Miami. Mertens i Sabałenka ze „Słonecznym Dubletem”!

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Elise Mertens i Aryna Sabałenka wygrały dziesiąty mecz z rzędu i sięgnęły po tytuł Miami Open. W finale pokonały tegoroczne mistrzynie Australian Open Samanthę Stosur i Shuai Zhang 7:6 (5), 6:2. Tym samym Belgijka i Białorusinka skompletowały „Sunshine Double”.

„Słoneczny Dublet”, czyli wygranie turniejów w Indian Wells i Miami w jednym roku, nie jest łatwą sztuką. Udało się to jednak Elise Mertens i Arynie Sabałence. Są one piątą parą w historii, która tego dokonała i pierwszą od 2015 roku, kiedy autorkami takiego sukcesu były Martina Hingis oraz Sania Mirza.

W niedzielnym finale nierozstawiony duet belgijsko-białoruski pokonał triumfatorki Australian Open 2019 Samanthę Stosur i Shuai Zhang. Pierwszy set był bardzo zacięty i mimo że na początku to Mertens i Sabałenka dominowały na korcie, to w końcówce partii Australijka i Chinka polepszyły swoją grę. O losach seta otwarcia zadecydował tie-break, w którym także wyrównana walka toczyła się do ostatniej piłki. Ostatecznie po 52 minutach to mistrzynie z Indian Wells były bliżej zdobycia tytułu.

Druga odsłona to już całkowita kontrola sytuacji przez Belgijkę i Białorusinkę. Wyszły one na prowadzenie 3:0 i pewnie zmierzały po zwycięstwo. Chwila dekoncentracji sprawiła, że tenisistki rozstawione z „6” zdobyły dwa gemy z rzędu, ale na więcej nie było ich stać. Mertens i Sabałenka wygrały kolejne cztery gemy i tym samym mogły świętować skompletowanie „Słonecznego Dubletu”.

Od poniedziałku Mertens będzie zajmowała 6. miejsce w rankingu deblowym, natomiast Sabałenka awansuje na 21. pozycję. Dla obu tenisistek to najwyższe lokaty w karierze w zestawieniu deblistek.

Belgijka i Białorusinka zaczęły wspólne występy podczas tegorocznego Australian Open. Wówczas przegrały w trzeciej rundzie. Od tego czasu jednak nie odniosły porażki, wygrywając imprezy w Indian Wells i Miami.


Wyniki

Finał debla:

Elise Mertens, Aryna Sabałenka (Belgia, Białoruś) – Samantha Stosur, Shuai Zhang (Australia, Chiny, 6) 7:6 (5), 6:2
 

Charleston. Fręch zagra w turnieju głównym

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Magdalena Fręch z powodzeniem przeszła eliminacje do turnieju WTA w Charleston. W decydującej fazie eliminacji Polka bez większego problemu pokonała Conny Perrin – 6:4, 6:1.

Choć Magdalena Fręch w rankingu WTA plasuje się nieco niżej od Conny Perrin, to w decydującym meczu eliminacji w Charleston wydawała się faworytką. Pierwsza partia była zacięta i pełna przełamań. Polka w gemie otwarcia utrzymała serwis i był to jeden z nielicznych przypadków, w których lepsza okazała się podająca. Na dziesięć gemów breakami zakończyło się aż siedem. O jednego lepsza okazała się Fręch i wygrała dzięki temu 6:4.

Druga odsłona nie zaczęła się najlepiej dla naszej tenisistki, lecz były to złe miłego początki. Polka straciła najpierw serwis, ale straty odrobiła z dużą nawiązką. Zwyciężyła w sześciu gemach z rzędu, kończąc tym samym mecz wygraną 6:4, 6:1.

Tym samym w głównej drabince turnieju singla w Charleston mamy dwie Polki. Magda Linette na początek zagra z Ajlą Tomljanovic (więcej TUTAJ), Fręch pierwszą rywalkę dopiero pozna. Wśród potencjalnych przeciwniczek są Kristyna Pliszkova, Aliona Bolsova Zadoinov, Taylor Townsend, Belinda Bencić, Ysaline Bonaventure, Mihaela Buzarnescu oraz inna tenisistka z eliminacji.


