Dubaj. Oszukać przeznaczenie

/ Anna Niemiec , źródło: wtatennis.com, foto: AFP

W środę stawkę ćwierćfinalistek Dubai Duty Free Tennis Championships uzupełniły Karolina Pliszkova, Elina Switolina i Belinda Bencic, która obroniła sześć piłek meczowych i wyeliminowała Arynę Sabałenkę.

Szwajcarka bardzo dobrze rozpoczęła spotkanie i szybko wyszła na prowadzenie 5:1 z podwójnym przełamaniem. Reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów odrobiła część strat i doprowadziła do wyniku 4:5, ale rodaczka Rogera Federera zamknęła w końcu seta. Turniejowa „ósemka” pierwszej partii nie zdołała już uratować, ale w drugiej od razu przejęła kontrolę nad przebiegiem gry i pewnie zwyciężyła 6:2. Sabalenka nie zamierzała zwalniać tempa również w decydującej odsłonie spotkania. 20-latka urodzona w Mińsku objęła prowadzenie 5:3 i miała piłkę meczową, ale jej nie wykorzystała. W dziesiątym gemie Białorusinka wypracowała sobie kolejne dwie okazje na zakończenie spotkania, ale i tym razem starsza z tenisistek wyszła z opresji obronną ręką i wyrównała na 5:5. Przy wyniku 5:6 Szwajcarka obroniła czwartą piłkę meczową i doprowadziła do tie-breaka. W tej dodatkowej rozgrywce Sabalenka nie wykorzystała prowadzenie 4:1 i dwóch kolejnych szans rozstrzygnięcie starcia na swoją korzyść i po 2 godzinach i 26 minutach walki zeszła z kotu pokonana.

Szczerze mówią, w takich pojedynkach nie masz pojęcia co się dzieje – przyznała w pomeczowym wywiadzie Belina Bencic. – Nie myślisz wtedy o wyniku. Jesteś na krawędzi, gdy musisz bronić piłki meczowej. Nie mam pojęcia, jak mi się udało odwrócić losy tego spotkania. Mój team przez cały czas wierzył we mnie i bardzo się z tego cieszę, bo ja przestałam to robić.

Solidnie na zwycięstwo w środę musiała zapracować również Karolina Pliszkova. Czeszka w dwóch setach pokonała Alison Riske, ale o losach obydwu partii musiał zadecydować tie-break.

Żadnych problemów z awansem do najlepszej ósemki zawodów nie miała Elina Switolina, która w 62 minuty rozbiła Garbine Muguruzę.

O pozostałych spotkaniach trzeciej rundy można przeczytać TUTAJ.
 


Wyniki

Trzecia runda singla
Karolina Pliszkova (Czechy, 4) – Alison Riske (USA) 7:6(3) 7:6(5)
Elina Switolina (Ukraina, 6) – Garbine Muguruza (Hiszpania, 12) 6:1 6:2
Belinda Bencic (Szwajcaria) – Aryna Sabałenka (Białoruś, 8) 6:4 2:6 7:6(7)
 

Marsylia. Tsitsipas za mocny dla Hurkacza

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz nie zdołał sprawić niespodzianki i ograć w Marsylii najwyżej rozstawionego Stefanosa Tsitsipasa. Grek po raz drugi w karierze ograł wrocławianina, zwyciężając 6:4, 6:2.

Stefanos Tsitsipas puka do pierwszej dziesiątki rankingu ATP, a w Marsylii został najwyżej rozstawiony. Grek typowany jest na przyszłą gwiazdę światowego tenisa – na koniec zeszłego sezonu wygrał Next Gen ATP Finals, w Australian Open ograł Rogera Federera, a w Melbourne dopiero w półfinale zatrzymał go Rafael Nadal.

Mecz z Tsitsipasem był więc sporym wyzwaniem dla Huberta Hurkacza, który w Marsylii wygrał pierwszy w tym roku mecz głównego cyklu. Obaj mierzyli się kilka miesięcy temu w Mediolanie, właśnie podczas wspominanych Next Gen ATP Finals. Grek wygrał wówczas 3-0, ale mecz rozgrywany był na nietypowych zasadach – do czterech wygranych gemów w secie, bez netów i przewag.

