Indian Wells. Tsonga opuści pierwszy Masters 1000 w roku

/ Dominika Opala , źródło: www.eurosport.fr /własne, foto: AFP

Jo-Wilfried Tsonga wycofał się z BNP Paribas Open w Indian Wells, który odbędzie się w dniach 7-17. marca 2019 roku. Francuz potrzebuje więcej odpoczynku po ostatnich dwóch, intensywnych tygodniach, a ponadto ma cechę sierpowatości krwi, która objawia się podczas długich podróży i wpływa na krążenie krwi. 

Jo-Wilfried Tsonga wraca do wielkiej formy, co potwierdził w Montpellier i Rotterdamie. We francuskim turnieju sięgnął po 17. tytuł w karierze, natomiast w Holandii dotarł do ćwierćfinału, gdzie przegrał z Daniiłem Miedwiediewem.

Mimo tak dobrej dyspozycji na początku sezonu, tenisista z Le Mans jest zmuszony do wycofania się z pierwszej imprezy rangi Masters 1000 w tym roku. Tsonga ogłosił, że nie zagra w Indian Wells, bo potrzebuje więcej czasu na regenerację. Problemem jest także długi lot do Stanów Zjednoczonych i mało dni na pełne przygotowanie do turnieju.

Finalista Australian Open 2008 w rozmowie z francuskim Eurosportem przyznał, że zmaga się z „komórką sierpowatą”, chorobą, która dotyka go podczas wielogodzinnych podróży i wpływa na jego krążenie krwi.

Kiedy latam, potrzebuję trzech, czterech, pięciu dni, by czuć się dobrze fizycznie. Jak wysiadam z samolotu czuję się zmęczony, jakbym miał jakąś grypę – wyznał Tsonga. – Dolegliwość zdiagnozowano u mnie pięć lat temu. W codziennych aktywnościach to mi nie przeszkadza. Ta troska o zdrowie ma konsekwencje trudne do opanowania dla profesjonalnego tenisisty, który cały czas się przemieszcza. Mam wtedy złe krążenie krwi i moje ciało cierpi, szczególnie na wysokości – wyjaśniał.

Z tego powodu Francuz starannie planuje starty turniejowe. 33-letni zawodnik, który wkracza w decydującą fazę kariery, chce, aby każdy występ dawał mu, jak najwięcej korzyści, a co za tym idzie, musi on być przygotowany na 100%.

Ten problem uniemożliwił mi bycie regularnym w turniejach. Dzisiaj lepiej kontroluję już mój plan startowy. Wiem, jakiego wyboru dokonać. Czas na przygotowanie do występu w Indian Wells będzie zbyt krótki dla mnie – zaznaczył 140. aktualnie tenisista świata.

W 2018 roku Tsonga opuścił marcowe imprezy w USA z powodu kontuzji kolana, tak więc nie ma do obrony żadnych punktów. Najprawdopodobniej powróci do rywalizacji w Miami.
 

Buenos Aires. Trzeci tytuł Cecchinato

/ Tomasz Górski , źródło: atpworldtour.com, foto: AFP

Marco Cecchinato pokonał Diego Schwartzmana 6:1, 6:2 w finale Argentina Open 2019. Włoch w meczach o tytuł jest bezbłędny. W trzecim podejściu zgarnął trzecie trofeum.

W finale turnieju w Buenos Aires spotkało się dwóch tenisistów, którzy uwielbiają grać na nawierzchni ziemnej. Do dziś zarówno Cecchinato, jak i Schwartzman mieli po dwa tytuły na koncie. Oczywiście zdobyte na mączce. Od finału Argentina Open 2019 lepszym bilansem może pochwalić się Włoch, który zdemolował rywala w meczu o tytuł.

Już przy pierwszym gemie serwisowym faworyt gospodarzy miał duże problemy. Ale po obronie trzech break pointów utrzymał serwis. Taka sztuka nie udała się w kolejnych próbach. Cecchinato zgarnął pięć kolejnych gemów z rzędu i w ekspresowym tempie – 29. minut – wyszedł na prowadzenie.