Wyniki

Finał eliminacji:
Magdalena Fręch (Polska, 9) – Conny Perrin (Szwajcaria, 3) 6:4, 6:1

Miami. Kareta Federera! Szwajcar pokonał w finale obrońcę tytułu

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Roger Federer pokonał Johna Isnera 6:1, 6:4 w finale Miami Open 2019. Tym samym Szwajcar po roku absencji powrócił na tron mistrza turnieju na Florydzie.

Niedzielne spotkanie między triumfatorami dwóch ostatnich edycji Miami Open było ich ósmym pojedynkiem, a zarazem tym najmniej zaciętym. Isner to jeden z najwyższych, a co za tym idzie najmocniej serwujących tenisistów w tenisowym tourze. Z tego, jak niebezpieczną bronią dysponuje rywal, zdawał sobie sprawę również Szwajcar.

Dla mnie to będzie ekscytujące, ponieważ przypomina rzuty karne w piłce nożnej. W niedziele będę bramkarzem i postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy. Spróbuje odbić jak najwięcej piłek. Mam nadzieję na dobry mecz – zapowiadał przed niedzielną potyczką trzykrotny mistrz Miami Open.

Realizacja planów udała się bardzo dobrze. Szczególnie w pierwszym secie. W premierowej partii Federer, wykorzystując trzy z dziewięciu szans na przełamanie podania Isnera, objął prowadzenie w meczu. Drugi set był zdecydowanie bardziej zacięty. Borykający się z boląca kostką Amerykanin dotrzymał rywalowi kroku do ósmego gema. Od przerwy po gemie lacostowskim, podczas której została udzielona obrońcy tytułu pomoc medyczna, inicjatywę na korcie przejął pretendent do mistrzostwa. W dziesiątym gemie, wykorzystując drugą piłkę mistrzowską, tenisista z Bazylei zakończył spotkanie.

Wygrywając pierwszy męski finał Miami Open na Hard Rock Stadium, Federer sięgnął po swój 101 tytuł mistrzowski i od rekordzisty wszechczasów, Jimmy’ego Connorsa dzieli go już tylko 8 turniejowych triumfów.


Wyniki

Finał singla:
Roger Federer (Szwajcaria, 4) – John Isner (USA, 7) 6:1, 6:4

Saint Brieuc. Majchrzak z historycznym tytułem

/ Tomasz Górski, źródło: https://www.atptour.com/en/atp-challenger-tour, foto: AFP

Kamil Majchrzak najlepszym tenisistą turnieju rangi ATP Challenger Tour w Saint Brieuc. Polak w w decydującym meczu pokonał Maxime’a Janviera 6:3, 7:6(1). Dla Piotrkowianina to pierwszy tytuł w karierze.

Znakomity turniej zakończony z tytułem. Majchrzak wygrywał kolejno z Crepattenem, Torpegaardem, Barrerem oraz wczoraj z Berankisem. Dziś w czwartym finale w karierze Polak zmierzył się z Maximem Janvierem.

Majchrzak znakomicie rozpoczął pojedynek o tytuł. Już na starcie przełamał rywala „na sucho”. Później dołożył dobre podanie i kolejnego breaka. Jednak od stanu 0:3 doszedł do głosy Janvier, który wygrał dwa gemy z rzędu. W kolejnej części obaj dobrze podawali i gra toczyła się pod dyktando serwujących. Na koniec seta w dziewiątym gemie jeszcze raz Polak popisywał się kapitalnymi returnami i zakończył premierową odsłonę po trzydziestu minutach.

W drugiej partii Majchrzak musiał bronic break pointów już w pierwszym i trzecim gemie. Jednak zawsze robił to bardzo skutecznie. Także Francuz wybrnął z jednej sytuacji kryzysowej. A losy seta rozstrzygnęły się dopiero w tie breaku. A w nim Polak zdominował rywalizację. Dokładał kolejne minibreaki. W całej dodatkowej partii Piotrkowianin stracił tylko punkt i po osiemdziesięciu sześciu minutach wykorzystał piłkę mistrzowską. Tym samym Majchrzak zdobył historyczny tytuł ATP Challenger Tour.

