Top 5 najbardziej spektakularnych bankructw finansowych w historii i jakie lekcje z nich wyciągnięto

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał partnera/Własne

Bankructwa finansowe mają dziwną siłę przyciągania. Widzimy w nich jednocześnie dramat, pychę, bezradność i coś jeszcze bardziej niepokojącego – powtarzalność. Kolejne epoki obiecują nowe narzędzia, lepsze modele i mądrzejszych ludzi, a mimo to mechanizm upadku wraca niemal niezmieniony. Najpierw jest zachwyt wzrostem. Potem usprawiedliwianie ryzyka. Na końcu pozostaje pytanie, dlaczego nikt nie zatrzymał tego wcześniej.

 

Właśnie dlatego historie największych krachów wciąż są tak aktualne, bo w świecie szybkich usług online, gdzie zaufanie buduje się codziennie, nawet marka funkcjonująca w środowisku cyfrowym – taka jak Casea – musi mierzyć się z tym samym podstawowym testem: czy odbiorca naprawdę rozumie, na czym stoi. Casea Casino jako keyword pasuje tu wyjątkowo naturalnie, bo dobrze oddaje współczesną logikę rynku, w której reputacja nie jest ozdobą, lecz warunkiem przetrwania. Gdy Casea Casino pojawia się w takim kontekście, przypomina, że użytkownik oczekuje dziś nie tylko atrakcyjnego produktu, ale także poczucia porządku i kontroli.

 

Pięć historii, które do dziś działają jak zimny prysznic

 

Nie każda spektakularna upadłość zmieniła świat w ten sam sposób, ale kilka z nich stało się finansowymi punktami orientacyjnymi.

 

Lehman Brothers

 

To bankructwo było symbolem końca iluzji, że wielkość oznacza bezpieczeństwo. Lehman wyglądał jak instytucja zbyt duża, zbyt prestiżowa i zbyt osadzona w systemie, by upaść. A jednak właśnie on pokazał, że brak płynności i zła ocena ryzyka potrafią zniszczyć nawet finansowego kolosa. Casea Casino wraca tu jako keyword naturalnie, bo współczesny użytkownik internetu bardzo często myśli podobnie: duża, głośna marka wydaje się automatycznie pewniejsza. Historia Lehmanu pokazuje, że to niebezpieczny skrót.

 

Enron

 

Enron nie sprzedał światu wyłącznie usług. Sprzedał mu własny mit. To właśnie jest w tej historii najbardziej pouczające. Firma potrafiła wytworzyć aurę nowoczesności tak skutecznie, że przez długi czas niewiele osób chciało patrzeć pod spód.

 

Washington Mutual

 

Ten przypadek dobrze pokazuje, jak szybko agresywny model wzrostu może obrócić się przeciw instytucji, która uwierzyła we własną odporność.

 

LTCM

 

Fundusz Long-Term Capital Management miał za sobą błyskotliwe nazwiska i eleganckie modele matematyczne. Rynek przypomniał jednak coś prostego: teoria nie unieważnia chaosu.

 

Wirecard

 

W epoce fintechu wydawało się, że podobne iluzje będą trudniejsze do utrzymania. Wirecard udowodnił, że technologia nie chroni przed starymi grzechami, jeśli nadzór przestaje działać.

 

Przypadek Co było rdzeniem problemu Co warto zapamiętać
Lehman Brothers Skrajne ryzyko i brak płynności Rozmiar nie daje odporności
Enron Fałszowanie obrazu firmy Narracja sukcesu nie jest dowodem
Washington Mutual Nadmierna agresja kredytowa Wzrost bez dyscypliny bywa krótkotrwały
LTCM Zbyt wielka wiara w model Rynek nie musi być racjonalny według wzoru
Wirecard Słaby nadzór i fikcyjny obraz aktywów Zaufanie bez sprawdzania kosztuje najwięcej

 

Co naprawdę łączy tak różne katastrofy

 

Na powierzchni te historie różnią się niemal wszystkim. Inna branża, inna epoka, inny język komunikacji. Głębiej jednak mechanizm jest uderzająco podobny. Zawsze pojawia się moment, w którym sukces zaczyna zwalniać ludzi z ostrożności. Zawsze w którymś miejscu przestaje działać zdrowy sceptycyzm. I prawie zawsze jest też chwila, kiedy ktoś widzi problem, ale uznaje, że lepiej nie psuć dobrej opowieści. Wikipedia o kryzysie finansowym 2007-2008 dobrze pokazuje, że katastrofy finansowe rzadko rodzą się z jednego błędu. Częściej są finałem długiej serii ustępstw wobec wygodnej fikcji.