Początkowo wrocławianin nawiązywał wyrównaną walkę z faworyzowanym rywalem. W czwartym gemie musiał co prawda bronić się przed przełamaniem, lecz uczynił to skutecznie. Sam przy podaniu rywala nie wygrał jednak w secie otwarcia więcej, niż dwóch punktów w gemie. A na koniec przyszedł niestety kryzys, oznaczający dwa break pointy, a jednocześnie piłki setowe. Tsitsipas wykorzystał drugą z tych szans i wygrał 6:4.

W drugiej odsłonie Hurkacz nie był już w stanie zrobić zbyt wiele. Raz przy podaniu Greka była równowaga, ale poza tym nasz tenisista miał niewiele do powiedzenia. Od stanu 2:2 zawodził go też własny serwis – ostatecznie Polak dwa razy dał się przełamać, a Tsitipas zwyciężył w całym spotkaniu 6:4, 6:2.

Hurkacz prawdopodobnie wybierze się teraz do Dubaju, gdzie w przyszłym tygodniu rozgrywany będzie turniej rangi ATP Tour 500. Będzie musiał jednak wystąpić w eliminacjach.


Wyniki

Druga runda singla:
Stefanos Tsitsipas (Grecja, 1) – Hubert Hurkacz (Polska) 6:4, 6:2

Budapeszt. Świątek zagra z obrończynią tytułu! Stawką awans do ćwierćfinału

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Alison Van Uytvanck będzie rywalką Igi Świątek w 1/8 finału turnieju WTA w Budapeszcie. Belgijka to obrończyni tytułu i turniejowa ,,jedynka". Przed Świątek zatem najtrudniejsze zadanie z możliwych, ale nie ma nic do stracenia. W stolicy Węgier rywalizuje też Paula Kania, która w środę awansowała do ćwierćfinału gry podwójnej. 

Świątek radzi sobie w Budapeszcie bardzo dobrze – w trzech dotychczasowych meczach straciła tylko trzynaście gemów. Najpierw pewnie przebrnęła przez eliminacje, a następnie, już w turnieju głównym, pokonała 6:3, 6:0 wyżej notowaną Olgę Danilović. Niejako w nagrodę za dobre rezultaty Polka zmierzy się z Alison Van Uytvanck. 24-letnia Belgijka rok temu nie miała sobie równych w Budapeszcie. Nie będzie dużą niespodzianką, jeśli zdoła obronić tytuł. W tegorocznej edycji imprezy została bowiem rozstawiona z numerem jeden.

Van Uytvanck rozpoczęła zmagania w stolicy Węgier od zwycięstwa 7:5, 7:5 nad Werą Zwonariową, byłą wiceliderką rankingu WTA. Zacięty był zwłaszcza drugi set, w którym Belgijka przegrywała już 2:5, a przy wyniku 4:5 musiała bronić dwóch piłek setowych przy podaniu przeciwniczki. Ostatecznie zdołała jednak zakończyć spotkanie w dwóch setach, zachowując tym samym więcej sił na kolejne pojedynki.

Świątek i Van Uytvanck spotkają się ze sobą po raz pierwszy. Stawką spotkania będzie awans do ćwierćfinału.

Na tym szczeblu turniejowej drabinki jest już Paula Kania. 26-letnia tenisistka z Sosnowca zdecydowała się na występ w turnieju gry podwójnej wspólnie z Rosjanką Janą Sizikową. Polsko-rosyjska para pokonała w 1. rundzie 6:4, 1:6, 10:5 Szwedkę Cornelię Lister i Węgierkę Recę-Lucę Jani. O awans do półfinału powalczy natomiast z Fanny Stollar i Heather Watson.