Polak próbował szczęściu już trzy razy. Ale przegrywał dwukrotnie finał w Taszkencie oraz w Mohammedi. Teraz ziściło się powiedzenie, że do czterech razy sztuka. Dziś Majchrzak zagrał popisowy mecz i zasłużenie może cieszyć się z triumfu. Polak za zwycięstwo w Saint Brieuc zagarnie 80 punktów do rankingu oraz zarobi 6190 euro. I co ważne od jutra Piotrkowianin będzie na najwyższej pozycji w rankingu ATP – 130.

Dla Francuza był to drugi mecz o tak dużą stawkę. W 2016 roku wygrał turniej w Casablance 2.
 


Wyniki

Finał singla:

Kamil Majchrzak (Polska, 8) – Maxime Janvier (Francja) 6:3, 7:6(1)
 

Charleston. Linette poznała pierwszą rywalkę

/ Tomasz Górski, źródło: wtatennis.com, foto: AFP

Kolejnym przystankiem dla Magdy Linette będzie turniej w Charleston. Polka zacznie rywalizację od pojedynku z Alją Tomljanovic. W dotychczasowych trzech starciach obu zawodniczek zawsze lepsza była Australijka. Teraz najwyższa pora zmienić bieg historii.

Magda Linette od niemal miesiąca walczy w Amerykańskich turniejach. Do tej pory nie wszystko układało się po myśli Polki. Linette odpadła w drugiej rundzie Indian Wells z Kiki Bertens oraz nie przeszła kwalifikacji w Miami. W międzyczasie doszła do ćwierćfinału challengera.

Teraz pora na kolejny etap rywalizacji za Oceanem. Tym razem Polka zagra w Charleston. A my znamy już całą turniejową drabinkę. Linette rozpocznie zmagania od pierwszej rundy i pojedynku z Alją Tomljanovic. Będzie to czwarty mecz w historii obu zawodniczek. Do tej pory zawsze wygrywała Australijka. Jednak najczęściej po wyrównanych spotkaniach. Tomljanovic to czterdziesta rakieta rankingu WTA, ale w ostatnich imprezach także nie prezentowała się wybitnie. Turniej na kalifornijskiej pustyni zakończyła w drugiej rundzie. Jedną rywalkę więcej pokonała w Miami. Pojedynek Polki z rozstawioną z numerem czternaście Australijką już w poniedziałek.

Linette trafiła do górnej części drabinki. Jeśli wygra mecz z Tomljanovic to kolejną rywalkę Polki wyłoni mecz Tamary Zidasek i Anny-Leny Friedsam. Natomiast w trzeciej rundzie potencjalną rywalką naszej zawodniczki może być Sloane Stephans. Amerykanka jest najwyżej notowaną zawodniczką w Charleston.

W tej samej połówce co Polka znalazły się jeszcze m.in. takie zawodniczki jak Jelena Ostapenko, Medison Keys, Aryna Sabałenka oraz Elise Mertens. Natomiast w dolnej części drabinki jest turniejowa „dwójka” Kiki Bertens oraz Anastasja Sevastova, Carolina Wozniacki i Julia Goerges.

Liczymy także, ze do turnieju głównego awasnuje Magdalena Fręch, która dziś zagra mecz eliminacyjny z Conną Perrin.

Turniej w Charleston potrwa od jutra do 7.kwietnia. Tytułu broni Kiki Bertens, która przed rokiem pokonała w meczu o tytuł Julie Goerges.

 

Fręch gra dalej, Rosolskiej zostaje debel

/ Mateusz Geisler, źródło: własne, foto: AFP

Magdalena Fręch udanie zainaugurowała występ w kwalifikacjach do turnieju WTA w Charleston (pula nagród 823 tys. dol.). Polka pokonała Norweżkę Ulrike Eikeri 3:6, 6:2, 6:1. Niespodzianki nie zdołała sprawić Alicja Rosolska. Deblistka przegrała swój mecz z Rosjanką Varvarą Flink 2:6, 6:7(4).

