Hubert Hurkacz pewny gry w Indian Wells i Miami

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz w marcu wystąpi w dwóch turniejach serii ATP Masters 1000. Polak jest pewny gry w zawodach w Indian Wells oraz Miami. W kwalifikacjach zagrają Magda Linette i Iga Świątek.

Hubert Hurkacz zajmuje obecnie 73. lokatę w rankingu ATP. Jest to najwyższa pozycja, jaką wrocławianin może pochwalić się w dotychczasowej karierze. Miejsce w ósmej dziesiątce właśnie teraz okazuje się bardzo przydatne – nasz tenisista jest bowiem jednym z ostatnich graczy, którzy na podstawie rankingu dostali się do prestiżowych turniejów ATP Masters 1000 w Indian Wells oraz Miami.

W USA zagrają praktycznie wszyscy najlepsi tenisiści globu, na czele z Novakiem Dżokoviciem, Rafaelem Nadalem oraz Rogerem Federerem. Dla Huberta Hurkacza będzie to debiut w obu miastach – w poprzednich dwóch sezonach jego ranking był zdecydowanie za niski, aby być pewnym miejsca w głównych drabinkach i Polak wybierał zmagania w azjatyckich challengerach.

W ten weekend wrocławianin miał wystąpić w Rotterdamie, ale wycofał się ostatecznie z eliminacji z powodu nękającej go choroby. Możliwe, że zagra za tydzień w Marsylii, a przed wylotem do USA powinien wystąpić jeszcze w Dubaju, gdzie konieczny będzie jednak udział w eliminacjach.

W Indian Wells i Miami zagrać mają również Magda Linette oraz Iga Świątek. W przypadku obu Polek konieczny będzie jednak udział w eliminacjach. Może się więc zdarzyć, że po raz pierwszy od 2004 roku nie będziemy mieli żadnej naszej reprezentantki w głównej drabince jednego z tych turniejów. W latach 2005-2006 występowała tam Marta Domachowska, a w ostatnich dwunastu sezonach na amerykańskich kortach rywalizowała Agnieszka Radwańska.

Sofia. Miedwiediew otworzył licznik

/ Dominika Opala , źródło: własne, foto: AFP

Daniił Miedwiediew okazał się najlepszy podczas tegorocznej edycji Sofia Open. W finale pokonał Martona Fucsovicsa 6:4, 6:3. To czwarty tytuł Rosjanina w karierze, pierwszy w tym roku.

Daniił Miedwiediew kontynuuje rewelacyjny początek sezonu. Rosjanin dotarł w styczniu do finału Brisbane International, gdzie przegrał z Keiem Nishikorim. Z kolei w Australian Open uległ dopiero Novakowi Dżokoviciowi w 1/8 finału.

Tym razem nie było tenisisty, który byłby w stanie pokonać Miedwiediewa. W finale opór próbował stawić Marton Fucsovics, ale Węgier ugrał siedem gemów i nie stworzył sytuacji, w której zagroziłby rywalowi.

W pierwszym secie zawodnicy wygrywali swoje podania, choć już od początku rysowała się przewaga Miedwiediewa. Rosjanin czuł się pewnie w swoich gemach serwisowych, a Węgier walczył, by nie zostać przełamanym. Nie zdołał temu zapobiec w siódmym gemie i stracił podanie do zera. W tym momencie także moskwianinowi przytrafiła się chwila dekoncentracji. Fucsovics odrobił straty, ale nie na wiele się to zdało, gdyż w następnym gemie ponownie dał się przełamać. Miedwiediew dokończył dzieła przy własnym serwisie i był już o krok od triumfu.

Druga odsłona to już kompletna dominacja podopiecznego Gillesa Cervary. Rosjanin dwukrotnie przełamał przeciwnika i po godzinie i 23 minutach sięgnął po pierwszy tytuł w tym sezonie, ostatecznie wygrywając 6:4, 6:3. 