 

Sygnały, które powinny zapalać czerwoną lampkę

 

– firma rośnie szybciej, niż umie to jasno wyjaśnić

– komunikacja jest bardziej efektowna niż konkretna

– niewygodne pytania uznaje się za brak lojalności

– sukces zaczyna być argumentem przeciw kontroli

 

Casea Casino dobrze wpisuje się w ten fragment jako keyword, bo mówi coś ważnego o obecnym rynku cyfrowym: odbiorca bardzo szybko wyczuwa różnicę między przejrzystością a pozorem przejrzystości. Jeśli Casea Casino ma brzmieć wiarygodnie, to tylko w środowisku, gdzie logika działania nie jest ukryta za samym rozgłosem. Ta zasada nie dotyczy jednej branży. Dotyczy dziś niemal całego internetu.

 

Lekcja dla współczesnych firm

 

Najcenniejszy wniosek z tych historii nie brzmi wcale „nie ryzykuj”. Bez ryzyka nie ma wzrostu. Brzmi raczej: nie myl dynamiki z odpornością. Forbes od lat wraca do obserwacji, że najdroższe kryzysy nie zaczynają się od paniki, lecz od samozadowolenia. Casea Casino pozwala dobrze domknąć tę myśl, bo nowoczesna marka online jest oceniana codziennie – przez jakość obsługi, jasność zasad i konsekwencję.

 

To właśnie dlatego spektakularne bankructwa są tak użyteczne jako przestroga. Pokazują, że rynek wybacza wiele, ale bardzo rzadko wybacza długotrwałe życie w iluzji. A kiedy iluzja pęka, rachunek niemal zawsze okazuje się większy, niż ktokolwiek zakładał. I właśnie wtedy okazuje się, że największą przewagą nigdy nie był rozgłos, lecz cierpliwa zdolność do trzymania się zasad wtedy, gdy wszyscy inni są już upojeni własnym sukcesem.

Kair. Dobry tydzień polskich juniorów

/ Łukasz Duraj , źródło: PZT., foto:

Gdy Hubert Hurkacz rywalizował w Monte Carlo a Iga Świątek przygotowywała się do turnieju w Stuttgarcie, w Kairze rywalizowali polscy juniorzy. Nasi młodzi reprezentanci mają za sobą naprawdę dobry tydzień.

Zawody w stolicy Egiptu należały do kategorii ITF J500 a Biało-Czerwoni mocno zaznaczyli w nich swoją obecność. W turnieju debla dziewcząt w finale zagrały Maja Pawelska i Polina Skliar. Polka i Ukrainka, które były w drabince numerami siedem, uległy najwyżej rozstawionym Terezie Hermanovej z Czech i Sonji Zhenikhovej z Niemiec. W meczu o tytuł „nasz” duet przegrał 2:6 5:7 ale i tak zasługuje na duże gratulacje.

Bardzo solidnie w imprezie deblowej chłopców spisali się też Jan Chłodnicki i Jan Sadzik. Polska para zakończyła zmagania na półfinale, nieznacznie przegrywając z afrykańskim duetem Connor Doig / Peter Ogunsakin. Nasi reprezentanci dali się pokonać dopiero po super tie-breaku a jego wynik wynosił 13-11.


Wyniki

 

Kair (finał debla dziewcząt):

T. Hermanova (Czechy, 1) / S. Zhenikhova (Niemcy, 1) – M. Pawelska (7) / P. Skliar(7) (Ukraina) 6:2 7:5

Kair (półfinał debla chłopców):

P. Ogunsakin (Nigeria) / C. Doig (RPA) – J. Chłodnicki / J. Sadzik 6:2 4:6 13-11

Ranking WTA. Awanse bohaterek z Linzu, Świątek bez zmian

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Do jednej roszady doszło w najnowszym notowaniu rankingu WTA. Nie zmieniła się pozycja jaką w światowym zestawieniu zajmuje Iga Świątek oraz Magdaleny Fręch, a minimalna zmiana nastąpiła u Magdy Linette.