Łodzianka była faworytką starcia z Norweżką. Do tej pory obie zawodniczki spotkały się na korcie raz. W 2016 w małym turnieju w szwedzkim Ystad, lepsza po trzysetowym boju okazała się nasza tenisistka. Dzisiaj ponownie walka toczyła się w trzech partiach. W pierwszej lepiej prezentowała się Eikeri. Przełamała Polkę dwukrotnie – w pierwszym i ostatnim gemie, nie tracąc przy tym swojego podania ani razu. Drugi set to aż cztery breaki, trzy na koncie Fręch, jeden na koncie Norweżki. Decydująca partia to popis gry łodzianki, która nie dała rywalce żadnych szans. Eikeri była w stanie ugrać ledwie gema, co ciekawe, przy serwisie Fręch.

Tenisistki spędziły na korcie godzinę i 37 minut. Zwycięstwo pozwoli naszej zawodniczce na występ w decydującej rundzie kwalifikacji. Jej przeciwniczką będzie Conny Perrin. Szwajcarka niedawno napsuła sporo krwi Magdzie Linette, gdy w Guadalajarze urwała jej seta.

Dużą niespodzianką można by było nazwać ewentualne zwycięstwo Alicji Rosolskiej. Nasza deblistka, która w singlu prezentuje się sporadycznie (po raz ostatni w sierpniu ubiegłego roku w kwalifikacjach do turnieju w Montrealu), zazwyczaj, gdy zwolni się miejsce w drabince, dzielnie walczyła z faworyzowaną rywalką. Varvara Flink znajduje się obecnie w drugiej setce rankingu. O ile pierwszy set przebiegł pod dyktando Rosjanki, o tyle w drugim niespodziewanie Rosolska wyszła na prowadzenie 4:1. Później Flink “doskoczyła” do Polki, ale o wyniku seta musiał rozstrzygnąć tie-break. W nim więcej zimnej krwi zachowała Rosjanka i to ona mogła cieszyć się z awansu do finałowej rundy kwalifikacji. Nie jest to jednak koniec turnieju dla Polki, bowiem powalczy ona o jak najlepszy wynik w rywalizacji deblistek.


Wyniki

Pierwsza runda kwalifikacji:
Magdalena Fręch (Polska, 9) – Ulrike Eikeri (Norwegia) 3:6, 6:2, 6:1
Varvara Flink (Rosja, 4) – Alicja Rosolska (Polska) 6:2, 7:6(4)

Miami. Barty z trofeum! Drugi duży sukces Australijki w singlu!

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: własne, foto: AFP

Australijka Ashleigh Barty została pierwszą w historii mistrzynią Miami Open na Hard Rock Stadium! W finale pokonała Czeszkę Karolinę Pliszkovą 7:6(1), 6:3. To największy sukces Barty w singlu obok zwycięstwa w ubiegłorocznym WTA Elite Trophy w Zhuhai.

Zarówno dla Karoliny Pliszkovej, jak i dla Ashleigh Barty dzisiejszy finał był pierwszym w turnieju rangi Premier Mandatory. Warto jednak zauważyć, że o ile Czeszka wcześniej czterokrotnie osiągała półfinał zawodów tej kategorii (w tym przed dwoma laty w Miami), o tyle Australijka nigdy wcześniej nie przeszła nawet 4. rundy. Tym razem obydwie spisywały się w nowym otoczeniu wyśmienicie. Barty dotarła również do półfinału debla, w którym jak dotąd osiągnęła więcej sukcesów, ze zwycięstwem w ubiegłorocznym US Open na czele.