Generalnie to czwarty turniej wygrany przez Miedwiediewa. Poprzednie trzy trofea zdobył w 2018 roku (Sydney, Winston-Salem, Tokio). W sezonie 2019 już otworzył licznik i jeśli utrzyma taką formę, to z pewnością ta liczba będzie się powiększać.

Z kolei Marton Fucsovics walczył o drugi tytuł w karierze. Pierwszy zdobył w ubiegłym roku w Genewie.
 


Wyniki

Finał singla:

Daniił Miedwiediew (Rosja, 3) – Marton Fucsovics (Węgry) 6:4, 6:3
 

Montpellier. Tsonga po raz siedemnasty

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Jo-Wilfried Tsonga po ponad roku znów może cieszyć się z singlowego tytułu ATP. Wracający po kontuzji Francuz w meczu o tytuł pokonał rodaka, Pierre’a-Huguesa Herberta – 6:4, 6:2.

Jo-Wilfired Tsonga prawie cały poprzedni sezon stracił z powodu kontuzji. Francuz w rankingu ATP plasował się przed tym turniejem na 210. miejscu, ale wiadomo było, że w tym wypadku ranking to tylko cyferki, a nie realna ocena umiejętności Francuza. W Montpellier Tsonga przełamał wreszcie serię porażek w półfinałach (na tym etapie odpadał trzykrotnie, w tym w ostatnich dwóch edycjach turnieju).

Obecność w meczu o tytuł Pierre’a-Huguesa Herberta była sporym zaskoczeniem. Drugi z Francuzów przyzwyczaił przede wszystkim do sukcesów w deblu, w grze pojedynczej miał na koncie dwa finały. Z triumfu nie cieszył się jeszcze nigdy, a w meczu z Tsongą nie miał za wiele do powiedzenia.

Ten drugi sięgnął po siedemnasty tytuł w głównym cyklu, a zapewnił mu to przede wszystkim świetny serwis – w całym spotkaniu Tsonga przy własnym podaniu stracił zaledwie dziewięć punktów! Nie tylko ani razu nie musiał bronić break pointa, w całym spotkaniu nie było nawet jednej równowagi przy serwisie 33-latka.

Herbert również przez długi czas radził sobie nieźle przy serwisie, lecz od momentu, w którym prowadził 4:3, jego gra się posypała. Tsonga najpierw przełamał rywala i przesądził o wyniku pierwszej partii, później od breaka zaczął drugiego seta. Na koniec dołożył jeszcze jedno przełamanie i zwyciężył 6:4, 6:2.

Dzięki temu zwycięstwu 33-latek jest już bardzo blisko powrotu do pierwszej setki rankingu – zajmował będzie 140. pozycję. Herbert awansuje na najwyższe w karierze, 36. miejsce.


Wyniki

Finał singla:
Jo-Wilfried Tsonga (Francja, WC) – Pierre-Hugues Herbert (Francja, 7) 6:4, 6:2

Puchar Federacji. Białorusinki oraz Francuzki gromią rywalki i są w półfinale

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Reprezentantki Białorusi i Francji bez najmniejszych problemów awansowały do półfinału Pucharu Federacji. Już po trzech meczach były pewne zwycięstw odpowiednio nad Niemcami i Belgią.

Jako pierwsze awans do półfinału wywalczyły reprezentantki Białorusi. W Brunszwiku nie dały szans reprezentantkom gospodarzy. W pierwszym ze wczorajszych spotkań Alaksandra Sasnowicz pokonała Tatjanę Marię. Było to dość wyrównane starcie. Pierwszego seta Sasnowicz wygrała dopiero po tie-breaku, w którym to jednak zdominowała rywalkę. W drugiej partii wystarczyło jedno przełamanie. Sasnowicz wygrała 7-6(3) 6-3.

Drugi mecz był znacznie mniej emocjonujący. Aryna Sabalenka nie zawiodła i rozbiła Andreę Petkovic. Białorusinka oddała swojej rywalce tylko trzy gemy, wygrywając 6-2 6-1. Po zaledwie 68 minutach reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów były o jedno zwycięstwo od półfinału.