Na początku drugiej partii także Włoch szybko wywalczył przełamanie. Tym razem Schwartzman zdołał wygrać dwa gemy, ale to było zdecydowanie za mało aby przeciwstawić się dobrze dysponowanemu rywalowi. Cecchinato zaserwował cztery asy oraz wygrywał 85% punktów po pierwszym podaniu. I w całym meczu nie musiał bronić nawet jednego break pointa. To wszystko spowodowało, że po zaledwie godzinie i sześciu minutach finał w Buenos Aires przeszedł do historii. A Włoch wywalczył trzecie trofeum w karierze. Jak na razie jest bezbłędny w meczach o tytuł. Wygrał wszystkie trzy finały w których wystąpił. Wcześniej triumfował w ubiegłym roku podczas turnieju w Umag i Budapeszcie. Oczywiście wszystkie wygrane turnieje były na mączce.

– Zagrałem bardzo dobry mecz, przez cały czas byłem mocno skupiony. Realizowałem mój plan gry od początku do końca – powiedział Cecchinato. – Byłem w stanie wygrać dwa pierwsze mecze [w tym tygodniu] na trudnej drodze, pracując punkt po punkcie. Poprawiłem swój poziom wczoraj i byłem dzisiaj skoncentrowany, więc cieszę się z tego, jak udało mi się wygrać turniej – dodał.

Włoch w drodze do tytułu pokonał Garina, Carballesa Baene, Pelle i w finale Schwartzmana. Udanie zrewanżował się w meczu o tytuł Argentyńczykowi za porażkę w 2013 roku podczas Challengera w Szczecinie. Cecchinato za zwycięstwo dopisał sobie 250 punktów do rankingu ATP oraz zarobił 101,830$. Dodatkowo dzisiejszy triumfator jest pierwszy zawodnikiem z Półwyspu Apenińskiego, który wygrał w Buenos Aires od 56 lat. Wtedy najlepszy był Nicola Pietrangeli.

– Wygrany mój trzeci turniej w moim trzecim finale sprawia mi przyjemność – powiedział Cecchinato. – Chcę być dobry fizycznie i trenować ciężej przez resztę roku, wiem, że będę nadal osiągał dobre wyniki, jeśli pozostanę mentalnie solidny – podsumował

Dla Schwartzmana był to piąty finał w karierze. Od dziś ma bilans 2-3. A podczas turnieju w Buenos Aires zarobił 55,065$ i wywalczył 150 punktów.

– Marco grał świetny mecz i zasłużył na tytuł mistrza, nie pozwolił mi dzisiaj nic zrobić – powiedział Schwartzman. – Gra w domu i dojście do finału było dla mnie bardzo miłe, miałem bezwarunkowe wsparcie fanów przez cały tydzień i ten szacunek jest czymś, co sprawia, że czuję się dobrze pomimo złych wyników – dodał.

W przyszłym tygodniu obaj tenisiście wystąpią w turnieju ATP 500 w Rio de Janeiro. Cecchinato będzie rozstawiony z numerem trzy i rozpocznie od meczu z Aljażem Bedene. Natomiast Argentyńczyk dostał czwarte rozstawienie i zainauguruje zmagania meczem z Pablo Cuevasem. Warto przypomnieć, ze w Brazylii Schwartzman będzie bronił tytułu, a co za tym idzie wielu punktów w rankingu.
 


Wyniki

Finał singla:

Marco Cecchinato (Włochy, 3) – Diego Schwartzman (Argentyna, 4) 6:1, 6:2
 

Marsylia. Hurkacz rozpocznie z Kraijnoviciem

/ Tomasz Górski , źródło: atpworldtour.com, foto: AFP

Hubert Hurkacz najbliższy tydzień spędzi na turnieju Open 13 Provence w Marsylii. Polak dostał się do głównej drabinki. A jego pierwszym rywalem będzie Filip Kraijnović.

Hubert Hurkacz po tygodniowej przerwie związanej z przeziębieniem wraca do rywalizacji. Kolejnym przystankiem Wrocławianina będzie Marsylia i turniej rangi ATP 250. Tym razem wysoki ranking sprawił, że zacznie rywalizację bez potrzeby rozgrywania kwalifikacji.