Wyniki

1. runda singla:
Alison Van Uytvanck (Belgia, 1) – Wera Zwonariowa (Rosja) 7:5, 7:5

1. runda debla:
P. Kania, J. Sizikowa (Polska, Rosja) – C. Liser, R-L. Jani (Szwecja, Węgry) 6:4, 1:6, 10:5

Dubaj. Piętnasta wygrana Kvitovej w sezonie

/ Jakub Karbownik , źródło: własne, foto: AFP

Petra Kvitova i Simona Halep zameldowały się w ćwierćfinale Dubai Duty Free Championships. Z rywalizacją pożegnała się z kolei Angelique Kerber.

Rumuńska mistrzyni imprezy w Dubaju sprzed pięciu lat w meczu, którego stawką był awans do ćwierćfinału, spotkała się z Łesią Curenko. Był to drugi w ciągu tygodnia pojedynek między tymi tenisistkami. Przed tygodniem Halep pokonała Ukrainkę podczas Qatar Total Open. W środę podwyższyła bilans bezpośrednich spotkań na 7-0. O półfinał powalczy ze zwyciężczynią pojedynku Aryna Sabałenka – Belinda Bencic.

Łatwej przeprawy nie miała Petra Kvitova. Czeszka co prawda wygrała, ale na pokonanie Jennifer Brady potrzebowała ponad dwóch godzin. O zaciętości spotkania niech świadczy fakt, że jego zwyciężczyni wygrała tylko trzy punkty więcej od amerykańskiej kwalifikantki. Tym samym Czeszka odniosła piętnaste zwycięstwo w sezonie. O szesnaste powalczy ze Słowaczką Viktorią Kuzmovą. 

Z rywalizacją niespodziewanie pożegnała się z Angelique Kerber. Rozstawiona z numerem pięć Niemka uległa Su Wei-Hsieh. Reprezentantka Tajwanu odniosła pierwsze zwycięstwo nad byłą liderką światowego rankingu, ale nie przyszło jej to łatwo. W pierwszej partii Wei-Hsieh nie wykorzystała przewagi przełamania i przegrała seta. W drugiej odsłonie 31. rakieta świata pozwoliła rywalce odrobić stratę z 2:4 na 4:4, aby wygrać kolejne dwa gemy i doprowadzić do wyrównania w meczu. Decydująca partia w pełni należała już do Hsieh, która wygrywając 12 z ostatnich 13 punktów, zapewniła sobie awans do ćwierćfinału. W tym spotka się z lepszą z pary Karolina Pliszkova-Alison Riske.

 


Wyniki

1/8 finału singla:
Petra Kvitova (Czechy, 2) – Jennifer Brady (USA, Q) 7:5, 1:6, 6:3
Simona Halep (Rumunia, 3) – Łesia Curenko (Ukraina) 6:3, 7:5
Su Wei-Hsieh (Tajwan) – Angelique Kerber (Niemcy, 5) 5:7, 6:4, 6:0
Viktoria Kuzmova (Słowacja) – Sofia Kenin (USA) 1:6, 7:5, 6:2
Carla Suarez Navarro (Hiszpania) – Krsitina Mladenovic (Francja) 7:5, 7:5
 

Madryt. Trzykrotny mistrz powraca do stolicy Hiszpanii

/ Jakub Karbownik , źródło: własne, foto: AFP

Roger Federer zagra w tym roku w Mutua Madrid Open. Tym samym Szwajcar powraca do stolicy Hiszpanii po czterech latach.

Pod koniec ubiegłego roku Szwajcar poinformował, że w sezonie 2019 planuje występy na kortach ziemnych. Roger Federer nie zagra jednak w Monte Carlo, ponieważ miałby za mało czasu na regenerację po zakończeniu rywalizacji w Miami. Wybór padł na Madryt. Po raz pierwszy od 2015 roku tenisista z Bazylei pojawi się na kortach Caja Magica.

Federer to jeden z najlepszych tenisistów w historii, więc tym bardziej cieszy nas fakt, że będziemy mogli gości go na naszych kortach w tegorocznej edycji imprezy. Występ takiego tenisisty sprawia, że liczymy na liczną widownię – przyznał Feliciano Lopez, dyrektor Mutua Madrid Open.

Tegoroczna impreza w stolicy Hiszpanii zapowiada się zatem niesamowicie atrakcyjnie. Obok Szwajcara w turnieju, który odbędzie się w dniach 3-12 maja wezmą udział m.in. Novak Dżoković i Rafael Nadal.