Finał singla lepiej rozpoczął się dla bardziej doświadczonej Pliszkovej. Rozstawiona z numerem pięć tenisistka zdobyła przewagę przełamania już w trzecim gemie spotkania. Nie oznacza to jednak, że Barty grała słabiej. Mecz był bardzo wyrównany, a reprezentantka naszych południowych sąsiadów miała po prostu nieco więcej szczęścia na samym początku. Australijka wyrównała na 3:3 i stopniowo zaczynała grać coraz lepiej od rywalki. Pomagał jej w tym, jak to często ma miejsce w jej przypadku, świetny serwis. To właśnie ten element okazał się też kluczowy w decydującym o wyniku partii tie-breaku. Zawodniczka z antypodów przegrała w nim tylko jeden punkt.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się od bardzo długiego gema (aż siedem równowag) zakończonego wykorzystaniem przez Barty piątego break-pointa. W kolejnym gemie serwisowym Czeszki znów mogło dojść do takiej sytuacji, ale tym razem Pliszkova zdołała utrzymać podanie po sześciu równowagach i dwóch obronionych okazjach na przełamanie. Jednak to jak męczyła się finalistka US Open 2016, podczas gdy przy podaniu Barty niemal nie była w stanie zdobyć punktu, nie zwiastowało dla niej nic dobrego. Australijka dyktowała warunki gry przez resztę seta. Wkrótce zdobyła kolejnego breaka, bez straty punktu, kończąc tym samym mecz wynikiem 7-6(1) 6-3.

Dla Ashleigh Barty jest to największy sukces w grze pojedynczej obok triumfu w ubiegłorocznym WTA Elite Trophy w Zhuhai. Wciąż jednak daleki od jej osiągnięć w deblu, gdzie ma na koncie zwycięstwo w ostatnim US Open i cztery inne wielkoszlemowe finały. Może jednak wkrótce dorówna tym osiągnięciom w singlu?

 


Wyniki

Finał singla:
Ashleigh Barty (Australia, 12) – Karolina Pliszkova (Czechy, 5) 7:6(1), 6:3

Saint Brieuc. Majchrzak zatrzymał turniejową jedynkę!

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Kamil Majchrzak stanie w niedzielę przed szansą na pierwszy singlowy tytuł rangi ATP Challenger Tour. W półfinale zawodów w Saint Brieuc Polak pokonał obrońcę tytułu, Ricardasa Berankisa 7:6(3), 6:4.

Kamil Majchrzak i Ricardas Berankis w Saint Brieuc mierzyli się niemal równo rok temu. Wówczas była to dopiero pierwsza runda, Litwin zwyciężył w dwóch setach, a potem sięgnął po tytuł w całym turnieju.

Ten sezon może się jednak okazać przełomowy dla Majchrzaka, który od stycznia prezentuje się bardzo dobrze. W meczu z najwyżej rozstawionym rywalem tylko to potwierdził, rewanżując się mu za wcześniejsze porażki (w 2015 roku przegrał też we Wrocławiu).

Spotkanie półfinałowe nie rozpoczęło się dobrze dla naszego tenisisty, bo już w pierwszym gemie Majchrzak stracił serwis. Na szczęście natychmiast odrobił straty, a później radził już sobie dużo lepiej. Sam ani razu nie musiał bronić się przed przełamaniem, a przy stanie 5:4 miał break pointa, będącego jednocześnie piłką setową. Nie wykorzystał tej okazji, lecz w tiebreaku okazał się już zdecydowanie lepszy i wygrał 7:6(3).

Na początku drugiej odsłony znów mieliśmy przełamanie, ale tym razem to Polak wykorzystał jednego z pięciu break pointów. Majchrzak bardzo dobrze serwował, nie dając przeciwnikowi ani jednej okazji na odrobienie strat. Ostatecznie po 90 minutach rywalizacji zamknął mecz przy trzeciej okazji, zwyciężając 7:6(3), 6:4.

W niedzielę piotrkowianin powalczy o pierwszy singlowy tytuł rangi ATP Challenger Tour. Jego rywalem będzie któryś z Francuzów – Corentin Moutet lub Maxime Janvier.


Wyniki

Półfinał singla:
Kamil Majchrzak (Polska, 8) – Ricardas Berankis (Litwa, 1) 7:6(3), 6:4

Marsz Hurkacza po czołową pięćdziesiątkę. Gdzie zagra Polak?

/ Mateusz Geisler, źródło: własne / interia.pl / polsatsport.pl, foto: AFP

Znane są plany startowe najlepszego obecnie polskiego tenisisty. Hubert Hurkacz przez najbliższe dwa tygodnie odpocznie od rywalizacji w zawodach i skupi się na treningach. Później czekają go występy w Monte Carlo, Budapeszcie i Madrycie.

