobrej drodze, by powtórzyć sukces z 2017 roku.

Polak i Brazylijczyk po przegranym finale w Indian Wells na nowo budują serię wygranych. W pierwszej rundzie w Miami w niespełna godzinę uporali się z Włochem Marco Cecchinato i Argentyńczykiem Andresem Moltenim, a w drugiej niewiele dłużej zajęło im pokonanie Joao Sousy i Guido Pelli.

O poniedziałkowym zwycięstwie w drugiej rundzie zdecydowała znakomita dyspozycja serwisowa polsko-brazylijskiej pary. W ciągu spotkania rywale dorobili się zaledwie jednej szansy na przełamanie, ale jednocześnie musieli bronić piłki meczowej. Mimo że Sousa i Pella długo stawiali opór, a partie rozstrzygały się w końcówkach, to w ogólnym rozrachunku Polak i Brazylijczyk zdobyli aż 20 punktów więcej od rywali.

Przed Kubotem i Melo teraz dzień przerwy, po czym w środę powalczą o awans do półfinału w Miami. Po drugiej stronie siatki staną Olivier Marach i Mate Pavić, którzy w starciu z Polakiem i Brazylijczykiem nie mieli wiele do powiedzenia w przeszłości. Na cztery rozegrane spotkania nie wygrali żadnego, a największy opór postawili w 2017 roku, kiedy o wyniku finałowego starcia na Wimbledonie zadecydował piąty set. Finalnie górą był jednak tenisista z Bolesławca, który wraz z Brazylijczykiem zgarnął swoje drugie wielkoszlemowe trofeum w karierze.


Wyniki

2. runda debla:
Ł. Kubot, M. Melo (Polska, Brazylia, 1) – G.Pella, J. Sousa (Argentyna, Portugalia) 7:5, 6:3

Miami. Zmiana warty dokonana

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Frances Tiafoe pokonał Davida Ferrera i zakończył występy hiszpańskiego tenisisty w turnieju na Florydzie. Tym samym rozstający się z zawodowymi kortami Hiszpan został pożegnany przez jednego z najmłodszych w stawce.

Rozstawiony z numerem „28” Amerykanin w styczniu obchodził dopiero 21 urodziny i jest obok Stefanosa Tsitsipasa oraz Felixa Augera-Aliassime jednym z najmłodszych tenisistów, jaki pozostał w grze o końcowy triumf w tegorocznej edycji Miami Open. Z kolei Hiszpan, który za niespełna dwa miesiące wystąpi w ostatnim turnieju w karierze, 2 kwietnia skończy 37 lat. Obaj tenisiści zagrali w ostatnim poniedziałkowym pojedynku rywalizacji mężczyzn. Ferrer, dla którego był to szesnasty występ we florydzkiej imprezie, w drodze do trzeciej rundy odprawił m.in. Alexandra Zvereva i Sama Querreya. Francesowi Tiafoe nie dał już jednak rady.

Początek spotkania nie był dla mnie najlepszy, ale drugiego seta zacząłem już dobrze i starałem się utrzymać ten poziom gry. Uważam, że łapię rytm, zaczynam grać lepiej, co powoduje, że czuję się pewniej podczas meczów – podsumował wydarzenia na korcie w poniedziałkowy wieczór Amerykanin, którego kolejnym rywalem będzie David Goffin. Belg bez straty seta pokonał Marco Cecchinato.

Do 1/8 finału awansowali w poniedziałek również Stefanos Tsitsipas i Denis Shapovalov. Obaj tenisiści rozstrzygnęli losy spotkania w dwóch setach, Grek z Leonardo Mayerem, a Kanadyjczyk z Andriejem Rublowem. W kolejnym meczu staną naprzeciwko siebie. Stawką będzie awans do ćwierćfinału.

Najbardziej zapracowanym tenisistą w poniedziałkowe popołudnie na kortach Hard Rock Stadium był Daniił Miedwiedew. Rozstawiony z numerem „13” Rosjanin potrzebował trzech setów zakończonych tie-breakami, aby pokonać amerykańskiego kwalifikanta – Reilly’ego Opelkę.