Polak trafił do górnej części drabinki i jego pierwszym rywalem będzie Filip Kraijnović. Serb w tym roku wygrał aż siedem z dziewięciu rozgrywanych spotkań. Obaj tenisiści zmierzą się na korcie premierowy raz. A mecz Hurkacza z Kraijnoviciem będzie otwierał turniej główny w Marsylii i odbędzie się w poniedziałek około 14.30.

Jeśli Polak pokona pierwszego rywala to na jego drodze znajdzie się najwyżej rozstawiony w Open 13 Provence 2019 – Stefanos Tsitsipas. Grek rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Ewentualnym rywalem Hurkacza w ćwierćfinale może być Gael Monfils lub Hyeon Chung. W tej górnej części turniejowego drzewka są także David Goffin, Gilles Simon I Benoit Paire. Jednak wymienieni tenisiści to potencjalni rywale Polaka dopiero w półfinale.

W dolnej części drabinki znalazł się rozstawiony, z numerem dwa, Borna Czorić oraz turniejowa czwórka – Denis Shapovalov. Dodatkowo są tam także Jo-Wilfried Tsonga, Jeremy Chardy oraz młoda nadzieja Francuzów – Ugo Humbert.

Turniej w Marsylii potrwa od 18. do 24. lutego.
 

Rotterdam. Odrodzony Monfils triumfuje

/ Dominika Opala , źródło: własne, foto: AFP

Gael Monfils zdobył ósmy tytuł w karierze. W finale ABN AMRO World Tennis Tournament 2019 pokonał Stana Wawrinkę 6:3, 1:6, 6:2. Francuz od poniedziałku będzie 23. tenisistą na świecie.

To było szóste spotkanie Gaela Monfilsa i Stana Wawrinki, jednak pierwszy raz zmierzyli się oni w finale. Przed tym starciem bilans meczów wynosił 3:2 dla Szwajcara.

Niedzielny pojedynek pełen był zwrotów akcji i nierównej gry z obu stron. Pewna prawidłowość została jednak zachowana – zawodnik, który pierwszy przełamał w secie, wygrywał go. Mimo że tenisiści przeplatali dobrą grę ze słabszymi momentami, to widowisko stało na wysokim poziomie i emocji nie brakowało.

Walkę o tytuł lepiej rozpoczął Monfils. Francuz był skoncentrowany na każdej piłce, rewelacyjnie serwował i był niezwykle solidny. Wawrinka z kolei popełniał więcej błędów i stracił podanie już w trzecim gemie. Francuz wytrzymywał długie wymiany i to on wygrywał większość z nich. Pod koniec seta gra Szwajcara prezentowała się nieco lepiej, ale popełnił on dwa proste błędy i przegrał 3:6.

Druga odsłona to kompletny zwrot akcji. Uwydatniła się poprawa dyspozycji tenisisty z Lozanny. Wawrinka dwukrotnie przełamał rywala na początku seta i wygrał pierwsze cztery gemy. Trzykrotny mistrz wielkoszlemowy posyłał głębokie uderzenia, więcej piłek kończył. Z kolei Monfils przeżywał kryzys, zarówno fizyczny, jak i pod względem gry. Serwis nie funkcjonował już tak dobrze, a uderzenia nie miały mocy z partii otwarcia. W efekcie Wawrinka wygrał odsłonę 6:1 i wydawało się, że trzeci set zakończy się na jego korzyść.

Decydująca partia to jednak kolejny zwrot akcji. Paryżanin odrodził się, wstąpiły w niego nowe siły i prezentował się, jak na początku tego finału. Tym razem to Szwajcar wyglądał gorzej fizycznie, co miało konsekwencje w przebiegu sytuacji na korcie. Monfils przełamał przeciwnika w trzecim i siódmym gemie. Ponownie spisywał się rewelacyjnie, a Wawrinka popełniał więcej błędów i choć walczył, by odrobić straty, nie był już w stanie zatrzymać rywala. Ostatecznie Monfils wygrał decydującego seta 6:2 i sięgnął po ósmy tytuł w karierze po godzinie i 44 minutach.