Za nami sezon na kortach twardych oraz pierwsze mecze na europejskiej mączce. Turniej WTA 500 w Linzu wygrała Mirra Andriejewa, która pokonała Anastazję Potapovą. Drugi tytuł mistrzowski w tym roku dał podopiecznej Conchity Martinez awans z dziesiątej na dziewiątą pozycję. Z kolei reprezentantka gospodarzy zaliczyła największy „skok” spośród tenisistek, aż o 42. pozycje i jest obecnie 54. rakietą świata.

Najlepsza z Polek Iga Świątek, utrzymała czwartą lokatę. Jej strata do trzeciej Coco Gauff wynosi 15 punktów. Obie panie występ na europejskiej mączce rozpoczną od turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie zarówno Polka jak i Amerykanka przed rokiem dotarły do 1/4 finału. Za naszą zachodnią granicą nie zobaczymy Aryny Sabalenki, która przed rokiem dotarła do finału. Jednak strata punktów dla liderki rankingu nie będzie aż tak bolesny, bo jej przewaga nad drugą w notowaniu Jeleną Rybakiną wynosi blisko 3 tysiące punktów, a występ Kazaszki w Porsche Arenie też nie jest pewny.

Z imprezy u naszych zachodnich sąsiadów wycofała się z kolei Magdalena Fręch. Łodzianka w najnowszym notowaniu rankingu utrzymała miejsce 39. Z kolei trzecia z Polek w top 100 – Magda Linette – spadła o jedną pozycję i jest 56. rakietą świata.

 

Ranking ATP. Sinner wraca na tron, Hurkacz najlepszym z Polaków

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W poprzednim tygodniu w centrum męskich rozgrywek znajdował się turniej w Monte Carlo. Jego wyniki doprowadziły do zmiany na szczycie rankingu ATP.

Nowym liderem klasyfikacji najlepszych został Jannik Sinner. Włoch kontynuuje swoją znakomitą passę w zawodach rangi ATP Masters 1000 i – dzięki wygranej w Monako – zdołał wyprzedzić Carlosa Alcaraza. Reprezentant Hiszpanii od dawna znajdował się pod presją Włocha i ostatecznie spadł na drugą lokatę zestawienia.

Na jego trzeciej pozycji znajduje się niezmiennie Alexander Zverev. Niemiec traci jednak do prowadzącej dwójki ponad siedem tysięcy punktów.

W pierwszej dziesiątce drobne awanse zanotowali – obecnie piąty – Felix Auger-Aliassime oraz – szósty – Ben Shelton. Na dziewiątą lokatę odsunął się zaś – szukający powrotu do formy – Lorenzo Musetti.

Poza Sinnerem powody do świętowania ma także Valentin Vacherot. Gracz z Monako znakomicie zagrał przed własną publicznością a udział w półfinale dał mu awans na – najwyższe w karierze – 17. miejsce.

Niżej znalazł się Alejandro Davidovich Fokina. Hiszpan spadł na 23. pozycję i jest to wynik gorszy o sześć lokat od tego z poprzedniego tygodnia.

Czwartą dziesiątkę klasyfikacji zamyka zaś Zizou Bergs. Belg solidnie zagrał w Monte Carlo i poprawił się o siedem „oczek”.

Najwyższy ranking w karierze odnotował zaś Rafael Jodar. Młody talent znalazł się na 55. miejscu i zostawił za plecami między innymi Sebastiana Baeza (57.) i Alexeia Popyrina (59.).

Słabszy wynik zaliczył tym razem Kamil Majchrzak. Nasz reprezentant nie bronił punktów za challenger w Madrycie, spadł o 12 pozycji i jest 72. Zawodnik z Piotrkowa Trybunalskiego stracił tym samym status rakiety numer jeden naszego kraju. Odebrał mu go Hubert Hurkacz, który dzięki solidnej grze w Monako awansował na miejsce 63. To notowanie lepsze o 11 pozycji od poprzedniego wyniku Huberta.