Wyniki

Trzecia runda singla:
Stefanos Tsitsipas (Grecja, 8) – Leonardo Mayer (Argentyna) 6:4, 6:4
Daniił Miedwiedew (Rosja, 13) – Reilly Opelka (USA, Q) 7:6(5), 6:7(5), 7:6(0)
David Goffin (Belgia, 18) – Marco Cecchinato (Włochy, 14) 6:4, 6:4
Denis Shapovalov (Kanada, 20) – Andriej Rublow (Rosja, Q) 6:3, 7:6(5)
Frances Tiafoe (USA, 28) – David Ferrer (Hiszpania, WC) 5:7, 6:3, 6:3

 

Kort im. Rogera Federera w Bazylei?

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: Tennis World/Berner Zeitung, foto: AFP

Organizatorzy turnieju ATP w Bazylei wracają do tematu zmiany nazwy głównej areny tamtejszych zmagań. Chcieliby złożyć hołd lokalnej legendzie, jaką jest Roger Federer i halę, która obecnie nosi imię świętego Jakuba nazwać imieniem 20-krotnego zwycięzcy turniejów wielkoszlemowych.

Plan zmiany nazwy St. Jakobshalle pojawił się już w zeszłym roku, po tym jak zakończono renowację hali goszczącej turniej rangi ATP World Tour 500 Swiss Indoors. Organizatorzy chcieli, by zmienić nazwę obiektu na Roger Federer Arena, jednak uniemożliwiły to kwestie polityczne.

Nadanie bazylejskiej hali imienia byłego lidera rankingu ATP byłoby zdecydowanie uzasadnione. Federer urodził się w Bazylei i dzięki swoim osiągnięciom jest jedną z najwybitniejszych osób pochodzących z tego miasta. W lokalnym turnieju zwyciężał już 9 razy (między innymi w ostatniej edycji, kiedy to w finale pokonał Mariusa Copila) i zapewne powalczy w tym roku o jubileuszowy triumf.

Problemy sprawia jednak fakt, iż w Szwajcarii istotna jest tradycja i w zgodzie z nią obiekty czy ulice nazywane są zwykle imieniem kogoś zmarłego. W Bazylei powstał jednak lokalny komitet, który pod hasłem “Roger-Federer-Arena Teraz!” zbiera podpisy pods petycją w sprawie zmiany nazwy hali.

By mogli wpłynąć na osoby decyzyjne, potrzebują zebrać w ciągu najbliższych dni 3000 podpisów. Wszelkie formalności sprawią jednak, że zmianę ujrzymy nie wcześniej, niz pod koniec przyszłego roku.

W przypadku wielu innych turniejów nazwanie areny zmagań imieniem żyjącego czy nawet grającego zawodnika nie jest problemem. W Melbourne największy kort nosi imię Roda Lavera, a w Barcelonie Rafaela Nadala.

Miami. Su-Wei Hsieh lepsza od kolejnej wielkoszlemowej mistrzyni

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Su-Wei Hsieh pokonała Caroline Wozniacki 6:3, 6:7(0), 6:2 w najciekawszym spotkaniu poniedziałkowej sesji wieczornej. Tym samym Tajwanka pokonała na Florydzie już drugą wielkoszlemową mistrzynię.

Dotychczas najlepszym wynikiem Hsieh w turnieju rangi Premier Mandatory była trzecia runda Miami Open 2018. By poprawić ten wynik, rozstawiona z numerem „27” tenisistka musiała pokonać wymagające przeciwniczki i bardzo dobrze sobie z tym zadaniem poradziła. Po tym, jak w trzeciej rundzie odprawiła Naomi Osakę, w poniedziałek z marzeniami o powtórzeniu wyniku z 2017 roku musiała się pożegnać finalistka tamtej edycji – Caroline Wozniacki.

W piątym pojedynku obu tenisistek sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. W pierwszej partii Hsieh od stanu 2:3 wygrała cztery gemy z rzędu i objęła prowadzenie w meczu. W drugiej odsłonie Tajwanka co prawda odrobiła stratę podania, ale w tie-breaku nie zdobyła nawet punktu. W decydującej partii pogromczyni Osaki z 1/16 finału objęła prowadzenie 4:0 i nie pozwoliła rywalce na odrobienie strat. Ćwierćfinałową rywalką 33-letniej tenisistki będzie Anett Kontaveit, która awansowała po kreczu Bianci Andreescu (więcej o meczu tutaj).