To pierwsze trofeum Francuza od 13 miesięcy. Ostatni raz triumfował w styczniu 2018 roku w Dosze. Monfils zdobył także drugi tytuł w turnieju rangi ATP 500 (wcześniej w Waszyngtonie). Od poniedziałku będzie zajmował 23. miejsce w rankingu.

Z kolei Wawrinka, mimo porażki, może zaliczyć ten tydzień do bardzo udanych. Szwajcar awansował do pierwszego finału od Roland Garros 2017 i dzięki temu sukcesowi powróci do Top 50 w zestawieniu ATP. 


Wyniki

Finał singla:

Gael Monfils (Francja) – Stan Wawrinka (Szwajcaria, WC) 6:3, 1:6, 6:2 

Budapeszt. Pewny start Świątek

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek od pewnego zwycięstwa rozpoczęła udział w eliminacjach do turnieju WTA w Budapeszcie. W pierwszym meczu na Węgrzech Polka pokonała Bibiane Schoofs z Holandii 6:2, 6:3.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Iga Świątek w tym roku skupia się już przede wszystkim na turniejach cyklu WTA. Po eliminacjach w Auckland, debiucie w Australian Open i występie w Pucharze Federacji przyszedł czas na Budapeszt. W tamtejszym turnieju WTA International warszawianka startuje w dwustopniowych eliminacjach.

Miejsce w pierwszej połowie drugiej setki sprawiło, że Świątek została w nich nawet rozstawiona. Na otwarcie rywalką naszej tenisistki była Bibiane Schoofs z Holandii. Polka od początku kontrolowała przebieg meczu – zaczęła od trzech wygranych gemów, potem dołożyła jeszcze jednego breaka i zwyciężyła dzięki temu w pierwszym secie 6:2.

Druga odsłona była nieco bardziej wyrównana, lecz Świątek znów prowadziła od początku do końca. Nasza tenisistka także tym razem zaczęła od przełamania, ale nie była już tak skuteczna przy własnym podaniu – przeciwniczka dwukrotnie odrabiała straty. Trzeci break, na 5:3, zdecydował już jednak o losach meczu. W ostatnim gemie Świątek serwowała bez zarzutu i wykorzystała pierwszą okazję na zakończenie spotkania, wygrywając 6:2, 6:3.

Od miejsca w głównej drabince zawodów w stolicy Węgier Polkę dzieli już tylko jedno zwycięstwo. W finale eliminacji Świątek zagra z Wiktorią Tomową z Bułgarii, która pokonała 6:2, 6:1 Chinkę Xinyu Wang.


Wyniki

Pierwsza runda eliminacji:
Iga Świątek (Polska, 5) – Bibiane Schoofs (Holandia) 6:2, 6:3

Dubaj. Fręch była blisko życiowego sukcesu. Kasatkina wyszła jednak z taraptów

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Magdalena Fręch przegrała 3:6, 6:3, 4:6 z Darią Kasatkinę i nie awansowała do 2. rundy turnieju WTA Premier 5 w Dubaju. Dla 14. rakiety świata było to pierwsze w obecnym sezonie zwycięstwo w zawodach głównego cyklu. Fręch do sprawienia niespodzianki zabrakło niewiele. W trzecim secie Polka prowadziła 4:1. 

Fręch do turnieju głównego przedzierała się przez dwustopniowe eliminacje, w których pokonała Chorwatkę Dariję Jurak i Japonkę Misaki Doi. Następnie została dolosowana do rozstawionej z numerem ,,11" Darii Kasatkiny. Rosjanka w obecnym sezonie przegrywa mecz za meczem (wygrała tylko w Pucharze Federacji), ale i tak do pojedynku z Fręch przystępowała w roli faworytki. Do tej pory Polka i Rosjanka rywalizowały na innych poziomach. Kasatkina była nawet klasyfikowana w pierwszej dziesiątce rankingu, tymczasem wciąż niezrealizowanym celem naszej reprezentantki pozostaje awans do czołowej setki.