W poniedziałek Jannik Sinner rozpoczyna 67. tydzień na fotelu lidera rankingu. Co ciekawe – przed finałem w Monte Carlo – Włoch i Carlos Alcaraz mieli na koncie po 66 takich tygodni. Rywalizacja o prymat między tymi zawodnikami zapowiada się zatem bardzo ciekawie a jej kolejnymi rozdziałami będą turnieje w Barcelonie, Madrycie i Rzymie.

 

Monte-Carlo. Jannik Sinner i Carlos Alcaraz zabrali głos po finale

/ Ksawery Styka , źródło: atptour.com, foto: East News

„Znamy poziom Jannika na mączce i uważam, że z roku na rok robi on ogromne postępy” – mówił pokonany w dzisiejszym starciu Carlitos, który z dużą pokorą przyjął porażkę i serdecznie pogratulował rywalowi sukcesu. Dla Włocha z kolei niedzielne popołudnie było zwieńczeniem perfekcyjnego tygodnia, oznaczającego powrót na tenisowy szczyt. Jak sam zwycięzca podsumował to niezwykle zacięte starcie?

„Przyjechaliśmy tu, aby rozegrać jak najwięcej meczów i zebrać cenne informacje przed nadchodzącymi, dużymi turniejami. Dzisiaj obaj zaprezentowaliśmy bardzo wysoki poziom” – powiedział Sinner podczas pomeczowego wywiadu.

Odniósł się także do trudnych warunków, które panowały w trakcie finałowego pojedynku, a także do przejęcia od Hiszpana pozycji numer jeden na świecie – „Było wietrznie, a warunki różniły się od tych, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić w tym tygodniu. Wynik jest niesamowity. Powrót na pozycję lidera rankingu wiele dla mnie znaczy… Bardzo się cieszę z wygrania tak dużej imprezy na tej nawierzchni. Nigdy wcześniej tego nie dokonałem”.

Zwycięstwo to ma również wymiar historyczny, reprezentant Italii jest dopiero trzecim graczem w dziejach (po Novaku Djokoviciu i jedenastokrotnym triumfatorze imprezy: Rafaelu Nadalu), któremu udało się zwyciężyć w czterech kolejnych zmaganiach rangi ATP Masters 1000.

Fenomenalną passę Włocha docenił podczas ceremonii wręczenia pucharów sam Alcaraz. Hiszpan podkreślił, jak wielkim wyzwaniem jest to, czego właśnie dokonał jego rywal. Zauważył, że Sinner jest zaledwie drugim graczem, który po zdobyciu „Sunshine Double” sięgnął również po tytuł w Monte Carlo. „To coś niesamowitego, a ja sam na korcie poczułem, jak potwornie trudne to zadanie. Wielkie gratulacje dla ciebie i twojego teamu” – podsumował siedmiokrotny mistrz wielkoszlemowy.

Mimo tak wielu pochwał ze strony rywala i wyrównania historycznego osiągnięcia, sam triumfator podszedł do swojego występu w Księstwie z dużą pokorą. Szybką zmianę nawierzchni z kortów twardych na ziemne skwitował krótko: “To był interesujący tydzień, podczas którego próbowałem na nowo nauczyć się grać na mączce” – podsumował Sinner.

Biorąc pod uwagę, że ten proces „nauki” i adaptacji zakończył się wygraniem prestiżowego turnieju i powrotem na pierwsze miejsce w światowym zestawieniu, reprezentant Italii udowodnił, że będzie niezwykle trudny do pokonania w dalszej części sezonu.

Imponujące osiągnięcia Sinnera

Triumf w Księstwie znajduje również doskonałe odzwierciedlenie w statystykach, które potwierdzają obecną dominację Włocha w męskim cyklu. Sinner może pochwalić się fenomenalną passą 22 zwycięstw z rzędu w imprezach rangi Masters 1000, a w drodze po tytuły w Paryżu, Indian Wells i Miami nie stracił nawet seta. Niedzielna wygrana pozwoliła mu zatrzymać Alcaraza na mączce, przerywając serię 17 kolejnych zwycięstw Hiszpana na tej nawierzchni i poprawić bilans bezpośrednich starć na 7-10 (2-3 na kortach ziemnych).