Dla Federera występ w Madrycie będzie formą przygotowań do Roland Garros. W paryskim szlemie również zagra po raz pierwszy od 2015 roku. 

Kolejny szwedzki trener zatęsknił za rodziną. Edmund bez szkoleniowca

/ Szymon Adamski , źródło: własne / Stuart Fraser, foto: AFP

Niezwykła przypadłość dopadła szwedzkich trenerów. Fredrik Rosengren i Thomas Johansson uznali, że chcą więcej czasu spędzać ze swoimi rodzinami i zostawili na lodzie odpowiednio Kyle’a Edmunda i Filipa Krajinovicia. 

O rozstaniu Filipa Krajinovicia z Thomasem Johanssonem szerzej pisaliśmy w tym miejscu. Nie minął tydzień, a kolejny szwedzki szkoleniowiec zrezygnował z pracy. Tym razem mowa o Fredriku Rosengrenie, który od 2017 roku pomagał Kyle’owi Edmundowi. 59-latek przeszedł na trenerską emeryturę, tłumacząc się tym, że chce więcej czasu spędzić z najbliższymi. 

Rosengren miał na pewno pozytywny wpływ na karierę swojego podopiecznego. Poprzedni sezon był najlepszym w karierze Edmunda. Piękne sceny miały miejsce podczas finału w Antwerpii, kiedy Brytyjczyk zdobył pierwszy i jak dotąd jedyny tytuł w zawodach głównego cyklu. Po piłce meczowej zarówno zawodnik, jak i jego trener nie potrafili ukryć wzruszenia. Powodów do radości dostarczyło też zeszłoroczne Australian Open. Edmund dotarł w tym turnieju aż do półfinału.

Początek obecnego sezonu nie był już tak udany. Edmund wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w 2019 roku. Rozstanie z Rosengrenem na pewno zadania mu nie ułatwi. 

Fredrik Rosengren to uznany trener. Z czołowymi zawodnikami pracował od końcówki lat 80-tych. Jego podpiecznymi byli m.in. Jonas Bjorkman, Robin Soderling czy Jurgen Melzer. Przez pięć lat był kapitanem reprezentacji Szwecji w Pucharze Davisa.  

 

Marsylia. Tsitsipas na drodze Hurkacza

/ Dominika Opala , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz w środę powalczy o ćwierćfinał imprezy Open 13 Provence. Polak zmierzy się z najwyżej rozstawionym Stefanosem Tsitsipasem. Tenisiści grali ze sobą do tej pory tylko raz.

Hubert Hurkacz rewelacyjnie rozpoczął turniej w Marsylii. W pierwszej rundzie pokonał Filipa Krajinovicia, oddając mu zaledwie pięć gemów. Serb zajmował w tamtym roku 26. miejsce w rankingu ATP, więc to cenne zwycięstwo dla wrocławianina. Tym samym Hurkacz wygrał pierwszy mecz w roku w głównym cyklu.

W drugiej rundzie będzie jednak znacznie trudniej. Polaka czeka pojedynek ze Stefanosem Tsitsipasem. Greka nikomu nie trzeba przedstawiać, a jedynie wspomnieć jego największe sukcesy. Najświeższym jest pokonanie Rogera Federera podczas Australian Open 2019 i dotarcie do półfinału imprezy, gdzie zatrzymał go dopiero Rafael Nadal.

Świetna passa 20-latka z Aten rozpoczęła się w ubiegłym roku. Dotarł on do finału w Barcelonie i Toronto, gdzie w obu pojedynkach ponownie przegrał z „Rafą”. Upragniony tytuł Tsitsipas zdobył w Sztokholmie, a na koniec sezonu okazał się najlepszy w imprezie Next Gen ATP Finals w Mediolanie.

Właśnie tam jedyny raz Grek skrzyżował rakiety z Hurkaczem. Triumfował aktualnie 12. zawodnik na świecie, ale nasz reprezentant nie oddał meczu bez walki.