Długie mecze przeplata krótszymi w tegorocznej edycji Miami Open Simona Halep. Po tym, jak w trzeciej rundzie Rumunka potrzebowała trzech setów i blisko 180 minut, aby pokonać Polonę Hercog, w meczu o ćwierćfinał po nieco ponad godzinie wygrała z Venus Williams. Amerykanka to jedyna aktywna tenisistka mająca na koncie triumf na Florydzie w ubiegłym wieku.

Do ćwierćfinału awansowała również rozstawiona z numerem osiemnaście Qiang Wang. Najwyżej notowana chińska tenisistka pokonała w dwóch setach młodszą i niżej sklasyfikowaną rodaczkę, Yafan Wang. O awans do półfinału powalczy w czwartek z Simoną Halep.


Wyniki

1/8 finału singla:
Simona Halep (Rumunia, 2) – Venus Williams (USA) 6:3, 6:3
Karolina Pliszkova (Czechy, 5) – Julia Putincewa (Kazachstan) 2:6, 6:3, 7:5
Su-Wei Hsieh (Tajwan, 27) – Caroline Wozniacki (Dania, 13) 6:3, 6:7(0), 6:2
Qiang Wang (Chiny, 18) – Yafan Wang (Chiny) 7:5, 6:4
Marketa Vondrousova (Czechy) – Tatjana Maria (Niemcy) 6:4, 6:3

 

Wywiad z nowym trenerem Akademii Tenisowej Tenis Kozerki – Igorem Tomasevicem

/ Tenisklub, źródło: własne, foto: Igor Tomasevic

Tenis Klub: Co spowodowało, że postanowiłeś przyjechać do Polski i rozpocząć współpracę z Akademią w Kozerkach?

Igor Tomasević: To był osobisty kontakt ze strony Jarka (Lewandowskiego – pomysłodawcy powstania Akademii – przyp. red.), dla mnie dość nieoczekiwany. Podążyłem za przeczuciem, przyjechałem do Polski na spotkanie i jestem pewien, że jest to początek czegoś dużego i wartościowego.

– Jak trafiłeś na tę Akademię? Ktoś Ci ją polecił? Czy może to oni Cię znaleźli?

– Osoby zarządzające jednym z najlepszych klubów w Serbii mnie znają i jeden z biznesmenów przesłał email od pana Predraga, który jest przyjacielem Jarka. Po kilku dniach wysłałem odpowiedź i od razu miałem telefon od Predraga i Jarka. Pierwszego dnia się zastanawiałem, drugiego dnia oddzwoniłem do Jarka i zrozumiałem, że coś się tu szykuje ciekawego, więc przyleciałem do Polski. I dlatego mamy okazję porozmawiać…(śmiech)

– Gdzie do tej pory pracowałeś?
Jestem Serbem, więc zaczynałem pracę w Serbii, w najlepszym serbskim klubie – w Crvenej Zvezdzie. Mogę o tym opowiadać z dumą. Mieszkając w Serbii, zacząłem trenować zawodników z innych krajów. Następnie zostałem członkiem zespołu trenerskiego Monte Carlo Tennis Academy, w której był międzynarodowy mix zawodników i trenerów. Kolejny etap to funkcja trenera indywidualnego dla zawodników z Serbii, Wielkiej Brytanii i Finlandii. Po tym okresie zostałem trenerem w akademii w Anglii, później trenowałem zawodników w niemieckim klubie w Bawarii, gdzie mój przyjaciel jest Head Coachem, znaczy głównym trenerem. Reasumując można powiedzieć, że przez większość mojej kariery zawodowej współpracowałem z międzynarodowym gronem osób, które coś znaczą w tenisowym świecie.

""

(Na zdjęciu: Dusan Raonic (ojciec Milosa), Igor Tomasevic, Milos Raonic)

– Jak to się stało, że trafiłeś do tenisa? Co spowodowało, że zostałeś trenerem?