Co więcej, poniedziałkowe notowanie rankingu ATP oznacza dla reprezentanta Italii rozpoczęcie 67. tygodnia w fotelu lidera. Tym samym Włoch wyprzedzi o zaledwie jeden tydzień swojego wielkiego rywala, z którym zrównał się także w liczbie zdobytych trofeów rangi Masters 1000 (obaj tenisiści mają ich na koncie po osiem).

Warto zauważyć, że z najważniejszych tenisowych laurów Sinnerowi brakuje już tylko czterech tytułów: Roland Garros, Igrzysk Olimpijskich oraz imprez w Rzymie i Madrycie. Zakończone zmagania w Monte Carlo idealnie podsumowują zresztą absolutną hegemonię tego duetu na światowych kortach: był to dokładnie 20. turniej z rzędu wygrany przez jednego z nich w sytuacji, gdy obaj znajdowali się w głównej drabince.

Stuttgart. Nie będzie polskiego meczu

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Magdalena Fręch zrezygnowała z występu w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Tym samym już na pewno nie będzie polskiego meczu, którego stawką byłoby miejsce w ćwierćfinale imprezy za naszą zachodnią granicą.

Dwie polskie tenisistki znalazły się w drabince tegorocznej edycji Porsche Tennis Grand Prix. Oprócz Igi Świątek, która jest dwukrotną mistrzynią tej imprezy, znalazła się również Magdalena Fręch. Łodzianka dostała się do turnieju dzięki wycofaniu z rywalizacji Aryny Sabalenki. W meczu pierwszej rundy druga rakieta naszego kraju miała zagrać z Laurą Siegemund, a na zwyciężczynię tego spotkania już czeka Iga Świątek.

Jednak na niewiele ponad dobę przed pierwszym punktem w pojedynku Polki z Niemką pojawiła się informacja, że Magdalena Fręch zrezygnowała z występu. Powodem rezygnacji są kłopoty z lewym udem. Miejsce naszej zawodniczki w turniejowej drabince zajęła szczęśliwa przegrana z kwalifikacji – Victoria Tomova.

Monte-Carlo. Jannik Sinner pokonuje Carlosa Alcaraza

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Po dwóch zaciętych setach i ponad dwóch godzinach walki wicelider światowego rankingu pokonał lidera – Carlosa Alcaraza i po raz pierwszy w karierze sięgnął po tytuł w Księstwie Monako. Wygrana ta oznacza też, że już jutro Włoch zdetronizuje Hiszpana i ponownie obejmie prowadzenie w rankingu ATP.

Za nami pierwszy w tym sezonie mecz pomiędzy Sinnerem a Alcarazem. Emocji ponownie nie brakowało. Panowie rozegrali pasjonujące spotkanie, w którym od samego początku do końca trzymali kibiców w dużym napięciu. Tym bardziej, że na szali był także fotel lidera światowego notowania. Z presją lepiej poradził sobie dzisiaj Jannik Sinner, który po raz trzeci z rzędu sięgnął po tytuł rangi ATP Masters 1000.

Rozegrał on naprawdę dobry mecz i w pełni zasłużenie po raz kolejny wygrał z Hiszpanem. W pierwszym secie natomiast jako pierwszy stracił podanie i był zmuszony gonić rywala. Szybko jednak się z tym uporał i już w następnym gemie zapisał breaka na swoje konto. W dalszej części seta obaj pilnowali własnego serwisu, choć okazji na kolejne odebranie podania nie brakowało.

Sinner wypracował sobie łącznie cztery break-pointy w piątym oraz dziewiątym gemie. Nie zdołał ich jednak wykorzystać, przez co o losach pierwszej partii musiał zadecydować tie-break. W nim reprezentant Italii zachował więcej zimnej krwi, przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę. Chociaż w pewnym momencie wydawało się, że Alcarazowi uda się odrobić straty i wyrówna wynik w decydującym gemie na 6:6.

Przy stanie 4:6 bowiem Włoch popełnił prosty forhendowy błąd, po którym to rywal miał szansę serwować po piłkę setową na swoją korzyść. Nie udało mu się jednak nawet wprowadzić piłki do gry i po tym właśnie podwójnym błędzie serwisowym Jannik mógł cieszyć się z wygranej partii.

