Miami. Osaka przegrała wygrany mecz! Williams zrezygnowała z dalszej rywalizacji

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Naomi Osaka prowadziła 6:4, 5:3 w meczu 3. rundy Miami Open z Su-Wei Hsieh, ale ostatecznie to jej rywalka była górą. Tym samym dobiegła końca niesamowita seria liderki rankingu WTA, która nie zwykła przegrywać po wygranym pierwszym secie. Natomiast z powodu kontuzji lewego kolana z turnieju wycofała się Serena Williams. 

Osaka zakończyła zwycięsko ostatnie 62 pojedynki, w których wygrywała pierwszego seta. Każda seria kiedyś się jednak kończy. Zadzwiają jednak okoliczności, w jakich liderka rankingu WTA poniosła porażka. Od zwycięstwa dzieliły ją bowiem tylko dwa punkty, na dodatek przy własnym podaniu. Japonka prowadziła już 6:4, 5:4, 30:0… Wydawało się, że wszystko ma pod kontrolą.

Co więcej, Osaka rozgrywała naprawdę dobre spotkanie. Kiedy weszła na najwyższe obroty, była w stanie wygrać nawet siedem gemów z rzędu. Su-Wei Hiseh była tylko tłem, choć jak zawsze popisywała się niekonwencjonalnymi, efektownymi rozwiązaniami. Wszystko odmieniło się w końcówce drugiego seta. Osaka zupełnie się pogubiła, natomiast 33-letnia reprezentantka Tajwanu grała coraz lepiej. Koniec końców Su-Wei Hsieh wygrała 4:6, 7:6(4), 6:3.

Porażka Osaki już w 3. rundzie może mieć wpływ na układ sił w rankingu WTA. Japonka więcej punktów w Miami nie zdobędzie i pozostanie z 6021 punktami na koncie. To wynik, który mogą poprawić aż trzy zawodniczki: Petra Kvitova, Simona Halep i Angelique Kerber.

Pierwsza z wymienionych już wywalczyła awans do 1/8 finału. Łatwo jednak nie było, ponieważ do pokonania Donny Vekić potrzebowała przeszło 2 godzin i 30 minut. Pojedynek na pewno kosztował Kvitovą dużo zdrowia. Zdecydowanie szybciej ze swoją przeciwniczką uporała się Caroline Garcia. Francuzka nabrała rozpędu po wyeliminowaniu Wiktorii Azarenki i tym razem bez straty seta pokonała wyżej notowaną Julię Goerges.

Pewne miejsce w 1/8 finału ma już też Qiang Wang. Chinka nawet ne musiała wychodzić na kort, ponieważ Serena Williams dzień przed meczem podjęła decyzję o rezygnacji z dalszych zmagań. Jako powód podała kontuzję lewego kolana. Nie wiadomo, kiedy Amerykanka wróci do gry i czy zdecyduje się na występ w Roland Garros.  


Wyniki

3. runda singla:
Su-Wei Hsieh (Tajwan, 27) – Naomi Osaka (Japonia, 1) 4:6, 7:6(4), 6:3
Petra Kvitova (Czechy, 3) – Donna Vekić (Chorwacja, 26) 6:4, 3:6, 6:4
Caroline Garcia (Francja, 19) – Julia Goerges (Niemcy, 15) 6:0, 7:5
Ashleigh Barty (Australia, 12) – Samantha Stosur (Australia) 6:0, 6:3
Qiang Wang (Chiny, 18) – Serena Williams (USA, 10) walkover

Szarm el-Szejk. Przebudzenie Żuka. Polak zagra w finale!

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: Marcin Stańczuk

Kacper Żuk dotarł do finału turnieju ITF w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk (pula nagród: 15 tys. dolarów). To duża niespodzianka, ponieważ zmagania rozpoczynał od eliminacji. 