Ten brakujący triumf Sabalenka odniosła dzisiaj. Laurę Siegemund pokonała równie pewnie co Petkovic. Zajęło jej to zaledwie 11 minut dłużej, choć wynik był jeszcze okazalszy – 6-1 6-1. Później rozegrano jeszcze nie mający większego znaczenia mecz deblowy. Wiktoria Azarenka i Lidzija Marozawa wygrały z Moną Barthel i Anną-Leną Groenefeld 6-1 0-6 [11-9].

W półfinale ich rywalkami będą Amerykanki bądź Australijki. Mecz w Asheville rozstrzygnie się w nocy polskiego czasu. Po dwóch pierwszych starciach jest 1-1. Pierwszy punkt zdobyły Australijki, dzięki zwycięstwu Ashleigh Barty nad Sofią Kenin 6-1 7-6(2). Wyrównanie przyniosła Madison Keys, rozbijając Kimberly Birell 6-2 6-2.

W półfinale są już także Francuzki. Na wyjeździe w Liege pokonały Belgijki. Podobnie jak w starciu Białorusinek z Niemkami, pierwszy mecz był najbardziej wyrównany. Caroline Garcia potrzebowała trzech setów, by pokonać Allison van Uytvanck. Pierwsza partia rozstrzygnęła się dopiero w tie-breaku, pewnie wygranym przez Garcię. Kolejny set 6-4 wygrała jednak reprezentantka gospodarzy. W decydującej partii opadła jednak z sił i zdołała wygrać już tylko dwa gemy. Garcia zwyciężyła 7-6(2) 4-6 6-2.

Alize Cornet zdołała odnieść triumf znacznie szybciej od swojej koleżanki. Pierwszy set spotkania z Elise Mertens był co prawda równie wyrównany jak otwierająca partia poprzedniego meczu. Cornet wygrała dopiero po tiebreaku. W drugim secie oddała już rywalce tylko dwa gemy.

Zwycięstwo zapewniła dziś Garcia. Pokonała Mertens bez najmniejszych problemów w ciągu zaledwie 77 minut. Pierwszą partię wygrała 6-2, a drugą 6-3. Rywalkami Trójkolorowych w półfinale będą Czeszki, bądź Rumunki.


Wyniki

Rozstrzygnięte ćwierćfinały Pucharu Federacji:

Białoruś – Niemcy 4:0
Alaksandra Sasnowicz – Tatjana Maria 7-6(3) 6-3
Aryna Sabalenka – Andrea Petkovic 6-2 6-1
Aryna Sabalenka – Laura Siegemund 6-1 6-1
Wiktoria Azarenka, Lidzija Morozawa – Mona Barthel, Anna-Lena Groenefeld 6-1 0-6 [11-9]

Francja – Belgia 3-0
Caroline Garcia – Alisson van Uytvanck 7-6(2) 4-6 6-2
Alize Cornet – Elise Mertens 7-6(6) 6-2
Caroline Garcia – Elise Mertens 6-2 6-3

Monastyr. Leśniak i Hędrzak zgarnęły trofeum

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: facebook.com/mistrzostwapolskiwtenisie

Marta Leśniak i Magdalena Hędrzak wygrały turniej gry podwójnej w tunezyjskim Monastyrze (pula nagród: 15 tys. dolarów). W finale pewnie wygrały 6:2, 6:2 z Francuzkami Vinciane Remy i Marie Temin. Sukces naszych reprezentantek jest tym większy, że dla 17-letniej Hędrzak był to jeden z pierwszych występów w zawodowych rozgrywkach. 

Polki, pomimo dużej różnicy wieku, potrafiły znaleźć na korcie wspólny język. W meczu 1. rundy straciły tylko dwa gemy, co na pewno dodało im pewności siebie przed ćwierćfinałowym starciem z turniejowymi ,,dwójkami". Para rozstawiona z numerem dwa nie dała rady naszym reprezenantkom, również przegrywając w dwóch setach.