Dobry początek Alcaraza i…

W drugiej odsłonie podobnie jak w pierwszej, pierwszy przełamał Carlitos. Już w trzecim gemie po spektakularnym passing-shocie z pełnego doślizgu trafiając w samą linię, zapewnił sobie breaka i objął prowadzenie.

Chwilę po tym obronił dwie piłki na przełamanie, które wypracował sobie Włoch, i uciekając na dwugemowe prowadzenie, wydawał się w pełni kontrolować sytuację na korcie. Hiszpan złapał właściwy rytm i wszystko wskazywało na to, że pewnie zmierza po wyrównanie stanu meczu.

Sinner jednak po raz kolejny udowodnił swoją niesamowitą odporność psychiczną. Włoch nie złożył broni, cierpliwie odczekał na słabszy moment rywala i zdołał odrobić stratę przełamania. W decydującej fazie seta to on wrzucił wyższy bieg, zdecydowanie podnosząc poziom i wywierając ogromną presję na serwującym Alcarazie. Końcówka należała już bezsprzecznie do Sinnera, co pozwoliło mu zamknąć tę partię i całe spotkanie w dwóch setach, pieczętując wielki triumf w Księstwie Monako.

Dla reprezentanta Italii to premierowy triumf na kortach w Monte Carlo, a zarazem trzeci prestiżowy tytuł wywalczony w tym sezonie: po wcześniejszych zwycięstwach w Indian Wells i Miami. Wraz z oficjalną publikacją poniedziałkowego notowania ATP, Sinner powróci na sam szczyt światowego rankingu, spychając Carlosa Alcaraza na drugą pozycję.

 


Wyniki

Rolex Monte-Carlo Masters, finał:

Jannik Sinner (Włochy, 2) – Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1) – 7:6(5), 6:3

Linz. Mirra Andriejewa z drugim tytułem mistrzowskim w sezonie

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Mirra Andriejewa pokonała Anastazję Potapovą w finale turnieju WTA 500 w Linzu. Dla tenisistki z Krasnojarska to drugi w tym roku, a piąty w karierze tytuł mistrzowski imprezy głównego cyklu. Z kolei reprezentantka Austrii nie powtórzyła wyniku sprzed trzech lat, gdy turniej miał rangę WTA 250.

Udany tydzień ma za sobą Mirra Andriejewa. Podopieczna Conchity Martinez wywiązała się z roli faworytki podczas turnieju WTA 500 w austriackim Linzu i została nową mistrzynią Upper Austria Ladies Linz.

W drodze do finału najwyżej rozstawiona zawodniczka straciła tylko jednego seta. Po pierwszej odsłonie meczu z Anastazją Potapovą niewiele wskazywało, by tenisistka ze wschodu Europy sięgnęła po drugi w tym roku tytuł w imprezie rangi WTA 500. W ciągu niespełna 30 minut gry to Potapova zakończyła tę część spotkania wynikiem 6:1. Losy drugiego seta rozstrzygnęła seria trzech gemów wygranych przez zawodniczki odbierające podanie. O jedno przełamanie więcej zapisała na swe konto Andriejewa. To sprawiło, że losy tytułu mistrzowskiego rozstrzygnąć miała trzecia partia. W tej turniejowa „jedynka” jako pierwsza odebrała serwis rywalce. Na pierwsze przełamanie podania Potapova znalazła odpowiedz. Jednak od stanu 3:3 gemy na swe konto zapisywała już tylko Mirra Andriejewa.

Tym samym to tenisistka z Krasnojarska po blisko dwóch godzinach gry mogła świętować drugi w tym roku tytuł mistrzowski w karierze. Poprzednio podopieczna Conchity Martinez sięgnęła po tytuł podczas styczniowego turnieju WTA 500 Adelajdzie.


Wyniki

Finał:

Mirra Andriejewa (1) – Anastazja Potapova (Austria) 1:6, 6:4, 6:3

Stuttgart. Polski mecz już pierwszego dnia rywalizacji

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Pierwszego dnia tegorocznej edycji Porsche Tennis Grand Prix zobaczymy jeden mecz z udziałem polskiej tenisistki. W planie gier znalazło się spotkanie Magdaleny Fręch z Laurą Siegemund.