Żuk wciąż uznawany jest za bardzo młodego tenisistę, ale w styczniu skończył już 20 lat. Po owocnych występach w kategorii juniorów, nie odnalazł się w zawodowym tenisie. Najlepsze wyniki osiągał w 2016 roku – kiedy na dobrą sprawę mógł ograniczać się jeszcze do rywalziacji z rówieśniakmi. W latach 2017-2018 Żuk jeździł po różnych zakątkach Europy, ale niemal za każdym razem wracał z podkulonym ogonem. Być może obecny sezon przyniesie przełom w karierze tego utalentowanego przecież zawodnika. Na razie przyszła pora na pierwszy finał.

O tym, że ostatnie miesiące nie były udane dla 20-latka z Nowego Dworu Mazowieckiego świadczy fakt, że do turnieju najniższej rangi musiał przedzierać się przez eliminacje. Nie miał z tym jednak najmniejszego problemu i pewnie wygrał dwa mecze. Później tak się rozpędził, że nie tracąc seta wygrał cztery kolejne pojedynki! Wśród pokonanych znalazł się m.in. Jacopo Berrettini, młodszy brat o wiele bardziej znanego Matteo. 

W niedzielę Żuk powalczy o pierwsze turniejowe zwycięstwo w grze pojedynczej (w grze podwójnej wygrał sześć turniejów). Jego rywalem będzie Hiszpan Pablo Vivero Gonzalez. 


Wyniki

Półfinał singla:
Kacper Żuk (Polska) – Enrico Dalla Valle (Włochy, 3) 7:6(6), 6:3

Thiem chwali Hurkacza: Trudno odczytać jego pierwszy serwis

/ Dominika Opala, źródło: www.atptour.com /własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz w piątek odniósł największe zwycięstwo w karierze, pokonując czwartą rakietę świata Dominica Thiema. Austriak po meczu docenił występ Polaka – „Był po prostu lepszy” – przyznał świeżo upieczony triumfator z Indian Wells.

Dominic Thiem przybył do Miami w świetnej formie. W ubiegłym tygodniu wygrał pierwszy w karierze turniej rangi Masters 1000 – BNP Paribas Open w Indian Wells. Tym samym Austriak stał przed szansą zdobycia „Słonecznego Dubletu”. To się jednak nie stanie, gdyż uniemożliwił mu to Hubert Hurkacz.

Polak w pięknym stylu pokonał czwartą rakietę świata (6:4, 6:4) i zameldował się w trzeciej rundzie Miami Open. Po tym spotkaniu głos zabrał Thiem – W ostatnim tygodniu towarzyszyło mi wiele emocji, ale miałem trzy, cztery dni na przygotowanie i to powinno wystarczyć – powiedział Austriak. – Były momenty w meczu, jak ten, kiedy w drugim secie podarował mi breaka, gdzie powinienem był pójść za ciosem, Nie grałem na takim poziomie, jak tydzień temu, ale generalnie to był dla mnie dobry pojedynek – dodał 25-latek z Wiener Neustadt.

– Zagrał naprawdę dobrze, a wcześniej miał wspaniałe występy w Dubaju i Indian Wells. Generalnie był po prostu lepszy. Ja nie grałem źle, ale kilka rzeczy zrobiłem niewłaściwie – przyznał posiadacz 12 tytułów z cyklu ATP Tour.

Thiem podzielił się także spostrzeżeniami, co do gry naszego reprezentanta i opowiedział, co sprawiało mu największą trudność – Jego pierwszy serwis jest bardzo trudny do odczytania, gra dobrze returnem w sytuacjach, kiedy to najbardziej potrzebne. Moje podanie nie było wystarczająco groźne, ale on wywierał na mnie presję i zasługiwał na to, by wygrać – chwalił Polaka finalista Roland Garros 2018.

Janowicz po raz kolejny zapowiada powrót – tym razem się uda?