– Trochę to przypadek. Mieszkałem z rodzicami niedaleko ambasady brytyjskiej, na terenie której znajdowały się korty tenisowe. To były inne czasy, przed wojną na Bałkanach – mogłem się więc zakradać i grać w tenisa na tych kortach. Mój ojciec jednak nie był z tego zadowolony. Znaczy z tego, że zakradam się do ambasady… Zapisał mnie do klubu tenisowego, abym mógł „legalnie” grać w tenisa. To był początek, kiedy zakochałem się w tym sporcie. Później, na uniwersytecie, zacząłem udzielać pierwszych lekcji tenisa. I to był moment, kiedy prosta radość z gry w tenisa przerodziła się w prawdziwą pasję i wyzwanie. Od tej pory zawsze pozostaje aktualne pytanie – co sport może wnieść do mojego życia, do mojej osobowości, do profesjonalizmu ambitnego trenera – jakim na pewno jestem.

– Serbia to z polskiej perspektywy kraj pełen zdolnych tenisistów. Macie jakiś specjalny sposób na wychowywanie kolejnych zawodników światowej klasy?

– Uważam, że Serbowie mają szczególne predyspozycje do sportu i sportowej rywalizacji. Mamy zarówno utalentowanych zawodników jak i trenerów, w różnych dyscyplinach sportu, także w tenisie. Niestety, nie mamy czegoś takiego jak system, który byłby zdefiniowany i opisany w podręcznikach. Mamy natomiast trenerów posiadających wiedzę i doświadczenie, pełnych zaangażowania, którzy ogromną pasją zarażają swoich zawodników. Ja np. ciągle się uczę czegoś nowego, podpatruję najlepszych, wprowadzam własne rozwiązania, bo to jest jedyna droga aby sprostać obecnym i przyszłym wyzwaniom. Sport jest istotą żywą, a każde kolejne pokolenie młodych sportowców wnosi zawsze coś nowego, także do tenisa. Podstawą mojej filozofii jest to, że tylko trener, który permanentnie się dokształca może być dobrym trenerem. Tylko taki trener jest w stanie zrozumieć i odpowiedzieć na oczekiwania kolejnych graczy młodego pokolenia.

– Znasz może kogoś z czołowych serbskich tenisistów?

– Znam wszystkich, od ich najmłodszych lat, kiedy byli jeszcze dziećmi. Byłem wówczas młodym, świeżo upieczonym trenerem w wieku 25-30 lat. I zawsze, gdy mnie o to pytają, odpowiadam, że jestem niebywałym szczęściarzem, który jest świadkiem rozwoju takich zawodników, jak Novak Dżoković, a także innych znamienitych graczy. Faktem jest, że w historii tenisa nie było zbyt wielu takich wyjątkowych graczy jak Novak, Roger, Rafa. Przed nimi pewnie Pete Sampras, Ivan Lendl…. Tylko nieliczni mają okazję obserwować rozwój takich tenisistów od ich najmłodszych lat. Na początku się nieco zgaduje przyszłość tego czy innego młodego gracza, aby po 10-15 latach się okazało, że właśnie ten dzieciak staje się najlepszym tenisistą na świecie. Jestem wdzięczny losowi, że mogłem być świadkiem takich karier. Jestem wdzięczny, że moi gracze mogli rywalizować z tym, którzy dziś okazują się najlepszymi. Do dziś pozostają przyjaciółmi i rywalami jednocześnie.

""

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Novak Djokovic, Igor Tomasevic)

– Co chciałbyś przenieść ze swojej ojczyzny do Polski i zaszczepić swoim nowym podopiecznym?

– Przede wszystkim muszę się poznać z moimi nowymi zawodnikami. Każda nacja, każda kultura ma swoją specyfikę – więc najpierw muszę się ich nauczyć. Niemniej jednak mogę powiedzieć, że na pierwszym miejscu stawiam pasję i etykę pracy. Wszystko to bazuje na relacjach międzyludzkich. Jeśli będziemy w stanie zostawić z boku codzienne emocje, jeśli stworzymy zespół, który wspólnie pracując dąży do wspólnych celów – to przyniesie to dużo wsparcia i pozytywnej energii niezbędnych dla takich trudnych i wymagających sytuacji jakim jest rywalizacja, treningi i ciężka praca przez większość tygodni w roku, przez wiele lat bez przerwy.