Półfinał i finał Polki rozegrały tego samego dnia. Najpierw po trzysetowym boju okazały się lepsze od kolejnego rozstawionego duetu, a później pokonały w finale 6:2, 6:2 Vinciane Remy i Marie Temin z Francji. Najważniejszy mecz w turnieju gry podwójnej trwał tylko godzinę i dziewięć minut. W tym czasie Leśniak i Hędrzak wykorzystały pięć z ośmiu break-pointów, natomiast same przygrały tylko jednego gema przy własnym podaniu.

Triumf Polek należy docenić tym bardziej, że Hędrzak stawia dopiero pierwsze kroki w zawodowym tenisie. Dla 17-latki był to drugi turniej z cyklu ITF Pro Circuit, w którym wzięła udział, a pierwszy, w którym zdecydowała się wystąpić w deblu. Lepszego początku nie mogła sobie wymarzyć.

 


Wyniki

Finał debla:
M. Hędrzak, M. Leśniak (Polska) – V. Remy, M. Temin (Francja) 6:2, 6:2

Puchar Federacji. Garcia i Mladenović razem w reprezentacji. Zażegnały konflikt?

/ Kacper Kaczmarek , źródło: własne, foto: AFP

Kristina Mladenovic i Caroline Garcia, po ponad dwuletniej przerwy, ponownie wspólnie znalazły się w składzie Francuzek na Puchar Federacji. Zawodniczki od czasu rezygnacji Garcii z gry dla reprezentacji w 2017 roku nie utrzymywały przyjaznych relacji, mimo że wcześniej, z sukcesami, tworzyły parę deblową. O pojednaniu skłóconych dotąd zawodniczek wciąż jednak niewiele wiadomo.

Inicjatorem wspólnego występu występu Garcii i Mladenovic przeciwko Belgijkom w meczu pierwszej rundy Grupy Światowej Fed Cupu był Julien Benneteau – kapitan francuskiej reprezentacji. Powołując obie tenisistki, stworzył zagrożenie dla dobrej atmosfery wokół zespołu, bowiem zawodniczki od blisko dwóch lat pozostają w otwartym konflikcie między sobą. Wszystko zaczęło się w kwietniu 2017 roku, kiedy Garcia pod pretekstem domniemanej kontuzji zrezygnowała z występu przeciwko Hiszpankom w Pucharze Federacji. Zarzewiem konfliktu były niepochlebne komentarze Mladenovic, która w bezpardonowy sposób skrytykowała byłą partnerkę deblową.

Nagłe ochłodzenie relacji między zawodniczkami dla wielu było niespodzianką. Obie od dłuższego czasu z sukcesami tworzyły parę deblową, mając na koncie wielkoszlemowy triumf na kortach Rolanda Garrosa i pierwsze miejsce w światowym rankingu par deblowych.
Jak się później okazało, mimo że tworzyły zgrany duet na korcie, w życiu prywatnym nigdy nie pałały jednak do siebie sympatią. Już po rezygnacji Garcii z Pucharu Federacji, Mladenovic rzuciła wymowne zdanie, w którym oświadczyła, że oprócz tenisowych sukcesów, nigdy nic więcej je nie łączyło. Sytuacja miała miejsce, gdy Francuzka z serbskimi korzeniami miała swoje 5 minut w tenisowym cyklu i rozwijała karierę singlową. Wygrała swój premierowy turniej w St. Petersburgu i osiągnęła finały w Acapulco, Stuttgarcie i Madrycie, a dzięki dobrym wynikom na mączce zapukała do czołowej „10” rankingu. Pytana co rusz o byłą partnerkę deblową, nie szczędziła oschłych komentarzy. W jednym z wywiadów wspomniała:

Zawsze byłyśmy różne i to było zauważalne w naszych rozmowach, nawet wtedy, gdy razem wygrywałyśmy. Jestem niezależna, a ona jest całkowicie kontrolowana przez ojca. Mówię pięcioma językami. Skończyłam szkołę, a Caroline przerwała swoją edukację.