/ infosport.pl, źródło: infosport.pl, foto: AFP

Jeśli Jerzy Janowicz decyduje się na przeprowadzenie transmisji live na portalu społecznościowym Instagram, to wiedz, że coś się dzieje. Łodzianin w czwartek znów wszedł w interakcję ze swoimi fanami i podzielił się z nimi pozytywną nowiną. Niegdyś 14. zawodnik rankingu ATP ponownie zapowiedział powrót do zawodowych rozgrywek. No właśnie – ponownie, to w tym przypadku słowo klucz. Kilka takich zapowiedzi i prób już było, a jak się one kończyły? Właśnie tak, że nadal czekamy…

„Hello guys, witam, witam, dzień dobry. Stęskniliście się?” – po pierwszych słowach Jerzego Janowicza wiadomo było, że ten ma nam coś do przekazania. 28-latek wracając z Poznania, gdzie odbył konsultację medyczną u ortopedy Tomasza Piontka, podzielił się pozytywnymi nowinami. Mianowicie – po kilkunastu miesiącach perturbacji zdrowotnych – Janowicz dostał zielone światło na powrót do tenisa.

Jaki jest plan? Tenisista pochodzący z Łodzi jeszcze w najbliższy poniedziałek ma się poddać niewielkiemu zabiegowi, który jest dla niego „niczym szczególnym”. Następnie, od kwietnia rozpocznie przygotowania do powrotu. Jak sam kalkuluje – przy odpowiednim zaangażowaniu oraz ciężkich treningach – potrzebuje dwóch miesięcy, aby być gotowym na pierwsze mecze w zawodowych rozgrywkach. Dlatego należy oczekiwać (jeśli w przypadku Janowicza można czegokolwiek oczekiwać?), że jego nazwisko na listach startowych pojawi się na przełomie czerwca i lipca. Wtedy też wszystkie oczy społeczności tenisowej będą skupione na Londynie i Wimbledonie, który odbędzie się w dniach 1-14 lipca. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, że niegdyś 14. tenisista świata właśnie w All England Lawn Tennis and Croquet Club osiągnął największy sukces w karierze. Jego osiągnięcie z 2013 roku można w pewnym stopniu porównać do tego, co kilkanaście dni temu pokazał Hurkacz w Indian Wells. Skala tego jest jednak zupełnie inna – półfinału imprezy wielkoszlemowej nie można stawiać na równi z ćwierćfinałem zawodów rangi ATP Masters 1000.

Najważniejsze jest zdrowie. W ubiegłym roku, w trakcie wielkoszlemowego Roland Garros, Janowicz też nas przywitał swoim „Dzień dobry, cześć, witam”. Wtedy oznajmił, że podczas turnieju rangi ATP Challenger Tour w Sopocie podejmie ostatnią próbę powrotu do zawodowych rozgrywek. Skoro teraz o tym piszemy, to do próby oczywiście nie doszło. Polak stwierdził, że po prostu nie jest gotowy na takie przedsięwzięcie i na kilkanaście tygodni słuch o nim zaginął (nie licząc pudelkowych wieści dotyczących spraw rodzinnych).

Akapit znów zaczniemy od słowa „zdrowie”, bo jeśli ono dopisze, to możemy być przekonani, iż Janowicz będzie miał wszystko, co potrzebne do profesjonalnych przygotowań. Te będą się odbywać w Polsce oraz w Austrii, gdzie będzie trenować pod okiem Gunthera Bresnika. Renomowany szkoleniowiec coraz mniej angażuje się w karierę Dominica Thiema, dlatego można domniemywać, że będzie mógł poświęcić więcej czasu na zajęcie się szlifowaniem formy Janowicza.

Jeśli już 28-latek będzie w pełni gotowy do podjęcia rękawic, to spokojnie – nie będzie musiał zaczynać od zera, bo na to wskazywałby jego ranking, a raczej jego brak. Janowicz nie jest notowany w klasyfikacji ATP, ale będzie mógł skorzystać z tzw. zamrożonego rankingu. W jego przypadku będzie to pozycja w okolicy 120. miejsca na świecie, która pozwoli mu na starty we wszystkich turniejach Challengerowych, eliminacjach do Wielkich Szlemów czy kwalifikacjach do zawodów głównego cyklu.