– Odbyłeś już kilka treningów. Jedziesz teraz na turniej U14. Co możesz powiedzieć o swoich nowych podopiecznych?

– Z jednej strony widzę grupę szczęśliwych dzieciaków w naszej akademii mających dobre, wzajemne relacje, którzy codzienne oddają się rutynie treningowej. Z drugiej strony uczestnicząc w turnieju ma się najlepszą okazję do obserwacji i oceny zawodników w rzeczywistej rywalizacji, jak sobie radzą ze stresem i rutyną startową. Wyczuwam dobrą atmosferę i pozytywną energię. To jest bardzo dobry punkt na start.

""

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Igor Tomasevic, Henri Kontinen w Monte Carlo Tennis Academy)

– Jesteś kilka dni w Polsce. Co, na pierwszy rzut oka Ci się podoba, a co denerwuje?

– Tak, jestem po raz pierwszy w Polsce. W swoim życiu głównie podróżuję, po Europie i świecie, ale tak jakoś się złożyło, że do tej pory nie miałem okazji przyjechać do Polski. Teraz to nadrobię i osiedlę się tu na dłużej. Zauważam pewne podobieństwa między Polakami i Serbami, między naszą i Waszą historią. Bardzo dobrze się tu czuję, łatwo nawiązuję kontakty, mamy podobne poczucie humoru. Lubię dowcipy i często je opowiadam i nikt się tu z tego powodu nie obraża. To oznacza, że ludzie, którzy to mieszkają lubią czerpać z życia przyjemności. Nasze języki należą do tej samej rodziny, codziennie odkrywam podobieństwa choć nieraz trzeba uważać, bo mogą oznaczać zupełnie coś innego. To wszystko jest bardzo interesujące a jednocześnie odbieram tę sytuację jako nowe wyzwanie. Co mnie denerwuje? Jak na razie nie doświadczyłem takich sytuacji. Gdybym się czegoś obawiał lub coś by mnie denerwowało, to najprawdopodobniej nie przyjąłbym tej propozycji. No może trochę się obawiam, jak tę zmianę i przeprowadzkę przyjmie moja rodzina, jak się poczują w nowym środowisku, w obcym kraju. Mam nadzieję, że im także się spodoba. Ja jestem otwarty na nowości.

– Kiedy Polacy mają szansę doczekać się „swojego” Novaka Dżokovicia?

– Gdy rozmawiamy o tym, że może się pojawić nowy Novak Dżoković nie możemy się ograniczać tylko do niego. Trzeba wspomnieć także Rogera Federera i Rafę Nadala. Także Andy Murray zalicza się do tej grupy. Oni tworzyli złotą erę tenisa. Jest bardzo prawdopodobne, że te czasy zapiszą się w historii jako najlepsza era tenisa w ogóle, ponieważ nigdy wcześniej tak wielu wybitnych tenisistów nie grało w tym samym czasie. Z drugiej strony każdy rekord będzie kiedyś pobity, to tylko kwestia czasu. Tak więc szanse zawsze są i czuję, że w Polsce jest dobra energia aby pojawili się wybitni, polscy tenisiści. Np. obecnie w Top 10 ATP każdy z zawodników pochodzi z innego kraju, co jest nową sytuacją. Tenis rozwija się cały czas i nigdy nie wiadomo, kiedy kolejny diament zostanie odkryty. Wracając do Novaka – gdy był juniorem było więcej podobnych do niego graczy. To prawdopodobnie pomogło mu stać się dobrym i bardzo dobrym aby w końcu być najlepszym – od młodych lat musiał konkurować z równymi sobie. Tenis w Polsce może być ważnym projektem, polscy tenisiści odnoszą sukcesy – takie nazwiska jak Kubot czy Radwańska znane są wszystkim. Nowi gracze zaczynają się przebijać – dość wspomnieć Igę Światek czy Huberta Hurkacza. Czuję, że coś wisi w powietrzu. Być może też dlatego ja się tu znalazłem.

""

(Na zdjęciu: Ana Veselinovic, Igor Tomasevic w Monte Carlo Tennis Academy)

""

(Na zdjęciu: Ilija Vucic, Alison Rose (ekspert fizjoterapii), Igor Tomasevic)