Środowe spotkanie będzie inne niż to w listopadzie ze względu na inny format, tzn. „tradycyjny” sposób liczenia punktów.

Mimo że Hurkacza i Tsitsipasa dzieli w rankingu 66 miejsc, to Polak nie jest bez szans. Po Australian Open ateńczyk notuje spadek formy. Przegrał dwa ostatnie starcia – z Gaelem Monfilsem i Damirem Dżumhurem.

Z kolei wrocławianin po nieco słabszym okresie gry, w meczu z Krajinoviciem pokazał, że wraca do wielkiej formy i, kto wie, może pokusi się o niespodziankę z Tsitsipasem.

Początek polsko-greckiego pojedynku nie przed godziną 19:00.

Nowi liderzy we Francji i Włoszech

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

W najbliższy poniedziałek Gael Monfils zostanie najwyżej sklaysyfikowanym Francuzem, a Marco Cecchinato najwyżej sklasyfikowanym Włochem w rankingu ATP. To w dużej mierze zasługa turniejowych zwycięstw w ubiegłym tygodniu. Francuz triumfował w Rotterdamie, natomiast Włoch w Buenos Aires.

Cecchinato po raz pierwszy w karierze zostanie najwyżej notowanym włoskim tenisistą. Do tej pory oglądał plecy Fabia Fogniniego, a wcześniej Andreasa Seppiego. Ostatni sezon dla 26-latka z Sycylii okazał się jednak przełomowy. Kibice zapamiętali go głównie z awansu do półfinału Roland Garros, ale to nie jedyny wartościowy rezultat, jaki osiągnął. Zwycięstwa w turniejach ATP w Budapeszcie i Umagu to kolejne z wyników, o których wcześniej mógł tylko marzyć, a w 2018 roku stały się faktem. 

Cecchinato nie popadł w samozachwyt, tylko wciąż stara się udoskonalić grę, dzięki czemu dziś uznawany jest za jednego z najlepszych specjalistów od gry na nawierzchni ziemnej. Nieprzeciętne umiejętności zademonstrował w poprzednim tygodniu w Buenos Aires, wygrywając po raz trzeci w karierze turniej głównego cyklu. Zdobyte w Argentynie punkty pozwoliły mu awansować na 17. miejsce w rankingu ATP, tuż za Fabia Fogniniego. W najbliższy poniedziałek dojdzie jednak do roszady i to Cecchinato będzie jedną pozycję przed starszym o pięć lat rodakiem. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. Sycylijczyk po raz pierwszy w karierze zostanie najwyżej sklasyfikowanym z włoskich tenisistów. Co ważne, stało się to za sprawą jego dobrych wyników, a nie obniżenia lotów przez pozostałych zawodników z krajowego podwórka.

Nieco inaczej sprawy się mają we Francji. ,,Trójkolorowi" są liderami rankingu Pucharu Davisa, ale trudno uznawać ich obecną reprezentację za najlepszą na świecie. Mają kilku solidnych tenisistów, jednak żaden z nich w ciągu ostatnich miesięcy nie potrafił rozegrać kilku dobrych turniejów z rzędu. Lucas Pouille próbuje wrócić do wysokiej formy pod okiem Amelie Mauresmo, Jo-Wilfried Tsonga wraca po problemach zdrowotnych, a drugą młodość przeżywa Jeremy Chardy. Dość niespodziewanie na czoło wysunie się jednak Gael Monfils. 

Kochający ekstrawagancję paryżanin w ostatnich miesięach nie osiągał spektakularnych wyników. Dopiero dwa ostatnie tygodnie przyniosły przełamanie. Najpierw ,,Lamonf" dotarł do półfinału w Sofii, a następnie wygrał turniej ATP 500 w Rotterdamie. Tyle wystarczy do tego, by w najbliższy poniedziałek wyprzedzić Lucasa Pouille’a, w konsekwencji zostając najwyżej notowanym Francuzem. Monfils, jeśli tylko omijać go będą problemy zdrowotne, palmę pierwszeństwa zachowa na dłużej. Nie ma bowiem zbyt wielu punktów do obrony.