Po raz ostatni Janowicz na korcie zaprezentował się w listopadzie 2017 roku – wkrótce minie 18 miesięcy od jego występu w Bratysławie. To powoduje, że stracił multum czasu przez kontuzję kolana, a przecież jeśli zagłębimy się w jego karierę, to z problemami zdrowotnymi zmaga się przecież już od 2015 roku. Owszem, wtedy regularnie grał, ale co jakiś czas czekała go przymusowa przerwa, a na korcie nie mógł dać z siebie stu procent. Zanim rozgorzeje dyskusja na temat tego, czego można oczekiwać od Janowicza po powrocie do gry, to pozwolimy sobie ją zastopować jeszcze przed startem.

Kilka zapowiedzi powrotu już padało z jego ust. Jak się one kończyły? A właśnie tak, że nadal z utęsknieniem czekamy na jego poczynania. Janowicza można lubić lub nie, ale jego obecność na korcie jest uatrakcyjnieniem KAŻDEGO turnieju. Chociaż nie jest on tenisistą, na którego presja działa w jakikolwiek sposób, to jednak warto dać mu spokój w przygotowaniach i nie wróżyć z kuli na co stać tenisistę, który nie grał od wielu miesięcy. A oczekiwania? Dajmy na luz. Mowa o gościu, którego kolano może płatać figle w każdej chwili.

 

Miami. Udane otwarcie obrończyni tytułu, ciężki powrót Williams

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Simona Halep, Sloane Stephens i Serena Williams zameldowały się w trzeciej rundzie Miami Open. Ośmiokrotna mistrzyni kalifornijskiej imprezy w porównaniu do Rumunki i broniącej tytułu rodaczki potrzebowała trzech setów, by zapewnić sobie awans.

Po tym, jak w ubiegłym tygodniu była liderka światowego rankingu poddała mecz trzeciej rundy z powodu wirusa, powróciła do rywalizacji w Miami. Dla Williams jest to osiemnasty występ w imprezie, w której triumfowała ośmiokrotnie. W piątkowym meczu drugiej rundy słabsza od turniejowej ,,dziesiątki" okazała się Rebecca Peterson. Chociaż, jak przyznała na pomeczowej konferencji zwyciężczyni, nie była to łatwa przeprawa.

Dzisiejsze spotkanie kosztowało mnie dużo wysiłku. W ubiegłym tygodniu potrzebowałam przerwy, aby dojść do siebie. Cieszę się, że mecz otwarcia mam już za sobą i teraz będę starała się wrócić z formą na jak najwyższy poziom – podsumowała mecz drugiej rundy i swą obecną dyspozycję Serena Williams.

Bez większych problemów w kolejnej rundzie zameldowały się z kolei Simona Halep i Sloane Stephens. Rozstawiona z numerem dwa Rumunka potrzebowała niewiele ponad godzinę, aby odprawić Taylor Townsend. – Myślę, że to był bardzo dobry mecz w moim wykonaniu. Grałam pewnie i nie pozwoliłam rywalce na zbyt wiele – podsumowała trzecie zwycięstwo w trzecim spotkaniu przeciwko Amerykance Halep.

Udanie rozpoczęła również drogę do obrony tytuł Stephens. Amerykanka w meczu drugiej rundy spotkała się z Ons Jauber. Obie tenisistki spotkały się przed rokiem w Moskwie i wówczas niespodziewane zwycięstwo odniosła Tunezyjka. Tym razem zwycięstwo odniosła faworytka. Mimo że wynik na to nie wskazuje, nie był to łatwy pojedynek dla zwyciężczyni.