Po udanych występach w Ameryce Północnej, Hurkacza czeka odpoczynek. Polak, po odpadnięciu w trzeciej rundzie w Miami, może spokojnie poświęcić się treningom i przygotowaniom do kolejnej części sezonu. Po serii dobrych występów na nawierzchni twardej, czeka go aklimatyzacja na kortach ziemnych. W rozmowie z portalem Interia Hurkacz zdradził, że wybierze się do Monte Carlo, gdzie jest już umówiony na wspólne treningi z Alexandrem Zverevem.

Wszystko wskazuje więc na to, że plany najwyżej notowanego polskiego tenisisty ulegną małym zmianom. Pierwszy występ Hurkacza na kortach ziemnych był zaplanowany na drugi tydzień kwietnia. Wówczas rozegrany zostanie turniej rangi ATP 250 w Marakeszu. 22-letni wrocławianin widnieje na liście zgłoszeń, ale jego wypowiedzi nie pozostawiają wątpliwości – w tej imprezie go nie zobaczymy.

W kolejnym tygodniu (15-21 kwietnia) odbędzie się turniej w Monte Carlo. Jest to z pewnością jeden z najważniejszych przystanków w drodze do paryskiej lewy Wielkiego Szlema. Rozgrywany bez przerwy od 1897 roku turniej jest kolejnym, po imprezach w Indian Wells i Miami, z rangi ATP Masters 1000. Na ten moment Polak jest pierwszym oczekującym na wejście do turnieju głównego bez konieczności gry w eliminacjach. Po starcie w Monako czeka go podróż do stolicy Węgier. W Budapeszcie rozegra turniej z rangi ATP 250. 

Wrocławianin stoi przed szansą zanotowania kolejnego awansu w rankingu ATP. Do zakończenia turnieju w stolicy Węgier broni bowiem zaledwie pięciu punktów. Oznacza to, że każde potencjalne zwycięstwo, przybliży go do czołowej pięćdziesiątki klasyfikacji najlepszych tenisistów.

Co w maju? Na razie znamy listy zgłoszeń turniejów z pierwszej połowy miesiąca. Hurkacz planuje wystąpić w kolejnych zawodach z serii ATP Masters 1000, tym razem w Madrycie (6-12 maja).

Miami. Rekordowy finał Federera

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFP

Roger Federer pokonał Denisa Shapovalova 6:2, 6:4 i wystąpi w niedzielnym finale Miami Open 2019. Będzie to pięćdziesiąty finał Szwajcara w turnieju z serii ATP Masters 1000.

Piątkowe półfinały turnieju na Florydzie były szczególne. Różnica wieku uczestników w jednym przypadku wynosiła 15 lat, w drugim 18 lat.
Zanim wyszedłem na kort, powiedziałem moim córkom, że jego jeszcze nie było na świecie, a ja już grałem w zawodowych rozgrywkach – wyjawił 37-latek z Bazylei. – One dokonały obliczeń i odpowiedziały: „A więc ten facet jest aż tak młody?". A ja: „Tak, ja naprawdę jestem taki stary".

Pojedynek Szwajcara z Kanadyjczykiem był pełen ofensywnych i widowiskowych akcji. Żaden z zawodników nie zwalniał ręki, obaj starali się grać z pełną mocą. Federer wykorzystywał całą geometrię kortu, a przy tym był dokładniejszy i regularniejszy co zdecydowało o końcowym sukcesie.

Niedzielny finał będzie pięćdziesiątym meczem o tytuł Federera w turnieju rangi Masters 1000. Tym samym wyprzedzi on Rafaela Nadala i zostanie samodzielnym liderem pod względem liczby występów w meczach o tytuł turniejów tej rangi.

Rywalem trzykrotnego mistrza w niedzielnym finale będzie John Isner. Broniący tytuł Amerykanin pokonał w półfinale Felixa Augera-Alliasima i spróbuje poprawić bilans spotkań ze Szwajcarem, który wynosi 5:2 dla tenisisty z Bazylei.


Wyniki

Półfinał singla:
Roger Federer (Szwajcaria, 4) – Denis Shapovalov (Kanada, 20) 6:2, 6:4