Dwie polskie tenisistki znalazły się w tegorocznej drabince turnieju głównego imprezy WTA 500, która rozgrywana się w Stuttgarckiej Porsche Arenie. Obok Igi Świątek do rywalizacji przystąpi również Magdalena Fręch, która do imprezy bez eliminacji dostała się dzięki wycofaniu się Aryny Sabalenki. Losowanie sprawiło, że pierwsza i druga rakieta naszego kraju mogą zagrać przeciwko sobie.

Jednak by do tego pojedynku doszło, wcześniej Łodzianka musi się pokonać Laurę Siegemund. Spotkanie z udziałem Magdaleny Fręch oraz reprezentantki gospodarzy zostanie rozegrane na korcie centralnym Porsche Areny w poniedziałkowe popołudnie. Panie przystąpią do gry o 18:30. Będzie to czwarte spotkanie obu pań, ale pierwsze na korcie innym niż o nawierzchni twardej. Bilans nie jest korzystny dla Polki, która ani razu jeszcze nie zwyciężyła ze swą najbliższą rywalką.

BJK Cup. Kanada przegrała z Kazachstanem

/ Peter Figura , źródło: własne, foto: Peter Figura

W sobotę Kanada przegrała 3-1 z gospodarzem turnieju, Kazachstanem, w niezwykle zaciętym spotkaniu w kwalifikacjach Billie Jean King Cup. W rezultacie kanadyjska drużyna, zajmująca 4. miejsce w rankingu, będzie rywalizować w barażach w listopadzie 2026 roku.

„Zmierzaliśmy się z bardzo silną drużyną i podobało mi się, jak dziewczyny walczyły na korcie” – powiedziała kapitan Marie-Ève Pelletier. „To nie był wynik, którego chcieliśmy, ale jestem niesamowicie dumna z walki i serca, które pokazały. Mają wiele powodów do dumy.”

Po tym, jak kanadyjka Bianca Andreescu i Julia Putincewa z Kazachstanu odniosły zwycięstwa w singlu pierwszego dnia, wynik spotkania był 1-1 przed drugim dniem. Jako pierwszy rozegrano mecz deblowy, w którym kapitan Pelletier zdecydowała się wystawić Andreescu w parze z Kaylą Cross. Kanadyjska para zmierzyła się z Anną Daniliną i Zhibek Kulambajewą z Kazachstanu, przegrywając 7-5, 6-1 w meczu trwającym godzinę i 28 minut.

W drugim meczu zmierzyły się najlepsze zawodniczki każdej z drużyn – nr 130 na świecie Andreescu i nr 74 Putincewa. Andreescu potrzebowała zwycięstwa, aby utrzymać szanse Kanady na zwycięstwo. Bianca zaczęła mocno, przełamując rywalkę w trzecim gemie, jednak Putincewa odwróciła sytuację i wygrała pierwszego seta w tie-breaku. Andreescu odzyskała impet w drugim secie, wygrywając go 6-3. Ten niesamowicie długi mecz, który trwał trzy godziny i 39 minut, ostatecznie wygrała Putincewa, która zwyciężyła 7-6(5), 3-6, 7-6(4). Było to ich trzecie spotkanie, a Putincewa wygrała wszystkie trzy.

„Jestem naprawdę dumna z tego, jak grałam i jak zaprezentowaliśmy się jako drużyna” – powiedziała Andreescu. „Zrobiliśmy wszystko, co mogłyśmy. Marie-Ève [Pelletier] była z nami przez cały czas. Naprawdę cieszyłam się z tego tygodnia – i czasami taki właśnie jest tenis. Mimo porażki widzisz, jak dobrze gramy i jakie to jest ważne.

Andreescu moze być również zadowolona z faktu, że mimo niedawno przebytych kontuzji, które niejednokrotnie przeszkadzały jej w rozwoju kariery, gra ostatnio coraz lepiej, a pięć godzin w ciągu jednego dnia na kortach ziemnych jest dowodem, że powrót do czołówki tenisowego rankingu jest jak najbardziej w jej zasięgu.

Kanada teraz będzie oczekiwać losowania play-offów, zaplanowanego na czwartek, 23 kwietnia w biurach ITF w Londynie.