Ciężko się gra, gdy przeciwniczka nie pozwala wejść w rytm. Jabeur potrafi posłać niebezpieczne zagrania i musiałam być gotowa na taką grę. Spotkanie nie było łatwe, więc tym bardziej cieszę się z odniesionego zwycięstwa – podsumowała spotkanie Stephens, która teraz spotka się z Tatjaną Marią. Niemka w dwóch setach pokonała Camilę Giorgi.


Wyniki

Druga runda singla:
Simona Halep (Rumunia, 2) – Taylor Townsend (USA, Q) 6:1, 6:3
Sloane Stephens (USA, 4) – Ons Jauber (Tunezja) 6:2, 6:3
Karolina Pliszkova (Czechy, 5) – Petra Martić (Chorwacja) 6:3, 6:4
Yafan Wang (Chiny) – Elina Switolina (Ukraina, 6) 6:2, 6:4
Serena Williams (USA, 10) – Rebecca Peterson (Szwecja) 6:3, 1:6, 6:1
Anastasija Sevastowa (Łotwa, 11) – Katerina Siniakova (Czechy) 6:2, 0:6, 6:4
Qiang Wang (Chiny, 18) – Johanna Konta (Wielka Brytania) 6:4, 6:0
Danielle Collins (USA, 25) – Whitney Osuigwe (USA) 7:6(5), 6:0
Polona Hercog (Słowenia) – Misaki Doi (Japonia, Q) 7:6(4), 6:4
Tatjana Maria (Niemcy) – Camila Giorgi (Włochy, 29) 6:3, 6:4
Alize Cornet (Francja) – Mihaela Buzarnescu (Rumunia, 30) 7:6(7), 6:1
Julia Putincewa (Kazachstan) – Belinda Bencic (Szwajcaria) 6:3, 7:5

Tenisowy Piątek

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Wszystko wskazuje na to, że Hubert Hurkacz właśnie przeobraża się z tenisowej na ogólnosportową gwiazdę naszego kraju. Jego sukcesy są coraz większe, a co za tym idzie odbijają się coraz szerszym echem. Zawodnik ma w sobie coś z Krzysztofa Piątka, robiącego furorę w AC Milan. Zachwyca grą, urzeka sposobem bycia, nie pozwala określić maksimum własnych możliwości. No i najnowsza cecha wspólna – obaj pognębili Austriaków.

Trudno znaleźć odpowiednie słowa do tego, co wyprawia Hubert Hurkacz. Jeszcze trzy tygodnie temu popularne były opinie o tym, jak poprawnie, systematycznie się rozwija. Typowy przykład kariery budowanej na zdrowej zasadzie: krok po kroku. Teraz już wiemy, że to nie są kroki. To są susy.

Hurkacz rozegrał w tym sezonie cztery pojedynki z zawodnikami czołowej dziesiątki rankingu ATP i trzy z nich wygrał! Co ważne, w żadnym ze zwycięstw nie było grama przypadku, tak jak nie było przypadku w porażce z Federerem. Znakomita forma Polaka i kurtuazja Szwajcara zamydliły poniektórym oczy. Po co ubarwiać historię przybierającą tak ciepłe barwy, będącą zapowiedzią dużej kariery? Przecież ona sama w sobie jest wspaniała
.
W Dubaju było dobrze, w Indian Wells bardzo dobrze, w Miami może być… No właśnie, jak może być w Miami? Strach zaserwować jakąkolwiek progonozę, aby koniec końców nie wyjść na niedowiarka. Zwycięstwo nad Thiemem i awans do 3. rundy jest powodem do wielkiej dumy i radości, ale przecież da się wyczuć, że na tym wcale nie musi się skończyć. Felix Auger-Aliassime to na pewno zawodnik znajdujący się w zasięgu naszego reprezentanta. Tych poza zasięgiem znów strach wymieniać. Jeszcze miesiąc temu większość z nas umieściłaby w tej grupie Thiema i Nishikoriego.