Rankingi jednak nie grają, czego piękne potwierdzenie otrzymaliśmy w Dubaju. Notowana na 180, miejscu w rankingu WTA Fręch była bliska sprawienia wielkiej niespodzianki i wyelimonowania w 1. rundzie turnieju głównego Darii Kasatkiny. Dla Rosjanki występ w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich był niezwykle ważny, ponieważ broniła punktów za ubiegłoroczny finał. 

Początek spotkania Fręch i Kasatkiny należał do faworytki. 21-letnia reprezentantka naszych sąsiadów ze wschodu w trzech pierwszych gemach straciła cztery punkty. Nie zwiastowało to niczego dobrego, a jednak sytuacja dość szybko się zmieniła. Wypracowana na początku meczu przewaga pozwoliła co prawda wygrać Rosjance pierwszą odsłonę rywalizacji, ale jej końcowa część była już bardzo wyrównana. Drugi set również rozpoczął się od trzech gemów wygranych przez jedną zawodniczkę, ale tym razem była to Magdalena Fręch. Polka objęła przewagę podwójnego przełamania i choć dość szybko stopniała ona o połowę, to Kasatkina nie była w stanie odrobić całości strat. Przy stanie 3:5 Rosjanka przegrała kolejnego gema przy własnym podaniu i stało się jasne, że do wyłonienia zwyciężczyni potrzebna będzie trzecia partia.

Wygranie seta było już dużym sukcesem Fręch, ale łodzianka nie zamierzała się zatrzymywać. W drugim gemie trzeciego seta wykorzystała break-pointa i objęła prowadzenie 2:0. Następnie wygrała dwa własne gemy serwisowe, dzięki czemu po dwóch godzinach gry prowadziła 4:1 w decydującym secie. Wszystko zmierzało w dorbym kierunku, ale niestety doszło do zwrotu akcji. Narastające zmęczenie i klasa bardziej doświadczonej rywalki nie pozwoliły łodziance postawić przysłowiowej kropki nad ,,i". Kasatkina wygrała pięć gemów z rzędu i w nadzwyczajnych okolicznościach doprowadziła do zwycięstwa 6:3, 3:6, 6:4. 

O awans do 1/8 finału Daria Kasatkina powalczy z Amerykanką Sofią Kenin lub Rumunką Mihaelą Buzarenscu. 

 


Wyniki

1. runda singla:
Daria Kasatkina (Rosja, 11) – Magdalena Fręch (Polska) 6:3, 3:6, 6:4

 

Monastyr. Jubileusz Leśniak

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: własne

Marta Leśniak okazała się bezkonkurencyjna w imprezie z cyklu ITF z pulą nagród 15 tysięcy dolarów. W niedzielę Polka pokonała Andreę Garcię Lazaro i zdobyła dziesiąty tytuł w karierze.

Spotkanie rozpocząło się pomyśli wrocławianki, która od razu przełamała rywalkę, dzięki czemu odskoczyła na 2:0. Później w grze reprezentantki Polski coś się jednak zacięło. Hiszpanka wygrała sześć gemów z rzędu i objęła prowadzenie 1:0 w meczu.

Jak się później okazało były to miłe złego początki dla tenisistki z Półwyspu Iberyjskiego. Leśniak błyskawicznie wyciągnęła wnioski z porażki w pierwszej partii. Zaczęła grać zdecydowanie staranniej, nie zwalniając przy tym tempa gry, a Lazaro kompletnie nie mogła poradzić sobie z taką kombinacją. Nasza tenisistka wygrała 12 gemów z rzędu i po godzinie i 33 minutach walki mogła cieszyć się z dziesiątego w karierze zwycięstwa na zawodowych kortach.

Dobrze rozpoczęłam mecz, ale później uciekła mi koncentracja – wyjaśniała 30-latka z Dolnego Śląska. – Popełniałam wiele niewymuszonych błędów w pierwszych dwóch piłkach wymiany. Brakowało mi również pomysłu na grę, bo przeciwniczka nie oddawała mi nic za darmo, odpychała mnie od linii końcowej i nie pozwalała na agresywną grę. W drugim secie założyłam sobie, że będę starać się utrzymywać agresywny styl gry, ale trochę mniej ryzykując, nie zmieniając tak często kierunków uderzeń. Pozwoliło mi to wyeliminować niepotrzebne błędy, a ona z kolei przestała wytrzymywać narzucone przeze mnie tempo gry i coraz częściej szukała ryzykowanych rozwiązań. Do samego końca spotkania pozostałam konsekwentna, a ona nie znalazła na to sposobu.
 