Tymi słowami uderzała w rywalkę jeszcze mocniej, gdyż Garcia przeżywała jeden ze słabszych okresów w swojej tenisowej karierze. Niedługo później sytuacja diametralnie zaczęła się jednak zmieniać. Gdy po wakacyjnej przerwie zawodniczki wróciły na korty podczas amerykańskiego tournée Mladenovic rozpoczęła swą najdłuższą serię porażek, sięgającą 15 przegranych meczów z rzędu. Równocześnie coraz lepszą formę łapała Caroline Garcia, która zawładnęła końcówką 2017 roku. Francuzka w cuglach wygrała dwa prestiżowe turnieje w Chinach – w Wuhan i Pekinie – i ekspresowo wskoczyła do czołówki najlepszych tenisistek świata. Od tego czasu, mimo że nieco obniżyła loty, dalej prezentuje zdecydowanie wyższą formę od swojej byłej partnerki.

Mladenovic znalazła jednak miejsce w kadrze Francuzek na mecz pierwszej rundy Pucharu Federacji przeciwko Belgijkom, ale pierwszego dnia do spotkań gry pojedynczej zostały desygnowane wracająca do zespołu Garcia i Alize Cornet. Obie wygrały, dzięki czemu Francuzki są w świetnym położeniu przed niedzielnymi starciami, a szanse na deblowy występ Garcii i Mladenovic bardzo nikłe. Kto wie, co stanie się jednak w obliczu nagłego zwrotu akcji i powrotu Belgijek? Jeśli Elise Mertens i Alison van Uytvanck staną na wysokości zadania i wygrają dwa mecze singlowe, Julien Benneteau może nie mieć wyjścia i desygnować do startu skłócony, ale mistrzowski duet.

Cordoba. Puchar zostanie w domu

/ Dominika Opala , źródło: własne, foto: AFP

Argentyńscy kibice będą mieć powody do świętowania. Premierowy tytuł Cordoba Open zdobędzie ich reprezentant. W finale spotkają się Guido Pella i Juan Ignacio Londero.

O ile nazwisko Pelli nie jest zaskoczeniem w zestawieniu finałowym, o tyle Londero jest zupełnie niespodziewanym pretendentem do zdobycia najwyższego trofeum. A jednak to 25-latek urodzony w Jesus Maria spisuje się w tej imprezie rewelacyjnie. Młodszy z Argentyńczyków nie stracił jeszcze seta, a w półfinale zdeklasował Federico Delbonisa.

Ostatni rywal Londero ugrał zaledwie gema, a pojedynek trwał godzinę. Londero szczególnie dobrze radził sobie przy serwisie i returnie, a Delbonis nie potrafił znaleźć sposobu na tak dysponowanego przeciwnika.

Juan Ignacio Londero jest objawieniem tego turnieju. Przed startem Cordoba Open wygrał tylko seta na poziomie ATP Tour. Teraz jest już w finale. Ostatnim zawodnikiem, który wygrał pierwszy w karierze mecz w imprezie głównej ATP Tour i dotarł do finału w tym samym turnieju był Luca Vanni w 2015 roku w Sao Paulo.

O tytuł w Cordobie powalczy z Londero Guido Pella. Tenisista rozstawiony z „8” musiał się więcej namęczyć w półfinale. By wyeliminować Pablo Cuevasa potrzebował trzech setów. Pierwsza partia zdecydowanie należała do Argentyńczyka, który posyłał głębokie piłki z forehandu i to było kluczem do wygrywania wymian. W drugiej odsłonie Pella nieco stracił koncentrację, ale już w decydującym secie wrócił do swojego rytmu i mógł świętować awans do czwartego finału w karierze.

Pella jeszcze nigdy nie zdobył tytułu, ale wydaje się, że teraz szansa jest niepowtarzalna. Argentyńczycy grali ze sobą do tej pory trzy razy. Spotkania te odbywały się na poziomie futuresów i challengerów. Trzykrotnie triumfował Pella.


Wyniki

Półfinały singla:

Guido Pella (Argentyna, 8) – Pablo Cuevas (Urugwaj) 6:1, 3:6, 6:3
Juan Ignacio Londero (Argentyna, WC) – Federico Delbonis (Argentyna) 6:1, 6:0