Patrząc na rozwój kariery Hurkacza, trudno nie doszukać się jego podobieństw z Krzysztofem Piątkiem. Ich bezkres możliwości jest intrygujący, zachęca do śledzenia poczynań. W myślach (co odważniejsi za pomocą słowa) stawiamy przed nimi coraz śmielsze wyzwania, a oni niemal za każdym razem odpowiadają: ok, załatwione. Lubimy tę grę, w której nie ma żadnych poziomów. Cieszymy się, gdy po raz n-ty możemy wykrzyknąć ,,sky is the limit".

Sympatia, jaką cieszą się Hurkacz i Piątek nie wynika jednak tylko z osiągnieć sportowych. Kibice szybko wyczuli, że mają do czynienia z profesjonalistami. Żaden z nich nie nosi głowy w chmurach i nie popada w narcystyczny obłęd. Są na drugim biegunie. Tam, gdzie normalność i pracowitość przysłaniają blichtr.

Na dodatek pięknie się uzupełniają. Jeszcze nie zdążyły opaść emocje po zwycięskiej bramce Piątka, a Hurkacz już go przebił. Niech się ściagają dalej. Efekty piękne.

Polska – Austria 2:0.

Miami. Trwa amerykański sen Hurkacza! Czwarta rakieta świata za burtą turnieju

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz po znakomitym spotkaniu pokonał Austriaka Dominika Thiema 6:4, 6:4 w meczu drugiej rundy turnieju ATP Masters 1000 w Miami. Dla wrocławianina to jedno z największych zwycięstw w karierze i szansa na kolejny znakomity występ po zeszłotygodniowym ćwierćfinale w Indian Wells. Wygrana znacznie przybliżyła Polaka do czołowej “50” rankingu ATP.

Ostatnie tygodnie wydają się przełomowe w karierze Huberta Hurkacza. Najlepszy polski tenisista rozwinął skrzydła i w pełni wykorzystuje drzemiący w nim potencjał. O jego sile przekonali się już m.in. Kei Nishikori, Lucas Pouille, a w piątek także i Austriak Dominik Thiem – aktualnie czwarty tenisista świata. Zdobywca tytułu w Indian Wells już na drugiej rundzie zakończył udział w kolejnym Mastersie i stracił szansę na amerykański dublet. Kosztem Austriaka dalej gra Polak, który w niedzielę powalczy o czwartą rundę prestiżowych zawodów w Miami.

– Starałem się cieszyć chwilą i tym, że mogłem rozegrać mecz z takim tenisistą jak Dominik – powiedział w pomeczowym wywiadzie Hubert Hurkacz. – On jest niesamowitym tenisistą i musiałem zagrać na najwyższym poziomie, by móc dzisiaj cieszyć się ze zwycięstwa – dodał.

Drogę do wygranej Hurkacz utorował sobie znakomitą, ofensywną grą przy siatce. W piątkowym spotkaniu wrocławianin starał się grać agresywnie i wykorzystywać mnożące się błędy bekhendowe rywala. Polak jedyne problemy zanotował na starcie, kiedy niepewnie rozpoczął spotkanie i został przełamany przez Austriaka. Szybko jednak odłamał przeciwnika i powrócił do poziomu, do którego przyzwyczajał w ostatnich tygodniach. Przy stanie 5:4 w pierwszej partii, Hurkacz miał trzy piłki setowe, ale finalnie do zakończenia partii wystarczyła tylko jedna. 

W drugiej odsłonie przewagę przełamania szybko wywalczył Austriak, który wyraźnie poprawił skuteczność swoich zagrań i od stanu 2:1 konsekwentnie kroczył po wygraną w secie. Polak cierpliwie czekał jednak na swoje szanse i doczekał się ich w ósmym gemie. Wrocławianin potrzebował jednak aż pięciu okazji, by finalnie przełamać niedawnego triumfatora turnieju w Indian Wells.