Wyniki

Finał singla
Marta Leśniak (Polska) – Andrea Garcia Lazara (Hiszpania, 1) 2:6 6:0 6:0
 

Delray Beach. Delpo wraca do gry po 4-miesięcznej przerwie!

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

W rozpoczynającym się w poniedziałek turnieju rangi ATP 250 w Delray Beach pierwszy mecz po kontuzji rozegra Juan Martin del Potro. Argentyńczyk nie występował nigdzie od października.

W trzeciej rundzie ubiegłorocznego turnieju rangi Masters 1000 w Szanghaju Juan Martin del Potro poddał mecz z Borną Czoriciem po przegraniu pierwszej partii 5-7. Od tamtej pory aktualnie 4. zawodnik rankingu ATP nie wystąpił w żadnym turnieju.

Było to spowodowane urazem prawego kolana, który we wspomnianym meczu odniósł “Delpo”. Argentyńczyk musiał niestety opuścić turniej ATP Finals, na który zakwalifikował się po raz pierwszy od 2013 roku, jak i Australian Open. Stracił więc szansę zarówno na poprawę wyniku z 2009 roku, kiedy to w finale ATP Finals przegrał z Nikołajem Dawidienko, jak i pierwszy w karierze półfinał w Melbourne.

Mimo tak długiej przerwy Argentyńczyk zdołał jednak utrzymać wysoką pozycję w rankingu. Na początku ubiegłego sezonu nie był bowiem jeszcze w wysokiej formie. Dzięki temu w Delray Beach, mimo że zagra z dziką kartą, gdyż pierwotnie nie był zgłoszony do turnieju, będzie najwyżej rozstawionym zawodnikiem. Tenisista z Tandil wygrał już niegdyś ten turniej. Miało to miejsce w 2011 roku, kiedy to w finale pokonał Janko Tipsarevicia 6-4 6-4. W tym roku w pierwszej rundzie zmierzy się z Japończykiem Yoshihito Nishioką.

Również po kontuzji prawego kolana w Delray Beach powróci Jared Donaldson. Jeden z najbardziej utalentowanych Amerykańskich tenisistów pauzował jeszcze dłużej. Ostatni mecz 22-latek rozegrał w sierpniu w turnieju rangi Masters 1000 w Toronto. Uległ tam w pierwszej rundzie Benoit Paire’owi. Obecnie 115. zawodnik rankingu ATP podejmie w pierwszej rundzie Hiszpana Guillermo Garcię Lopeza.

Nowy Jork. 43 asy i 6 obronionych meczboli – Opelka finalistą!

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Reilly Opelka i Brayden Schnur zagrają ze sobą w finale drugiej edycji New York Open. Dla obudwu będzie to najważniejszy mecz w karierze. Dość powiedzieć, że Schnur do tej pory nie wygrał nawet zawodów z cyklu ATP Challenger Tour. W nowojorskim finale ważniejsza od doświadczenia będzie jednak odporność na potężne serwisy Opelki. 

Opelka w dotychczasowych czterech meczach w Nowym Jorku posłał już 113 asów! 21-letni Amerykanin doskonale wykorzystuje warunki fizyczne i serwuje jak z nut. To samo przez ostatnie lata mogliśmy regularnie pisać o Johnie Isnerze – półfinałowym rywalu Opelki. Największa gwiazda męskiego tenisa w USA niespodziewanie przegrała z młokosem 7:6(6), 6:7(14), 6:7(4).

Isner może pluć sobie w brodę, ponieważ w tie-breaku drugiej partii nie wykorzystał sześciu piłek meczowych. Na pewno najbardziej żałuje pierwszej, czyli jedynej przy własnym podaniu. Trudno mu też przeboleć samą porażkę, bo z pewnością liczył na rewanż. Z Opelką przegrał już bowiem w 1. rundzie tegorocznego Australian Open. Tamten pojedynek również składał się wyłącznie z setów kończonych tie-breakami.

Finałowym rywalem Opelki będzie kwalifikant Brayden Schnur. Kanadyjczyk gra bez kompleksów i w Nowym Jorku pokonał już czterech wyżej notowanych rywali. W półfinale wygrał 7:6(7), 4:6, 6:3 z rozstawionym z numerem sześć Samem Querreyem. 

Co ciekawe, do tej pory 23-letni Kanadyjczyk nie był w stanie wygrać nawet imprezy z serii ATP Challenger Tour. Dwukrotnie docierał do finału imprez tej rangi, ale nie wygrał w nich nawet seta. Zdecydowanie większą skutecznością wykazywał się Opelka. Amerykanin, mimo że jest dwa lata młodszy, ma na koncie trzy turniejowe zwycięstwa w challengerach. 


Wyniki

Półfinały singla:
Reilly Opelka (USA) – John Isner (USA, 1) 6:7(8), 7:6(14), 7:6(4)
Brayden Schnur (Kanada) – Sam Querrey (USA, 6) 7:6(7), 4:6, 6:3

Buenos Aires. Reprezentant gospodarzy zdetronizował Thiema!

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Argentyńczyk Diego Schwartzman może przełamać złą passę swoich rodaków i wygrać zawody ATP w Buenos Aires. Ostatnim reprezenantem gospodarzy, któremu udała się ta sztuka był w 2008 roku David Nalbandian. Schwartzman pokonał już najgroźniejszego rywala – broniącego tytułu Dominica Thiema. Przed nim jednak jeszcze mecz finałowy z Marco Cecchinato.  

Dominic Thiem, Diego Schwartzman i Marco Cecchinato od początku byli wymieniani w gronie kandydatów do zwycięstwa w całych zawodach. Austriak został rozstawiony z numerem jeden, a na dodatek wygrał dwie z trzech ostatnich edycji imprezy. Schwartzman przystępował do turnieju jako największa gwiazda gospodarzy, z numerem dwa przy nazwisku. Z kolei rozstawiony z numerem cztery Cecchinato to przecież półfinalista zeszłorocznego Rolanda Garrosa. 

Wszyscy trzej awansowali do półfinału. Dość niespodziewanie czwartym do brydża został Guido Pella, ale 28-latek z Bahia Blanca w tej fazie rywalizacji odegrał drugoplanową rolę. W półfinałowym pojedynku z Marco Cecchinato ugrał tylko sześć gemów. Tym samym Włocha dzieli już tylko jeden mecz o przejścia do historii rodzimego tenisa. Ostatnim zawodnikiem z Półwyspu Apenińskiego, który w Buenos Aires dotarł do finału, był bowiem legendarny Nicola Pietrangeli. Od jego zwycięstwa mijają właśnie 54 lata! 

Znacznie krócej trwa argentyńska posucha, ale reprezentanci gospodarzy zawsze przystępowali do rywalizacji z większymi nadziejami od Włochów. Tymczasem od 2008 roku poozostają z pustymi rękoma. Teraz kibice w Buenos Aires pokładają nadzieje w Diego Schwartzmanie. Waleczny Argentyńczyk w półfinałowym starciu z broniącym tytułu Dominiciem Thiemem odrobił straty ze stanu 2:6, 2:4. Mało tego, w trzeciej partii obronił jeszcze piłkę meczową! Zwycięstwo 2:6, 6:4, 7:6(5) przyniosło zatem wiele radości, natomiast kosztowało też wiele sił. A Marco Cecchinato tanio skóry nie sprzeda w finale.

Co ciekawe, Schwartzman i Cecchinato spotkali się kiedyś ze sobą w Szczecinie! Sześć lat temu, w 1/8 finału naszego największego challengera Argentyńczyk wygrał 6:3, 6:4.


Wyniki

Półfinały:
Diego Schwartzman (Argentyna, 4) – Dominic Thiem (Austria, 1) 2:6, 6:4, 7:6(5)
Marco Cecchinato (Włochy, 3) – Guido Pella (Argentyna) 6:4, 6:2