Później Polak poszedł już za ciosem i nie pozwolił się rozpędzić po raz drugi czwartemu tenisiście świata. Hurkacz zdominował rywala w końcówce i zgarnął dwa kolejne gemy. Wrocławianin imponował szczególnie precyzyjną grą przy siatce, gdzie zdobył aż 16 punktów na 22 akcje. Dodatkowo zdobył 26 z 30 punktów przy pierwszym podaniu i zanotował 22 wygrywające uderzenia.

W kolejnej rundzie przeciwnikiem Polaka będzie 18-letni Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime. 57. tenisista świata po udanych kwalifikacjach wyeliminował z turnieju Norwega Caspera Ruuda i Węgra Martona Fuscovicsa. Oba pojedynki zakończył w trzech setach. Spotkanie z Hubertem Hurkaczem zostanie rozegrane w niedzielę. Stawką będzie awans do czwartej rundy Mastersa na Florydzie.


Wyniki

2. runda singla:
Hubert Hurkacz (Polska) – Dominic Thiem (Austria, 4) 6:4, 6:4

Miami. Novak Dżoković rozpoczął marsz po rekord

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Novak Dżoković pokonał Bernarda Tomicia w meczu drugiej rundy Miami Open. Tym samym Serb rozpoczął walkę o rekordowy, siódmy tytuł mistrzowski w drugim z turniejów składających się na „Słoneczny Dublet”.

Rafael Nadal jest rekordzistą pod względem wygranych w turnieju Roland Garros, Roger Federer nie wykorzystał szansy na objęcie samodzielnego prowadzenia w zestawieniu triumfatorów BNP Paribas Open, a Novak Dżoković w piątek zapoczątkował walkę o rekordowy, siódmy triumf w Miami Open.

Rywalem Serba w pierwszym tegorocznym meczu w turnieju przeniesionym z Key Biscane na Hard Rock Stadium był Bernard Tomic. Zawodnicy dotychczas spotykali się pięciokrotnie i za każdym razem górą był tenisista urodzony w Belgradzie. Nie inaczej było w piątkowy wieczór. Lider rankingu ATP pokonał rywala w dwóch setach.

Bernard nie pozwalał mi wejść w swój rytm. Każda piłka była zagrywana w inny sposób. Tomic jest takim zawodnikiem, który potrafi grać zarówno w korcie, jak i cofnięty głęboko poza linię końcową. Niekonwencjonalne uderzenia sprawiają, że ciężko przeciwko niemu grać – przyznał Serb, który w kolejnej rundzie spotka się z Federico Delbonisem. Argentyńczyk pokonał rozstawionego z numerem „32” Johna Millmana.

Piątkowe mecze wyłoniły również kolejnego rywala Huberta Hurkacza. Polak, który dość niespodziewanie pokonał Dominica Thiema, w spotkaniu trzeciej rundy spotka się z Felixem Augerem-Aliassimem. Przebijający się do drabinki turnieju głównego przez eliminacje nastolatek z Kanady pokonał w piątek w trzech setach Martona Fucsovicsa.


Wyniki

Druga runda singla:
Novak Dżoković (Serbia, 1) – Bernard Tomic (Australia) 7:6(2), 6:2
Hubert Hurkacz (Polska) – Dominic Thiem (Austria, 3) 6:4, 6:4
Fabio Fognini (Włochy, 15) – Guido Andreozzi (Argentyna) 5:7, 6:4, 6:4
Felix Auger-Aliassime (Kanada) – Marton Fucsovics (Węgry, 20) 6:4, 4:6, 6:0
Roberto Bautista Agut (Hiszpania, 22) – Janko Tipsarević (Serbia, PR) 7:6(3), 6:4
Albert Ramos-Vinolas (Hiszpania) – Lucas Pouille (Francja, 25) 4:6, 6:4, 6:3
Nick Kyrgios (Australia, 27) – Aleksander Bublik (Kazachstan, Q) 7:5, 6:3